Legia Warszawa
vs Termalica
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2017-10-23 00:01:00
Newsletter

70. rocznica urodzin Kazimierza Deyny

Autor: Jakub Mieżejewski Fot. Eugeniusz Warmiński/Archiwum Legii, Mateusz Kostrzewa, Jacek Prondzynski
Gdyby żył, świętowałby dziś 70. urodziny. Legenda Legii - Kazimierz Deyna, urodził się 23 października 1947 roku w Starogardzie Gdańskim. W zespole z Warszawy spędził 12 lat, rozegrał 390 spotkań i strzelił 141 goli. W pamięci kibiców Legii zapisał się jako najlepszy piłkarz w historii klubu.

O Kazimierzu Deynie napisano tysiące artykułów. Bo choć ten genialny piłkarz nie żyje od wielu lat, to wciąż jest postacią niezwykle inspirującą i fascynującą. Zwłaszcza dla kibiców Legii, dla których stał się ikoną. Kolejne pokolenia fanów warszawskiego klubu wychowane są w czci do niego, zgodnie ze słowami pieśni: „Deyna Kazmierz, nie rusz Kazika, bo zginiesz”. Dowodem jego fenomenu jest pomnik stojący kilkanaście metrów od stadionu Legii. Na takie uhonorowanie zasługują postacie nieliczne i wybitne. Dzisiaj, w 70. rocznicę urodzin Deyny, pod pomnikiem znów zjawią się kibice, by oddać mu cześć. W ten dzień oddajmy głos jemu i jego najbliższym, którzy mieli okazję poznać go i być przy nim w chwilach triumfu i chwały, ale także upadków.

 

 

Początki

 

Kazimierz Deyna urodził się w Starogardzie Gdańskim jako piąte dziecko w rodzinie Deynów. Jego ojciec pracował w spółdzielni mleczarskiej, z kolei matka zajmowała się wychowaniem dzieci. Nie miał łatwego dzieciństwa, ale od najmłodszych lat wykazywał wielki talent do piłki nożnej. Jego pierwszym klubem był Włókniarz Starogard Gdański. Do Legii trafił w wieku 19 lat, po rozegraniu jednego meczu w Łódzkim KS-ie.

 

 

„Kazi nie pił, bo postawił na piłkę. Jego rówieśnicy takich marzeń nie mieli i pili jak leci. Kazik wolał grać na podwórku, kiwać kolegów i strzelać gole. Był najlepszy. Wołali na niego Kaja” - brat Deyny, Henryk o dzieciństwie. 

„Doskonale pamiętam dzień, kiedy do mojej grupy dołączył ‘czarny łepek’. Szybko robił postępy i wyróżniał się spośród innych dosłownie wszystkim. Miał talent, był pracowity i systematyczny” - Henryk Piotrowski, pierwszy trener Deyny.

„Deyna zagrał w ŁKS-ie zaledwie jeden mecz. Legia go nie ukradła.  Nie można mówić o rozdzieraniu szat, że zabrano komuś najlepszego zawodnika, bo nikt nie wiedział, kto to będzie. Na szczęście trenerzy w Warszawie się zorientowali - dla dobra i Deyny, i Legii, i reprezentacji Polski. Mogę tylko gdybać czy w Łodzi by się tak rozwinął. Miałby słabszych partnerów i słabszego trenera. Nie wiem co by z tego wyszło” - Stefan Szczepłek, autor biografii o Deynie.

 

Jaroslav Vejvoda 

 

Czeski szkoleniowiec jest jednym z najbardziej utytułowanych trenerów stołecznego klubu. Vejvoda odpowiada również za odkrycie i oszlifowanie talentu Deyny. „Kazik” był jego ulubieńcem, ale wymagał od niego więcej niż od reszty piłkarzy. To jemu pomocnik zawdzięcza najwięcej.

 

 

„Jeszcze dużo musisz się uczyć, ale myślę, że będzie z ciebie dobry piłkarz” - Jaroslav Vejvoda po debiutanckim meczu Deyny przeciwko Ruchowi Chorzów.

„Kaziu trafił na dobrego szkoleniowca. W Legii był wówczas Vejvoda, który umiał prawidłowo spojrzeć na piłkarzy. W Dukli Praga też miał samych artystów i zrobił z nich mocny zespół. Kaziu miał szczęście, że trafił akurat na niego. To wirtuoz futbolu. Wiedział kiedy ma podać, a kiedy strzelić” - Lucjan Brychczy.

