Legia Warszawa
vs Termalica
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2017-11-04 16:00:00
Newsletter

Dąbrowski: Legia musi panować, to obowiązek

Autor: Jakub Jeleński Fot. Mateusz Kostrzewa, Jacek Prondzynski, Janusz Partyka
- Każdy chce wejść w sezon jak najlepiej, tylko nie zawsze chcieć znaczy móc. Nasza gra na początku rozgrywek nie wyglądała dobrze, ba, nadal jeszcze nie wygląda, ale najważniejsze, że punktujemy. Sztuką jest wygrywać właśnie w takich spotkaniach, gdzie chociaż nie prezentujesz się dużo lepiej niż rywal, to jednak ty wbijasz piłkę do siatki - mówi Maciej Dąbrowski, obrońca Legii, w przeszłości zawodnik Pogoni Szczecin, z którą mistrzowie Polski zmierzą się w niedzielę.

Legia.com: Życie zaczyna się po trzydziestce?

 

Maciej Dąbrowski: Aż tak mocno nie przywiązuję wagi do wieku, ale jest w tym trochę prawdy. Kilka miesięcy temu stuknęła mi trójka z przodu, a ja właśnie wygrałem mistrzostwo Polski i urodziło mi się drugie dziecko. Mam wspaniałe dzieci, wspaniałą żonę, mistrzostwo z Legią i brązowy medal z Zagłębiem, także tych trofeów mi trochę przybyło - piłkarskie mam co prawda jedno, ale prywatnych aż trzy (śmiech). 

 

Do Warszawy przychodziłeś, bo zapaliła Ci się lampka kontrolna w rubryce „PESEL”?

 

Nie, po prostu chciałem spróbować swoich sił i okazało się, że sprostałem wyzwaniu, którego się podjąłem. Zdobyłem mistrzostwo Polski, wybrano mnie najlepszym obrońcą ekstraklasy. Teraz co prawda nie gram, ale nie jestem typem człowieka, który się poddaje. Czuję, że dam radę przekonać do siebie trenera. Walczenie o skład nie jest dla mnie nowością, bo niemal od zawsze żaden szkoleniowiec na początku na mnie nie stawia. Przecież w zespole Jacka Magiery też z początku nie wychodziłem na plac. Mam jeszcze 1,5 roku kontraktu i stać mnie na to, żeby grać w Legii. Zrobię wszystko, by przekonać do siebie trenera Jozaka i pomóc klubowi ile tylko mogę. 

 

 

Trenera Magierę przekonywałeś do siebie bardzo długo, natomiast Besnik Hasi postawił na Ciebie od początku. Jak się okazało, chyba za szybko.

 

Nie szukałbym tutaj winy po stronie trenera, a swojej. Wtedy byłem tuż po przejściu do Legii, ciągle jeździłem między Lubinem a Warszawą. Grałem co trzy dni, najpierw eliminacje do Ligi Europy UEFA z Zagłębiem, za chwilę wybiegałem na boisko w barwach Legii. Nocami prawie nie spałem, byłem przemęczony i chociaż jestem doświadczonym zawodnikiem, to pewnych rzeczy nie oszukam. Rozmawiałem z trenerem, pytał mnie czy wszystko jest w porządku, a ja uparcie twierdziłem, że tak. Wiesz, dopiero co przyszedłem, a trener chciał na mnie stawiać. Kto w takiej sytuacji nie chciałby się pokazać? Przekonywałem sam siebie, że dam radę, że będzie okej. A tu organizm upomniał się o swoje i po tym jak w Zabrzu zbierałem się z murawy przez pół godziny, potrzebowałem miesiąca, by dojść do siebie. Pomógł mi wtedy bardzo Sebastian Krzepota - wielkie pokłony dla niego, bo wykonał ze mną doskonałą robotę, która pomogła mi później wrócić do odpowiedniej dyspozycji. 

 

Dużo sezonów w Twojej karierze tak wyglądało - słaba jesień, fantastyczna wiosna.

 

Nie wiem czym to jest spowodowane, naprawdę. Wydaje mi się jednak, że cały czas trzymam w miarę równy poziom i gdy trener mnie potrzebuje, zawsze jestem gotowy. Nawet teraz, kiedy zagrałem w tych kilku meczach, nie powiedziałbym, że wyglądałem słabo. Wręcz przeciwnie - czuję się dobrze, jeśli wychodzę na boisko gram nieźle, tylko tak jak mówiłem, mam ten problem, że każdego muszę do siebie przekonać. Tak widocznie musi być - udało się w Legii Jacka Magiery, więc teraz też liczę na to, że trener Jozak na mnie postawi. 

 

 

Twoje wahania formy to nic w porównaniu z rollercoasterem, którym od kilku sezonów jeździ Legia. Da się chociaż w przybliżeniu odpowiedzieć na pytanie z czego to wynika?

 

Każdy chce wejść w sezon jak najlepiej, tylko nie zawsze chcieć, znaczy móc. Nasza gra na początku rozgrywek nie wyglądała dobrze, ba, nadal jeszcze nie wygląda, ale najważniejsze, że punktujemy. Sztuką jest wygrywać właśnie w takich spotkaniach, gdzie chociaż nie prezentujesz się dużo lepiej niż rywal, to jednak ty wbijasz piłkę do siatki. Mamy świadomość braku ma podziału punktów i musimy być skoncentrowani na grze jeszcze bardziej niż w poprzednim. Pamiętam te osiem minut czekania na wynik w Białymstoku i powiem szczerze, że rollercoaster to przy tym pikuś. Koniec końców jednak byliśmy wtedy na szczycie. I obyśmy byli na nim także teraz. 

 

Prawdziwą kolejką górską był październik - 1-go przegraliśmy z Lechem, traciliśmy pięć punktów do lidera. 29-go to Legia jest wyżej od Lecha, a do 1. miejsca ma tylko punkt straty.

 

Faktycznie, szalony miesiąc. Pojawiały się różne głosy, że będziemy walczyć o pierwszą ósemkę. Uwielbiam udowadniać ludziom, że nie mają racji. W Polsce jest jeszcze na tyle specyficznie, że nikt nie cieszy się sukcesem klubu, któremu dobrze idzie, tylko czeka na to, żeby coś się popsuło, bo wtedy wreszcie można dowalić. Jak jest źle, to wszyscy ostrzą sobie zęby i z dwóch słów powiedzianych w emocjach potrafią zrobić aferę. Sam się o tym zresztą przekonałem. 

 

 

No właśnie, żałujesz, że po meczu z Sheriffem nie ugryzłeś się w język? 

 

Nie, czego mam żałować? Powiedziałem to powiedziałem, trudno. Jestem odpowiedzialnym i słownym człowiekiem, przegrałem zakład i zachowałem się po nim zgodnie z umową. Później ten dziennikarz dzwonił do mnie, najpierw przepraszał, a później chciał sobie robić zdjęcia ze mną i whisky. Jedyne czego żałuję do dziś, to przegranego meczu. 

 

Jest już po kryzysie, który się wtedy zaczął, ale czarne chmury znad Warszawy powędrowały nad Kraków, Gdańsk i Szczecin.

 

Tak to już w piłce jest, że ktoś musi być pierwszy, a ktoś ostatni. Wiadomo, że inne są oczekiwania w Legii, a inne w pozostałych klubach. Legia musi wygrywać, Legia musi panować, Legia musi być mistrzem Polski - to jest nasz obowiązek. W reszcie klubów może nie ma aż tak wielkiego ciśnienia, ale każdy zespół na swój sposób musi mierzyć się z presją. Kiedy nie idzie łatwo jest mówić, że piłkarzom się nie chce, że nie ma zaangażowania i każdy grałby lepiej niż oni. Zawsze powtarzam - nikt nikomu nie bronił być piłkarzem. Nie wierzę w to, że są zawodnicy, którzy wychodząc na boisko nie dawaliby z siebie maksa. Jeśli rzeczywiście by tak było, to minęli się z powołaniem. Jeżeli robisz to co kochasz i jeszcze ci za to płacą, pracuj jak najlepiej potrafisz.

 

 

W takim razie kibice osądzają zbyt pochopnie?

 

Też nie. W każdym klubie są jakieś oczekiwania. Jedni liczą na mistrza, drudzy na pierwszą ósemkę, jeszcze inni chcą się utrzymać. Rozumiem, że gdy nie idzie kibice są źli, ale tak jak już mówiłem - nikt nie przegrywa specjalnie. Dajmy na to nasz najbliższy rywal, Pogoń. W każdym meczu mają sześć, siedem sytuacji do strzelenia gola, ale nie potrafią ich wykorzystać. Tracą też mnóstwo bramek, które w ogóle nie powinny się przydarzyć. Do Szczecina jedziemy jako faworyt, ale faworyt, który oczy będzie miał dookoła głowy, bo wiemy, jak niebezpieczni potrafią być Portowcy. Mają w zespole bardzo dobrych piłkarzy, którzy teraz są w dołku, ale prędzej czy później wrócą na właściwe tory. Tabela nie odzwierciedla ich umiejętności. 

 

W Szczecinie spędziłeś 2,5 roku. Przykro Ci, gdy patrzysz na to, co się dzieje w Pogoni?

 

Na pewno. Mam stamtąd dobre wspomnienia, podobnie zresztą jak w przypadku innych klubów, w którym grałem. Szczecin cenię też dlatego, mieszkają bardzo mili ludzie, którzy są otwarci na futbol. Szkoda, by musieli pożegnać się z ekstraklasą. Samo miasto też jest naprawdę fajne. 

 

 

...no i sprzyja wypadom na ryby między zajęciami.

 

To prawda, choć nie pamiętam kiedy ostatni raz wędkowałem (śmiech). Odkąd urodziło mi się drugie dziecko, to nie chcę obarczać żony wszystkimi obowiązkami, więc te ryby trochę zaniedbałem, ale myślę, że jeszcze do tego wrócę. W Szczecinie na treningi jeździłem z wędką w samochodzie i w przerwach między zajęciami nie jechałem do domu, tylko nad Odrę (śmiech). 

 

Tutaj z kolei pod ręką masz Wisłę.

 

Tam miałem motorówkę, w wolnych chwilach badałem rzekę. Tutaj brakuje mi na to czasu, a nie lubię łowić na łowiskach, których nie znam. 

 

Teraz musisz się skupić na badaniu najbliższego rywala. Ciężko się gra z outsajderami?

 

Szczerze? Najciężej. Wszyscy wiedzą, że na spotkania z Legią nikogo nie trzeba motywować. Dla takiego zespołu wygrana z nami będzie wielkim sukcesem, natomiast jeśli przegrają, to nikt nie będzie miał do nich pretensji. Takie mecze są dla nas bardzo trudne. Niejednokrotnie jest tak, że rywal broni się w jedenastu, nagle urywa się z kontrą, komuś wyjdzie strzał życia i po zdobyciu bramki cały czas się muruje. My atakujemy ile sił, otwieramy się i znowu stwarzamy okazje na kontrę. Tutaj naprawdę trzeba być skoncentrowanym na sto procent i cały czas uważać. Nasza liga jest tak zwariowana, że każdy może wygrać i przegrać z każdym. Pogoń na pewno będzie chciała odbić się od dna i pokazać z jak najlepszej strony.

 

 

Trener Jozak zapowiadał, że chce, by Legia każdemu narzucała swój styl gry. Dużo brakuje Wam jeszcze do stworzenia tego stylu?

 

Pewnie jeszcze sporo. Nie da się pstryknąć palcem i wszystkiego zmienić ot tak. Musimy przede wszystkim dograć rundę do końca i regularnie punktować. Styl naturalnie jest ważny, ale jeszcze ważniejsza jest tabela. A my zrobimy wszystko, by na koniec sezonu znów być na jej szczycie.

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN