Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Historia Legii Warszawa

2011-2018

Ostatnie lata śmiało możemy zaliczyć do jednych z najlepszych w historii klubu. Zarówno zdobyte trofea – cztery mistrzostwa Polski oraz pięć krajowych pucharów – jak i olbrzymi skok organizacyjny Legii dają podstawy do tego, aby oczekiwać od niej bezwzględnej dominacji na krajowym podwórku, a także coraz lepszej gry w Europie. Już teraz legioniści regularnie występują w rozgrywkach Ligi Europy UEFA, w 2016 roku awansując nawet do UEFA Champions League.


Legioniści z Pucharem Polski zdobytym w roku 2011 po zwycięstwie nad Lechem Poznań w Bydgoszczy (1:1, k. 5:4). Trofeum trzyma kapitan "wojskowych" Ivica Vrdoljak.

Akurat po niezbyt udanym sezonie 2010/2011, 3 maja 2011 roku, w finale o Puchar Polski rozegranym w Bydgoszczy, Legia remisując w regulaminowym czasie gry 1:1 zdołała pokonać po rzutach karnych (5:4) Lecha Poznań i po raz 14. w swojej historii zdobyła to trofeum. Należy żałować, że uroczystość wręczenia pucharu zmąciły zamieszki na trybunach stadionu w Bydgoszczy. Zdobycie przez Legię PP 2011 skutecznie zaciemniło obraz fatalnej gry, jaką przez większość sezonu demonstrowali podopieczni trenera Macieja Skorży. Było to powodem, że w klubie zastanawiano się nad losem trenera. Ostatecznie dano szansę szkoleniowcowi.

21 maja 2011 roku, w dniu meczu Legia – Wisła Kraków (2:0) w rundzie wiosennej ekstraklasy, oddano do użytku ostatnią, zachodnią trybunę nowego stadionu. Przed rozpoczęciem sezonu 2011/2012 Legia pozyskała trzech nowych zawodników – Danijela Ljuboję, Michała Żewłakowa i Duszana Kuciaka. To były najbardziej trafne zakupy od chwili przejęcia Legii przez koncern ITI. Dzięki zdobyciu Pucharu Polski Legia zapewniła sobie start w rozgrywkach Ligi Europy, zaczynając przygodę od III rundy eliminacyjnej w której pokonała turecki zespół Gaziantepspor (1:0 i 0:0), by w rundzie play-off wyeliminować Spartak Moskwa. Awansując do fazy grupowej tych rozgrywek piłkarze Legii we wspaniałym stylu uczcili jubileusz 95-lecia klubu. Później awansowali z grupy C (rywalami byli w niej PSV Eindhoven, Rapid Bukareszt i Hapoel Tel Awiw, a „wojskowi” rozegrali kilka znakomitych meczów) do wiosennych rozgrywek, grając już na Pepsi Arenie (taka nazwa stadionu obowiązywała od lipca 2011 roku do stycznia 2015 r.), zapisując tym samym złotymi zgłoskami dalsze losy historii Legii.


Nowy stadion Legii w pełnej krasie.

Po wyjściu z grupy legioniści trafili na Sporting Lizbona. W pierwszym meczu rozegranym przy ulicy Łazienkowskiej „wojskowi” dość pechowo zremisowali 2:2, tracąc gola na dwie minuty przed końcem meczu. Mając w pamięci wyjazd z podobnym rezultatem na rewanż do Moskwy rok wcześniej, kibice liczyli na to, że Legii uda się osiągnąć w Portugalii korzystny rezultat. Niestety, podopieczni Macieja Skorży zagrali słabo, nie podejmując zbytniego ryzyka w ataku znów stracili gola w samej końcówce, kończąc tym samym swoją przygodę w Lidze Europy.

Co prawda ligowa runda wiosenna zaczęła się dla legionistów nie najlepiej (w pierwszym spotkaniu przegrali także z Górnikiem Zabrze 0:2), to po pogromie Śląska we Wrocławiu (4:0) w warszawskim klubie odżyły nadzieję. Pomimo odpadnięcia z pucharów ostrzono sobie zęby na tytuł mistrza Polski.


W sezonie 2011/2012 podopieczni Macieja Skorży dostali się do rozgrywek grupowych Ligi Europy. W decydujących meczach okazali się lepsi od Spartaka Moskwa – w pierwszym meczu zremisowali 2:2, w drugim zaś zwyciężyli 3:2 zdobywając bramkę (Janusz Gol) minutę przed końcem dogrywki.

W lidze i Pucharze Polski legioniści szli jak burza, nie przegrywając kolejnych 12 meczów z rzędu. Dopiero 21 kwietnia piłkarze i kibice musieli przełknąć gorzką pigułkę w postaci porażki z Lechem Poznań i to na własnym boisku (0:1). Po tym spotkaniu w szeregi Legii wkradła się nerwowość, choć nadal nikt nie wyobrażał sobie, że piłkarze mogą na finiszu przegrać tytuł. „Legia jedzie na oparach, czy da radę?” – zastanawiali się kibice i dziennikarze. Po meczu z „Kolejorzem” legioniści zmierzyli się w Kielcach z rewelacją rundy wiosennej w lidze Ruchem Chorzów. Stawką tego meczu był Puchar Polski, a – zwarzywszy na końcówkę sezonu – Legia nie była jakimś zdecydowanym faworytem tej konfrontacji. Piłkarze z Warszawy rozegrali jednak znakomite spotkanie rozbijając „Niebieskich” 3:0, bo golach Ljuboji, Radovicia i Żyro.

„Czy tak gra mistrz?” – spekulowała prasa. „Nie” – zdała się odpowiedzieć Legia w kolejnym meczu ligowym. Do Warszawy przyjechała przeciętna Jagiellonia, a zwycięstwo nad nią dawało legionistom niemal pewny tytuł. Niestety, w obecności prawie 25 tysięcy kibiców, podopieczni Macieja Skorży w 61. Minucie – za sprawą Tomasza Frankowskiego – stracili gola, który mocno skomplikował sytuację. Spięci i zdenerwowani gospodarze zdołali chwilę później odpowiedzieć golem „Ljubo”, ale to wszystko na co było stać tego wieczora legionistów. Tytuł oddalał się niczym statek niknący na tle gdańskiego portu. I właśnie do Gdańska, na spotkanie z Lechią, Legia jechała na mecz ostatniej szansy. Szansy, bowiem w tamtym sezonie chyba żadna z drużyn… nie była zainteresowana zdobyciem tytułu mistrza Polski. Wyniki innych zespołów nadal sprzyjały legionistom, ale nie sprzyjała im niestety forma, która była daleka od oczekiwań. Z trójmiasta „wojskowi” wrócili na tarczy (Lechia wygrała 1:0), tracąc ostatecznie szanse na tytuł, który powędrował do piłkarzy Śląska Wrocław. Trzecie miejsce w lidze nie zadowalało nikogo…


Po wyjściu z grupy Ligi Europy "wojskowi" trafili na Sporting Lizbona. Po remisie (2:2) w pierwszym spotkaniu przy Łazienkowskiej, w rewanży ulegli Portugalczykom (0:1) i odpadli z rozgrywek.

Po nieudanym sezonie, który zakończył się nieco wcześniej ze względu na Euro 2012 rozgrywanym w Polsce i na Ukrainie (w imprezie tej nie zagrał żaden zawodnik Legii), miało jednak miejsce wydarzenie, które trwale zapisało się w historii klubu. 6 czerwca 2012 roku przy stadionie Legii odsłonięto pomnik Kazimierza Deyny. Uroczystość poprzedził pogrzeb w Katedrze Polowej Wojska Polskiego, po którym urna z prochami tragicznie zmarłego – 1 września 1989 roku – znakomitego piłkarza spoczęła na Powązkach. Odsłonięcia pomnika dokonało czworo dzieci – adept Akademii Piłkarskiej Legii oraz troje małych kibiców klubu z Łazienkowskiej. W uroczystości wzięła udział także żona wybitnego legionisty Mariola Deyna, a także dziesiątki jego kolegów z boiska i niezliczona ilość fanów. Imieniem Kazimierza Deyny została także nazwana jedna z trybun Stadionu Wojska Polskiego.

Do sezonu 2012/2013 piłkarze przystępowali z nowymi nadziejami i nowym trenerem. Został nim ponownie Jan Urban, który pracował już z zespołem w latach 2007-2010. „Bardzo się cieszę, że dostaję drugą szansę. Wydaje mi się, że moja poprzednia ‘misja’ nie została zakończona. Chcę wywalczyć z Legią mistrzostwo Polski i wierzę, że tym razem cel zrealizuję” – powiedział Urban.  „Analizując postawę zespołu w końcówce minionego sezonu uznaliśmy, że aby realizować najwyższe cele sportowe konieczna jest zmiana, która będzie nową motywacją dla zawodników. Jan Urban to bardzo dobry i ambitny szkoleniowiec” – powiedział p.o. Prezesa Legii Piotr Zygo, który zastąpił na stanowisku Pawła Kosmalę.


6 czerwca 2012 roku przy ul. Łazienkowskiej odsłonięto pomnik Legendy Legii i Idola kibiców Kazimierza Deyny.

Zespół potrzebował nie tylko nowego trenera, ale także piłkarzy, którzy przywrócą dobrą atmosferę i blask w grze. Do drużyny przyszedł m.in. doświadczony Marek Saganowski, który miał poukładać elegijną szatnię (z Lechii wrócił także Jakub Kosecki), a z klubem pożegnały się bezproduktywne „gwiazdy” w osobach Nacho Novo i Ismaela Blanco. Legia zaczęła od mocnego uderzenia. W pierwszych rundach eliminacji do Ligi Europy odprawiła z kwitkiem Metalurgs Lipawa (2:2 i 5:1) oraz SV Ried (1:2 i 3:1), a także Okocimskiego Brzesko w rozgrywkach o Puchar Polski (4:0). Ligę także zaczęła z wysokiego „C” pokonując przy Łazienkowskiej Koronę Kielce (4:0) i wygrywając trzy kolejne mecze w T-Mobile Ekstraklasie (przegrywając jednak po drodze Superpuchar ze Śląskiem na Pepsi Arenie).


Prochy "Kaki", które przyleciały z San Diego w USA po kilkunastu latach do Polski, spoczęły w Alei Zasłużonych na warszawskich Powązkach.

Wobec takiego stanu rzeczy „wojskowi” z nadzieją przystępowali do decydującej o awansie do grupy LE potyczki z Rosenborgiem Trondheim. Niestety, 23 sierpnia 2012 roku, w pierwszym spotkaniu przed własną publicznością piłkarze Jana Urbana tylko zremisowali z Norwegami 1:1, znów tracąc gola w końcowej fazie meczu. W rewanżu w Trondheim Danijel Ljuboja zdołał nawet odrobić straty, ale później grali już tylko gospodarze. W ostatniej minucie meczu o zwycięstwie Legii (i awansie) mógł, a nawet powinien, przesądzić młody Michał Żyro, ale z najbliższej odległości trafił… w swojego kolegę z drużyny. To było dopełnienie nieudanego meczu, a Legia ostatecznie pożegnała się – przynajmniej na rok – z Europą.

W lidze legioniści szli jak burza wygrywając kolejne spotkania, zatrzymując się dopiero na… Jagiellonii Białystok w 11. kolejce (przegrywając przy Łazienkowskiej 1:2). Fani szybko jednak zapomnieli o tej wpadce, bowiem chwilę potem „wojskowi” spektakularnie odprawili z kwitkiem Lecha przy Bułgarskiej, zwyciężając go 3:1.


Przed sezonem 2012/2013 drużynę ponownie objął duet trenerów Jan Urban – Jose Antonio Vicuna "Kibu", który zastąpił szkoleniowców Macieja Skorżę i Rafała Janasa.

Do rundy wiosennej piłkarze przystępowali więc w dobrych nastrojach i z nowym prezesem. Piotra Zygo zastąpił na tym stanowisku Bogusław Leśnodorski, który zaprowadzając nowe porządki w klubie i wokół niego momentalnie stał się pozytywną postacią w klubie, legijnym środowisku kibiców oraz dziennikarzy. Na Legii zmieniło się dosłownie wszystko, a klub bardziej niż korporacją stał się… dobrze działającą i zarządzaną sportową maszyną, z wyraźnym przesłaniem społecznej misji jaką na co dzień wykonuje.

Dobra atmosfera w klubie przełożyła się wiosną na boisko, gdzie piłkarze doznali tylko jednej porażki, przegrywając na inaugurację z Koroną w Kielcach (2:3). W maju w finałowym dwumeczu o Puchar Polski legioniści pokonali Śląsk Wrocław (2:0 i 0:1), a 24 czerwca w Łodzi (po remisie 1:1 z Widzewem, na trzy kolejki przed końcem) mogli cieszyć się wraz z kibicami z 10 tytułu mistrza Polski. Sześć punktów przewagi nad Lechem Poznań i… 20 nad trzecim Śląskiem oznaczało bezwzględną dominację Legii. Trener Urban miał jednak tyle samo zwolenników, co przeciwników... Zarzucano mu brak stylu, a tak wyraźną przewagę nad resztą stawki tłumaczono słabością naszej ligi.


Puchar Polski 2012 w rękach Legii jest!

O sile Legii jej przeciwników miały przekonać jesienne mecze w europejskich pucharach. Przetarciem do nich miał być mocno obsadzony turniej Deyna Cup, który po raz pierwszy odbył się na obiektach Legii. Oprócz gospodarzy w imprezie wzięły udział Fluminense, Partizan Belgrad i Austria Wiedeń. W spotkaniach półfinałowych Legia pokonała Partizan 2:1 (po golach Saganowskiego i Kucharczyka), a Flu zwyciężyło Austrię 1:0. W finale podopieczni Jana Urbana spotkali się więc z Brazylijczykami, których pokonali 2:0. Bramki padły łupem Janusza Gola, a także Raula Bravo – byłego piłkarza Realu Madryt testowanego latem przez warszawski klub. Puchar Deyny pozostał więc w klubie, w którym zawodnik spędził najlepsze lata swojej kariery.

Legia, jak na mistrza Polski przystało, nowy sezon rozpoczęła znakomicie. W pierwszych trzech meczach zanotowała trzy zwycięstwa, zdobywając dziewięć punktów przy imponującym bilansie bramkowym 12:1. W II rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów legioniści zmierzyli się z walijskim The New Saints (3:1 i 1:0), zaś w kolejnej ich rywalem był mistrz Norwegii – Molde FK. Drużyna Ole Gunnara Solskjaera okazała się wymagającym przeciwnikiem. Ze Skandynawii „wojskowi” przywieźli szczęśliwy i cenny remis (1:1 po golu Vladimera Dwialiszwilego), przystępując do rewanżu w Warszawie z nadzieją i… niepewnością. Po 90 minutach gry na tablicy widniał jednak wynik 0:0, który ostatecznie dał promocję do IV rundy (oraz grupy Ligi Europy), z której już tylko krok dzielił „wojskowych” od upragnionej Ligi Mistrzów.


Na początku roku 2013 stery w klubie objął prezes Bogusław Leśnodorski.

Los przydzielił Legii mistrza Rumunii Steauę Bukareszt, zdania co do awansu były więc raczej podzielone. Po pierwszym meczu w Bukareszcie (1:1 i gol Koseckiego) optymistów nie brakowało. Kibice i dziennikarze zadawali sobie pytanie – czy to już teraz? Presja na legionistach z każdym dniem była coraz większa, a w dniu rewanżu osiągnęła apogeum. 27 sierpnia o godz. 20.45 w obecności 22 tysięcy widzów „wojskowi” stanęli do walki o sławę i wielkie pieniądze. O 20.54… było jednak już po marzeniach. Stanciu (w 7.) i Piovaccari (w 9.) pozbawili Legię złudzeń. Gospodarze co prawda zdołali odrobić straty i wyrównać stan meczu na 2:2, ale na dalsze gole zabrakło czasu i… nie pozwolili goście. Legię od Ligi Mistrzów dzieliło więcej niż jedna bramka…


W sezonie 2012/2013 legioniści po raz trzeci z rzędu zdobyli krajowy puchar. Na zdjęciu w rękach kapitana Michała Żewłakowa.

„Wojskowym” na osłodę (już bez Danijela Ljuboji, który latem pożegnał się z klubem w niezbyt przyjemnej atmosferze) pozostała liga i… Liga Europy. W T-Mobile Ekstraklasie piłkarze z „eLką” na piersi wygrywali praktycznie wszystko, w rozgrywkach Starego Kontynentu szło im jednak fatalnie. Trafili do grupy teoretycznie jakościowo podobej jak dwa lata wcześniej (Lazio, Trabzonspor i Apollon Limassol), ale zdołali w niej wygrać tylko jedno, ostatnie spotkanie na Cyprze. Pomimo dominacji w lidze i pięciopunktowej przewagi w tabeli po rundzie jesiennej Jan Urban nie zachował stanowiska pierwszego trenera Legii. W klubie uznano, że prymat w kraju jest obowiązkiem Legii, a słabe wyniki w Europie zmuszają włodarzy klubu do podjęcia roszad w sztabie pierwszej drużyny. Zimą zmienił się więc cały pion szkoleniowy Legii (nieco wcześniej z drużyną pożegnali się także dr Stanisław Machowski oraz masażyści – Jerzy Somow i Zbigniew Sęktas). Z otoczenia pierwszego zespołu pozostali jedynie dwaj trenerzy – Lucjan Brychczy oraz Krzysztof Dowhań, a także masażysta Wojciech Frukacz i kierownik drużyny Marta Ostrowska. Pierwszym trenerem został Norweg Henning Berg, a jego asystentami rodak Pal Arne Johansen „Paco” oraz Kazimierz Sokołowski.


Rok 2013 przyniósł piłkarzom z Łazienkowskiej również mistrzostwo Polski! Krajowy dublet powrócił do Warszawy po 19 latach.