„Przed wyjazdem do Bytomia w kwietniu 1967 roku Kazik przepadł jak kamień w wodę. Kamfora. Jakież było zdziwienie wszystkich, że Kazik, pupilek trenera spóźnił się kilka minut na zbiórkę, a trener, widząc go dobiegającego do autokaru, rozkazał kierowcy nie zatrzymywać się. Zaskoczony Deyna stanął jak wryty” - Janusz Żmijewski w książce autorstwa Wiktora Bołby pt. „Deyna. Geniusz futbolu. Książe nocy”.

 

 

Fenomen w Legii

 

W Legii rozegrał 390 spotkań, w których zdobył 141 bramek. Przez 12 lat występów w warszawskim klubie niemal w każdym meczu pokazywał klasę – był piłkarzem wybitnym. To w koszulce z „eLką” na piersi grał najlepiej. W Warszawie był noszony na rękach. Z Legią zdobył dwa mistrzostwa kraju, Puchar Polski oraz doszedł do półfinału rozgrywek o Puchar Europy. Odszedł z klubu w 1978 roku, jako gwiazda światowego formatu.

"Grałem z wieloma zawodnikami, jedni byli gorsi, inni lepsi, ale tylko dwóch było wybitnych. Jednym z nich był Kazimierz Deyna. (…) Na dziesięć prób Kazio strzelał mi jedenaście bramek. Przed treningami strzeleckimi groziłem, że albo ja stanę do innej bramki, albo on będzie strzelał na inną. Po prostu nie cierpiałem tego” - Jan Tomaszewski, który z Deyną grał w reprezentacji Polski i klubie.

„Obydwaj w tym samym czasie zostaliśmy powołani do odbycia zasadniczej służby wojskowej i trafiliśmy do Legii. Na Łazienkowskiej się zaprzyjaźniliśmy, z tym, że on miał więcej szczęścia niż ja. W Legii znakomicie się odnalazł i szybko trafił do pierwszej drużyny. (...) W czasie odbywania służby zaprzyjaźniliśmy się z Kaziem i wspólnie spędzaliśmy bardzo dużo czasu. Razem chodziliśmy na miasto, do kina czy restauracji. Można powiedzieć, że byliśmy jak papużki nierozłączki. (...) Kaziu miał swój sposób komunikowania się z ludźmi. Był raczej powściągliwy i nie otwierał się od razu. Natomiast jeżeli do kogoś się już przekonał, był otwartym i wspaniałym kolegą, można było z nim szczerze i otwarcie porozmawiać. To był cały Kazio. (...) Razem przebywaliśmy po meczach kadry, nasze żony także często się spotykały. Gdy moja przyjeżdżała z Mielca do Warszawy, zatrzymywała się u nich w mieszkaniu. Później nasze drogi znów się rozeszły. Ja wyjechałem do Francji, Kazik do Anglii, później do Ameryki” – kolega z drużyny i kadry Henryk Kasperczak.

 

 

„Do dziś widzę jego strzał z meczu z AC Milan. Dla mnie jest to szczególnie miłe wspomnienie, ponieważ byłem współautorem jednej z najpiękniejszych bramek Kazia Deyny, jakie zdarzyło mu się zdobyć w jego karierze. (…) Posłałem mocną, płaską piłkę w jego stronę. Kazio, będąc w pełnym biegu, trafił idealnie. Huknął z całej siły i piłka, ocierając się jeszcze o poprzeczkę, ugrzęzła w siatce. Bramkarz AC Milan Pierangelo Belli ani drgnął. Mam jeszcze w oczach obraz Bellego próbującego wyciągnąć ręce do piłki, ale zdołał je podnieść tylko do wysokości piersi na tyle, żeby zacząć… bić brawo. To dla piłkarza chyba największy dowód uznania, kiedy pokonany bramkarz nagradza strzelca oklaskami” - Stefan Białas o golu „Kaki” w meczu o Puchar Zdobywców Pucharów z AC Milan w 1972 roku.

„To był geniusz i widać to było dopiero na boisku, z trybun się tego nie dostrzegało. Jego naprawdę trudno było zatrzymać, poza tym miał niesamowity dar. Potrafił przewidzieć co się wydarzy na boisku. Często mówiło się, że przeciwnik zagrał pod nogi do Kazika. Nie, on to po prostu przewidział” - Andrzej Strejlau, trener Deyny w Legii Warszawa w latach 1975-1978.

„Pomocnik nie może być tylko maszynką do odbijania piłki. Od czasu do czasu, by wprowadzić zamęt w szeregach przeciwnika, powinien zademonstrować nietypowe czy ryzykowne rozwiązanie. Inaczej jest skazany na futbolową przeciętność” - Kazimierz Deyna o swoim stylu gry w jednym z wywiadów. 

 

 

„Grałem przeciwko najlepszym piłkarzom świata i nikt nie wrzucał mi piłki za kołnierz tak, jak zrobił to ‘Kaka’” - bramkarz Józef Młynarczyk o golu Deyny w meczu z Odrą Opole w 1978 roku. To było ostatnie trafienie pomocnika w barwach Legii.

 

Kochany w Legii, nienawidzony w kraju

 

Legia nie była lubiana w innych częściach Polski, podobnie jak jej największa gwiazda - Kazimierz Deyna. „Kaka” spotykał się bardzo często z przejawami niechęci na innych stadionach. Dla kibiców nie mógł być postacią obojętną. Albo go kochali, albo nienawidzili.

 

 

„Po debiucie w Legii od razu otrzymałem dobre recenzje, w efekcie czego po kilku następnych występach w lidze dostałem powołanie do kadry. O tym, że wystąpię przeciwko Turcji nie myślałem. Stało się jednak inaczej. Wychodząc na boisko Stadionu Śląskiego usłyszałem gwizdy. Mam za to żal do publiczności. Dlaczego gwizdali? Dlaczego nie chcieli mi pomóc w tak trudnym momencie?” - Deyna o incydencie z października 1977 roku.

„Przed Deyną pochylam głowę. Ten człowiek, także przez was, tak wiele i tak niezasłużenie wycierpiał. Nie myślcie, że odkupicie winy, zapalając raz w roku lampkę. Ci wszyscy, którzy na niego gwizdaliście. I którzy w niego zwątpiliście” - Paweł Zarzeczny w felietonie dla „Polska The Times”.

 

 

Reprezentacja Polski

 

Deyna grał w kadrze narodowej od 1968 do 1978 roku. Rozegrał w tym czasie 97 spotkań, w których strzelił 41 gol. Był jej niekwestionowanym liderem, nosił opaskę kapitańską i dzięki niemu Polska odniosła największe sukcesy w piłce reprezentacyjnej. Zdobył mistrzostwo i wicemistrzostwo na igrzyskach olimpijskich w Monachium i Montrealu, a także 3. miejsce na mistrzostwach świata w RFN. 

„W tamtym zespole, który miałem szczęście prowadzić, a którzy inni nazywali wielkim, Kazik stanowił oś. (…)  On był jak szachista, który potrafi przewidzieć kilka ruchów przeciwnika. Miał jakąś nieprawdopodobną intuicję, która pozwalała mu w danej chwili zagrać tak, by zespół miał z tego podania czy strzału największe korzyści” - Kazimierz Górski, trener reprezentacji Polski w latach 1970-1976.

„Za to drugie miejsce chciałbym wszystkich przeprosić. Tak, przeprosić. Po powrocie do kraju odniosłem wrażenie, że tak trzeba zrobić. Nasze srebro niemal wszyscy uważają za coś uwłaczającego, jako porażkę. Byliśmy jakby tłem dla innych medalistów: zapomniani i niepotrzebni” - Deyna o IO 1976 w Montrealu dla magazynu „Sportowiec”.

 

 

 „Po tym, jak Kazimierz Deyna z dziewięcioma golami został królem strzelców turnieju olimpijskiego, nie brak było takich, którzy usiłowali zgłębić fenomen jego strzałów. Pytano, jak to robi, że po jego piłka początkowo leci tak, jakby dość daleko miała minąć bramkę, a potem nagle, właściwie wbrew prawom fizyki, potrafi skręcić na tyle gwałtownie, że wpada do siatki tuż obok zdezorientowanego bramkarza. Czy w przypadku , jak udaje mu się nadać piłce taki lot, że ta odbija się od murawy boiska tuż przed zdumionym bramkarzem i myląc go wpada do bramki” - Wiktor Bołba w książce pt. „Deyna. Geniusz futbolu, książe nocy”.

„A ty się bracie nie denerwuj, tam Lubański gra, nerwy swoje zwiąż na supeł, obok Deynę ma” – to z kolei refren piosenki Andrzeja Dąbrowskiego.

„Pamiętam taki obrazek z mistrzostw świata w Argentynie. Wróciłem do reprezentacji, ale już właściwie jako obcy człowiek. Drużyną zaczęła rządzić nowa generacja. Kazio Deyna grał w ping-ponga ze Zbyszkiem Bońkiem, który zaczął 'Kakę' obrażać. Kto dobrze znał Deynę ten wiedział, że był to niespotykanie spokojny człowiek. (...) Ale każdy ma jakieś granice odporności. Jeżeli jednak Deyna się w końcu zdenerwował, to musiało się zdarzyć naprawdę coś strasznego, a on w szale był nieobliczalny. Gdybym nie wkroczył wtedy do akcji jako rozjemca, polska piłka straciłaby wielkiego piłkarza. Nie mam wątpliwości, że 'Kaka' rozszarpałby go na strzępy. To ten epizod spowodował, że rozwaliła się reprezentacja Polski, która podobno mogła zdobyć nawet mistrzostwo świata” – Włodzimierz Lubański o MŚ w Argentynie w 1978 roku i konflikcie Deyny z Bońkiem.

 

 

Późniejsze losy i śmierć

 

W 1978 roku przeniósł się z Legii do Manchesteru City, gdzie nie prezentował się zgodnie z oczekiwaniami. Na koniec kariery wyjechał do Stanów Zjednoczonych, by grać m.in. w San Diego Soccers. Zmagał się z problemami natury osobistej, popadł w depresję i problemy finansowe. Ludzie w Polsce zapomnieli o ukochanym idolu. Zginął w wypadku samochodowym 1 września 1989 roku.

 

 

„To najlepszy piłkarz z jakim kiedykolwiek grałem. Z piłką mógł zrobić wszystko, z zamkniętymi oczami potrafił trafić tam gdzie chciał. Żaden inny piłkarz nie miał tylu pomysłów co on. Czasami wydawało się, że to co wymyślił jest niemożliwe, ale potem okazywało się, że jednak bardzo proste. Można powiedzieć, że jego piłka miała oczy” - Dragoslav Stepanović, który występował z „Kaką” w Manchesterze City.

„23 października 1980 roku - nikt nie pamiętał o urodzinach Kazika” - Mariola Deyna w pamiętniku o depresji męża.

„Wieść o śmierci Kazimierza Deyny w San Diego była dla mnie ogromnym ciosem. 2 czy 3 września jechaliśmy na wyjazd do Lubina. Legia grała z Zagłębiem. Jechaliśmy pociągiem mocno przytłoczeni zaistniałym faktem. Chcieliśmy wywiesić czarną flagę na znak żałoby, ale nikt z nas nie miał takiego płótna. To był dzień, kiedy historia Legii się zatrzymała, przynajmniej dla mnie” – wspomina Wiktor Bołba.

 

 

„Jeden z orłów piłkarskiej reprezentacji Polski, drużyny Kazimierza Górskiego, który prowadził do zwycięstw drużyny Legii i reprezentacji, odbywa właśnie swój ostatni lot. Orzeł, to symbol siły i woli walki. Cechy orła wcielił w siebie Kazimierz Deyna. Każdy orzeł ma swój ostatni lot, na każdego przychodzi moment złożenia rozpostartych, zwycięskich skrzydeł. 1 września 1989 roku dla Kazimierza Deyny był ostatnim dniem ziemskich zwycięstw i porażek. Zginął w wypadku samochodowym” - biskup Marian Florczyk na pochówku Deyny na warszawskich Powązkach w 2012 roku.

 

 

Na zawsze w naszych sercach

 

W 2012 roku jego prochy zostały na stałe przewiezione do Polski. Kazimierz Deyna został pochowany na warszawskich Powązkach. W tym samym roku odsłonięto pomnik wielkiego piłkarza obok stadionu Legii Warszawa.

„To jest sztandarowa postać polskiej piłki. Jego prochy spoczywają na Powązkach i to jest bardzo piękne. Naszej piłce nożnej się należy, by jej legenda spoczywała w ojczyźnie” - mówił Lesław Ćmikiewicz.

 

 

„Przecież 'Kaka' najpiękniejsze lata swojej kariery spędził w Legii Warszawa. W stolicy był najbardziej kochany przez kibiców i tu jest jego miejsce. Dobrze, że kibice o tym pomyśleli. Kazik jest ich idolem. Teraz pozostanie z nimi na zawsze” - podsumował Henryk Kasperczak.

Dziś mija 70. rocznica urodzin Kazimierza Deyny. Cześć Jago pamięci!

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN