Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2016-01-18 19:00:00
Newsletter

Adam Mieszkowski - polski pomocnik trenera Czerczesowa

Autor: Kacper Ruszczak
Sztab szkoleniowy trenera Stanisława Czerczesowa powiększył się o jednego człowieka. Na zgrupowaniu legionistów na Malcie przebywa Adam Mieszkowski, tłumacz rosyjskiego szkoleniowca. Kim jest i jak trafił do Legii? Zapraszamy do lektury!

Zacznijmy od tego, że Adam Mieszkowski jest osobą bardzo pomocną, o czym wielokrotnie przekonaliśmy się również my - redaktorzy legia.com. To właśnie Adam zawsze bardzo chętnie pomagał nam w przeprowadzeniu wywiadów z piłkarzami i członkami sztabu szkoleniowego w ich językach ojczystych. W ten sposób powstały długie rozmowy m.in. z Guilherme, Orlando Sa, Mirosławem Romaszczenko czy trenerem Czerczesowem. Dziękujemy i oddajemy głos głównemu bohaterowi tego artykułu...

 

- Trener żartobliwie nazywa mnie swoją prawą ręką. Polską, bo ma też swoich asystentów, z którymi pracował już w Rosji. Traktuję to jako wielkie wyróżnienie. Praca z takim człowiekiem to po pierwsze wielka przyjemność, a z drugiej strony olbrzymia nauka. Na treningach trener tłumaczy mi wiele rzeczy związanych z taktyką czy specyfiką piłki nożnej. Są to dla mnie nowe i bardzo ciekawe rzeczy, bo nigdy nie uprawiałem futbolu profesjonalnie. Jak wiadomo, każdy Polak jest kibicem i lekarzem - ja po trosze też, ale teraz oglądanie meczów jest dla mnie dużo przyjemniejsze.

 

- Ja miałem tę szczęśliwą sytuację, że wcześniej pracowałem jako opiekun tych piłkarzy Legii, którzy nie porozumiewali się po polsku. Pomagałem - również trenerowi Czerczesowowi - w znalezieniu mieszkań, zaaklimatyzowaniu się w Warszawie czy pokazaniu, gdzie można pojechać na zakupy. To były proste, ale bardzo ważne sprawy. Od tego zacząłem. Później - tak mi się wydaje - zacząłem być coraz bardziej przydatny i potrzebny dla trenera, z czego bardzo się cieszę. Pracuje nam się bardzo dobrze, bo trener jest na co dzień osobą szalenie sympatyczną i otwartą. Ma olbrzymie poczucie humoru - podobnie jak ja - więc dobrze się rozumiemy. Poczucie humoru u trenera Czerczesowa kończy się jednak w momencie, gdy zaczynamy rozmawiać o piłce nożnej. Wtedy nie rozumie i nie chce rozumieć dowcipów. I to mi się podoba.

 

 

- Mamy taką zasadę, że to, co dzieje się w pierwszej drużynie, jest jej tajemnicą, więc nie chcę mówić o moich "wewnętrznych" zadaniach. Niech pozostanie ten obraz, który wychodzi na zewnątrz - to, że jestem obecny na konferencjach czy briefingach, pomagam trenerowi przy tłumaczeniu i towarzyszę mu na wszystkich wyjazdach.

 

- Na stałe jestem w Legii ponad trzy lata, ale zaczynałem jako wolontariusz w biurze prasowym. W życiu zajmowałem się czymś zupełnie innym, ale przypadkowo przeczytałem ogłoszenie na legia.com, że Legia poszukuje takich osób. Pomyślałem, że skoro znam kilka języków obcych, to być może mógłbym być przydatny. Okazało się, że tak, i pomalutku, małymi kroczkami, poznawałem coraz więcej osób i Klub. Któregoś dnia spotkaliśmy się z Dominikiem Ebebenge, który akurat wrócił z konferencji z Londynu, gdzie spotkał jednego z dyrektorów Fluminense. Powstał pomysł o współpracy między Legią a Fluminense. Dominik zapytał, czy byłbym zainteresowany opieką nad zawodnikami, którzy przyjeżdżają do Warszawy z Flu. Odpowiedziałem, że tak. Było to bardzo ciekawe - ze względu na moją przeszłość oraz znajomość języka i kultury. Tak to się zaczęło i wyewoluowało to tej formy współpracy, którą mamy dzisiaj, gdzie stałem się - chcąc, nie chcąc - członkiem sztabu szkoleniowego pierwszego zespołu. Dla mnie to wielka przyjemność i wyróżnienie.

 

 

- Pracy jest dużo, bo w tej chwili po przesunięciu do pierwszej drużyny do moich obowiązków należy bycie na każdym treningu. Trener przed każdymi zajęciami mówi kilka słów do chłopaków, więc muszę je tłumaczyć. Oprócz tego często pomagam, tłumacząc to, co zawodnicy muszą robić na treningach - niektóre ćwiczenia są bardziej skomplikowane i trzeba je wyjaśnić. Pomagam także na wszystkich odprawach przedmeczowych i pomeczowych, jestem w szatni przed spotkaniem i po spotkaniu, a także w trakcie przerwy. Zawsze gdy trener chce coś przekazać piłkarzom, jestem do jego dyspozycji.

 

- Jestem zaszczycony zaufaniem, którym darzy mnie trener. Czasami na konferencjach, gdy obsługuje je zewnętrzny tłumacz, zdarzają się wpadki. Mamy taką zasadę, że jestem na wszystkich konferencjach prasowych, gdyby działo się coś złego i ktoś powiedział coś nie tak. To się zdarza dosyć często, szczególnie na meczach wyjazdowych. Najlepiej, żeby ktoś nad tym czuwał, bo chodzi o to, żeby wszystko było przekazane prawidłowo. Mnie jest o tyle łatwiej, że trenera już trochę znam i wiem mniej więcej co będzie chciał powiedzieć. Oczywiście nie przewiduję tego, co powie, ale często wiem, co ma na myśli.

 

 

- Wielokrotnie przy okazji meczów wyjazdowych tłumaczenia na konferencjach prasowych pozostawiały wiele do życzenia. Ja nie mówię, że jestem genialny i mam patent na wszystko, ale jako tłumacz pracowałem już bardzo długo, zanim pojawiłem się w Legii. To nie jest łatwa sprawa, szczególnie tłumaczenie symultaniczne, i trzeba mieć dużą odporność psychiczną. Często ludzie - nawet znając język - się "spalają" i nie dają rady z powodu presji. Są dziennikarze, światła, kamery i mikrofony - nie każdy daje po prostu radę.

 

- W Brazylii spędziłem moje lata młodości. Tam się uczyłem i zacząłem studia. Żyłem tam, bo mój ojciec był dyplomatą. Mieszkałem również w Portugalii podczas studiów. Ponad rok żyłem także w Uzbekistanie, bardzo ciekawym kraju. Trochę w Afryce, na Ukrainie... No, w różnych miejscach na wielu kontynentach. A jeżeli chodzi o Brazylię, to stąd moje większe zainteresowanie chłopakami, którzy trafiają stamtąd do Legii. Mam świadomość tego, jak człowiek się czuje, będąc kilka tysięcy kilometrów od domu i nie znając języka oraz obyczajów. Trzeba też wziąć pod uwagę specyfikę Brazylii. Im jest na pewno trudniej, szczególnie tym młodym piłkarzom. Nie mówię tutaj o Guilherme, który w wieku 16 lat wyjechał do Europy, do Bragi. Był otrzaskany z tym europejskim życiem, tym bardziej, że mentalność Portugalczyków jest zbliżona do mentalności Brazylijczyków.

 

 

- Uważam, że jeżeli ktoś wykonuje jakąś pracę, to powinien ją wykonywać dobrze. Jestem perfekcjonistą, jeśli o to chodzi, więc nie wziąłbym się za tłumaczenie z niemieckiego, francuskiego - nie dlatego, że ich nie rozumiem, ale dlatego, że to nie byłaby "profeska".

 

- Zawsze byłem kibicem Legii. Często przebywałem poza Polską, ale zawsze gdy byłem w Warszawie, starałem się być na meczach przy Łazienkowskiej. Zdarzało mi się też bywać na meczach rozgrywanych poza Warszawą. Oglądałem z trybun na przykład pamiętny finał Pucharu Polski Legia - Jagiellonia w Olsztynie, gdzie po kilku minutach było 3:0. Grali Dziekanowski, Kosecki, Karaś, Iwanicki... To był fantastyczny skład. Legia wygrała tamto spotkanie 5:2.

 

 

- Mnie się wydaje, że dla każdego, kto pracuje w Legii, to jest spełnienie marzeń. Uważam Legię za klub rodzinny. Czuję się tu świetnie od samego początku dzięki osobom, które mnie otaczają. Wspomnę chociażby Dominika Ebebenge, którego nazywam swoim ojcem chrzestnym, jeśli chodzi o Legię. Bardzo dobrze pracuje mi się też z Michałem Żewłakowem i działem skautingu, z osobami pracującymi w dziale prasowym. Świetnie układa mi się także współpraca z kierownikiem pierwszej drużyny, Konradem Paśniewskim. Nie chciałbym nikogo pominąć. Zaczynając od osób z zarządu, przez księgowość i osoby, które opiekują się samochodami czy chłopaków z ochrony - wszyscy są OK i tworzą fajną atmosferę, dzięki której pracuje się tutaj super.

 

- Ludzie w Brazylii są szalenie otwarci i pogodni, być może dlatego, że mają tam dużo słońca. Spójrz na przykład na Gui - to jest człowiek, który zawsze jest uśmiechnięty. Poza boiskiem. Na boisku robi się z niego zwierzak - słusznie, tak ma być. Być może mój optymizm wynika właśnie z tego, że spędziłem tyle lat w Brazylii. Ja w ogóle mam dobry nastrój i nie mam powodów do narzekania. Życie mi się układa.   

 

- Nie chcę sobie schlebiać, ale rzeczywiście jestem osobą - wśród Polaków - która być może najlepiej zna trenera. Spędzamy ze sobą dużo czasu w Klubie i widujemy się także poza nim. Mogę powiedzieć, że trochę trenera poznałem. Jaki jest trener Czerczesow? To super profesjonalista, znakomity fachowiec i bardzo fajny facet.

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 159
PLN
Cena 69,90
PLN
Cena 249
PLN