9 stycznia 2014 roku – to kolejna ważna data w historii Legii. „ITI odchodzi z Legii Warszawa. Nowymi właścicielami zostali Bogusław Leśnodorski, który jest jednocześnie prezesem klubu oraz Dariusz Mioduski, m.in. wieloletni prezes firmy Kulczyk Holding. Strony transakcji uzgodniły, że nie będą upubliczniać jej wartości oraz warunków” – tę informację od samego rana podawały wszystkie media w Polsce. „Większościowym udziałowcem Legii został Dariusz Mioduski (80 proc. akcji), który zostanie Przewodniczącym Rady Nadzorczej Legii. Mniejszościowy pakiet udziałów trafił do Bogusława Leśnodorskiego, który prezesem Legii jest od grudnia 2012 roku. Na tym stanowisku pozostanie przez – minimum – najbliższe trzy lata. „Jestem bardzo szczęśliwy, bo kupno Legii jest połączeniem moich osobistych pasji i marzeń z kompetencjami, które zbierałem przez 24 lata kariery zawodowej jako prawnik, menedżer i inwestor. Mam długoterminowe i bardzo ambitne plany wobec Legii. Od ponad roku aktywnie wspieram działania zarządu jako członek rady nadzorczej i zamierzam wraz z Bogusławem Leśnodorskim kontynuować tworzenie nowego standardu zarządzania klubem piłkarskim w Polsce” – powiedział na specjalnie zwołanej konferencji prasowej przy Łazienkowskiej Dariusz Mioduski.


Z końcem "mistrzowskiego" sezonu z klubem pożegnał się napastnik Danijel Ljuboja, który przez dwa lata był gwiazdą drużyny.

Tego samego dnia także grupa ITI potwierdziła informację o sprzedaży akcji klubu. „Legia, która przez 10 lat była częścią Grupy ITI, stanowiła dla nas, jako właścicieli, wielkie wyzwanie, gdyż biznes sportowy z jednej strony rządzi się własnymi prawami, a z drugiej musi dostosować się do realiów rynkowych. Tym bardziej cieszymy się, że sprzedajemy klub, który ma zbilansowany budżet, dysponuje zapleczem w postaci nowoczesnego stadionu i jednocześnie osiąga sportowe sukcesy, będąc liderem polskiej ekstraklasy. Nowi właściciele dobrze znają spółkę i jej potencjał, bo już od 2012 roku aktywnie uczestniczą w zarządzaniu klubem. Mamy przekonanie, że zapewni to Legii dalszy rozwój, zgodny z jej ambicjami i możliwościami. Chciałbym podziękować wszystkim zawodnikom, trenerom oraz pracownikom klubu za dobrą współpracę przez ostatnią dekadę” –wypowiedział się w specjalnym komunikacie Wojciech Kostrzewa, prezes i dyrektor generalny Grupy ITI. Entuzjastycznie na tę informację zareagowało środowisko kibiców, które przez dłuższy czas minionej dekady pod rządami ITI, było skonfliktowane z byłym właścicielem Legii.


Latem 2013 roku przy Łazienkowskiej odbyła się pierwsza edycja Turnieju Deyna Cup. Puchar trafił w ręce legionistów, którzy pokonali w imprezie Partizan Belgrad i Fluminense.

Rok 2014 jest w historii klubu wyjątkowy jeszcze z jednego powodu. Lucjan Brychczy, który jest w Legii od 60 lat, stanowi jego niewątpliwą Legendę. Jest symbolem wszystkich sukcesów „wojskowych” na przestrzeni lat. Oddając mu cześć, rok 2014 nazwano Jego imieniem.

Złota gwiazdka przysługuje Legii od sezonu 2014/2015. W maju 2014 "Wojskowi" sięgnęli oficjalnie po 10. tytuł mistrza Polski.

Legia pod rządami nowych właścicieli rozpoczęła rundę wiosenną walcząc już tylko na jednym, ligowym froncie (jesienią zespół odpadł także z rozgrywek o Puchar Polski). 16 spotkań dzieliło drużynę od kolejnego triumfu w lidze, która w sezonie 2013/14 grała już na nowych zasadach. Po 30. rozegranych kolejkach w rundzie zasadniczej piłkarze Henninga Berga mieli 10 punktów przewagi nad drugim Lechem Poznań, które na skutek reformy zostały podzielone na pół (Legia wiosną przegrała tylko jeden mecz – z Jagiellonią 0:3 przy zielonym stoliku). W fazie mistrzowskiej legioniści kroczyli od zwycięstwa do zwycięstwa wciąż powiększając przewagę i nie pozostawiając złudzeń, której drużynie należy się tytuł mistrza kraju. Na trzy kolejki przed końcem sezonu „wojskowi” mogli unieść ręce w geście triumfu.



Po odpadnięciu w IV rundzie el. do Ligi Mistrzów ze Steauą Bukareszt (1:1 i 2:2), piłkarze Jana Urbana znaleźli się w rozgrywkach grupowych Ligi Europy. Tym razem grali bez fartu i bez powodzenia.

Pozostałe mecze nie miały już znaczenia, a w prestiżowym spotkaniu z Lechem przy Łazienkowskiej zwycięstwo 2:0 potwierdziło dominację na krajowym podwórku. W roku 2014 – ku uciesze warszawskich fanów – piłkarska Legia rozpoczęła współpracę z wieloma innymi sekcjami. Podpisano umowy m.in. z sekcją hokeja, koszykówki, siatkówki, rugby, waterpolo, boksu oraz pływania. Czy jest to pierwszy krok do tego, aby Legia stała się znów jedną wielką wielosekcyjną potęgą? Na to pytanie odpowie najbliższa historia.


Po nieudanej przygodzie w pucharach z klubem pożegnał się szkoleniowiec Jan Urban.


Od rundy wiosennej sezonu 2013/2014 drużynę przejął Norweg Henning Berg. Po pół roku zdobył z Legią tytuł mistrzowski i zmienił styl gry "wojskowych".


Rok 2014 ogłoszono Rokiem Legendy Legii – Lucjana Brychczego, który miał udział we wszystkich sukcesach klubu z Łazienkowskiej.


Na początku 2014 roku klub zmienił właścicieli. Po 10 latach rządów ITI, 100% akcji trafiło w ręce Dariusza Mioduskiego i Bogusława Leśnodorskiego. W Zarządzie Legii znaleźli się także Rafał Wyszomierski i Jakub Szumielewicz.


Wiosną nowy Zarząd – ku uciesze licznej rzeszy kibiców – podpisał szereg umów partnerskich z innymi sekcjami sportowymi działającymi pod szyldem Legii Warszawa.


Legia Warszawa – Mistrzowie Polski 2014!

Zanim rozpoczęły się emocje związane z rozgrywkami ligowymi w sezonie 2014/2015, legioniści po raz kolejny pukali do bram upragnionej Ligi Mistrzów. Pierwszym przeciwnikiem był irlandzki, półzawodowy zespół St Patrick’s Athletic FC, z którym Legia mierzyła się w II rundzie eliminacyjnej. Wielkim zaskoczeniem był fakt, że w pierwszym starciu, na własnym stadionie, Legia tylko zremisowała z Irlandczykami 1:1. Po tym jak bramkę otwierającą zdobył w 38. minucie Christy Fagan, goście prowadzili przez ponad połowę meczu! Dopiero w doliczonym czasie gry gola wyrównującego zdobył niezawodny Miroslav Radović. Przed meczem rewanżowym nie brakowało sceptycznych prognoz siejących defetyzm na temat sportowej formy Wojskowych. Podopieczni Henninga Berga wytrzymali jednak ciśnienie. W rewanżu udowodnili, że grając pod presją, są w stanie pokazać efektowny i co najważniejsze skuteczny futbol. W efekcie piłkarze Legii, nie pozostawili złudzeń rywalom, wygrywając 5:0.



Pomocnik Legii Miroslav Radović w konfrontacji z piłkarzami St Patrick's Athletic FC.

Kolejnym rywalem z jakim musiał się zmierzyć stołeczny klub był utytułowany Celtic Glasgow. 30 lipca 2014 roku przy ul. Łazienkowskiej 3 Legia rozegrała jeden z najwspanialszych meczów w historii jej występów w europejskich pucharach. Mimo słabego początku i szybkiej utraty bramki, legioniści nie załamali się. Po dwóch bramkach Miroslava Radovicia i po jednym trafieniu Michała Żyro oraz Jakuba Koseckiego ograli Szkotów 4:1. Wynik mógł być jeszcze wyższy, gdyby Ivica Vrdoljak trafił choć jeden z dwóch wykonywanych przez niego rzutów karnych.



W rewanżu z Celtikiem Glasgow Michał Kucharczyk strzelił gola, a Legia wygrała 2:0. Wynik - na walkower dla rywali - zweryfikowała kilka dni później UEFA.

Rewanż i tak miał być już tylko formalnością. Na boisku wszystko przebiegało po myśli Wojskowych. Legia zagrała kolejny świetny mecz, wygrywając 2:0. Niestety, w meczu rewanżowym przez cztery minuty przebywał na boisku nieuprawniony do gry Bartosz Bereszyński, który powinien pauzować za czerwoną kartkę. UEFA podejmując decyzję o zweryfikowaniu meczu rewanżowego jako walkower na korzyść Szkotów pozostawała niewzruszona na apele legionistów, którzy poprzez znakomitą postawę sportową próbowali walczyć z bezwzględnym biurokratyzmem. Przez jedno drobne niedopatrzenie Legia po raz kolejny straciła szansę na grę w elicie. Odwołania do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu w Lozannie nie przyniosły pozytywnego zakończenia sprawy i Legia musiała zadowolić się grą w Lidze Europy, do której awansowała pokonując FK Aktobe 1:0 i 2:0 w ostatniej fazie eliminacji.



Drużyny Legii Warszawa i Lokeren przed meczem w ramach rozgrywek Ligi Europy UEFA przy ulicy Łazienkowskiej.

Wojskowi w grupie rywalizowali z tureckim Trabzonsporem, belgijskim Lokeren i ukraińskim Metalistem Charków. Wygrali pięć z sześciu spotkań! W pierwszych meczach legioniści ograli każdego z rywali po 1:0. W spotkaniach rewanżowych pokonali Metalist 2:1 i przegrali 0:1 z Lokeren. W ostatniej kolejce podopieczni Henninga Berga grali o pierwsze miejsce z Trabzonsporem. Legionistom wystarczał remis. Nie ograniczając się jednak do minimum, Wojskowi pokonali Turków 2:0.

W 1/16 finału legioniści wylosowali utytułowany Ajax Amsterdam, choć w tym okresie nie była to drużyna gwiazd, jak sprzed kilkudziesięciu lat. Kluczowym wydarzeniem dla rywalizacji była decyzja Berga o tym, że w obliczu medialnych doniesień o tranferze do Chin, Miroslav Radović nie będzie brany pod uwagę przy ustalaniu składu na dwumecz z Holendrami. Było to olbrzymie osłabienie naszej drużyny. Ajax, mimo że nie tak wspaniały jak kiedyś, okazał się być zespołem silniejszym, wygrywając ze stołecznym klubem 1:0 i 3:0. Prawdziwym katem okazał się być Arkadiusz Milik, który strzelił nam w dwóch meczach trzy gole. Legia odpadła z rozgrywek pucharowych, ale i tak pokazała się z bardzo dobrej strony.



W Amsterdamie legioniści dzielnie walczyli z Ajaksem, ale osłabieni brakiem "Rado" musieli uznać wyższość rywali. Przy piłce portugalski napastnik Wojskowych Orlando Sa.

W międzyczasie ruszyły rozgrywki ligowe, w których Wojskowi z początku grali nierówno. Potrafili przegrać na własnym obiekcie z przyszłym spadkowiczem z ligi - GKS-em Bełchatów, by po chwili rozgromić Górnika Łęczna 5:0. W trakcie rozgrywek, dokładnie 9 września 2014 r., do duetu właścicieli Dariusz Mioduski – Bogusław Leśnodorski dołączył Maciej Wandzel. Dzięki takiemu ruchowi nastąpiła jeszcze większa stabilizacja w organizacji i zarządzaniu Klubem. Wraz z upływem czasu nastąpiła także stabilizacja formy piłkarzy. Legia po 30 kolejkach ligowych z przewagą dwóch punktów nad drugim Lechem Poznań uplasowała się na pierwszym miejscu, odnotowując największą liczbę zwycięstw oraz strzelonych bramek.
To nie był jednak koniec rozgrywek. W pierwszym spotkaniu rywalizacji w tzw. grupie mistrzowskiej, stołeczny klub podejmował właśnie wspomnianego Lecha. „Kolejorz” wygrał to spotkanie 2:1, dzięki czemu został nowym liderem rozgrywek. Swoje kolejne mecze obie drużyny, poza 32. serią gier, regularnie wygrywały. Działo się tak aż do 36. kolejki. Wtedy to Legia tylko zremisowała wyjazdowy mecz w Gdańsku z tamtejszą Lechią.



Piłkarze Legii Warszawa z Pucharem Polski 2015, który zdobyli po meczu z Lechem Poznań (2:1) na Stadionie Narodowym. W tle triumfujący fani Wojskowych.

Wobec takiego obrotu spraw, aby myśleć o mistrzostwie, Legia musiała w ostatniej kolejce ligowej pokonać Górnika Zabrze oraz wyczekiwać zwycięstwa Wisły Kraków w Poznaniu. Legia spełniła swoje zadanie i pokonała zabrzan 2:0, lecz Lech nie dał sobie wydrzeć mistrzostwa na ostatniej prostej i w efekcie tytuł mistrzowski trafił do Poznania. Na otarcie łez Legii pozostał wywalczony 2 maja 2015 roku siedemnasty w historii Puchar Polski. Jej przeciwnikiem był „Kolejorz”, z którym wygrała na Stadionie Narodowym 2:1.

Sezon później cel Klubu się nie zmienił. Legioniści po raz kolejny mieli wywalczyć dublet: zdobyć Puchar Polski oraz odzyskać tytuł Mistrza Polski. Mobilizacja była jeszcze większa, gdyż Legia Warszawa obchodziła stulecie swojego istnienia. Z tej okazji zorganizowano wiele wydarzeń oraz imprez okolicznościowych. Została także wydana nowa kolekcja odzieżowa, sami piłkarze grali w specjalnie stylizowanych trykotach meczowych nawiązujących do tradycji i bogatej historii Legii z najdawniejszych lat.



Nowy szkoleniowiec Legii, Rosjanin Stanisław Czerczesow, szybko zmienił mentalność piłkarzywprowadzając w zespole swoje zasady.

Początek sezonu Legia rozpoczęła pod skrzydłami Henninga Berga. Drużyna pod dowództwem Norwega grała jednak na tyle słabo, że po 11 kolejkach ligowych miała aż 10 punktów straty do liderującego Piasta Gliwice. Władze klubu uznały, że mistrzostwo na stulecie Klubu to obowiązek i dłużej nie mogli biernie przyglądać się kiepsko grającej drużynie. Zdecydowali się zatem na zmianę szkoleniowca. Berga zastąpił Stanisław Czerczesow. Rosjanin miał w stolicy wprowadzić rządy silnej ręki - taką renomę wypracował sobie trenując Dynamo Moskwa, Tereka Grozny czy Amkara Perm. Czerczesow natychmiast rozpoczął pasmo zwycięstw z warszawską drużyną. Zespół pod jego wodzą w kolejnych 19 kolejkach przegrał tylko dwa razy – 0:1 z Lechem Poznań oraz sensacyjnie 0:3 z Termalicą Bruk-Bet Nieciecza. Duża w tym zasługa słynnego już obozu przygotowawczego na Malcie. Piłkarze pracowali ponoć tak intensywnie, że sami obserwatorzy i dziennikarze nigdy nie widzieli tak ciężko harujących zawodników.



Ondrej Duda wykorzystuje rzut karny w spotkaniu przeciwko Zorii Ługańsk (3:2) w Lidze Europy UEFA.

Wróćmy jednak do początków sezonu 2015/16. Legia, reprezentując nasz kraj na arenie europejskiej, przystąpiła tym razem do eliminacji Ligi Europy. Rozgrywki te rozpoczęła od II rundy eliminacyjnej, gdzie bez problemów po zwycięstwach 1:0 u siebie i 3:0 na wyjeździe wyeliminowała rumuńskie FC Botosani. W kolejne rundzie czekało na nich albańskie FK Kukesi. Pierwsza, wyjazdowa potyczka z tym niezbyt wymagającym rywalem zakończyła się skandalem. Przy stanie 2:1 dla Legii Ondrej Duda został uderzony niebezpiecznym przedmiotem rzuconym z trybun. W efekcie mecz został zweryfikowany jako walkower na korzyść naszej drużyny. W rewanżu Legia skromnie wygrała 1:0 po bramce Michała Kucharczyka.



Piłkarze Legii Warszawa z trofeum za mistrzostwo Polski w sezonie 2015/16.

Prawdziwe wyzwanie czekało na legionistów w ostatniej rundzie eliminacyjnej. Ich przeciwnikiem miała być ukraińska Zoria Ługańsk, naszpikowana m.in. piłkarzami wypożyczonymi z potęgi wschodnioeuropejskiego futbolu - Szachtara Donieck. Mimo wyjazdowej wygranej 1:0 (także po bramce Kucharczyka), w Warszawie Legię czekało bardzo ciężkie zadanie. Zoria momentami prezentowała bardzo dobry futbol, jednak Wojskowi zagrali przede wszystkim dojrzale. Ostatecznie wygrali to spotkanie 3:2.

W fazie grupowej Legii nie poszło już jednak tak dobrze. Legioniści trafili do silnej grupy, gdzie rywalizować musieli z duńskim FC Midtjylland, Club Brugge i słynnym włoskim Napoli. Nasz klub wygrał tylko jeden mecz, a cztery zremisował. Mimo że do ostatniej kolejki Wojskowi, już pod wodzą Stanisława Czerczesowa, mieli szansę na wyjście z grupy, to sromotna przegrana 5:2 ze wspomnianym Napoli przekreśliła ich nadzieje. Wszyscy w Klubie skupili się na rozgrywkach krajowych.



