Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2018-02-06 11:40:00
Newsletter

Historia jednej fotografii (4)

Autor: Janusz Partyka Fot. Eugeniusz Warmiński/Archiwum Legii Źródło: Wiktor Bołba/Księga Stulecia Legii
W dzisiejszym odcinku ''Historii jednej fotografii'' przedstawiamy zdjęcie z 5 czerwca 1955 roku. Tego dnia na stadionie przy Łazienkowskiej legioniści podejmowali w meczu towarzyskim czołową wówczas drużynę z Francji Racing Club Lens.

 

 

Na jednym z kadrów autorstwa nieodżałowanego mistrza fotografii sportowej Eugeniusza Warmińskiego widzimy, jak o piłkę walczą francuski obrońca RC Lens z legionistą Edmundem Kowalem (z prawej). Ten świetnie wyszkolony technicznie napastnik występował w barwach Wojskowych przez trzy lata - w 73 spotkaniach strzelił 23 gole. Zdjęcie pochodzi z czerwca 1955 roku, czyli z okresu, kiedy rodziła się pierwsza Wielka Legia. Podopieczni Janosa Steinera trzy miesiące później zdobyli pierwszy w historii klubu Puchar Polski (5:0 z Lechią Gdańsk), zaś trzy miesiące później premierowy tytuł najlepszej drużyny w kraju (1:1 w decydującym spotkaniu ze Stalą w Sosnowcu). Gospodarze - grający w białych koszulkach z czerwono-biało-zielonym pasem i ówczesnym herbem, czerwonych spodenkach oraz zielonych getrach - zwyciężyli wówczas rywali 5:2.  

 

„Mecz z Lens 5 czerwca 1955 roku dostarczył warszawskim kibicom jeszcze więcej emocji i utwierdził wszystkich w przekonaniu, że oto na Łazienkowskiej rodzi się coraz bardziej dojrzały, coraz lepiej zgrany i coraz bardziej przebojowy zespół. W wygranym 5:2 spotkaniu dwie rzeczy mile zaskoczyły obserwatorów. Po pierwsze, doskonała kondycja Polaków. Wysokie tempo, w którym rozpoczęli grę w upalnym słońcu i dzięki któremu już w 17. min prowadzili 3:0, utrzymywali przez większą część spotkania. Ledwie publiczność zdołała ochłonąć po entuzjastycznym powitaniu piłkarzy, jeszcze nie ustały zachwyty nad wspaniale prezentującymi się kostiumami, a już CWKS prowadził 1:0. W czwartej minucie nastąpił szybki rajd Cehelika po skrzydle, centra, piłkę przejmuje Kowal, rozgląda się, Brychczy wychodzi na pozycję i piłka wpada do siatki ponad wybiegającym bramkarzem Duffuler (...). 12 minuta gry. Pupil publiczności Brychczy pędzi z piłką prawą stroną (...) płasko centruje, piłkę łapie bez trudu Kowal, niski strzał w prawy dolny róg i jest 2:0 (...). W 17. minucie, w dużym tłoku daje znać o sobie Brychczy. Łapie piłkę w powietrzu, lekko przerzuca nad obrońcą i bramkarzem, który mimo rozpaczliwej obrony po raz trzeci musi wyciągać piłkę z siatki - relacjonował 'Przegląd Sportowy' (Archiw. W.B.). Kolejne 2 bramki dla CWKS padły jeszcze po strzałach Brychczego, który podwyższył na 4:1. Ostatnią zdobył Kowal. Po drugie, miłą niespodzianką była gra techniczna stołecznych piłkarzy, która stała na bardzo wysokim poziomie. Po meczu zawodnicy CWKS usłyszeli wiele pochwał z ust rywali. Prezes RC Lens Louis Brossard powiedział: Chłopcy wasi zagrali bardzo dobrze i zwycięstwo w tym stosunku uważam za w pełni zasłużone. Drużyna jak całość stoi na poziomie naszych najlepszych pierwszoligowych zespołów i doprawdy czas najwyższy, żebyście się pokazali we Francji. Jeśli zademonstrujecie u nas taki futbol, jak dziś na stadionie warszawskim, macie sukces zapewniony (Archiw. W.B.)” – czytamy w materiale Wiktora Bołby na łamach „Księgi Stulecia” Legii.

 

Na zdjęciu sprzed ponad sześciu dekad możemy zobaczyć jak wyglądał wówczas stadion Legii. W tle trybuny na łuku od strony kanałku (za nim zarysy wojskowych koszar) z pierwszym ręcznie przesuwanym zegarem, o którym pisaliśmy w drugim odcinku naszego cyklu. Ciekawostką są także wysokie maszty okalające niemal cały stadion (oprócz strony gdzie znajdowała się trybuna kryta - fragment jej dachu także widoczny na zdjęciu), na które wciągano flagi - zarówno klubowe, jak i piłkarskich federacji oraz państw, z którymi mierzyła się Legia bądź reprezentacja Polski. Po kilku miesiącach, w październiku 1955 roku, doszło do meczu rewanżowego z RC Lens we Francji. Do Paryża świeżo upieczeni zdobywcy krajowego pucharu udali się pociągiem.

 

„Kiedy liga wkraczała w decydującą fazę, Wojskowi... wyjechali na małe tournée do Francji. We wtorek 4 października w godzinach popołudniowych wyruszyli pociągiem z Dworca Głównego. Najpierw przez Pragę pojechali do Paryża. Ponieważ CWKS był drużyną wojskową, w podróż z nią udali się także 'opiekunowie', z ówczesnym szefem klubu płk. Kazimierzem Malczewskim na czele. Zawodnikom tłumaczono, że mają oni pilnować, by któregoś z piłkarzy nie spotkała jakaś nieprzyjemność. A tak po prawdzie, to pilnowano, by któryś z nas nie wybrał 'wolności'. Wprawdzie zagraniczne kontrakty nie wchodziły w grę, niemniej były jednak jakieś luźne rozmowy z mieszkającymi na Zachodzie rodakami. Mówiono nam o klubach, zarobkach, które dla nas - w porównaniu z tym, co otrzymywaliśmy w Polsce - były bajecznymi sumami. I o tym, że tam to dopiero byśmy mieli wspaniałe życie - opowiadał jeden z uczestników wyjazdu, obrońca CWKS Jerzy Woźniak (Archiw. W.B.). Na dworcu w Paryżu ekipę CWKS witała spora grupa miejscowej Polonii, francuskich dziennikarzy i fotoreporterów. Byli ciekawi, jak rzeczywiście wyglądają przybysze zza żelaznej kurtyny, którzy we wcześniejszym meczu pokonali ich drużynę w Warszawie 5:2. Podczas spotkań zaproszono całą grupę do redakcji magazynu L’Equipe. Wieczorem drużyna udała się jeszcze na przedstawienie operetkowe. 8 października, na wspaniale prezentującym się stadionie RC Lens, który oświetlony jupiterami zrobił na piłkarzach CWKS oszałamiające wrażenie, zasiadł komplet 20 tys. widzów. Dla zawodników z Polski gra przy tak oświetlonym obiekcie była całkowitą nowością. Światło raziło ich w oczy, gracze z Warszawy poruszali się po boisku jak nowicjusze. Musiało minąć trochę czasu, zanim się z nim oswoili. Kolejną nowością była gra nafosforyzowaną piłką, która przy mocnym świetle była widoczna nawet z najodleglejszych miejsc. Ale na tym nie koniec... W meczu z RC Lens po raz pierwszy grałem przeciwko czarnoskóremu zawodnikowi - wspominał Woźniak (Archiw. W.B.). Gospodarze rozpoczęli z impetem i już po 21 min prowadzili 3:0! W dodatku na skutek kontuzji boisko musiał opuścić stoper Jerzy Słaboszewski, a po kilku chwilach podobny los spotkał jego następcę Jerzego Orłowskiego. Wtedy trener Steiner wprowadził do gry Henryka Grzybowskiego, dla którego był to debiut w pierwszej drużynie. Zanosiło się na pogrom. Kiedy jednak wojskowi dostosowali się do panujących warunków, zagrali fantastycznie. W 34. minucie Pieda strzelił pod poprzeczkę, a sześć minut później Kempny po pięknej akcji zmniejszył wynik na 2:3. Po przerwie w 61. min ponownie Kempny wyrównał na 3:3. Potem dwa gole strzelili zawodnicy Lens i zrobiło się 3:5. Tego piątego po przypadkowym faulu w polu karnym debiutującego Grzybowskiego. Ostatnie słowo należało jednak do Polaków. W 76. min Brychczy zdobył kontaktową bramkę, a pięć minut przed końcem Pohl ustalił wynik meczu na 5:5. To było fantastyczne spotkanie, po którym piłkarze CWKS byli rozchwytywani przez Polonusów” – czytamy dalej w „Księdze Stulecia”.


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 159
PLN
Cena 69,90
PLN
Cena 249
PLN