Legia Warszawa
vs Raków Częstochowa
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2016-11-19 17:00:00
Newsletter

Cierzniak: Wierzę, że mój czas nadejdzie

Autor: Jakub Jarząbek Fot. Jacek Prondzynski
- Trener Magiera ocenia tylko obecną sytuację i formę. Liczy się tu i teraz i to jest bardzo budujące – powiedział Radosław Cierzniak w rozmowie z Legia.com. Z bramkarzem naszej drużyny porozmawialiśmy o roli, jaką odgrywa w zespole, aktualnej sytuacji w drużynie oraz nowej kolekcji „Warszawa”. Zapraszamy!

Legia.com: Jesteś cierpliwą osobą?

 

Radosław Cierzniak: Tak. Wiadomo jednak, że pracuję nad tym każdego dnia, a bycie rezerwowym nigdy nie jest łatwe. Niedawno przeczytałem bardzo mądrą książkę, w której było coś, co dało mi dodatkową motywację i uczucie, że ta cierpliwość popłaca. Przez nią można było nauczyć się czegoś nowego i spojrzeć z trochę innej perspektywy na swoją sytuację.

 

Co to była za książka?

 

Nie pamiętam niestety w tej chwili tytułu… Była jednak naprawdę pouczająca i dająca wiele do myślenia. Pokazała mi, że warto pracować i czekać na swoją szansę. Wracam do niej myślami i jest to czynnik, który daje mi wiarę, że mój czas nadejdzie.

 

Jak bramkarz może przygotować się na taką sytuację? Jak po takiej przerwie, bez rytmu meczowego być gotowym do gry na jak najwyższym poziomie?

 

Wiadomo, że łatwiej się gra występując regularnie. Gdy bronisz często i dobrze, ta pewność siebie wzrasta i gra się sama układa. Taka przerwa to nie jest łatwa sprawa. Myślę jednak, że u bramkarza w dużej mierze to głowa nadaje rytm. Trzeba się odpowiednio nastawić, dobrze ułożyć sobie w niej to wszystko. Jeżeli masz świadomość, że grasz, to nie można od razu w pierwszym meczu starać się pokazać absolutnie wszystkiego, co się umie, tylko krok po kroku wracać na swoje tory. Jestem bramkarzem, który wcześniej grał regularnie i przed tym meczem z Cracovią starałem się czerpać z doświadczenia, które miałem. Tych meczów już w swoim życiu zagrałem sporo i to pozwoliło mi zagrać poprawne zawody. Jak będzie dalej – zobaczymy.

 

 

Koncentracja, spokojna głowa, książka – to twoje sposoby przedmeczowe?

 

Dużą rolę odgrywają trenerzy – Jacek Magiera i Krzysztof Dowhań, którzy w dużej mierze powodują to, że lepiej się czujesz i jesteś pewniejszy siebie. Czuję ich wsparcie, nawet jak nie rozmawiam z nimi, tylko widzę jak podchodzą do zawodników. Nawet tych mniej grających. To coś cennego, co sprawia, że każdy z nas czuje się potrzebny drużynie.

 

A czy będąc drugim bramkarzem, podświadomie czasami liczy się na błąd broniącego kolegi? Da się całkowicie uciec od takich myśli?

 

Myślę, że tak. Każdy nad tym musi pracować, ponieważ pamiętajmy o tym, że liczy się przede wszystkim dobro zespołu – wygrane mecze, trofea i spełnianie celów przed nami postawionych. Tylko ludzie próżni będą liczyć na to, żeby komuś powinęła się noga.

 

Ja oczywiście chcę grać. Nie chcę jednak takiej sytuacji, że nagle Arek broni słabo i wtedy muszę wejść ja, albo z powodu jego kontuzji. Ja chcę grać, osiągnąć to swoją pracą i zdobyć uznanie trenera.

 

Taka sytuacja, która zdarzyła się ostatnio, nie jest fajna dla Arka. Ja po prostu byłem szczęśliwy, że mogę zagrać z Cracovią. Jeszcze lepiej czułem się po wygranym meczu, kiedy nie straciliśmy bramki. Jako zespół zagraliśmy w defensywie poprawnie, w ofensywie solidnie i z tego się później cieszyliśmy. Takiego uczucia brakowało mi najbardziej - tego, że na boisku przyczyniasz się do zwycięstwa. Ale myślę, że mój czas nadejdzie. Cierpliwości mi wystarczy.

 

 

Wspomniałeś o trenerach. Co przez te dwa miesiące najbardziej zmieniło się odkąd zespół przejął Jacek Magiera?

 

Myślę, że przede wszystkim trener jest człowiekiem bardzo otwartym. Cały czas stara się rozmawiać z zawodnikami i szukać tych rezerw, które w każdym są. Do wszystkich próbuje podejść indywidualnie i to jest jego siła. Widać to w szatni, także po zawodnikach niegrających, którzy też są za trenerem. Każdy widzi, że realizuje to, co założył sobie na początku, gdy przyszedł do Klubu. Wynik też w obecnej sytuacji mu pomaga, dlatego że jeżeli dany trener coś mówi i idzie za tym wynik, to łatwiej jest w to uwierzyć. W tym momencie widzę, że cały zespół jest zżyty i myślę, że to nas nakręca. Czuć, że jedziemy na jednym wózku i ciągniemy go w jedną stronę.

 

Tym podejściem do zawodników was ujął?

 

Myślę, że jest przede wszystkim człowiekiem sprawiedliwym. Czuć to na każdym treningu. Nie ma znaczenia, czy ktoś był królem strzelców, czy miał dobry sezon. Trener Magiera ocenia tylko obecną sytuację i formę. Liczy się tu i teraz i to jest bardzo budujące.

 

Po meczu z Cracovią w mix-zonie padły słowa, że macie podobne charaktery…

 

Myślę, że znaleźliśmy wspólny język. Jestem w dużej mierze podobny do niego. Na pewno sposób w jaki pracujemy odpowiada mi. Jestem osobą, która każdego dnia stara się być uśmiechnięta i pozytywnie patrzy na swoją przyszłość. Z tego, co widzę, trener Magiera też zawsze chodzi uśmiechnięty, więc na pewno w tej kwestii jesteśmy podobni.

 

Inne osoby wskazują też podobieństwo w kwestii takiej, jak kontakt z młodymi zawodnikami – tłumaczenie im wszystkiego w sposób spokojny, bez gwałtownych metod.

 

Czasy się trochę zmieniły. Myślę, że w obecnych realiach nie ma czasu na szkolenie młodzieży metodą bata. Nauczyłem się tego będąc w Szkocji. Tam miałem pod swoją opieką bardzo dużo młodych chłopaków. Oni wchodzili wówczas do zespołu, a po roku - dwóch byli sprzedawani za grube pieniądze. Wtedy to się sprawdziło i myślę, że sprawdzi się też u nas.

 

Wiadomo, że są to różne realia, ale zawsze miałem dobry kontakt z młodymi zawodnikami. Też kiedyś byłem młody, mnie traktowano inaczej i nie czułem się z tym dobrze. Chcę pomóc, bo wiem, że jak pomogę danemu zawodnikowi, to on podwójnie mi odpłaci. Tu zrobi wślizg, tam wybije piłkę z linii bramkowej. Taka jest moja wizja, ale nie każdy musi się z nią zgadzać. Ja tak postępowałem i tak będę robić dalej. Myślę, że dobrze się w tym odnajduję.

 

 

A co powiesz nam o Krzysztofie Dowhaniu?

 

To jest człowiek-legenda w tym Klubie i myślę, że to mówi wszystko. Wielu bramkarzy tu było i każdy mówi to samo. Szczerze powiem, że przed przyjściem tutaj rozmawiałem ze swoim tatą i spytał się mnie o to, co ten trener Dowhań takiego w sobie ma? Odpowiedziałem, że właśnie tego chcę się dowiedzieć, że chcę zobaczyć co ma takiego magicznego w sobie, że tylu bramkarzy przy nim dobrze broni.

 

Sam mogę stwierdzić, że atmosfera wprowadzana przez niego to jest coś naprawdę tak fajnego, że przychodzisz do pracy z wielką ochotą. Nie ma znudzenia, nie myślisz o marudzeniu. Przychodzisz uśmiechnięty i widzisz osobę, która też taka jest i każdego dnia jest gotowa w stu procentach na trening - to się udziela także tobie.

 

Nie wiem czy ujmę to dobrze, ale on traktuje nas jak synów. Interesuje się nami, naszym życiem i myślę, że to jest jego wielki atut i klucz do tego, jak umie dotrzeć do ludzi. Nie ukrywam, że poprzez pracę z nim obiecuję sobie wiele. Chcę być lepszy, rozwijać się i robić postępy.

 

W sparingu z Pogonią Siedlce zagraliście w nowym ustawieniu defensywy – z trójką środkowych obrońców. Jak z perspektywy bramkarza wygląda taka zmiana, czy jest ciężko się przestawić?

 

Jest to trudniejsze pod jednym względem – gdy mamy trzech obrońców z tyłu i dwóch stanie wysoko, to zawsze jest jeden zawodnik do rozegrania mniej. Natomiast, jeśli chodzi o krótkie rozegranie piłki, to otwiera się inne pole, można zagrać dłuższą piłką, bo wiadomo, że tych zawodników z przodu i w środku jest trochę więcej. To coś, nad czym będziemy dalej pracować.

 

Jest szansa powtórzyć taki wariant w meczach o stawkę?

 

Jak najbardziej. To bardzo ofensywne ustawienie. Tu są spore rezerwy – wiele zespołów tak gra, więc trzeba to sobie przyswoić. Wiadomo, że przez całą karierę ja, czy większość zawodników, byliśmy ustawiani czwórką w bloku obronnym i potrzeba trochę czasu, by się przestawić. Jest jednak duży potencjał i jeżeli trener uzna, że warto, to tak zagramy.

 

 

No właśnie – ten czas. W naszej lidze zadebiutowałeś już dość dawno. Jak przez lata zmieniły się rozgrywki, jak je postrzegasz? Grałeś długo chociażby w Szkocji, trochę cię u nas nie było.

 

Myślę, że w Szkocji odżyłem przede wszystkim mentalnie. Przez trzy lata opuściłem bodajże tylko dwa spotkania. Tych meczów tam jest dużo, nie ma przerwy na Święta. To było fajne doświadczenie. Pobyt tam oceniam bardzo pozytywnie. Tam są świetni ludzie, naładowani bardzo pozytywną energią. To mnie dużo nauczyło.

 

Tego mi w Polsce trochę brakuje. Na co dzień martwimy się małymi rzeczami, a ludzie mają wiele, wiele poważnych problemów. Czasami zbyt marudzimy i to widać. Nie mieszkałem nigdy w Anglii, Irlandii, nie wiem jak tam jest, ale w Szkocji to mnie właśnie urzekło. Czasami mi tego brakuje, tej uprzejmości, na ulicach, na drogach, przy pójściu do sklepu… U nas nie zawsze to jest i to mnie nauczyło zmiany podejścia do życia. Z uśmiechem na ustach żyje się łatwiej i łatwiej jest rozwiązywać swoje problemy.

 

Polską ligę oczywiście śledziłem. Miałem polską telewizję, zostało tu sporo kolegów. Oglądałem mecze także ze zwykłej ciekawości. Myślę, że liga się zmienia, idzie ku lepszemu. Oczywiście, są opinie, że stoimy w miejscu, ale ja uważam inaczej. Spójrzmy na nasz zespół. Rozwijamy się, gramy coraz lepiej. Staramy się grać trudną piłkę – rozgrywać, grać systemem takim, jak zespoły europejskie. Nie jest to rozwój, jakiego każdy by sobie od razu życzył, ale z roku na rok jest coraz lepiej.

 

A jak pracowało się w roli modela naszej najnowszej kolekcji „Warszawa”?

 

Nie mam z takimi sprawami problemu. Myślę, że kamera mnie lubi i czułem się w porządku. Ta kolekcja spodoba się naszym kibicom.

 

Czyli na przyszłość dla sponsorów Legii dajemy „zielone światło” na twój udział w podobnych inicjatywach?

 

Jak najbardziej. Jeżeli ktoś z Klubu widziałby mnie w tej roli, to bardzo chętnie.

 

 

Zaaklimatyzowałeś się już w Warszawie?

 

Tak. Warte podkreślenia jest to, że Warszawa jest świetnym miejscem to życia. Trochę się go obawiałem, ale jest inaczej. Moja żona jest wręcz zakochana w tym mieście. Mieszkamy tu od marca i naprawdę jest dobrze. Mamy dobry dojazd, wybraliśmy bardzo dobrą lokalizację, w której nie ma korków. Życie w stolicy bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło.

 

Pojawiły się jakieś ulubione miejsca?

 

Szczerze powiem, że rzadko przebywam w centrum miasta. Żyjemy trochę poza nim. Jestem domatorem, nie szukam wyjść i rozrywek. Spędzam czas z żoną i córką, nie ma go teraz zbyt dużo. Miejsce, w którym mieszkamy, odpowiada nam całkowicie.

 

Czyli „Enklawa” tylko z Prezesem po awansie do Ligi Mistrzów?

 

Tak (śmiech). Wtedy byłem tam pierwszy raz i na razie ostatni. Na drugi dzień miałem do zagrania mecz w rezerwach, więc byłem tam krótko, tak by po prostu być z drużyną.


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Bardzo mi się podoba postawa Radka, świetny gość, ma ogromny wpływ na atmosferę w drużynie. Jak wchodzi do bramki to zawsze jestem pewien że zagra na bardzo wysokim poziomie. Często łapie strzały, które większość bramkarzy by wypluła. Ogromny szacun dla tego gościa, 100% profesjonalista i do tego dobry duch drużyny. BRAWO!!!

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 89
PLN
Cena 114,50
PLN
Cena 119
PLN