Kolejny finał rozgrywek o Puchar Polski na Stadionie Narodowym w Warszawie i kolejny mecz Legii z Lechem. Tym razem Wojskowi pokonali Kolejorza 1:0 po golu Alaksandara Prijovicia.

Ciężka praca, którą zespół wykonał z Czerczesowem podczas zimowych obozów na Malcie, się opłaciła, gdyż strata do Piasta została odrobiona z nawiązką. W grupie mistrzowskiej Legia wywalczyła sobie nawet dwupunktową przewagę nad ekipą ze Śląska. W decydujących meczach Wojskowi nie odpuścili już do samego końca, choć po przegranej z Lechią w przedostatniej kolejce, zrobiło się bardzo nerwowo. O mistrzostwie miał zadecydować domowy mecz z Pogonią Szczecin. Legioniści pewnie jednak ograli „Portowców” 3:0 i wspólnie wraz z kibicami mogli świętować 12. tytuł mistrzowski w historii. Świętowanie było zresztą godne największych mistrzów. Wydawało się, że wielka feta, która ze stadionu przeniosła się na ulice Warszawy, a następnie na Plac Zamkowy, będzie trwała wiecznie.

Wojskowi, zanim zdobyli mistrzostwo, sięgnęli po Puchar Polski. Podobnie jak przed rokiem, mierzyli się z Lechem Poznań. Mecz zakończył się zwycięstwem drużyny Czerczesowa 1:0 po bramce Aleksandara Prijovicia. Był to 18. puchar zdobyty przez warszawian. Legia pozostaje absolutnym rekordzistą pod względem liczby zdobytych krajowych pucharów. Sezon ten, okraszony wieloma sukcesami, był wyjątkowy zwłaszcza dla Jakuba Rzeźniczaka, który po zakończonych rozgrywkach został najbardziej utytułowanym legionistą w historii klubu (4x Mistrzostwo Polski, 6x Puchar Polski, 1x Superpuchar Polski).



Nowy nabytek Legii Vadis Odjidja-Ofoe wyraźnie przerastał naszą ligę umiejętnościami i miał olbrzymi wpływ na grę Wojskowych w kolejnym sezonie. Na zdjęciu z Michałem Kopczyńskim.

Przed kolejnym sezonem, 2016/17, z zespołem pożegnał się trener Stanisław Czerczesow. Przy Łazienkowskiej doszli do wniosku, że osoba Rosjanina nie gwarantuje sukcesu. Władze klubu niepokoił fakt, że Czerczesow wypracował tylko jeden sposób grania zespołu, polegający na wysokim pressingu. Podjęto bardzo ryzykowną decyzję o rozstaniu z dotychczasowym trenerem. Wybór padł na Besnika Hasiego, który właśnie stracił pracę w Anderlechcie Bruksela. Albańczyk dostał od klubu jasne zadanie - wzniesienie Legii na wyższy poziom.
Od samego początku Hasi miał jednak mocno utrudnione zadanie. Przygotowania do sezonu rozpoczynał bez kilku podstawowych zawodników. Na EURO 2016 pojechali: Michał Pazdan, Tomasz Jodłowiec, Nemanja Nikolić i Ondrej Duda. Część okresu przygotowawczego stracił Aleksandar Prijović, który w finale PP złamał rękę. W kadrze zespołu dochodziło do poważnych zmian. Do Queens Park Rangers odszedł Ariel Borysiuk, zaś po UEFA Euro 2016 po Ondreja Dudę sięgnęła Hertha Berlin. Po półrocznym wypożyczeniu do Krasnodaru wrócił Artur Jędrzejczyk, zaś ostatniego dnia okienka transferowego do Bordeaux przeszedł Igor Lewczuk. Do klubu przyszli natomiast dwaj zawodnicy z Waasland-Beveren: Thibault Moulin i Steeven Langil, a także jedni z najlepszych obrońców ekstraklasy - Maciej Dąbrowski i Jakub Czerwiński. Wypożyczono Waleriego Kazaiszwilego z Vitesse Arnhem. Ogromnym wzmocnieniem zespołu miał być Vadis Odjidja-Ofoe, pozyskany z wolnego transferu, za którego rok wcześniej Norwich City zapłacił Clubowi Brugge pięć milionów euro. Po nieudanej przygodzie w Chinach, do zespołu wrócił Miroslav Radović. Wydawało się, że  drużyna jest gotowa do walki o najwyższe cele.



Albański szkoleniowiec Besnik Hasi - jak szybko pojawił się w Warszawie, tak szybko z niej wyjechał. Zdobył jednak z drużyną mistrzostwo Polski i awansował do rozgrywek grupowych Ligi Mistrzów UEFA.

Ale pierwsze zderzenie z rzeczywistością okazało się wyjątkowo brutalne. Legia rozpoczęła sezon od przegrania Superpucharu z Lechem (1:4). Na inaugurację LOTTO Ekstraklasy, Wojskowi zremisowali z Jagiellonią 1:1, choć do przerwy prowadzili. W Lidze Mistrzów UEFA pierwszą przeszkodą Legii, w II rundzie eliminacyjnej, był mistrz Bośni i Hercegowiny - Zrinjski Mostar. Na wyjeździe legioniści zremisowali (1:1), u siebie zaś bez większych problemów pokonali rywala (2:0) i awansowali dalej. W III rundzie trafili na AS Trenczyn. Pierwszy mecz, który odbył się w Żylinie, legioniści wygrali 1:0 i to zwycięstwo w dużej mierze zawdzięczali świetnej postawie w bramce Arkadiusza Malarza. W rewanżu padł bezbramkowy remis i legioniści mogli cieszyć się z awansu do IV rundy, a także z - co najmniej - gry w fazie grupowej Ligi Europy UEFA. Znakomitą informacją dla wszystkich kibiców był fakt, że Wojskowi znaleźli się przed kolejną fazą eliminacji wśród zespołów rozstawionych - stało się tak z powodu odpadnięcia Olympiakosu Pireus, który sensacyjnie przegrał z Hapoelem Beer Szewa. Zaprocentowała regularna gra w europejskich pucharach, systematyczne zdobywanie punktów do rankingu UEFA. Potencjalnymi rywalami były: Dinamo Zagrzeb, Łudogorec Razgrad, FC Kopenhaga, Hapoel Beer Szewa i Dundalk FC. Wystarczyło spojrzeć na ten zestaw, żeby wytypować wymarzonego rywala. Mistrzowie Irlandii byli zdecydowanie najsłabsi w tym zestawieniu, choć w poprzedniej rundzie wyeliminowali BATE Borysów (0:1 i 3:0). Życzenie zostało spełnione, teraz pozostawało jedynie wykonać zadanie na boisku. Ale legioniści podchodzili do tego dwumeczu z dużą dozą niepewności.



Historyczny obrazek na stadionie przy Łazienkowskiej. Po golu Michała Kucharczyka w ostatniej minucie meczu z Dundalk wszystko było już jasne - jesienią 2016 roku, po 21 latach, legioniści znów zagrają w UEFA Champions League!

A wszystko dlatego, że wyniki Wojskowych na krajowym podwórku pozostawiały wiele do życzenia. Przed decydującymi meczami w Lidze Mistrzów UEFA, legioniści zajmowali miejsce w dolnych rejonach tabeli LOTTO Ekstraklasy. Pozycja Besnika Hasiego w klubie wyraźnie słabła, ale ratowały go wyniki w eliminacjach.Pierwszy z meczów o udział w Lidze Mistrzów UEFA zaplanowano w Dublinie na Aviva Stadium. Pierwszą połowę Legia zagrała ostrożnie, przede wszystkim tak, by nie stracić bramki. W drugiej wyprowadziła dwa ciosy. Najpierw rzut karny na gola zamienił Nemanja Nikolić, a w doliczonym czasie gry wynik meczu na 2:0 ustalił Aleksandar Prijović. Wydawało się, że Legia jest już u bram piłkarskiego raju. Rewanż jednak był prawdziwym piekłem.
23 sierpnia 2016 r. mijało dokładnie 21 lat od ostatniego awansu Legii do Ligi Mistrzów. Wówczas pokonała IFK Göteborg (2:1) i zagrała w elicie. Wystarczył moment dekoncentracji i zrobiło się bardzo nerwowo. Błąd w ustawieniu wykorzystał Robbie Benson i pięknym strzałem pokonał Arkadiusza Malarza. Legionistom zrobiło się czarno przed oczami, a Irlandczycy atakowali z pasją. Na domiar złego w 67. min czerwoną kartkę otrzymał Adam Hlousek. Prawie 30 tys. kibiców zgromadzonych na stadionie przy Łazienkowskiej miało stan przedzawałowy. Futbol jest pełen paradoksów, i tym razem było podobnie. Legia w dziesiątkę grała lepiej niż w pełnym składzie. Gola powinien strzelić Guilherme, ale Gary Rogers obronił. W doliczonym czasie Vadis Odjidja-Ofoe zagrał do Michała Kucharczyka, a ten pognał na bramkę rywali. Był sam, obok niego dwóch obrońców. Oszukał ich, a następnie oddał bardzo mocny strzał. Piłka zatrzymała się dopiero w  siatce. Skrzydłowy oszalał ze szczęścia, zdjął koszulkę, triumfował, utonął w objęciach kolegów. Już nic nie mogło się zmienić. Polska drużyna po 20 latach nieudanych prób znowu miała zagrać w Lidze Mistrzów UEFA. W bólach, ale cel został osiągnięty.



Legenda Legii Lucjan Brychczy w zwycięskim geście z nowym-starym trenerem Wojskowych Jackiem Magierą. W sezonie 2016/17 "Magic" wywialczył z Legią kolejny tytuł najlepszej drużyny w kraju - tym razem już jako samodzielny szkoleniowiec.

W fazie grupowej Legia trafiła na Real Madryt, Borussię Dortmund i Sporting CP. Pierwszy mecz legioniści rozegrali z dortmundczykami i niestety przegrali je wysoko, aż 0:6. Po blamażu na inaugurację Ligi Mistrzów UEFA, posada Hasiego wisiała na włosku. Kilka dni po meczu z Niemcami, Wojskowi przegrali z Zagłębiem Lubin 2:3 i Albańczyk został odsunięty od prowadzenia drużyny. Tymczasowo zastępował go Aleksandar Vuković. Serb poprowadził drużynę w meczu przeciwko Wiśle w Krakowie (0:0), a następnie stery oddano w ręce Jacka Magiery. Właściwego człowieka na właściwym miejscu, legionisty, wieloletniego piłkarza i asystenta kilku trenerów Legii. Osoby, która nie potrzebuje miesięcy na poznanie klubu, bo zna w nim wszystko i wszystkich. Jego debiut przypadł na mecz ze Sportingiem CP.To spotkanie legioniści znowu przegrali, tym razem 0:2, ale warto zauważyć, że Magiera miał zaledwie kilka dni na przygotowanie zawodników. Przed podjęciem decyzji o podstawowym składzie rozdał kartki swoim współpracownikom i poprosił, by każdy wypisał wyjściową jedenastkę. Na tej podstawie ją wybrał.Później Wojskowych czekał mecz z Lechią Gdańsk na własnym boisku. To spotkanie okazało się jednym z najlepszych meczów Legii w całym sezonie. Techniką błyszczał Vadis Odjidja-Ofoe, a bramki zdobywali Guilherme (dwie) i Nemanja Nikolić (jedną). Na horyzoncie jednak czekał legionistów mecz w Lidze Mistrzów UEFA z Realem Madryt - obrońcą trofeum.
Wojskowi jechali do stolicy Hiszpanii z obawami, ale głównie po naukę. Legia rozpoczęła mecz ofensywnie, bez kompleksów. Gwiazdy Realu przeżyły szok - legioniści mogli zdobyć 2-3 bramki. Groźnie strzelał Thibault Moulin, bliski pokonania Keylora Navasa był Tomasz Jodłowiec, Vadis Odjidja-Ofoe trafił w słupek. W pierwszym kwadransie mistrzowie Polski zdominowali najlepszy zespół w Europie. Cristiano Ronaldo i spółka musieli wziąć się do roboty. Gareth Bale pięknie strzelił lewą nogą i Arkadiusz Malarz nie miał szans. Nieco ponad 2 min później piłkę kopnął Marcelo, a ta trafiła w nogę Jodłowca i zmyliła bramkarza legionistów. Zanosiło się na pogrom, ale Legia nie rezygnowała. Miroslav Radović nabrał na swój firmowy zwód Danilo, a obrońca Realu go sfaulował w polu karnym. Poszkodowany sam wymierzył sprawiedliwość, zmylił Navasa i pierwszy gol w fazie grupowej LM został zdobyty.Królewscy jeszcze trzy razy pokonali Malarza (Marco Asensio, Lucas Vasquez, Alvaro Morata), ale legioniści mogli wracać do Warszawy z podniesionymi głowami. Udowodnili sami sobie, że można postawić się największym przeciwnikom. Takim jak najlepsza wówczas drużyna w Europie.



Odjidja-Ofoe prezentował piłkarską jakość nie tylko w ekstraklasie, ale także w rozgrywkach Ligi Mistrzów UEFA. W spotkaniu z Realem Madryt przy Łazienkwoskiej strzelił cudownego gola, a Legia zremisowała z jedną z najlepszych drużyn na świecie 3:3.

2 listopada 2016 r. nadszedł czas na rewanż. Rewanż, który miał odbyć się przy zamkniętych trybunach, co było pokłosiem decyzji UEFA o zamknięciu stadionu Legii. Brakowało tłumów idących na mecz, choć nie oznacza to, że legioniści pozostali bez wsparcia. Na trybuny dostało się ok. 2000 osób, w większości na zaproszenie UEFA, w tym fani Królewskich. Nie było kompletnej ciszy. Mecz rozpoczął się w najgorszy z możliwych sposobów. Nie minęła minuta, a Legia przegrywała. Przed pole karne gospodarzy zagrał Cristiano Ronaldo, a Gareth Bale pięknym strzałem w okienko bramki Malarza dał gościom prowadzenie. Kiedy 10 min przed końcem pierwszej połowy Karim Benzema je podwyższył, w teorii powinno być po wszystkim. Nadzieja jednak umiera ostatnia, a dał ją Vadis Odjidja-Ofoe. Najlepszy z legionistów w tym spotkaniu postanowił strzelić równie ładnego gola co Bale. Też lewą nogą, w górny róg, Navas był bez szans. Bramka Belga wygrała głosowanie na stronie uefa.com na najładniejszą zdobytą w 4. kolejce LM. Legioniści dostali pozytywny impuls, w drugiej połowie zagrali jeszcze lepiej i byli o krok od zwycięstwa. Wyrównał Radović, który zdecydował się na strzał zewnętrzną częścią stopy z ponad 20 m, zaskakując Navasa. Obie drużyny zafundowały kibicom dramatyczną końcówkę meczu. Sporo ożywienia w szeregi Legii wniósł Aleksandar Prijović. Szwajcar serbskiego pochodzenia 5 min przed końcem wycofał piłkę z pola karnego Królewskich do Thibaulta Moulina, a Francuz kopnął ją tak precyzyjnie, że odbiła się od słupka i wpadła do bramki. Legia sensacyjnie prowadziła z obrońcą trofeum Ligi Mistrzów. Wygranej nie udało się utrzymać, bo Real zaatakował wszystkimi siłami. Szybko wyrównał (Mateo Kovacić w 85. min), ale zwycięskiego gola nie potrafił strzelić. Tym samym legioniści dokonali, wydawało się, niemożliwego - utarli nosa wielkiemu Realowi z Zinedine'em Zidane'em jako trenerem.



Jeden z najefektowniejszych meczów w historii LM - niezwykle otwarte spotkanie Borussii Dortmund z Legią (8:4). Jeszcze nigdy w meczu tych rozgrywek nie pado 12 goli. Na zdjęciu gratulacje po swoim trafieniu odbiera "Prijo".

Kolejny mecz Legii w Lidze Mistrzów UEFA przeszedł do historii - jeszcze nigdy w jednym spotkaniu tych rozgrywek nie padło aż 12 goli. Legioniści poszli z dortmundczykami na wymianę ciosów i choć zdobyli cztery bramki, to stracili aż osiem. Do ostatniej kolejki jednak Wojskowi zachowywali szansę na awans do fazy pucharowej Ligi Europy UEFA. Warunek był jeden - ograć Sporting CP na własnym boisku. Tym razem Magiera odrzucił ideały, nie było radosnego futbolu, ale bardzo zdyscyplinowana gra całego zespołu. Możemy awansować, ale pod warunkiem, że zagramy mecz życia w defensywie - zapowiadał Miroslav Radović Po nerwowym początku legioniści zaczęli grać spokojnie i zdyscyplinowanie. Drużyną wyśmienicie kierował Vadis Odjidja-Ofoe, ciężką pracę za jego plecami wykonywali Michał Kopczyński i Thibault Moulin. Mistrzowie Polski decydujący cios zadali w 30. min. Odjidja-Ofoe podał do Prijovicia, który kopnął piłkę wzdłuż bramki Sportingu. Tam czekał Guilherme i pokonał Ruiego Patrício, bramkarza reprezentacji Portugalii, która kilka miesięcy wcześniej została mistrzem Europy. Legia miała to, co chciała, skupiła się na obronie, choć w drugiej połowie powinna podwyższyć prowadzenie, ale bardzo dobrych okazji do strzelenia gola nie wykorzystali Michał Kucharczyk i Miroslav Radović. Liczyło się jedno: Legia zrealizowała swój cel. Po wygranej z Portugalczykami w szatni drużyny pojawił się prezydent RP Andrzej Duda, który świętował sukces razem z zespołem. Awans do fazy pucharowej Ligi Europy UEFA stał się faktem.



W ostatnim meczu grupowym UEFA Champions League Wojskowi pokonali Sporting CP 1:0 po golu Guilherme i zajęli trzecie miejce w tabeli. Legioniści pozostali więc w grze o puchary (Liga Europy UEFA), a wiosną mierzyli się w dwumeczu z Ajaksem Amsterdam.

Równocześnie w lidze trwała pogoń za czołówką. Legia mimo, że seryjnie zwyciężała, to przez długi czas nie mogła przebić się do czołowej trójki. W okresie od 22 października 2016 r. do 11 lutego 2017 r., w dziewięciu meczach ligowych legioniści zwyciężyli osiem razy i raz zremisowali. Znakomita passa Wojskowych rozpoczęła się meczem z Lechem Poznań. Legioniści przystępowali do tego spotkania z 13. miejsca, zaś lechici byli siódmi. W pierwszej połowie kibice zgromadzeni przy Łazienkowskiej nie zobaczyli żadnego gola, mimo dobrych okazji dla obu ekip. Wielkie emocje przyniosła druga część gry. W 64. minucie Nemanja Nikolić dał Wojskowym prowadzenie, które utrzymywało się aż do 90. minuty. Wtedy Arkadiusza Malarza strzałem z rzutu karnego pokonał Marcin Robak. Gdy wydawało się, że spotkanie zakończy się remisem, sprawy w swoje ręce wziął Kasper Hamalainen. Były lechita dobił strzał z dystansu Łukasza Brozia i przy Łazienkowskiej zapanowała ekstaza. Legia rzutem na taśmę pokonała Lecha, a dla Wojskowych oznaczał to początek marszu w górę tabeli.Mecz z Lechem okazał się dla Wojskowych trampoliną, od której piłkarze odbili się z pełnym impetem. Osiem kolejnych spotkań przyniosło siedem zwycięstw i jeden remis. Były „goleady” - 5:0 z Górnikiem Łęczna, 5:1 z Piastem Gliwice, 4:0 ze Śląskiem czy 4:1 z Jagiellonią, ale też skromne zwycięstwa, jak z Wisłą Kraków 1:0. Później przydarzyła się wpadka w meczu z Ruchem Chorzów (porażka 1:3), ale Wojskowi szybko wrócili na właściwą ścieżkę.



Super-snajper Nemanja Nikolić był uwielbiany przez warszawską bubliczność. Odwdzięczał się zadziwiającą skutecznością. Zdobył tytuł króla strzelców ekstraklasy, znacząco przyczyniając się do ostatnich sukcesów klubu z Łazienkowskiej.

Zimą jednak Legia bardzo mocno się osłabiła. Do amerykańskiego Chicago Fire przeniósł się Nemanja Nikolić, zaś do PAOK-u Saloniki powędrował Aleksandar Prijović. Mało tego, do Sampdorii Genua sprzedany został Bartosz Bereszyński. Z klubu odeszło więc trzech kluczowych piłkarzy ekipy Jacka Magiery. A na horyzoncie czekał już na Wojskowych dwumecz z Ajaxem Amsterdam w 1/16 finału Ligi Europy UEFA. Po całkiem udanej przygodzie z Ligą Mistrzów UEFA, nadzieje przy Łazienkowskiej były duże, ale Wojskowi podchodzili z respektem do meczu z Holendrami. Mimo okazji z obu stron, mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Do Amsterdamu Wojskowi jechali więc z jasnym celem - przede wszystkim strzelić gola. Niestety, nie udało się go zrealizować. Legia przegrała z Ajaxem 0:1 i odpadła z Ligi Europy UEFA.Wciąż jednak trwała szaleńcza pogoń za liderem LOTTO Ekstraklasy. W 28. kolejce ligowej, legioniści przeżyli swoiste deja vu - drugi mecz z Lechem przyniósł jeszcze więcej emocji, niż pierwszy. Do 82. minuty utrzymywał się bezbramkowy remis - wtedy lechitów na prowadzenie wyprowadził Maciej Gajos. Gdy wydawało się, że Wojskowi ulegną Kolejorzowi, stało się coś, przez kibiców Legii będzie wspominane przez lata. W 87. minucie wynik meczu wyrównał Dąbrowski, zaś w ostatniej akcji meczu, w 94. minucie, po kapitalnym rajdzie Hlouska, zwycięstwo Wojskowym dał strzałem głową Hamalainen. Ekstaza. Trzy punkty dla Legii i dalszy marsz po zwycięstwo w lidze.Na inaugurację rundy mistrzowskiej, Wojskowi zremisowali na własnym boisku z Wisłą Kraków 1:1. Nieco skomplikowało to sytuację legionistów, którzy wciąż zajmowali w lidze drugie miejsce na sześć meczów przed końcem ligi. Później przyszły trzy zwycięstwa, w tym ponownie z Lechem, po których Legia wreszcie zajmowała pierwsze miejsce w tabeli. Kolejorz nie miał przy Łazienkowskiej zbyt wiele do powiedzenia - już w siódmej minucie Wojskowych na prowadzenie wyprowadził świetnym strzałem po doskonałym zagraniu Dąbrowskiego Vadis Odjidja-Ofoe. W 83. minucie wynik meczu na 2:0 ustalił Kucharczyk. Po zakończeniu meczu wszystko było jasne - Legia na trzy kolejki przed końcem rozgrywek jest pierwsza.



Legia Warszawa - mistrz Polski 2016/17. Po meczu z Lechią przy Ł3 (0:0) było jeszcze 10 minut oczekiwania na ostateczny wynik meczu Jagiellonii z Lechem. Po ostatnim gwizdku była wielka ulga i radość do białego rana.

Ale Wojskowych czekał mecz z drugą Jagiellonią. Mecz zapowiadany jako spotkanie o mistrzostwo Polski. Mecz, który rozczarował - po bezbarwnym widowisku i bezbramkowym remisie, wciąż nie było wiadomo, kto zostanie mistrzem. Kolejne spotkanie Wojskowi wygrali w wielkich bólach - 1:0 po bramce zdobytej przez Dominika Nagya. Została ostatnia kolejka, przed którą szansę na zdobycie mistrzostwa Polski miały trzy drużyny - Legia, Jagiellonia i Lech. Białostoczanie walczyli z Kolejorzem bezpośrednio na własnym boisku, zaś Wojskowi podejmowali przy Łazienkowskiej Lechię Gdańsk. Dwa korespondencyjne pojedynki między czołową czwórką miały wyłonić mistrza kraju. Dramatyczne zwieńczenie sezonu. Legia zremisowała z lechistami 0:0 i musiała jeszcze przez 10 minut czekać na zakończenie meczu Jagiellonii z Lechem, gdzie utrzymywał się remis 2:2. Gol dla Jagiellonii rozstrzygnąłby losy mistrzostwa na korzyść „Jagi”. Stadion przy Łazienkowskiej oczekiwał w zamarciu na ostatni gwizdek arbitra w Białymstoku. Stało się - białostoczanie nie zdołali zdobyć trzeciej bramki i Legia została mistrzem Polski po raz 13. w historii. Po sezonie pełnym wzlotów i upadków, walki, pościgu za liderem, Wojskowi zrobili coś, co kilka miesięcy wcześniej wydawało się nierealne. Piękne zwieńczenie najbardziej zaciętego sezonu w historii ekstraklasy.



W pucharowym spotkaniu Legii z IFK Mariehamn pokazała się legijna młodzież, m.in. zdobywca jednej z bramek Konrad Michalak. W dwumeczu Wojskowi odprawili rywali z bagażem dziewięciu goli (3:0 i 6:0).

Po historycznych osiągnięciach z poprzedniego roku, oczekiwania kibiców związane z nadchodzącym sezonem były bardzo duże. Do klubu przyszli nowi zawodnicy: Armando Sadiku, Cristian Pasquato, Łukasz Moneta, Krzysztof Mączyński i Hildeberto Pereira. W obliczu kontuzji Czerwińskiego, ściągnięto także Inakiego Astiza, który wcześniej przez lata był podstawowym obrońcą Legii. Z zespołem pożegnał się Vadis Odjidja-Ofoe, który otrzymał dobrą ofertę z Olympiakosu Pireus. Z wypożyczenia powrócił Jarosław Niezgoda. Wydawało się, że kadra zespołu jest kompletna przed sezonem pełnym wyzwań.W II rundzie eliminacji Ligi Mistrzów UEFA, Legia trafiła na fiński IFK Mariehamn. Odprawiła rywala z kwitkiem - na wyjeździe wygrała 3:0, zaś u siebie aż 6:0. W kolejnej fazie kwalifikacji, Wojskowi zmierzyli się z FK Astaną - zespołem z Kazachstanu. Pierwszy mecz, rozgrywany na wyjeździe, niestety przegraliśmy 1:3. Rozmiary porażki powinny być mniejsze, ale legionistom zabrakło koncentracji zarówno w końcówce pierwszej, jak i drugiej połowy. Gospodarze pierwszą bramkę zdobyli w 36. minucie, zaś kolejne - w 45. i 94. My odpowiedzieliśmy trafieniem Armando Sadiku na 12 minut przed końcowym gwizdkiem, ale to było wszystko, na co było tego dnia stać Legię. Przed rewanżem było wiadomo, że aby awansować, musimy strzelić co najmniej dwa gole.



Bramy Ligi Mistrzów UEFA zatrzasnęła przed Legią FK Astana. Po porażce w pierwszym spotkaniu 1:3, w Warszawie trzeba było wygrać minimum 2:0. Gol Jakuba Czerwińskiego w końcówce meczu na nic się nie zdał. Legii została walka w eliminacjach do Ligi Europy UEFA.

Tydzień później na trybunach stadionu przy Łazienkowskiej zasiadło niespełna 25 tysięcy ludzi. Panowała podniosła atmosfera, której towarzyszyły obchody 73. rocznicy powstania warszawskiego. Piękna oprawa na trybunach i klimat wojny. Wojny, z której tego dnia zwycięsko miała wyjść Legia. Przed przerwą jednak gole nie padły. Choć Wojskowi nacierali na rywala, to momentami wyglądało to tak, jakby bili głową w mur. Po zmianie stron, w 76. minucie bramkę zdobył strzałem głową Jakub Czerwiński i dał tym samym swoim kolegom sygnał do ataku. Legia miała niecały kwadrans, by odwrócić losy awansu. Niestety, nie udało się. Porażka w dwumeczu z Kazachami oznaczała, że czeka nas rywalizacja w IV rundzie eliminacji do Ligi Europy UEFA. Tam w losowaniu trafiliśmy na Sheriff Tiraspol.
Pierwszy mecz z Mołdawianami rozgrywaliśmy u siebie. Przyjezdni wyszli na boisko usposobieni bardzo agresywnie i zmuszali legionistów do błędów, przez co ci tracili sporo piłek lub niecelnie podawali. Mimo to, Wojskowi mogli do szatni schodzić z jednobramkowym prowadzeniem, ale świetną szansę zmarnował Armando Sadiku. Po przerwie gra wyglądała niestety bardzo podobnie. Sheriff grał do linii pola karnego, Legia czasem i przedostawała się pod bramkę, ale przy praktycznie każdym decydującym zagraniu czegoś brakowało. Trzeba było więc zareagować zmianami - w 55. minucie za Sadiku wszedł Kasper Hamalainen, a kwadrans później Nagya zastąpił Berto. W 76. minucie to właśnie Portugalczyk rozpoczął akcję, która w końcu dała Legii prowadzenie. Berto ruszył lewą stroną, zagrał piłkę do Adama Hlouska, a Czech dokładnie podał ją Kasperowi Hamalainenowi, który był ustawiony kilka metrów przed bramką. "Hama" natomiast ze spokojem, dokładając stopę do piłki, skierował futbolówkę do siatki. Mieliśmy 1:0 i wydawało się, że legioniści ruszą za ciosem i będą próbować dobić rywala. Rywala, który przez całe spotkanie potrafił oddać tylko jeden strzał. W 88. minucie. Bayala wyskoczył najwyżej w polu karnym po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i ustalił wynik meczu na 1:1.



W nich Wojskowi trafili na teoretycznie słabszy od siebie zespół Sheriffa Tyraspol. Przy Łazienkowskiej było zaledwie 1:1, w rewanżu zaś żadna z drużyn gola nie strzeliła. Ostatecznie więc legioniści niespodziewanie pożegnali się z pucharami.

Rewanż odbył się siedem dni później. Legioniści w Tyraspolu potrzebowali gola. I podobnie, jak w pierwszym meczu, od samego początku mieli przewagę. Niestety Sheriff skutecznie się bronił. Na domiar złego, w 38. minucie z boiska wyleciał Michał Pazdan. Stoper najpierw dostał żółtą kartkę za uderzenie w twarz Badibangi, a kilka sekund później został upomniany po raz drugi za naruszenie nietykalności cielesnej sędziego. Mistrzowie Polski przez ponad 50 minut musieli więc grać w dziesiątkę. Legia nie podjęła jednak ryzyka. Nie widzieliśmy ciągłych ataków legionistów. Chwilę po rozpoczęciu drugiej części gry znakomitą okazję zmarnował Hamalainen, a w dalszej części spotkania Wojskowym ani razu nie udało się już stworzyć zagrożenia pod bramką Sheriffa. W efekcie przygoda Legii z europejskimi pucharami tym razem zakończyła się już na eliminacjach. To pierwszy taki przypadek od 2012 roku, kiedy to Wojskowi odpadli po ostatniej rundzie eliminacji Ligi Europy UEFA z Rosenborgiem Trondheim. Teraz pozostała legionistom gra na dwóch frontach krajowych - w LOTTO Ekstraklasie i Pucharze Polski.



Nowy trener - nowe porządki. Tym razem pracy szkoleniowca przy Łazienkowskiej podjął się Chorwat - Romeo Jozak.

Równocześnie jednak Wojskowi notowali ligowy falstart. Najpierw przegrali 1:3 z beniaminkiem - Górnikiem Zabrze, a w kolejnych trzech meczach zdobyli cztery na dziewięć możliwych punktów i w tabeli plasowali się na dziewiątym miejscu. Wobec słabej gry w lidze i odpadnięcia z europejskich pucharów, słabła przy Łazienkowskiej pozycja trenera Jacka Magiery. Czarę goryczy przelała wyjazdowa przegrana ze Śląskiem Wrocław, po której Wojskowi spadli na piąte miejsce w ligowej tabeli. Kontrakt z Jackiem Magierą został rozwiązany. Polskiego szkoleniowca zastąpił Chorwat Romeo Jozak. Trener-zagadka; człowiek, który do tej pory prowadził jedynie drużyny juniorskie, bez większego doświadczenia w seniorskiej piłce. Jego asystentem został inny Chorwat - Dean Klafurić. Do zmian doszło także w pionie dyrektorskim. Na stanowisku dyrektora sportowego, Michała Żewłakowa zastąpił Ivan Kepcija.Debiut Romeo Jozaka przypadł na mecz z Cracovią w Warszawie. Spotkanie bardzo trudne, które równie dobrze mogła wygrać zarówno Legia, jak i Cracovia. Decydujący okazał się strzał Thibaulta Moulina, który dał Legii prowadzenie i ostatecznie zwycięstwo 1:0. Trzy punkty dla Legii oznaczały awans na czwarte miejsce w tabeli. Ale Wojskowych czekał lada chwila prawdziwy maraton - mecze z Jagiellonią, Lechem, Lechią i Wisłą. Legia przegrała dwa pierwsze starcia - z białostoczanami i Lechitami, ale dwa kolejne wygrała - po 1:0. W obu przypadkach jedynego gola strzelał Jarosław Niezgoda, który wyrósł w tym okresie na lidera drużyny. Dwa kolejne mecze Wojskowi również wygrali - 2:0 z Arką i 3:1 z Pogonią, a to oznaczało, że wreszcie zagramy o pozycję lidera LOTTO Ekstraklasy, bowiem do Warszawy przyjeżdżał pierwszy w tabeli Górnik Zabrze.



Legia - Górnik. Klasyk sprzed lat zaświecił pełnym blaskiem. Ostatecznie - po trafieniu Kaspera Hamalainena - Legia ograła zabrzan 1:0 i awansowała na pierwsze miejsce w tabeli. Przy okazji prezentując trzeci, niezwykle efektowny, a zarazem nawiązujący do swojej historii komplet strojów.

Przy Łazienkowskiej panowała wspaniała atmosfera. Klasyk polskiej ligi został odkurzony i odrestaurowany najlepiej, jak się da. A do tego wszystkiego świetnie grała Legia. Do przerwy bezbramkowo remisowała, choć powinna prowadzić. Górnik nie mógł w tym meczu zbyt wiele zdziałać - legioniści byli świetnie zorganizowani w defensywie, gdzie królował Maciej Dąbrowski. To, czego nie udało się zrobić w pierwszej połowie, czyli strzelić gola, nie udawało się także przez dużą część drugiej połowy. Ale wtedy dał o sobie znać człowiek od zadań specjalnych - Kasper Hamalainen. Fiński napastnik, strzelając na raty, umieścił piłkę w siatce w 84. minucie spotkania. Szaleństwo i euforia przy Łazienkowskiej. Wojskowi dowieźli ten wynik do końca, a to oznaczało, że po raz pierwszy w sezonie 2017/18 zajmiemy pozycję lidera LOTTO Ekstraklasy.
Nie na długo zagościliśmy na pierwszym miejscu. Po nieco sensacyjnej porażce 2:3 z Koroną Kielce, Górnik znowu wyszedł na prowadzenie w lidze. Na należne nam miejsce powróciliśmy po wyjazdowym zwycięstwie 1:0 z Piastem Gliwice. I choć w ostatniej kolejce rozgrywanej jesienią ulegliśmy na własnym boisku 0:2 Wiśle Płock, to wobec porażki Górnika, pozostaliśmy na pierwszym miejscu z dwoma punktami przewagi nad Lechem Poznań, zabrzanami i Jagiellonią. Rok zakończył się więc, mimo porażki z płocczanami, bardzo udanie.



Tak przed ostatnim meczem ligowej jesieni sezonu 2017/18 prezentował się Stadion Legii.

Opracował: Wiktor Bołba.
Współpraca: Janusz Partyka, Bartosz Jabłoński, Łukasz Tyborowski.
Zdjęcia: Archiwum Legii Warszawa, Eugeniusz Warmiński, Janusz Partyka, Adam Polak, Mateusz Kostrzewa, Jacek Prondzynski, Włodzimierz Sierakowski/Fotosport.

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN