Legia Warszawa
vs Termalica
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2016-02-25 10:00:00
Newsletter

Czerczesow: Trener jest prawie jak mama

Autor: Kacper Ruszczak Fot. Mateusz Kostrzewa
W środę o 18:00 w sali konferencyjnej na stadionie Legii kibice ''wojskowych'' mieli okazję spotkać się z trenerem Stanisławem Czerczesowem. Szkoleniowiec tryskał humorem i cierpliwie odpowiadał na liczne pytania zgromadzonych fanów. Oprócz tego, ci mieli okazję zdobyć autograf Rosjanina i wygrać koszulkę meczową Legii jego autografem.

Wchodząc do sali konferencyjnej, trener Czerczesow pokazał prawą dłonią "eLkę", a zgromadzeni kibice powitali go brawami. Szkoleniowiec od razu zwrócił uwagę na hostessy Fortuny - głównego sponsora Legii i organizatora środowego spotkania. - Adam, następnym razem bez dziewczyn, bo nie mogę się skupić - śmiał się Rosjanin do swojego tłumacza.

 

Prowadząca spotkanie rzecznik prasowa Legii Iza Kuś od razu poprosiła kibiców o pytania do trenera (zapis odpowiedzi znajdziecie niżej). Te zostały jednak przedzielone konkursem, w którym jeden z uczestników wygrał koszulkę meczową z autograsem Czerczesowa. Zadaniem konursowym było wskazanie liczby meczów, w jakich Rosjanin prowadził zespoły w roli pierwszego trenera (301).

 

 

Jakie jest najpiękniejsze miasto, które trener widział?

- Skoro trenuję Legię, to zgodzę się, że Warszawa jest najpiękniejszym miastem!

 

Jak trener motywuje piłkarzy przed meczami z teoretycznie słabszymi drużynami?

- W sporcie niestety zdarza się lekceważyć przeciwników. Przed każdym meczem trzeba pomyśleć o niuansach. Najważniejsze jest to, aby dla piłkarzy było interesujące mierzyć się z innymi zespołami. Gdy jest cel i zainteresowanie, piłkarze sami powinni się motywować, ale oczywiście im pomagamy.

 

Czy po odejściu Dusana Kuciaka Legia myślała o ściągnięciu innego bramkarza?

- Bardzo ciepło pożegnaliśmy się z Dusanem, i ja, i drużyna, bo spędził tutaj kilka fantastycznych sezonów. Jeżeli piłkarz chce zrobić coś nowego w swojej karierze, naszym zadaniem jest poprzeć go i życzyć mu wszystkiego najlepszego. Jest rzeczą oczywistą, że jeżeli odchodzi bramkarz, trzeba coś z tym zrobić, bo bramkarz to tak jakby drużyna w drużynie. Cieszymy się, że jest z nami Arek Malarz, co do którego nie mamy żadnych wątpliwości. Mamy też Szumskiego i Majeckiego i podpisaliśmy kontrat z Radosławem Cierzniakiem. Chcielibyśmy go od razu, ale niestety Wisła Kraków odmówiła.

 

 

Jak trener ocenia talent Radosława Majeckiego?

- Nienawidzę słowa "talent", lubię słowo "umiejętności". W momencie, w którym młody piłkarz słyszy słowo "talent", trzeba złapać go za nogi, żeby nie odleciał w chmury. Bramkarz musi wyjątkowo pracować nad swoimi umiejętnościami, podobnie jest w przypadku Radka. Jeśli tak będzie, wszystko będzie OK.

 

Którzy szkoleniowcy inspirują trenera?

- Trudno mi wymienić konkretne nazwisko, bo grałem w najlepszej drużynie w Rosji i jednej z najlepszych w Austrii, więc było ich dużo. Nigdy nie oglądałem treningu Mourinho, ale oglądam mecze drużyn tego czy innego trenera. Oglądając je, można się czegoś nauczyć. Tak to u mnie działa. Bardzo często jest tak, że gdy mamy grać z jakąś drużyną, to oglądamy mecze, które przegrała. Wtedy możemy skopiować coś z taktyki, aby ograć rywala. Jeżeli ktoś wykonuje dobrą robotę, to dlaczego mielibyśmy jej nie powtórzyć, dokładając oczywiście coś od siebie.

 

Jak trener ocenia byłych piłkarzy Legii, z którymi pracował w Rosji?

- Dwa tygodnie temu rozmawiałem z Marcinem Komorowskim, który przebywa w Warszawie, bo ma kontuzję. Ze Damianem Zbozieniem widziałem się w weekend, przy okazji meczu z Zagłębiem Lubin, a Maćka Rybusa spotkałem na Malcie. Żałuję, że nie mam numeru do Janusza Gola, bo chciałem pogratulować mu narodzin dziecka. Jednym słowem, polscy piłkarze bardzo mnie lubią (śmiech).

 

 

Czy skrzydłowi Legii nie marnują potencjału, grając nie po stronie swoich silniejszych nóg?

- Ja sam lubię, kiedy dynamika piłkarzy nie idzie na marne, bo od razu można podać, a tutaj trzeba przestawić piłkę na tę nogę, która jest lepsza. Nasi skrzydłowi nie są przyklejeni do swoich pozycji. W każdym naszym meczu można zauważyć, że skrzydłowi zmieniają się pozycjami. Bardzo często też Kuchy i Gui schodzą do środka, więc nie ma wtedy znaczenia, którą nogę mają lepsze. Są dwie możliwości: albo ich nauczymy, albo... odpowiedź pan zna (śmiech).

 

Jak trener zareagował na przerobione w Internecie zdjęcie, na którym był z niedźwiedziem?

- To wcale nie był żart, bo tak naprawdę przyleciałem do Warszawy z moim prywatnym niedźwiedziem, który jest teraz w ogrodzie zoologicznym i miewa się bardzo dobrze. Możesz go w każdej chwili odwiedzić (śmiech).

 

Jak udało się trenerowi odblokować Michała Kucharczyka, który zagrał bardzo dobrze z Jagiellonią i Zagłębiem?

- On też się dowiedział, że mój niedźwiedź jest w ogrodzie zoologicznym. A niedźwiedź bywa głodny. Czyli albo trzeba dobrze grać, albo misiek będzie miał co jeść. "Kuchy" postanowił dobrze grać i wydaje mi się, że podjął prawidłową decyzję (śmiech). A tak naprawdę wielokrotnie z nim rozmawialiśmy na temat jego gry. Każdy zawodnik ma jakieś uzdolnienia. Trzeba nad nimi pracować, aby je rozwijać. Najważniejsze jest to, żeby piłkarz robił to, co najlepiej potrafi i nie kombinował.

 

 

Czy praca na Malcie nad przygotowaniem fizycznym sprawi, że Legia zabiega każdego rywala?

- Przede wszystkim, żeby kogoś ograć, trzeba mieć kondycję. Nie można być dobrym piłkarzem, nie mając siły biegać. Żeby wykorzystać te umiejętności, które już piłkarze posiadają, trzeba mieć fundamenty, które budowaliśmy na maltańskich obozach. Mając dobre przygotowanie fizyczne, lepiej gramy i unikamy kontuzji.

 

Co trener sądzi o dopingu i oprawach kibiców Legii?

- Jeszcze zanim przyszedłem do Legii, dużo słyszałem na temat jej kibiców. Nasi kibice to nasz dwunasty zawodnik - bardzo ważny zawodnik. Jeżeli mecz jest wyrównany, najważniejszą rolę odgrywają właśnie fani. Zdarza się tak, że to oni wygrywają mecze.

 

Jak trener zapobiega konfliktom w drużynie, gdy przez długą ławkę rezerwowych niektórzy piłkarze nie mogą grać tak często, jak by chcieli?

- Drużyna, która ma cele, nie może mieć tylko jedenastu piłkarzy do gry. Najważniejszy jest szacunek. Trzeba szanować swoich kolegów z drużyny. Żaden piłkarz nie wychodzi na boisko sam. A o tym, kto gra, decyduje trener. W każdym zawodzie są niuanse i szczegóły. Zawód piłkarza niesie ze sobą ryzyko, że możesz nie zagrać, nawet jeżeli się trenuje. Wiem o tym, bo sam byłem piłkarzem. Jeżeli komuś to nie odpowiada, trzeba znaleźć sobie taką drużynę, w której dostanie się abonament na grę. Nasi zawodnicy rozumieją jednak, gdzie grają.

 

 

Co trener myśli o podziale punktów w Ekstraklasie?

- Nic nie myślę na ten temat. Tak jest i koniec. Nie mam na to wpływu. To nie pierwszy sezon, kiedy tak się dzieje. To ani dobrze, ani źle. Tak jest. I już.

 

Czy piłkarze dostawali od trenera jakieś kary za przegrane mecze?

- Piłkarze nie dostają premii, gdy przegrywają, co już jest jakąś karą. Jeżeli zawodnicy przegrywają i wiedzą, że zagrali źle, to potrzebują od trenera pocieszenia i podpowiedzi, jak mają grać, aby nie przegrywać. Krytykę zostawiamy dziennikarzom i kibicom. Moim zadaniem jest to, aby porażka już więcej się nie zdarzyła. Trener jest prawie jak mama (śmiech). Jedynka to też ocena, nie przejmuj się. Gdy przyjechałem do Austrii, grałem dobrze, a następnego dnia patrzyłem w gazetę, a tam jedynka. Potem drugi mecz, trzeci, a w gazetach tak samo. Siedziałem smutny i myślałem, co zrobić. Menedżer zapytał, o co chodzi. - Zastanawiam się, jak tu grać. Staram się, a tu same jedynki! No i wtedy się dowiedziałem, że w Austrii jedynka to najlepsza ocena. Więc jeśli dostaniesz jedynkę w szkole, to powiedz mamie, że jesteś w Austrii!

 

Jak trener porównałby ligę polską z rosyjską?

- W lidze rosyjskiej piłkarze szybciej myślą na boisku. Szybko myślisz, inteligentnie grasz. Żeby lepiej grać, czasem nie trzeba szybciej biegać. Jeżeli chodzi o ligę polską, poziom walki na boisku i infrastruktura są na wysokim poziomie.

 

 

Ilu piłkarzy Legii myśli na boisku?

- Wszyscy myślą szybko, ale czasami nieprawidłowo. Mnie też czasami się to zdarza. Na każdym treningu pracujemy nad tym, aby myśleć szybko i prawidłowo.

 

Co skłoniło trenera do podjęcia pracy w Legii?

- Mój niedźwiedź chciał przyjechać do warszawskiego ZOO i nie mogłem mu odmówić (śmiech).

 

Czy rozmawiał trener z zarządem o tym, żeby ściągnąć do Legii jakichś rosyjskich piłkarzy?

- Po pierwsze, jeżeli mielibyśmy sprowadzić kogoś z Rosji, musiałby być piłkarz wysokiej klasy, dzięki któremu drużyna byłaby lepsza. A tacy zawodnicy kosztują niestety bardzo dużo pieniędzy.

 

 

Jak trener porównałby potencjał sportowy Legii z potencjałem rosyjskich klubów, które trener prowadził?

- Trudno mi coś powiedzieć na ten temat, to bardzo wirtualny problem. Jest klasa drużyny i charakter drużyny. Jeżeli chodzi o charakter, bylibyśmy wysoko. A jeśli chodzi o klasę, to tak naprawdę wszystko zależałoby od okresu adaptacji do nowej ligi. Bo każda żywa istota musi zaadaptować się do miejsca, w którym się znajduje. Jeżeli dostalibyśmy się do rosyjskiej ligi, to jest inne otoczenie, inne warunki. To wymaga adaptacji. I na pewno trochę czasu by to zajęło.

 

Jaki jest ulubiony klub trenera?

- Sercem i duszą wiążę się z każdym klubem, w którym pracuję w danej chwili. Grałem w Innsbruckiu i w Spartaku Moskwa, który jest mi bliski, bo w nim stałem się bardzo dobrym bramkarzem. Klub, który wprowadził cię na drogę sukcesu, to klub, który jest najbliżej twojemu sercu.

 

Przy jakiej najniższej temperaturze trener grał mecz?

- 6 grudnia 1995 roku. Nie wiem, jaka temperatura była wtedy w Warszawie, gdy graliśmy na zamrożonym boisku w Lidze Mistrzów. Skoro boisko było zamrożone, musiało być bardzo zimno. Nawet gdy jest chłodno, to ważne, aby nie wiał wiatr i żeby się nie zmoczyć. Jeżeli jest zimno, ale sucho, to jest OK.

 

 

Jakich zawodników przewiduje pan do składu na mecz z Ruchem zamiast pauzujących Kucharczyka i Gui?

- Zawodników Legii. Jeśli można (śmiech). Nie ma przegranych i wygranych meczów przed pierwszym gwizdkiem. Do każdego spotkania trzeba się dobrze przygotować i szanować przeciwnika. Naszym zadaniem jest maksymalnie dobrze przygotować, a tak naprawdę wszystko wie tylko Pan Bóg.

 

Czy trener oglądał dwumecz Legii ze Spartakiem Moskwa w 2011 roku?

- Nie widziałem meczu na żywo, tylko skrót. Gdy "Rybka" zdobył bramkę, to biegł do mnie z telewizora, chciał wyskoczyć. I wtedy pomyślałem: to mój piłkarz!

 

Gdybyśmy zagrali z Napoli dzisiaj, czy wynik meczu byłby inny?

- Jesteśmy teraz lepiej przygotowani, ale nigdy nie można powiedzieć, co by było, gdyby... Jesteśmy lepiej przygotowani, mamy kilku nowych piłkarzy. Dzięki temu możemy przeprowadzić lepsze zmiany. Od 30. minuty tamto spotkanie wyglądało dobrze. Potem sami strzeliliśmy sobie dwa gole, a w takiej sytuacji trudno walczyć z takim rywalem jak Napoli. W takich spotkaniach jak najdłużej trzeba utrzymywać wynik 0:0 i czekać na swoją szansę. Jak bardzo dumni byśmy nie byli, czasem trzeba przyznać, że ktoś jest od nas lepszy. Kiedyś grałem z Napoli jako piłkarz. W Neapolu było 0:0, a przez 85 minut praktycznie nie wychodziliśmy ze swojej połowy. W końcówce mieliśmy natomiast szansę na zdobycie dwóch bramek, ale się nie udało. W Moskwie też było 0:0, ale wygraliśmy po karnych 5:4. Mieliśmy wtedy silną drużynę, pokonaliśmy Real Madryt 3:1, Liverpool 2:0. Dotarliśmy aż do półfinału Pucharu Europy, w którym odpadliśmy z Marsylią. Ale to historia. Teraz chciałbym z takimi drużynami wygrywać jako trener. I awansować do Ligi Mistrzów z Legią! 

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN