Legia Warszawa
vs KuPS Kuopio
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2019-03-24 12:00:00
Newsletter

Antolić: Taka droga była mi pisana

Autor: Kamil Majewski Fot. Jacek Prondzynski, Mateusz Kostrzewa, Janusz Partyka
Wiele czasu stracił przez kontuzje, a najpoważniejszej doznał podczas odpoczynku nad jeziorem. Domagoj Antolić, adept słynnej akademii Dinama Zagrzeb w rozmowie z Legia.com opowiada nie tylko o tym, jaki wpływ miały na niego długie przerwy od futbolu ale również o tym, dlaczego wychowanie syna wcale nie jest takie trudne czy o tym, gdzie woli spędzać urlop. Zapraszamy!

Legia.com: - Gdy przychodziłeś do Legii mówiłeś, że potrzebowałeś nowych wyzwań.

Domagoj Antolić: - Przyszedłem do Legii z klubu, który ma takie same cele jak ona. Obydwa zespoły chcą co sezon zwyciężać w lidze, zdobywać krajowy puchar, a przede wszystkim grać w rozgrywkach europejskich. Nam w tym sezonie nie udało się, ale mimo to nadal potrafię odnaleźć w Warszawie nowe wyzwania. 

 

- Po ponad roku spędzynym w Warszawie możesz powiedzieć, że podjąłeś dobrą decyzję?

- Tak, jestem tu bardzo szczęśliwy. 

 

- Z czego jesteś najbardziej zadowolony?

- Najbardziej cieszy mnie fakt, że Legia to wielki klub z armią wiernych kibiców. Jestem szczęśliwy również dlatego, że w poprzednim sezonie zdobyliśmy dublet. Smuci mnie jednak fakt, że nie zdołaliśmy awansować do fazy grupowej europejskich pucharów. Zrobimy wszystko, aby zagrać w nich w przyszłym sezonie. Co więcej, bardzo lubię Warszawę i czerpię przyjemność z mieszkania tutaj. Cieszę się, że miasto podoba się również mojej żonie i małemu synkowi. 

 

- Zdajesz sobie sprawę, że w poprzednim sezonie dokonałeś historycznego wyczynu?

- Wiele osób po jego zakończeniu dzwoniło do mnie w tej sprawie. W pierwszej połowie sezonu grałem w Dinamie, w drugiej zaś w Legii. Obydwa zespoły na koniec rozgrywek mogły pochwalić się dubletem. To bardzo miłe, że akurat mnie udało się osiągnąć coś takiego. 

 

 

- W ostatnich tygodniach masz problem z regularnymi występami. Jaki ma to wpływ na Twoją postawę?

- Oczywiście nie jestem szczęśliwy z tego powodu. Byłem kontuzjowany przed rozpoczęciem obozu przygotowawczego i musiałem poddać się zabiegowi przez co później zacząłem treningi w Troi. Muszę być cierpliwy i spokojny. Czekam na swoją szansę. Gdy ją dostanę zrobię wszystko, aby jej nie zmarnować.

 

- Domyślam się, że cierpliwości nauczyłeś się w przeszłości. Dużo czasu w swojej karierze straciłeś przez kontuzje.

- To prawda. W przeszłości miałem wiele problemów z różnymi kontuzjami. To wszystko sprawiło, że czuję się silniejszy psychicznie. Oczywiście, jestem spokojny i cierpliwy, ale przede wszystkim chcę grać jak najwięcej. 

 

- Najpoważniejszego urazu doznałeś jednak nie podczas gry w piłkę, a podczas skoku  do wody podczas wakacji z przyjaciółmi.

- Tak właściwie ja wtedy byłem już w wodzie. To jeden z moich przyjaciół skoczył tak niefortunnie, że kopnął mnie w głowę. Miałem wtedy 16 lat, a przez to wydarzenie musiałem przez rok się leczyć. Dziś jest to już za mną, zapomniałem o tym. 

 

- Było to wydarzenie, które ukształtowało Twój charakter?

- Ten wypadek sprawił, że stałem się silniejszy. 

 

 

- Gdzie byłbyś teraz, gdyby nie problemy zdrowotne?

- Nigdy tego nie wiadomo. Nie patrzę na to w ten sposób. Oczywiście, czasami zadaje sobie to pytanie, ale tak właśnie wygląda moje życie. Taka droga była mi pisana, jestem z tego szczęśliwy. 

 

- Wydaje się, że problemy masz już za sobą i możesz skupić się na treningach.

- To prawda. 

 

- Słyszałem, że mało brakowało, abyś wcale nie został zawodnikiem Legii. Latem 2017 roku byłeś bliski transferu do Panathinaikosu.

- Nie lubię o tym mówić. W przeszłości faktycznie mówiło się o tym, ale były to jedyne plotki związane z moją osobą. Przed dołączeniem do Legii już 10 lat grałem profesjonalnie w piłkę więc to normalne, że pojawiało się pewne zainteresowanie. Tak jak mówiłem wcześniej, jestem w Legii bardzo szczęśliwy. Jedyne, czego mi potrzeba, to większej liczby minut spędzanych na murawie.  

 

- Marko Mliniarić powiedział kiedyś: „Najbardziej obiecująca jest ta jego skromność. Można odnieść wrażenie, że stoi twardo na nogach. To wszystko, to że jest silny psychicznie, dojrzały jest odzwierciedleniem wychowania”. Naprawdę tak bardzo nie lubisz luksusu i bogactwa?

- Trudno powiedzieć, że nie lubię. Przede wszystkim bardzo miło mi słyszeć, że taka legenda jak Marko Mliniarić mówi o mnie takie słowa. Jestem z tego bardzo dumny. Co do twojego pytania – wraz z żoną lubimy zwyczajne, normalne życie. Gdy mamy chwilę wolnego, lubimy wyruszyć na wycieczkę lub spędzić czas w jakimś kurorcie. Myślę, że jestem zwykłym chłopakiem z sąsiedztwa. 

 

 

- Gdy grałeś w Dinamie mówiono o Tobie „Dinamo boy”.

- Tam, gdzie dorastałem, jest niebiesko. Wszyscy kibicują Dinamo, nie da się iść inną drogą. Zacząłem grać w akademii tego klubu, gdy miałem 10 lat. Nie da się ukryć, że darzę ten zespół olbrzymią sympatią. 

 

- Bardzo cenisz sobie prywatność? Na Twoim Instagramie praktycznie nie udostępniasz fotografii rodzinnych.

- Nie lubię dzielić się swoim prywatnym życiem. Podobnie ma również moja żona, cenimy swoją prywatność. 

 

Podejrzewam, że bardzo ważne zdjęcie pojawiło się 9 kwietnia 2018 roku?

- Zdecydowanie najważniejsze. 

 

- Wychowanie syna to najtrudniejszy mecz w życiu?

- Z jednej strony można tak powiedzieć, z drugiej jednak bardzo go kocham i sprawia mi to olbrzymią przyjemność. To najwspanialsze, co mogło mnie spotkać. 

 

 

- Wakacje w pięknym, egzotycznym kurorcie czy w domku letniskowym w Selcy?

- (śmiech) To wszystko zależy od pogody. Jeśli jest ciepło – wybieram Selcę.  Latem jest tam zawsze pięknie, my jednak mamy wolne na przełomie maja i czerwca. W tym okresie warunki pogodowe są tam trudne do przewidzenia, dlatego decyduję się na wyjazd do ciepłego kurortu. 

 

- To prawda, że na mecz z Jagiellonią zaprosiłeś swoich rodziców, a później dostałeś czerwoną kartkę po 15 minutach?

- Tak, to prawda. Zaprosiłem rodziców na mecze z Jagiellonią i Lechem Poznań. Były to spotkania rozgrywane w przeciągu kilku dni, obydwa na własnym stadionie z bezpośrednimi rywalami do mistrzostwa. Rodzice byli wtedy po raz pierwszy w Warszawie. Ściągnąłem ich, aby mogli zobaczyć, jak ich syn prezentuje się w barwach nowego klubu, a koniec końców opuściłem boisko z czerwoną kartką po 15 minutach. 

 

- Z Twoją rodziną wiąże się jeszcze jedna ciekawa historia – Twój dziadek był kaskaderem.

- Tak, brał nawet udział w kręceniu scen do filmu „Winnetou”. Myślę, że to zdecydowanie najbardziej znana produkcja, w jakiej się pojawił. 

 

- Porozmawiajmy o czymś jeszcze. Kalinić – Corluka, Vida, Schildenfeld, Vrsaljko – ANTOLIĆ, Kovacić, Modrić, Perisić, Brozović – Mandzukić. Pamiętasz, o jakim meczu mowa?

- Wydaje mi się, że był to towarzyski mecz z reprezentacją Węgier. Zremisowaliśmy wtedy 1:1. 

 

 

- Jak to jest grać w jednym zespole z jednymi z najlepszych na świecie?

- To znakomici piłkarze, ale przede wszystkim fantastyczni ludzie. Chciałbym zaznaczyć, że wszyscy bardzo pomogli mi, gdy po raz pierwszy zostałem powołany do reprezentacji Chorwacji. Dużo łatwiej jest grać, gdy otacza cię taka jakość. 

 

- W swoim debiucie w barwach Dinama zastąpiłeś właśnie Modricia. Był to mecz z Hajdukiem Split.

- Tak. Wszedłem na plac gry na minutę bądź dwie.  

 

- Pamiętasz, kto strzelił jedynego gola w tym meczu?

- (chwila zastanowienia) Luka? 

 

- Ivica Vrdoljak, w 37. minucie. Gdy trafił on do Legii, jej kibice szybko go pokochali. Przy okazji Twojego transferu nie sposób było uniknąć porównań.

- Ivica?! Gdy przeczyta ten wywiad, zabije mnie (śmiech). Co do porównań – gdy trafiałem do Legii, wielu dziennikarzy pytało mnie o to. Widziałem wiele komentarzy na ten temat i byłem z tego powodu bardzo szczęśliwy. Ivica był kapitanem Legii i zrobił z nią wiele wspaniałych rzeczy. Nie była to dla mnie dodatkowa presja, raczej czynnik, który dodatkowo mnie mobilizował. 

 

 

 - W czym tkwi sekret chorwackiej szkoły piłkarskiej? Stosunkowo mały kraj w kilka lat stworzył generację piłkarzy, którzy zdobyli srebrny medal na ostatnim mundialu.

- Myślę, że jesteśmy bardzo utalentowanym narodem. Nie tylko w piłce nożnej osiągamy dobre rezultaty. Należy pamiętać o tym, że talent to nie wszystko. Przeszedłem przez wszystkie szczeble akademii Dinama Zagrzeb i wiem, jakie zostały stworzone tam warunki. Dostępnych jest pięć lub sześć boisk, a oprócz znakomitych trenerów młodzież ma do dyspozycji również psychologów. Wszystko nastawione jest na wychowanie przyszłych piłkarzy. Gdy byłem już w seniorskiej drużynie i na zajęciach pojawiał się zawodnik z akademii, od razu mogłeś stwierdzić, czy ma talent, czy to „wonderkid”.

 

- Zawsze, gdy rozmawiam z człowiekiem z Bałkanów, pytam o słynny „bałkański charakter”. W Twoim przypadku ciężko jest mi to sobie wyobrazić, ponieważ sprawiasz wrażenie wyjątkowo opanowanego. 

- Myślę, że to bardzo dobrze dla mnie. Zawsze staram się być pozytywnie nastawiony do każdej kwestii. 

 

- Marko Vesović powiedział mi kiedyś, że bałkański charakter pomaga w karierze, jeśli potrafisz go kontrolować. 

- (śmiech) Zgadzam się w 100%. Nawet Luka Modrić wygląda na małego i spokojnego człowieka, ale na boisku to prawdziwy lider. Wie, jak motywować pozostałych zawodników do jeszcze cięższej pracy. 

 

- Gdy grałeś z nim w Dinamie spodziewałeś się, że osiągnie aż tak wysoki poziom? 

- Skłamałbym gdybym powiedział, że już wtedy wiedziałem że wygra on Złotą Piłkę. Byłem wtedy dzieciakiem i przypuszczałem, że może on zrobić wielką karierę. 

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Więcej na temat

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 89
PLN
Cena 114,50
PLN
Cena 119
PLN