Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2017-12-30 16:00:00
Newsletter

Alfabet Roku 2017

Autor: Jakub Mieżejewski, Łukasz Tyborowski, Jakub Jeleński, JP Fot. Mateusz Kostrzewa, Jacek Prondzynski, Janusz Partyka
Za nami pełen emocji, wzlotów, ale i niespodziewanych upadków 2017 rok. Jego koniec to czas podsumowań, w ramach których - tradycyjnie nieco z przymrużeniem oka - zapraszamy Was do lektury legijnego alfabetu minionych 12 miesięcy!

A jak... Akademia

 

Choć równie dobrze mogłoby to być „S” jak „sukcesy Akademii”. W czerwcu legioniści cieszyli się z trzeciego z rzędu tytułu mistrza Polski U-19. W decydującym dwumeczu Wojskowi ograli Pogoń Szczecin. W obecnym sezonie legioniści potwierdzają swoją dominację na krajowym podwórku, po rundzie jesiennej zajmując pierwsze miejsce w tabeli - jak dotąd, bez żadnej porażki. Warto też wspomnieć o dramatycznym dwumeczu z Ajaxem Amsterdam w ramach UEFA Youth League, gdzie mimo przegranej w pierwszym spotkaniu na własnym boisku 1:4, Wojskowi zwyciężyli 2:0 i byli bardzo blisko odwrócenia losów dwumeczu. Do awansu zabrakło dwóch goli, ale i tak można być pod wrażeniem wyczynu Legii, wszak Ajax posiada jedną z najlepszych piłkarskich szkółek na świecie - nasz klub dopiero do takiego miana aspiruje. W tym celu rozpoczęto przygotowania pod budowę nowoczesnego ośrodka dla juniorów Legii Warszawa w Książenicach. Przy okazji sukcesów Akademii, warto też wspomnieć o turnieju Legia Cup, w którym zagrały największe kluby świata, z Manchesterem United i Manchesterem City na czele. Wydaje się, że przyszłość Legii, dzięki dużej pracy wkładanej w ten projekt, maluje się w kolorowych barwach.

 

 

B jak... byli piłkarze w klubie

 

DNA Legii przenosi się z szatni piłkarskiej do gabinetów klubowych. Jacek Zieliński - niegdyś zawodnik, kapitan i trener naszego klubu, w marcu został dyrektorem Akademii Piłkarskiej Legii Warszawa. W pracy z młodzieżą wspiera go inny były piłkarz Wojskowych - Tomasz Kiełbowicz, który pełni rolę skauta. Z najmłodszymi pracują również Tomasz Sokołowski II oraz Tomasz Jarzębowski – także pracownik działu skautingu. Dobra forma Arkadiusza Malarza to zasługa m.in. Wojciecha Kowalewskiego, byłego golkipera Legii, który wraz z Krzysztofem Dowhaniem czuwa nad odpowiednim przygotowaniem bramkarzy. No i Aleksandar Vuković - asystent Romeo Jozaka, a wcześniej także Jacka Magiery. „Vuko” to jedna z najbardziej charyzmatycznych postaci w zespole mistrzów Polski. Człowiek, który sprawia, że piłkarze wychodzą na plac gry tak, jakby wychodzili na wojnę. Motywator przez duże „M”. „Nie poddawaj się…!” intonowane w szatni Legii przez Vukovicia, urosło do rangi pieśni klubowej. To odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu.

 

 

C jak... Chorwacja

 

Zawitała do Warszawy w pełnej krasie. Romeo Jozak wcielił się w rolę trenera pierwszej drużyny, jego asystentem został inny Chorwat - Dean Klafurić. Mało tego, Ivan Kepcija został dyrektorem technicznym Legii. Chorwaci „rządzą klubem”? Chyba można tak powiedzieć, oczywiście z przymrużeniem oka. Ale Bałkany w historii Legii to przecież nie nowość. W latach 2001-2003 zespół prowadził Serb Dragomir Okuka. Kibice zapewne pamiętają go przede wszystkim z rządów twardej ręki. Przygotowanie fizyczne, bezkompromisowa taktyka, ład i dyscyplina w szatni oraz zdrowa konkurencja - to dzięki tym czynnikom Wojskowi zostali za kadencji Serba najlepszą drużyną w kraju. Ale ogromną rolę odegrały także trafione wówczas transfery. Okuka sprowadził swoich rodaków - Stanko Svitlicę i Aleksandara Vukovicia oraz Bułgara Radostina Stanewa, którzy z miejsca stali się kluczowymi piłkarzami Wojskowych. Pozostaje mieć nadzieję, że śladami Okuki podąży chorwacki sztab z trenerem Jozakiem na czele.

 

 

D jak... dziesięć minut

 

Wieczność. Istny horror. Kiedy Legia zakończyła mecz w ostatniej kolejce poprzedniego sezonu ekstraklasy z Lechią Gdańsk (0:0), równolegle w Białymstoku ważyły się losy mistrzowskiego tytułu. Jagiellonia grała z Lechem. Poznanianie w osłabieniu, białostoczanie w natarciu. Był remis 2:2 i „Jaga” do zdobycia mistrzostwa potrzebowała jednego gola. Dziesięć minut ciszy na stadionie Legii. Dziesięć minut oczekiwania na to, co wydarzy się w Białymstoku. Trwające wieczność dziesięć minut, po których każdy legionista odetchnął z ulgą. Legia mistrzem Polski i gigantyczna wrzawa na stadionie przy Łazienkowskiej. Te dziesięć minut już na zawsze pozostanie symbolem sezonu 2016/17 - pełnego zawirowań, wzlotów i upadków, z dramatycznym zakończeniem, zwieńczonego 13. triumfem historii. Jak ktoś ma zwyciężać w takich okolicznościach, to tylko Legia.

 

 

E jak... efektywność

 

Umówmy się - rok 2017 to nie były boiskowe fajerwerki w wykonaniu Legii. Często się męczyliśmy, często biliśmy głową w mur, ale co najważniejsze - na końcu zawsze okazywaliśmy się najlepsi. Tak było w poprzednim sezonie, zwieńczonym zdobyciem mistrzostwa Polski i tak też było ostatnio, gdy zakończyliśmy ligową jesień na pierwszym miejscu w tabeli. Legia zagrała w tym roku 51 meczów i wygrała 30 z nich, czyli niespełna 59%. Warto jednak zaznaczyć, że aż 14 zakończyło się zwycięstwem jednobramkowym. To pokazuje, na jak cienkiej tafli balansowali przez cały rok legioniści. Choć nie odprawiali z kwitkiem kolejnych rywali, gromiąc ich różnicą kilku goli, to potrafili zdobywać trzy punkty po meczach brzydkich, szarpanych, w których rywal w każdej chwili mógł Legię zranić. A to jest w futbolu najważniejsze.

 

 

F jak... fiasko w pucharach

 

Nie udało się zrealizować w tym roku jednego z celów priorytetowych - awansu do europejskich pucharów. Było blisko, bo z Astaną zabrakło nam gola, by przejść do ostatniej, czwartej fazy eliminacji Ligi Mistrzów UEFA. Z Sheriffem Tiraspol również zabrakło nam jednej bramki, by zagrać w fazie grupowej Ligi Europy UEFA. W obu tych przypadkach zaważyły gole tracone w końcówkach spotkań. Z Kazachami straciliśmy ważną bramkę w doliczonym czasie gry. Mołdawianie zdobyli bramkę przy Łazienkowskiej w 87. minucie pierwszego meczu - w chwili, kiedy cały stadion odśpiewywał „Mazurka Dąbrowskiego”. Jak się okazało, było to kluczowe trafienie dla losów rywalizacji. Czego zabrakło Legii, by awansować? Może koncentracji? Może umiejętności? Wierzymy, że Wojskowi wyciągną wnioski z tych niepowodzeń i w kolejnym alfabecie pod literą F będziemy mogli zapisać inne hasło.

 

 

G jak... Guilherme

 

To był ostatni rok Brazylijczyka w Legii. Przyszedł do Warszawy zimą 2014 roku jako nieznany zawodnik, który nic jeszcze nie wygrał. Cztery lata później odchodzi z niej jako ulubieniec trybun, trzykrotny mistrz Polski, dwukrotny zdobywca krajowego pucharu i strzelec gola w Lidze Mistrzów UEFA w meczu ze Sportingiem, który dał nam awans do fazy pucharowej Ligi Europy UEFA. „Gui” zaimponował kibicom przy Łazienkowskiej jeszcze czymś innym. Po tym, jak poinformował wszystkich o swoim odejściu, wciąż dawał z siebie maksa w meczach ligowych. Potwierdzają to dwie bramki zdobyte przez Brazylijczyka w trzech ostatnich spotkaniach. Mało tego, były to gole bardzo ważne - obydwa zostały strzelone na 1:0. To najlepiej pokazuje, jakim zawodnikiem i człowiekiem jest Brazylijczyk - oddanym, maksymalnie zaangażowanym i zawsze grającym do końca. Przygodę z Legią kończy na 150 rozegranych meczach i 21 strzelonych golach.

 

 

H jak... historia

 

A ta jak wiadomo kołem się toczy. W 2017 roku rozpoczęliśmy nowe stulecie istnienia klubu. Na 101. urodziny Legii, kibice otrzymali od piłkarzy najlepszy możliwy prezent - tytuł mistrzowski. Historia to jeszcze coś innego. To także oprawy przygotowywane przez stołecznych fanów. Szczególnie warto w tym miejscu wspomnieć o tej, która pojawiła się przy okazji meczu eliminacji Ligi Mistrzów UEFA z Astaną, a upamiętniała bohaterów poległych w powstaniu warszawskim. O oprawie, która swą niedwuznacznością obiegła media z całego świata. Legia więc to historia. A historia to my -  kibice, piłkarze i wszyscy ci, którzy przyczynili się do wielkości tego klubu. Piszmy ją dalej, najlepiej złotymi zgłoskami.

 

 

I jak... indywidualności

 

Zdarzały się chwile, kiedy nie szło. Zdarzały się mecze, w których biliśmy głową w mur. Zdarzały się takie spotkania, w których Legię mógł uratować tylko błysk jednego zawodnika. Taki błysk kilka razy nastąpił. Gol Kaspera Hamalainena dający nam zwycięstwo w Poznaniu, to już praktycznie oddzielny rozdział historii Legii. Kto wie, czy to nie był moment, który zaważył o zdobyciu mistrzostwa Polski. Kapitalny, ale nieco rozpaczliwy rajd Hlouska lewą stroną i wrzutka w pole karne, gdzie główkował fiński joker Legii rodem z Turku. Gol. Legia w ekstazie. Trzy punkty zdobyte przy Bułgarskiej dawały Legii olbrzymi zastrzyk pewności siebie w kontekście walki o tytuł. Ale nie tylko „Hama” potrafił w pojedynkę wpływać na losy meczów. Vadis Odjidja-Ofoe był dla Wojskowych takim piłkarzem, jakiego być może nie ujrzymy w ekstraklasie przez lata. Jego dryblingi, podania, strzały… w zasadzie każdy element piłkarskiego rzemiosła był u Belga dopieszczony do granic perfekcji. Vadis kreował i strzelał. To był ktoś absolutnie wybitny, jak na nasze ligowe warunki, i warto też o nim pamiętać. Trzeci joker - Jarosław Niezgoda. Niepozorny, ułożony chłopak z killerskim instynktem. Bez jego goli prawdopodobnie nie bylibyśmy teraz na pierwszym miejscu w tabeli. Dawał nam swoimi trafieniami trzy punkty w meczach z Wisłą Płock, Lechią Gdańsk, Wisłą Kraków oraz Arką Gdynia. Zapewnił remis w 90. minucie trudnego, wyjazdowego starcia z Sandecją. Ten piłkarz ma dopiero 21 lat.

 

 

J jak... Jacek Magiera

 

Legionista z krwi i kości. Człowiek, który w poprzednim sezonie dokonał czegoś, co wydawało się niemożliwe - odrobił olbrzymią stratę do lidera i poprowadził Legię do tytułu mistrza Polski. Wszystko jednak posypało się po przerwie letniej. Legia w niczym nie przypominała drużyny z poprzedniego sezonu, przegrywała w lidze, odpadła z europejskich pucharów. Przy Łazienkowskiej podjęto trudną decyzję o rozstaniu ze szkoleniowcem. Trzecie miejsce w fazie grupowej Ligi Mistrzów UEFA, mistrzostwo Polski - to wszystko w ciągu 354 dni pracy osiągnął w Legii trener Jacek Magiera i tego nikt mu nie odberze.

 

 

K jak... Kasper Hamalainen

 

Człowiek, który przeszedł przez ostatni rok nieprawdopodobną metamorfozę. Rezerwowy, „joker” u Jacka Magiery; kluczowy zawodnik pierwszego składu u Romeo Jozaka. W obu tych rolach Kasper Hamalainen wypadał jednak znakomicie. Wspomniany już gol na 2:1 z Lechem Poznań, to już niemalże wydarzenie urastające do rangi mitu, w którym fiński zawodnik wciela się w rolę herosa. Jesienią, po przyjściu do klubu chorwackiego szkoleniowca, „Hama” niemal z miejsca wskoczył do pierwszego składu. I co być może najważniejsze - zaczął grać na swojej nominalnej pozycji, czyli „klasycznej dziesiątce” (Jacek Magiera częściej ustawiał Hamalainena na skrzydle). I gra jak z nut. Strzela, asystuje, jest liderem klasyfikacji kanadyjskiej Legii - z czteroma golami i czterema asystami w lidze. Jego wkład w grę Wojskowych jest nieoceniony.

 

 

L jak... lider

 

Mimo trudności, mimo zmian w sztabie szkoleniowym, mimo słabego początku sezonu i dużej straty do pierwszego miejsca, Legia tuż przed końcem roku została liderem LOTTO Ekstraklasy. To pokazuje nasz charakter. Upór się opłacił - choć Wojskowi często męczyli się z rywalami, to ponownie są na pierwszym miejscu. Rok temu nasza szaleńcza pogoń za rywalami dała nam na koniec sezonu tytuł mistrzowski. Tym razem udało nam się rywali przegonić stosunkowo wcześnie, bo już w grudniu. Teraz wszystko zależy od nas. I życzymy sobie, by legioniści pierwszego miejsca w lidze nie oddali już nawet na chwilę.

 

 

Ł jak... Łazienkowska 3

 

W tym roku to już niemal twierdza. Twierdza, w której jedyne dwa niepowodzenia spięły klamrą cały rok 2017. Przegraliśmy na własnym boisku dwukrotnie - w pierwszym i ostatnim meczu w roku. Najpierw, w lutym, lepszy od Legii przy Łazienkowskiej okazał się Ruch Chorzów (1:3). Ostatnio, w 21. kolejce ekstraklasy Wojskowych ograła Wisła Płock (2:0). Poza tym: 17 ligowych meczów z rzędu bez porażki u siebie. W ten sukces nieoceniony wkład mieli nasi kibice, którzy fanatycznym dopingiem dzielnie wspierali drużynę Legii przy okazji każdego spotkania. To wy czynicie nasz stadion twierdzą. I liczymy na to, że w przyszłym roku taki stan zostanie podtrzymany.

 

 

M jak... mistrzostwo Polski

 

Wielomiesięczna gonitwa za czołówką, zwycięstwa wyrwane w ostatnich sekundach meczów i 10 minut oczekiwania na ostateczny wynik w spotkaniu Jagiellonii z Lechem. Wszystko to sprawiło, że 13. tytuł mistrzowski ma wyjątkowy smak i będzie wspominany przez lata. Przez cały sezon podopieczni Jacka Magiery mierzyli się z niesamowitą presją, wiosną nie wygrywali, a bardziej wyrywali zwycięstwa z gardeł rywali. Po raz pierwszy na pozycji lidera znaleźli się dopiero w 34. kolejce i do końca drżeli o udane zakończenie. W kluczowych momentach rozgrywek udowodnili jednak mistrzowski charakter. Bohaterów tego tytułu jest wielu, począwszy od Vadisa Odjidji-Ofoe, przez dżokera Hamalainena, aż po momentami broniącego fenomenalnie Arkadiusza Malarza. Warszawska feta zawsze smakuje wybornie!

 

 

N jak... Nie poddawaj się!

 

Ta przyśpiewka, która z czasem stała się dewizą ekipy Jacka Magiery, towarzyszyła piłkarzom Legii w pierwszej części 2017 roku. Wojskowi wielokrotnie znajdowali się w sporych tarapatach, ale potrafili odwrócić losy w końcówkach meczów w Poznaniu, czy Gdańsku, dzięki woli walki oraz zaangażowaniu.  Do wspaniałych powrotów niósł towarzyszący piłkarzom doping płynący z trybun. Kibice Legii najczęściej i najgłośniej intonowali właśnie „Nie poddawaj się!”. Hasło to znalazło się również na jednej z najbardziej imponujących opraw w 2017 roku.

 

 

O jak... oprawy

 

Kibice Legii po raz kolejny udowodnili, że potrafią zadbać o choreografię na meczach mistrzów Polski. W tym roku na trybunach stadionu przy Ł3 mieliśmy okazję oglądać wiele kibicowskich arcydzieł. Niektóre oczarowały artyzmem i dbałością o detale, inne imponowały rozmiarem, tak jak kartoniada na trzy trybuny z napisem „Nie poddawaj się” podczas majowego meczu z Lechem Poznań. Największe wrażenie wywarła jednak mająca mocny przekaz oprawa upamiętniająca ofiary Powstania Warszawskiego. Jej zdjęcia obiegły wszelkie zakątki świata, wywołała dyskusję w mediach, ale przede wszystkim przypomniała o bohaterach, którzy zginęli w heroicznym boju o wolność Ojczyzny.

 

 

P jak... pogoń

 

Ten rok stał pod znakiem ciągłej gonitwy za ligową czołówką oraz formą. Obie na szczęście zakończyły się happy-endem. Przed rozpoczęciem rundy wiosennej sezonu 2016/2017 podopieczni Magiery tracili cztery punkty do lidera. Wszyscy wiemy jak skończyły się tamte rozgrywki. Z podobnym zadaniem zmierzył się Romeo Jozak. Kiedy przychodził do Legii mistrzowie Polski tracili sześć oczek do Górnika Zabrze. Przerwę zimową spędzą na pierwszej pozycji z dwoma punktami przewagi nad grupą pościgową. Przez cały 2017 rok Wojskowi dążyli również do dobrej formy. Złapali ją dopiero na przełomie października i listopada, gdy wygrali sześć meczów z rzędu.

 

 

R jak... Romeo Jozak

 

Nikomu nieznany chorwacki szkoleniowiec trafił do klubu w bardzo trudnym momencie i już na samym starcie pracy przeżył istne trzęsienie ziemi. Wiele osób by się poddało, natomiast on zakasał rękawy i ruszył do pracy, czego efekty widzimy teraz. Patrząc czysto statystycznie pracę Chorwata trzeba oceniać pozytywnie, gdyż pod jego wodzą zespół zdobył 25 punktów w 13 meczach i awansował do półfinału Pucharu Polski. Jego dokonań nie należy oceniać jednak jedynie nie przez pryzmat wyników, ponieważ Jozak wprowadził dobrego ducha do zespołu i sprawił, że zawodnicy znów walczą jeden za drugiego na boisku. A tego brakowało na początku obecnego sezonu. Sam trener również przeżył w Legii przemianę. Z załamanego człowieka na konferencji prasowej po meczu z Lechem, przerodził się w lidera, który po zwycięstwie nad Górnikiem mówi zawodnikom, by zapomnieli o wszystkim i bawili się. Liczymy, że w maju Chorwat będzie mógł powtórzyć te słowa.

 

 

S jak... Superpuchar

 

„Jak nie w tym roku, to nigdy” - mówili kibice Legii przed spotkaniem z Arką Gdynia o Superpuchar Polski. Potencjalnie słabszy rywal, własny stadion i nieodległe wspomnienia dobrej formy z końcówki poprzedniego sezonu. Wszystko to sprawiało, że Wojskowi byli żelaznym faworytem do zdobycia tego trofeum, a jednak pechowo przegrali z gdynianami po rzutach karnych.  To była piąta z rzędu przegrana w spotkaniu o Superpuchar, więc powoli można mówić, że nad tym trofeum ciąży fatum. Rozgoryczeni porażką wspominali  o tym sami piłkarze. Na kolejną próbę przełamania klątwy trzeba będzie poczekać co najmniej do lipca przyszłego roku.

 

 

T jak... tradycja

 

Różne są tradycje w ludzkim życiu, dobre i złe. Zacznijmy od tych złych, zgodnie ze starym zwyczajem Wojskowi bardzo słabo zaczęli sezon, już na starcie tracąc punkty do reszty ligi. W pewnym momencie legioniści zajmowali ósme miejsce w lidze i tracili sześć punktów do pierwszego miejsca. Zgodnie z tą samą tradycją forma zespołu przyszła pod koniec rundy jesiennej, co pozwoliło zniwelować straty. Kibice naszego klubu mogli przeżyć deja vu, gdyż analogiczną sytuację przeżywali rok i dwa lata temu. W nowym roku legioniści staną przed zadaniem przełamania zwyczaju, że lider jesieni nie zdobywa mistrzostwa Polski. W minionym roku zadbano również, żeby nie zabrakło tradycji w pozytywnym słowa znaczeniu. W domowym meczu z Górnikiem Zabrze zadebiutował trzeci komplet strojów, który nawiązuje do tych historycznych z 1930 roku.

 

 

U jak... ulga

 

To był ciężki, nie do końca udany – choć zakończony na pierwszym miejscu w tabeli - rok, więc z wytchnieniem można odetchnąć, że się kończy. Zwłaszcza, że w 2018 rok w kontekście Legii należy patrzeć z optymizmem. W ostatnich miesiącach kilkukrotnie odetchnęliśmy z ulgą. Po odrobieniu strat, zakończeniu rundy jesiennej i utrzymaniu pozycji lidera. Największą ulgę wszyscy odczuli jednak po mistrzostwie Polski. Presja na zdobycie tytułu była ogromna, atmosferę nerwowości potęgował fakt, że legioniści nie mieli marginesu błędu. Dlatego po zakończeniu sezonu wszyscy na czele z Jackiem Magierą zaznaczali, że poza radością odczuwają również uspokojenie, że wszystko zakończyło się zgodnie z oczekiwaniami.

 

 

W jak... wzloty i upadki

 

Życie kibica Legii jest jak rollercoaster - pełne wzlotów i upadków. Kto nie poznał wcześniej tej prawdy, dobitnie przekonał się o jej prawdziwości w minionych 12 miesiącach. Trafienie z nieba do piekła zajęło Wojskowym zaledwie kilka tygodni, kiedy to po zdobyciu mistrzostwa odpadli z europejskich pucharów z mało prestiżowymi rywalami i zanotowali fatalny start w lidze. Gdy wydawało się, że nic nie uratuje tego roku i legionistów czeka wiosną kolejny pościg za czołówką, ci wygrali pięć razy z rzędu i wrócili na pierwsze miejsce w tabeli. Taka sinusoida sprawia, że ciężko ocenić siłę naszej drużyny, a także wpływa nie najlepiej na formę psychiczną kibiców. Dlatego w 2018 roku na ten rollercoaster kolejny raz wchodzić byśmy nie chcieli. Wzloty i upadki dotyczyły poszczególnych piłkarzy, m. in. Dominika Nagya i Kaspera Hamalainena. Węgierski skrzydłowy po dobrej wiośnie w nowym sezonie zupełnie się pogubił, natomiast Fin z wiecznego rezerwowego, stał się kluczowym zawodnikiem drużyny Jozaka.

 

 

V jak... "Vuko", czyli Aleksandar Vuković

 

Nikt nie wyobraża sobie Legii bez Aleksandara Vukovicia. Serb był asystentem trenerów Magiery i Jozaka (raz pełnił także rolę pierwszego trenera). U tego pierwszego pełnił rolę osoby tworzącej pozytywną atmosferę. To właśnie on po kolejnych zwycięstwach zespołu intonował przyśpiewki w szatni zespołu. Do historii przejdzie również moment, w którym po zdobyciu mistrzostwa „Vuko” przejął mikrofon i zaśpiewał na cały stadiom „Mistrzem Polski jest, ukochana ma…”. W zespole Jozaka zmienił swoją rolę, już nie szaleje przy linii bocznej, ale wciąż jest istotnym ogniwem zespołu, niezbędnym łącznikiem pomiędzy Legią z dawnych, a tą obecnych lat.

 

 

Z jak... zdrowie

 

Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie… i tak dalej. Wielu legionistów zmagało się w tym roku z kontuzjami, przez co boleśnie dowiedzieliśmy się jak cenne jest zdrowie w futbolu. W sierpniu Legia walczyła w europejskich pucharach, a z powodu kontuzji zabrakło kluczowej dwójki ofensywnych piłkarzy, czyli Miroslava Radovicia oraz Guilherme. W późniejszej fazie sezonu z powodu urazów wypadło większość kluczowych zawodników linii defensywnej. Możemy się jedynie zastanawiać, jak Legia wyglądałaby w meczach z Astaną i Sheriffem, gdyby pauzować nie musiała wówczas wymieniona dwójka.

 

 

Ż jak... życzenia

 

2017 rok zbliża się ku końcowi. Za kilkadziesiąt godzin rozpoczniemy kolejny - 2018. Wszystkim kibicom naszego klubu życzymy szczęścia, pomyślności oraz cierpliwości. Z życzeń sportowych przede wszystkim mistrzostwa Polski, udanych startów w europejskich pucharach i przyjemności z oglądania Legii w nowym roku. Jeśli podopieczni Romeo Jozaka będą cieszyć oko swoją grą, o sukcesy możemy być spokojni. Szczęśliwego Nowego Roku!

 

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN