Legia Warszawa
vs KuPS Kuopio
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2019-03-22 10:00:00
Newsletter

Cierzniak: Historia zatoczyła koło

Autor: Przemysław Gołaszewski, Magadalena Żarska Fot. Mateusz Kostrzewa, Jacek Prondzynski, Janusz Partyka
- Zawsze miałem i mam dobry kontakt z młodymi chłopakami, którzy wchodzą do drużyny i są nieco zagubieni. Wiadomo, Legia to wielki klub i dla tych młodych chłopaków może to być odrobinę przytłaczające. Myślę, że ważne jest, by jakaś osoba pomogła im rozładować ten stres. Nigdy nie miałem z tym problemu - mówi w rozmowie z Legia.com Radosław Cierzniak.

Legia.com: - Czujesz się numerem “jeden” czy “dwa” w bramce Legii?

Radosław Cierzniak: - W tym momencie nie zastanawiam się nad tym, kto jest numerem jeden, a kto numerem dwa. Bardziej koncentruję się na meczu z Wisłą Kraków. Myślę, że życie pokaże.


- Na początku sezonu zastąpiłeś w bramce Arka Malarza, radziłeś sobie bardzo dobrze, w pięciu meczach zachowałeś trzy czyste konta. Później przytrafiła się kontuzja, po której do bramki wskoczył Radek Majecki. Spodziewałeś się wtedy, że na swoją kolejną szansę będziesz musiał czekać do urazu Radka Majeckiego?

- Historia zatoczyła koło. Wypadłem przez kontuzję, a nie przez swoją gorszą dyspozycję i nie była to dla mnie łatwa sytuacja. Teraz wskoczyłem do składu z racji tego, że Radziu doznał urazu. Pamiętam jak ja się czułem, dlatego chciałem go wesprzeć po meczu ze Śląskiem Wrocław. Poczułem impuls, że to dobry moment, by go wesprzeć, ponieważ znam uczucie, gdy wypadasz ze względu na kontuzję. Na dziś mam nadzieję, że w tej bramce zostanę.

 



- No właśnie, po meczu ze Śląskiem przyznałeś, że zwycięstwo dedykujesz kontuzjowanemu Radkowi Majeckiemu. Sprawiałeś wrażenie osoby bardzo przygnębionej tym, że młodszy kolega wypadł ze składu. Jednak to też kolejna szansa dla Ciebie. Życie bramkarzy jest brutalne, a Twoja wypowiedź zrobiła na mnie ogromne wrażenie.

- Bardzo mi było przykro, kiedy zeszliśmy z treningu i Radzio, który siedzi obok mnie, powiedział, że ma problemy i będzie musiał kilkanaście dni odpocząć od treningów. Mój pierwszy odruch był po prostu taki, że zrobiło mi się przykro. Tak jak mówiłem, pamiętam jak ja się czułem po urazie łydki. Już mi się wydawało, że zaczynam wchodzić w rytm meczowy, coraz lepiej się czuć, bo wiadomo, że formę buduje się przez regularną grę. Myślę, że Radek miał tak samo. Było nawet po nim widać, że on z meczu na mecz rośnie. Też mam z tyłu głowy, że przygotowuje się do młodzieżowych mistrzostw świata. Widziałem jego przygnębienie. Jadąc na mecz pomyślałem, że jeżeli wygramy, to naprawdę chciałbym mu to zadedykować. Nie wiem czy poprawiło mu to humor, natomiast Radek wie, że zawsze będę go wspierał. Wiadomo, jeśli ja gram to on wspiera mnie, jeśli on, to ja wspieram jego. To jest odpowiednia droga, która pozwoli mu się szybciej rozwinąć.


- Można powiedzieć, że przejąłeś od Arka Malarza rolę mentora dla młodych bramkarzy.

- Nigdy tak tego nie odbierałem. Zawsze miałem i mam dobry kontakt z młodymi chłopakami, którzy wchodzą do drużyny i są nieco zagubieni. Wiadomo, Legia to wielki klub i dla tych młodych chłopaków może to być odrobinę przytłaczające. Myślę, że ważne jest, by jakaś osoba pomogła im rozładować ten stres. Jeśli starszy zawodnik przyjdzie i porozmawia z człowiekiem wkraczającym w świat poważnej piłki, to od razu jest mu łatwiej pokazać swoje umiejętności, rozluźnić się, być po prostu sobą. Nigdy nie miałem z tym problemu, przychodzi mi to z dużą łatwością.

 



- Wspominałeś kiedyś, że czujesz ogromne wsparcie ze strony trenera Krzysztofa Dowhania, a jak pracuje Ci się z trenerem Ricardo Pereirą?

- Od początku, gdy przyszedłem do Legii, czułem duże wsparcie od trenera Dowhania i teraz odczuwam je też ze strony Ricardo Pereiry, który bardzo dużo rozmawia, jest bardzo ciepłą osobą. Ten duet bardzo mi pomaga i jestem pewien, że innym bramkarzom również.


- Trener Pereira i trener Dowhań to dwa zupełnie przeciwstawne charaktery. Portugalczyk co chwilę pokrzykuje, komplementuje, jest bardzo ekspresyjny, a trener Dowhań sprawia wrażenie oazy spokoju. Przeciwieństwa się przyciągają?

- Przede wszystkim łączy ich to, że są ludźmi bardzo pozytywnie nastawionymi do życia. Dlatego jest mi może łatwiej, ponieważ ja zawsze takich ludzi szukałem i wśród takich ludzi staram się obracać i przebywać. Natomiast, czy są wybuchowi? Wiadomo, że w czasie meczu emocje czasem biorą górę. Obaj są dobrymi ludźmi i świetnymi trenerami. To, że jeden czasem krzyknie, a drugi nie, to nie ma dla mnie żadnego znaczenia i o niczym nie świadczy.

 



- We wrześniu w wywiadzie z nami powiedziałeś: “Nie uważam żebym miał pecha w życiu. Cały czas uważam, że jestem szczęściarzem”. Gdy wypadłeś ze składu kilka miesięcy temu, nie przeszło Ci przez głowę zupełnie przeciwna myśl?

- Nie. Nie przeszła mi żadna negatywna myśl przez głowę, ponieważ w takich momentach musimy się nieco zatrzymać, zwolnić i popatrzeć z szerszej perspektywy. Wtedy, kiedy uświadomisz sobie gdzie mogłeś być, a gdzie jesteś, albo jak mały detal wpływa na życie, dalej uważam że jestem szczęściarzem. Jestem tu gdzie jestem, mam swoje lata. Mam wspaniałą rodzinę, która jest zdrowa i mnie wspiera. To jest najważniejsze. Warto nad tym pomyśleć. To, że czasami doznajemy kontuzji, nie jest do końca takie tragiczne, ponieważ mamy wtedy czas, by się nad wszystkim zastanowić i docenić to, co jest naprawdę w życiu ważne.


- Czujesz, że możesz zostać w bramce na dłużej, czy spodziewasz się, że po powrocie Radka będziesz musiał usiąść na ławce?

- Szczerze? Nie zastanawiam się nad tym. Przede wszystkim skupiam się na odpowiednim przygotowaniu do meczu z Wisłą Kraków. Trener podejmie decyzję, którą ja i Radziu będziemy musieli zaakceptować. Jesteśmy profesjonalistami. Zrobię wszystko, abym to ja zagrał w bramce, ale najważniejsze, żeby też Radek wrócił do zdrowia. Zobaczymy jak życie poukłada te klocki.


- Legii pozostała walka o mistrzostwo Polski. Trudniej jest gonić rywala i wywierać presję, czy być na pierwszym miejscu z niewielką przewagą i starać się uciekać rywalom?

- Lepiej mieć wszystko w swoich rękach i decydować o własnym losie. To jest naszym głównym celem. Jesteśmy bardzo blisko, natomiast najważniejsze, by ostatniego dnia ligi być na pierwszym miejscu. Chcemy wygrać każdy kolejny mecz i na tym będziemy się skupiać.

 



- Do Legii trafiłeś z Wisły Kraków. Wspominałeś kiedyś, że nie odczuwasz, by mecze z Wisłą były dla Ciebie jakieś szczególne. Z drugiej strony, przeciwko Wiśle zagrałeś trzy razy i ani razu Twojej drużynie nie udało się wygrać. Duża szansa, że w najbliższym spotkaniu staniesz między słupkami - ewentualne pierwsze zwycięstwo będzie miało jednak wyjątkowy smak?

- Przede wszystkim w tym meczu będą do zgarnięcia trzy punkty, które są dla nas niezwykle istotne. Wiadomo, że ten mecz będzie “fajny”, ponieważ będzie dużo kibiców, zagramy na pięknym stadionie, a atmosfera będzie bardzo dobra. Wierzę, że wygramy to spotkanie. Myślę, że nie ma co więcej dodawać. To mecz ważny, jak każdy inny, nie ma sensu tego rozgraniczać. Do takich spotkań na pewno nie trzeba się dodatkowo mobilizować, ponieważ wyzwalają one tyle pozytywnych emocji i pozytywnego stresu, że każdy na nie czeka.


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Więcej na temat

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 89
PLN
Cena 114,50
PLN
Cena 119
PLN