Legia Warszawa
vs Termalica
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2017-10-21 12:00:00
Newsletter

Historia: Jedyne takie zwycięstwo w międzywojniu

Autor: Jakub Jeleński Fot. Archiwum Legii, NAC
Od początku rozgrywek w 1927 roku, rywalizacja Legii i Wisły przyciągała uwagę kibiców nie tylko w obydwu miastach, ale także w dużej części Polski. Spotkania te zwykle wygrywali gospodarze, szczególnie Kraków był niezwykle trudnym terenem dla rywali. Wojskowym podczas XX-lecia międzywojennego zwyciężyć udało się w nim tylko raz.

Na początku lat 30. Polsce dały się we znaki echa wielkiego kryzysu gospodarczego z 1929 roku. Choć władze starały się zapobiec inflacji, wartość pieniądza gwałtownie spadała i pierwszą rzeczą, z jakiej zaczęli rezygnować obywatele była rozrywka - oprócz kin i teatrów pustkami zaczęły świecić także stadiony. Słabsze dochody meczowe spowodowały problemy wielu klubów w Polsce, w tym Legii, która musiała zarobić nie tylko na utrzymanie licznych sekcji, ale przede wszystkim nowoczesnych obiektów klubowych. 

 

 Drużyna Legii z lat 1931-1932.

 

Z klubem pożegnała się więc jedna z największych gwiazd zespołu - Józef Ciszewski, który przeniósł się do Cracovii. Choć wielu nie wyobrażało sobie ofensywy Wojskowych bez „Kuby”, to początek roku pokazał, że obawy te były mocno przesadzone. Przygotowania do nowego sezonu legioniści zaczęli już na początku marca, gdy krajowe boiska pokrywała jeszcze gruba warstwa śniegu. W spartańskich warunkach Wojskowi rozegrali cztery mecze kontrolne i choć pierwszy z nich przegrali 0:1 z Warszawianką, to później dosłownie rozgromili Marymont Warszawa, Reprezentację Klubów Żydowskich i SK Żylina, strzelając w trzech spotkaniach aż 17 (!) goli.

 

 Fragment meczu Wisły Kraków z Legią Warszawa z 17 kwietnia 1932 roku.

 

Przepracowany w ten sposób okres przygotowawczy zaowocował dobrym początkiem sezonu. Legia najpierw 2:1 pokonała Ruch Hajduki Wielkie, a później rozgromiła Czarnych Lwów, wygrywając z nimi 4:0. Prawdziwe wyzwanie czekało jednak na zespół w 3. kolejce. 17 kwietnia 1932 roku Wojskowi pojechali do Krakowa na spotkanie z dwukrotnym zdobywcą mistrzostwa i posiadaczem krajowego pucharu, Wisłą Kraków. 

„Nie zważając na mżący deszczyk mecz Wisła - Legja ściągnął około 4000 widzów. Ciągnie ich siła atrakcyjności, polegająca nie tylko na zmaganiu się 22-ch graczy. Magnesem jest klasa i pozycja walczących zespołów” - zachwalał obydwa zespoły „Przegląd Sportowy”. Nie mniej wylewny był „Ilustrowany Kuryer Codzienny”: „Najbliższa niedziela przyniesie zwolennikom sportu piłki nożnej w Krakowie niebylejaką sensacje ligową. Spotkanie Legji i Wisły ma za sobą już tradycję, jest ono zawsze piękną walką - walką dwu stylów. Jakikolwiek będzie jednak wynik tego spotkania, to śmiało można powiedzieć, iż mecz niedzielny jest największą z dotychczasowych atrakcyj ligowych, z jakimi mieliśmy do czynienia w bieżącym sezonie w Krakowie”.

 

 Fragment pomeczowej relacji na łamach "Raz, Dwa, Trzy" z 19.04.1932 r.

 

Liderująca w tabeli Legia jako pierwsza przystąpiła do serii odważnych ataków, w których głównym motorem napędowym był Józef Nawrot. Napastnik Wojskowych przysparzał całą masę problemów krakowskiemu duetowi stoperów: Kotlarczyk-Oleksik. Wisła odpowiadała rajdami Mieczysława Balcera, który wziął na siebie odpowiedzialność za rozgrywanie w zespole gospodarzy. W 10. minucie o mały włos nie zapewniłby swojej drużynie prowadzenia, po tym jak wyśmienitym podaniem obsłużył Artura Woźniaka. Napastnik Wisły fatalnie jednak skiksował i zamiast do bramki kopnął piłkę... w aut. 

Sygnał ostrzegawczy Legia odebrała właściwie i po chwili Józef Nawrot posłał potężne uderzenie tuż obok słupka. Od tego momentu rozpoczęła się wymiana ciosów. Jan Nawara spudłował uderzając z trzech metrów na bramkę Wacława Adamowicza, na co strzałem ponad poprzeczką błyskawicznie odpowiedział Witold Wypijewski. Choć oba zespoły zacięcie atakowały, żadnemu z piłkarzy nieudało się choćby napocząć przeciwnika. 

 

 Napastnik Wisły oddaje strzał na bramkę legionistów. Ataki gospodarzy były jednak nieskuteczne.

 

Po zmianie stron tempo spotkania wzrosło. Legia miała szansę na doskonałe rozpoczęcie drugiej połowy, gdy po strzale Wypijewskiego golkiper Wisły wypuścił piłkę z rąk, jednak interwencja Jana Kotlarczyka w ostatniej chwili zablokowała dobijającego Wilhelma Latusińskiego. Napór na bramkę Białej Gwiazdy rósł z minuty na minutę. Najpierw za sprawą Latusińskiego piłka odbiła się od poprzeczki, a później koncert zaczął rozgrywać niezawodny w tym spotkaniu Józef Nawrot. 

„Ataki wojskowych są teraz groźniejsze. Nawrot przy współudziale swoich partnerów zdobywa udanie teren zmuszając Koźmina często do interwencji. W 19-tej minucie ostry strzał Latusińskiego odbija się od poprzeczki. Za chwilę Nawrot mija linję obrony Wisły i podchodząc na kilka metrów lekko plasuje w prawy róg. Koźmin jest bezradny. Piłka odbija się od słupka i grzęźnie w siatce. 1:0” - skomentował akcję Legii „Przegląd Sportowy”. 

Strata bramki podziałała na Wisłę jak płachta na byka. Krakowianie ruszyli do przodu, chcąc zrewanżować się za straconego gola. Doskonałe szansy na odwrócenie losu meczu miał Jan Nawara. Napastnik Białej Gwiazdy najpierw huknął tuż obok słupka, a później w nieprawdopodobny sposób zmarnował strzał z trzech metrów do niemal pustej bramki. Ciśnienie po obydwu stronach rosło wraz z przebiegiem meczu, piłkarze nie odstawiali nóg w walce o piłkę, a kości trzeszczały coraz mocniej. Po jednym ze starć boisko musiał opuścić Józef Ziemian i przez ostatnie pięć minut Legia była zmuszona bronić się w dziesięciu. Mimo zaciekłych ataków gospodarzy cel został osiągnięty i Wojskowi wywieźli z Krakowa komplet punktów, co umocniło ich na czele tabeli.

 

 Mecz Wisły z Legią obserwowało - wg różnych źródeł - od 3 do 5 tys. widzów. Niektórzy także w taki sposób.

 

Jak się okazało, piorunujące otwarcie sezonu było dla Legii miłym złego początkiem. Choć zespół przez osiem kolejek zajmował pozycję lidera, to za sprawą przegranej 1:2 z Pogonią Lwów stracił pierwsze miejsce i do końca rozgrywek nie zdołał już go odzyskać. Szansę na tytuł Wojskowi stracili jesienią, kiedy przez dwa miesiące nie potrafili wygrać meczu w lidze. Na prowadzenie wysunęły się Cracovia z Pogonią Lwów, spadku zaś próbowali uniknąć Czarni Lwów i Polonia Warszawa. Właśnie wtedy rozpoczął się pierwszy w historii polskiej piłki... piłkarski poker. Przez pierwszą część rundy Czarni wystawiali do gry nieuprawnionego zawodnika. Część klubów żądała ukarania zespołu walkowerami, co miało wpływ na wygląd tak samo pierwszych miejsc tabeli, jak i ostatnich. Postępowanie w tej sprawie toczyło się aż do stycznia 1933 roku. Ostatecznie ustalono, że mistrzem Polski zostaje Cracovia, a z ligą pożegnała się Polonia Warszawa. Legioniści zaś uplasowali się na 5. miejscu - Warszawa na ligowy tytuł musiała jeszcze poczekać.

 

 Strzelec jedynego gola w tym spotkaniu - napastnik Wojskowych Józef Nawrot.

 

17 kwietnia 1932 roku, Kraków

 

Wisła Kraków - Legia Warszawa 0:1 (0:0)

 

Bramka: Nawrot (60)

 

Wisła: Koźmin – Kotlarczyk II, Oleksik, Bajorek Kotlarczyk I Jeziorski, Balcer, Nawara, Woźniak Kisieliński, Adamek

 

Legja: Adamowicz – Ziemian, Martyna, Szaller, Cebulak, Nowakowski, Wypijewski, Latusiński, Nawrot, Przeździecki, Rajdek

 

Widzów: ok. 3-5 tys.

Sędzia: Oskar Kurzweil ze Lwowa.

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN