Legia Warszawa
vs Termalica
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2017-09-20 15:30:00
Newsletter

Fanatycy z koksu stolicy

Autor: Jakub Jeleński Fot. Mat. prasowe Ruchu Zdzieszowice, Tomasz Nowicki
Choć powstał jako klub piłkarski, to przez długi czas największe sukcesy odnosił w piłce ręcznej… kobiet. Swój dorobek historyczny niemal stracił w kontenerze na śmieci, jego najsłynniejszym kibicem był kontrowersyjny polityk, a najlepszy piłkarz prawie podpisał kontrakt z Legią. Poznajcie naszego rywala w rozgrywkach o Puchar Polski - Ruch Zdzieszowice.

Pierwsza karta historii Ruchu Zdzieszowice została zapisana w 1946 roku, kiedy Zakłady Koksownicze Zdzieszowice powołały do życia I Robotniczy Klub Sportowy „Anna”. Co ciekawe, niewielki klub z Opolszczyzny mógł poszczycić się nie tylko piłką nożną, ale również sekcjami lekkoatletyki, kolarstwa, piłki ręcznej, podnoszenia ciężarów czy boksu. Finansowany przez państwową spółkę KS największe sukcesy odnosił jednak w… piłce ręcznej kobiet. Seniorki Ruchu występowały w I lidze, a kilka wychowanek w barwach Otmętu z niedalekich Krapkowic, w 1970 i 1971 roku zostało mistrzyniami Polski. Choć Ruch finansowany był przez największy zakład koksowniczy w Polsce, to nie mógł mierzyć się z innymi śląskimi klubami. Z czasem sekcje HKS-u poupadały i w klubie została wyłącznie drużyna piłki nożnej, zatrzymując się na poziomie ligi okręgowej. Zespół popadł w marazm, w którym trwał aż do XXI wieku.

 

Lepsze czasy zaczęły się od przebudowy stadionu, który w ciągu lat zarządzania przez koksownię popadł w kompletną ruinę. W budowę nowego obiektu zaangażowało się miasto, które odkupiło klub od Zakładów Koksowniczych i HKS stał się MKS-em. Największy wpływ na rozwój zespołu miał jednak Krystian Chmiel, lokalny biznesmen, który Ruchowi poświęcił nie tylko cenny czas, ale przede wszystkim pieniądze. Choć sportowo Zdzichy miały się coraz lepiej, to bardzo niewiele brakowało, by nowa era była jedyną znaną w historii klubu. Podczas remontu stadionu w 2006 roku wszystkie trofea, albumy i pamiątki klubowe znalazły się… na śmietniku.

- To się po prostu nie mieściło w głowie. Stary zarząd klubu nie dość, że doprowadził go na skraj upadłości, to jeszcze o mały włos nie zutylizował 60 lat historii. Dobrze, żaden z nas wielki klub, ale w tak małym mieście jak Zdzieszowice, Ruch naprawdę spełniał istotną rolę. Wychowywano tu młodzież i z sukcesami prowadzono wiele sekcji. Wszystko poszłoby w pył, gdyby nie fakt, że jakiś człowiek wyrzucając śmieci znalazł w kontenerze puchary, medale, proporczyki i albumy. Ostatnio nawet przyjechał do klubu jeden facet, przygotowując coś na mecz z Legią, spojrzał na zdjęcie w gablocie i powiedział: „O, to mój ojciec stoi na bramce.” No i okazało się, że to był pan Damrat, senior całego pokolenia piłkarzy Ruchu. Jego wnuk, Łukasz, jest teraz kapitanem - mówi jeden ze zdzieszowickich kibiców.

 

 

Damratowie byli jedną z kilku rodzin, gdzie granie w Ruchu przechodziło z ojca na syna. Z czasem to właśnie wychowankowie stali się prawdziwą siłą napędową zespołu. Za sprawą mądrze zainwestowanych pieniędzy właściciela i oddanych klubowi piłkarzy, MKS w pięć lat przeskoczył z okręgówki do II ligi, awansując coraz wyżej praktycznie rok w rok, wzbudzając przy tym ogromne zainteresowanie. IV-ligowe derby z LZS Leśnica decydujące o awansie oglądało niemal 3000 ludzi. 

 

 

Do tego doszły jeszcze występy w rozgrywkach o Puchar Polski, które były wielkimi wydarzeniami nie tylko w dziejach klubu, ale także miasta. Po raz pierwszy jednym spotkaniem całe Zdzieszowice żyły w 2009 roku, kiedy na stadion miejski przy Rozwadzkiej przyjechał pierwszoligowy wówczas Dolcan Ząbki. Goście gładko wygrali 3;0 i nikt nie spodziewał się, że niespełna za rok w 1/16 finału MKS trafi na 14-krotnego mistrza Polski, Ruch Chorzów. Wielkie święto, zgodnie z przewidywaniami, zakończyło się porażką miejscowych, ale apetyt drugoligowca wcale nie został zaspokojony. Wręcz przeciwnie, występy o Puchar Polski tylko zmotywowały piłkarzy i działaczy. Sezon później wszystkim wydawało się, że przygoda Ruchu tak jak przed rokiem skończy się w 1/16, bo na Opolszczyznę przyjechała Jagiellonia Białystok. 21 września 2011 roku cała piłkarska Polska z niedowierzaniem patrzyła jak kompletny outsider 3:1 wygrywa ze zdobywcą Pucharu sprzed dwóch lat.

- Na Jagiellonii oficjalnie było 1100 osób, bo na więcej nie pozwalał stadion i wymogi bezpieczeństwa, ale nieoficjalnie… Szpilkę było tam ciężko włożyć. Pamiętam, że problemy policja robiła jeszcze długo przed meczem, ale śp. burmistrz Przewdzing uparł się, że choćby nie wiem co, to mamy grać w Zdzieszowicach. Po zakończeniu spotkania afera była straszna - ślepy by zauważył, że ludzi było po prostu za dużo. Delegatura straszyła karami, bo nawet ci co mieli wykupione miejscówki jak Pan Bóg przykazał, to zamiast siedzieć, wszyscy stali. Wtedy również interweniował burmistrz, który wypalił, że kto normalny by na takim szpilu siedział. A sam mecz? Kapitalne przeżycie, od strony organizacyjnej porażka, natomiast dla Zdzieszowic pokonanie Jagiellonii Białystok było wydarzeniem epokowym - kontynuuje fan Ruchu.

 

 

Sukcesy klubu sprzyjały rozwojowi ruchu kibicowskiego. Miejscowi tysiącami gromadzili się na meczach MKS-u, przygotowując naprawdę efektowne oprawy. Lokalni fani czuli wsparcie miasta, którego burmistrz był gorącym orędownikiem klubu z Rozwadzkiej i zawsze walczył o to, by nawet w przypadku konfrontacji z czołowymi klubami Polski mecze były rozgrywane w Zdzieszowicach. Dieter Przewdzing sam był zaangażowanym kibicem Ruchu, wspierając klub na każdym możliwym polu. Pieniądze z kasy miasta chętnie inwestował w zespół i otwarcie mówił, że marzy mu się w Zdzieszowicach budowa kompleksu boisk i stadion na 10 tysięcy osób. Część ludzi zarzucała mu fanaberię, ale kibice Ruchu stali murem za kontrowersyjnym politykiem Mniejszości Niemieckiej. Odwdzięczali mu się efektownymi oprawami, powstała nawet przyśpiewka na jego cześć: „Quantanamera, Zdzichy to miasto Dietera”.

 

 

Złoty okres zakończyła tragiczna śmierć burmistrza, której okoliczności do dziś nie zostały wyjaśnione. Kibice uważali, że nowa władza nie była tak przychylna klubowi, a gwoździem do trumny okazała się reforma II ligi w 2014 roku. Spadało wówczas 10 z 18 zespołów i wśród pechowców znalazł się zajmujący 13. pozycję Ruch. Z czasem podupadł także ruch kibicowski, jednak fani otwarcie przyznają, że spadek klubowi i miastu… wyszedł na zdrowie.

- Z II ligi spadliśmy trochę niefortunnie, to fakt, ale nie oszukujmy się - ona była dla nas mordercza. Wszystko rozbijało się o pieniądze, zwłaszcza kosztowne, długie wyjazdy. Teraz w III lidze każdy jest zadowolony - poziom sportowy jest całkiem fajny i przede wszystkim nie kosztuje to tyle pieniędzy. Mecze wyjazdowe ogarniamy w ciągu jednego dnia, a te dwudniowe wyjazdy z II ligi były koszmarne. Proszę sobie wyobrazić, że jak graliśmy na przykład z Gryfem Wejherowo, to jednorazowo trzeba było zapłacić 25-30 tysięcy złotych. Dla takiego klubu jak my, to był kosmos. Budżet musiał być cztery razy większy niż dzisiaj - tłumaczy dalej kibic klubu ze Zdzieszowic.

 

 

Obecnie Ruch Zdzieszowice z dorobkiem dziewięciu punktów zajmuje 13. pozycję w III lidze, zdecydowanie lepiej natomiast radzi sobie w rozgrywkach o Puchar Polski, gdzie po wyeliminowaniu Olimpii Elbląg, Gryfa Wejherowo oraz Górnika Łęczna, w ćwierćfinale rozgrywek o Puchar Polski spotka się z Legią Warszawa. Kibice zgodnie przyznają, że poprzez przeniesienie spotkania do Opola, Zdzieszowicom zostało zabrane wielkie piłkarskie święto.

- Kiedy graliśmy z Jagiellonią i Ruchem o Puchar Polski, jakoś dało radę zorganizować mecz w Zdzieszowicach. Teraz mówi się, że mecz do Opola został oddany walkowerem. Ktoś we władzach pomyślał, że lepiej było przenieść spotkanie i mieć problem z głowy. Szkoda, bo jest żal, dużo ludzi zrezygnowało z wyjazdu. Spotkania z Jagiellonią i Ruchem wywołały olbrzymie zainteresowanie, ale Legia? To poruszyło chyba każdego, nawet osoby, które nigdy w życiu nie były na meczu Ruchu. Mocno przeżył to też pewnie Dawid Czapliński, który dwa lata temu był już jedną nogą w Legii, ale transfer wysypał się na ostatniej prostej, podobno z powodów rodzinnych. Decyzja, by grać w Opolu, jest zaprzeczeniem idei piłki nożnej - kończy przedstawiciel miejscowych fanów.

 

 

Mamy nadzieję, że Ruch Zdzieszowice nie powtórzy w tym roku swojego największego osiągnięcia w historii, czyli awansu do 1/4 finału o Puchar Polski. Pięć lat temu na tym etapie rozgrywek odpadł z Ruchem Chorzów, eliminując uprzednio Chojniczankę Chojnice, Kolejarza Stróże, MKS Kluczbork i Jagiellonię Białystok. W czwartek Zdzichy staną więc przed szansą na wyrównanie epokowego osiągnięcia i oby tej szansy nie wykorzystali.


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN