Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2018-09-19 12:00:00
Newsletter

Historia jednej fotografii (14)

Autor: Kamil Majewski Fot. Eugeniusz Warmiński/Archiwum Legii
19 września 1956 roku Legia Warszawa po raz pierwszy w historii rozegrała mecz w europejskich pucharach przed własną publicznością. Rywalem Wojskowych był ówczesny mistrz Czechosłowacji, jedna z najmocniejszych drużyn bloku komunistycznego - Slovan Bratysława. Mimo zwycięstwa humory legionistów nie były najlepsze, bowiem po klęsce w pierwszym spotkaniu odpadli z rozgrywek.

 

W 1955 roku Legia Warszawa po raz pierwszy w historii zdobyła tytuł mistrza Polski. Warszawski zespół, jako najlepsza drużyna w kraju zgłoszona została do rozgrywek o Puchar Europy Mistrzów Klubowych, odpowiednika dzisiejszej Ligi Mistrzów UEFA. W stolicy podchodzono do tej sytuacji z dużą dozą ostrożności, ponieważ mecze międzypaństwowe były rozgrywane sporadyczne. Mimo to wśród zawodników, a także sympatyków Legii dało wyczuć się wiarę we własne możliwości. 

 

Jako historycznego, pierwszego rywala w rundzie wstępnej najbardziej elitarnych rozgrywek europejskich, los przydzielił legionistom ekipę Slovana Bratysława. Przy Łazienkowskiej liczono na sukces w starciu z Czechosłowakami, marzenia jednak szybko legły w gruzach. Po 40 minutach pierwszego, rozgrywanego w Bratysławie, meczu Wojskowi przegrywali już 0:3. Podopieczni Ryszarda Koncewicza kilkukrotnie popełniali fatalne błędy w obronie, będąc tylko tłem dla lepiej dysponowanego rywala. Warszawiacy ostatecznie ulegli aż 0:4. Debiut Legii w europejskich pucharach zakończył się więc klęską.

 

Na zawodników stołecznej drużyny spadła olbrzymia fala krytyki, zarzucano im brak dokładności, celności czy chaotyczną grę. Inne światło na to spotkanie rzucił jednak Edmund Zientara. „Przez zawodników Slovana byliśmy brutalnie atakowani, popychani i kopani czy nawet opluwani. Było takie zdarzenie, że naszego bramkarza Edwarda Szymkowiaka gonił… trzymając nożyce do cięcia trawy, jeden z facetów opiekujących się stanem boiska. Gość ten czynił to z taką zaciekłością, że w pewnym momencie nasz bramkarz… uciekł z bramki” – wyznał później zawodnik Legii na łamach gazet. 

 

„Sędzia spotkania Meyer z Wiednia był w pierwszej połowie zbyt drobiazgowy, w drugiej zaś łagodnie patrzył na niesportowe zachowanie się drużyny gospodarzy, a nawet rękoczyny. Piłkarze CWKS dopuścili się pod koniec meczu również kilku wykroczeń przeciwko przepisom, i to w sumie sprawiło, że opuszczaliśmy stadion w Bratysławie z dużym niesmakiem” – relacjonował po meczu w stolicy Słowacji „Przegląd Sportowy”. Przykre doświadczenia z debiutanckiego spotkania w europejskich pucharach sprawiły, że do rewanżu legioniści przygotowywali się w nietypowy sposób. Oprócz schematów taktycznych Wojskowi przerabiali również opluwanie przeciwnika. 

 

Cała Warszawa zmobilizowała się na przyjazd Czechosłowaków. Mimo wysokiej porażki w pierwszym meczu, 19 sierpnia 1956 roku na trybunach Stadionu Wojska Polskiego zasiadło ponad 40 tysięcy osób, co do dziś jest rekordem frekwencji, jeśli chodzi o mecze rozgrywane na obiekcie przy Łazienkowskiej. Ogłuszający wręcz doping sprawił, że CWKS rozegrał jedno z najlepszych spotkań w dziejach klubu. Wojskowi zaprezentowali niebywałą bojowość i ambicję. Szczególnie w drugiej połowie przyjezdni zza południowej granicy zostali zdominowani. Mimo, iż praktycznie cały mecz toczył się pod dyktando Legii, a gra toczyła się głównie pod polem karnym gości, brakowało skuteczności w wykańczaniu akcji. 

 

Sygnał do odrabiania strat dał w 52. minucie Edmund Kowal, strzelając pierwszego gola w historii występów Wojskowych w rozgrywkach europejskich. 11 minut później świetnie broniący Wiliam Schrojf został pokonany po raz drugi, tym razem przez Lucjana Brychczego (widoczny na zdjęciu pierwszy z lewej w białej koszulce). W końcówce spotkania legioniści jeszcze kilkukrotnie stworzyli dogodne sytuacje strzeleckie. Najlepszej nie wykorzystał Henryk Kempny, który minimalnie przestrzelił w sytuacji sam na sam z bramkarzem. Wynik nie uległ zmianie, Legia wygrała 2:0, jednak w obliczu porażki w pierwszym meczu pożegnała się z Pucharem Europy. „Po tej akcji przypomniały nam się słowa wypowiedziane przed meczem przez kierownika sekcji Przylipiaka: 'Jeżeli atak CWKS wykorzysta wszystkie sytuacje podbramkowe, możemy być świadkami przyjemnej niespodzianki'. Niestety wszystkich okazji napastnicy nie wykorzystali i CWKS odpadł z Pucharu” – podsumował rewanżowe spotkanie „Przegląd Sportowy”.


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 159
PLN
Cena 69,90
PLN
Cena 249
PLN