Legia Warszawa
vs Zagłębie Lubin
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2018-11-02 16:00:00
Newsletter

Historia: Legia vs Górnik - początki rywalizacji

Autor: Kamil Majewski Fot. Eugeniusz Warmiński/Archiwum Legii
Historia rywalizacji warszawskiej Legii z Górnikiem Zabrze sięga roku 1956. Od tamtej pory obydwa zespoły mierzyły się ze sobą 146-krotnie. Wśród pojedynków pomiędzy tymi dwiema drużynami nie brakowało starć niezwykłych, często decydujących o najważniejszych rozstrzygnięciach. Dziś nieco przybliżymy jak wyglądały początki współzawodnictwa warszawsko-zabrzańskiego.

Być może dla niektórych może być to zaskakujące, ale Górnik Zabrze powstał dopiero 32 lata po tym, jak do życia powołana została Legia Warszawa. Początki sportu po II wojnie światowej na terenie miasta Zabrze sięgają roku 1945, tuż po zakończeniu tego tragicznego konfliktu. Początkowo działacze, w obliczu ogromnej skali wojennych zniszczeń, próbowały tworzyć związki sportowe przy zakładach pracy. W 1946 roku powstał KS Zjednoczeni, a kilka miesięcy później doszło do fuzji tej drużyny z KS Zabrze. Dwa lata później doszło do ogólnokrajowej reorganizacji sportu, w wyniku której doszło do połączenia KS Zjednoczenie, KS Concordia, KS Pogoń i KS Skra. Historyczna data powstania Górnika Zabrze to 14 grudnia 1948 roku. Pierwszym prezesem klubu wybrany został Filip Sieroń.

 

 

Po raz pierwszy w historii obydwa kluby spotkały się 25 marca 1956 roku, w 2. kolejce rozgrywek ligowych w Warszawie. Spotkanie, które przyciągnęło na trybuny około 20 tysięcy kibiców, rozpoczęło się od uroczystego przekazania przez przewodniczącego sekcji piłki nożnej GKKF Rajkowskiego wręczenia dyplomów mistrzów sportu zawodnikom CWKS. „Czyżby uroczystość ta wpłynęła tak podniecająco na zespół warszawski, że... po gwizdku sędziego utracili całkowicie głowę?” – zastanawiał się redaktor „Sportu”.

 

 

Ku zaskoczeniu wszystkich obserwatorów już od pierwszego gwizdka prowadzącego to spotkanie Antoniego Gorączniaka inicjatywę przejęli przyjezdni ze Śląska. Wpływ na taki obrót spraw miał jednak... wiatr, który w trakcie pierwszych 45 minut wydatnie pomagał Górnikom. Po upływie zaledwie kilkudziesięciu sekund pierwszą doskonałą okazję do zdobycia bramki miał Manfred Fojcik, ale jego strzał fantastycznie obronił bramkarz Legii, Edward Szymkowiak. Goście postawili na długie podania i ataki skrzydłami. W 24. minucie upór tego zespołu opłacił się. „Górnik stosując długie podania na lotne i dobrze centrujące skrzydła stwarzał często gorące momenty pod bramką gospodarzy, a w 24 min. po rzucie wolnym nie pokryty Czech pięknym strzałem pod poprzeczkę zdobył z odległości ok. 15 m prowadzenie dla swej jedenastki” – relacjonował „Przegląd Sportowy”. Wojskowi również mieli swoje okazje, zbyt długo z podjęciem decyzji w kluczowych momentach zwlekali jednak czy to Lucjan Brychczy, czy Henryk Kempny. 

 

 

„Zaraz po przerwie padło wyrównanie. Ładna akcja Ciupa – Pohl – Brychczy - Kempny kończy się strzałem tego ostatniego i stan meczu 1:1. W 10 min. rozgrywający się z każdą minutą Zientara wychodzie lewym skrzydłem, miękko centruje, a Kempny ubiega o ułamek sekundy interweniującego Kaczmarczyka i głową kieruje piłkę do siatki. Trzecia bramka CWKS i ostatnia tego meczu była dziełem Pohla, który atakując po przerwie na prawym skrzydle, wykończył błyskawiczną akcję swej trójki środkowej” – kontynuował „Przegląd Sportowy”. Po zakończeniu meczu zawodnicy zgodnie przyznawali, iż wpływ na atrakcyjną dla oka grę obu ekip miało doskonale przygotowane boisko. „Gdy górnicy dysponowali pełnią sił i szli za każdą piłką, wojskowi nie znajdowali środków, które by pozwoliły dyktować przeciwnikowi sposób gry. Ostatecznie Górnik Zabrze, mimo kilku rutynowanych graczy, jest nowicjuszem a CWKS - mistrzem” – czytamy dalej. Historyczny, pierwszy mecz Legia – Górnik, zakończył się zwycięstwem Wojskowych 3:1.

 

 

Na kolejne spotkanie pomiędzy Wojskowymi a Górnikami przyszło czekać trzy miesiące. 26 czerwca obydwa zespoły spotkały się w finale Pucharu Polski. Areną finałowych zmagań był Stadion X-lecia w Warszawie. Mecz nie wzbudził ogromnego zainteresowania, a fakt ten z pewnością spowodowany był poziomem sportowym rywala legionistów. Większość kibiców uznała, że Legia gładko poradzi sobie z beniaminkiem i po prostu odpuściła wizytę na trybunach. Ostatecznie Stadion X-lecia tego dnia odwiedziło zaledwie 15 tysięcy osób, co, jak na 70-tysięczną pojemność obiektu, było wynikiem bardzo słabym.

 

 

Od początku mecz toczony był w wolnym tempie. „Przed przerwą widowisko było wprost przykre. CWKS, który miał roznieść niezbyt wysoko notowanego przeciwnika, nie mógł w żaden sposób poradzić sobie ze zmasowaną obroną. Górnicy znów zastosowali co najmniej dziwną taktykę. .Polegała ona na blokowaniu siedmioma graczami dojścia do własnej bramki, z przodu utrzymano jedynie 'czujki', złożone z dwóch skrzydłowych i Fojcika, podczas gdy najgroźniejszy napastnik zabrzan - Jankowski bawił się w jakiegoś drugiego stopera czy trzeciego pomocnika” – relacjonował „Sport”.

 

 

W 56. minucie zabrzański bramkarz, Józef Machnik, skapitulował po raz pierwszy, przepuszczając pod brzuchem uderzenie Edmunda Kowala. Trzy minuty drugą bramkę dla warszawskiego zespołu zdobył, fantastycznym strzałem z powietrza, Lucjan Brychczy. Dopiero po tym wydarzeniu Górnicy „otworzyli się” i zaatakowali odważniej. Mieli bowiem świadomość, że nie mają już czego bronić, a do ostatniego gwizdka krakowskiego sędziego, Juliana Mytnika, zostało niewiele ponad pół godziny. Zmasowana obrona we wcześniejszych fragmentach kosztowała ich jednak zbyt wiele sił, a na domiar złego, po zagraniu ręką jednego z zawodników Górnika, rzut karny na bramkę zamienił Marceli Strzykalski. Na pochwałę zasługuje zachowanie zawodników zabrzańskiego zespołu po zakończeniu meczu. „Po zakończeniu meczu odbyło się wręczenie zwycięskiej drużynie zaszczytnego trofeum. Dokonał tego wiceprzewodniczący GKKF Procek w asyście 2 członków Prezydium SPN, L. Ryjskiego i J. Kubilota. Pierwszymi, którzy gratulowali zwycięzcom sukcesu byli piłkarze Górnika Zabrze” – napisano w relacji meczowej „Przeglądu Sportowego”. 

 

 

Po pierwszych meczach na stadionie Legii oraz neutralnym terenie, przyszedł czas na spotkanie w Zabrzu. 12 sierpnia 1956 roku, przy 20-tysięcznej widowni beniaminek podjął hegemona z Warszawy. „Trudno wszystko opisać, co działo się wczoraj na boisku Górnika. Byliśmy świadkami jakiegoś zbiorowego szału ludzi, którzy oklaskiwali już nie tylko celne strzały i efektowne interwencje bramkarza, ale wstawali z miejsc i podrzucali czapki z chwilą gdy któryś z piłkarzy Górnika przejął piłkę i rozpoczynał akcję w stronę bramki Szymkowiaka” – relacjonował „Sport”. Ogłuszający doping nie robił jednak zbyt wielkiego wrażenia na przyjezdnych ze stolicy, którzy w pierwszej połowie zaprezentowali fantastyczną postawę. „Przekonani o swej absolutnej wyższości, grali pewnie, dokładnie i Machnik musiał się wiele razy tarzać po ziemi, by uchronić swój zespół od utraty bramki. Najczęściej zatrudniali go Brychcy i Pohl. (...) Przychodziło im to tym łatwiej, ponieważ górnicy walczyli w pierwszej fazie spotkania bez najmniejszej wiary w możliwość odniesienia zwycięstwa. Osłabieni brakiem niewyleczonego jeszcze z kontuzji Jankowskiego, czynili nieśmiałe tylko i nieskoordynowane próby sforsowania defensywy CWKS, a całą uwagę poświęcali zabezpieczeniu własnej bramki” – kontynuowano w pomeczowej relacji.

 

 

Bramki Czesława Ciupy z 33. oraz Ernesta Pohla z 44. minuty sprawiły, iż stadion zamarł. Wydawało się, że losy meczu są już przesądzone, jednak na 15 sekund przed gwizdkiem kończącym pierwszą część spotkania gapiostwo Wojskowych wykorzystał Henryk Szalecki. „Po przerwie zabrzanie wyszli z nowym zapasem energii. Czynili wrażenie najzupełniej świeżych i nie zmęczonych ostrą i bezpardonową walką. Zaraz też rozpoczęli rzadko oglądany szturm na bramkę Szymkowiaka, trwający z małymi przerwami 45 minut” – pisano. Początkowo goście umiejętnie odpierali ataki rozpędzających się zabrzan, opór jednak złamał Manfred Fojcik, finalizując solową akcję celnym strzałem. Kilkanaście minut później było już 3:2 dla Górnika, dośrodkowanie Ewalda Wiśniowskiego uderzeniem głową wykończył Marian Olejnik.

 

 

Do końca meczu gospodarze ofiarnie bronili wyniku, często uciekając się do fauli. Legioniści byli bezradni i musieli uznać tego dnia wyższość Górnika. „Zwycięstwo Górnika było w zupełności zasłużone. Jedenastka Zabrza dała bezprzykładny pokaz bojowości i ofiarności. Wszyscy zawodnicy zasłużyli na pochwałę, a największy udział w zwycięstwie mają bezsprzecznie Franosz, Olejnik, Szalecki i Czech. W CWKS trudno poza Szymkowiakiem kogokolwiek wyróżnić. Brychcy był niezły tylko w pierwszej połowie, a Strzykalski mógłby niewątpliwie uzyskać bardzo wysoką notę gdyby nie staczał ustawicznych pojedynków słownych z przeciwnikami i arbitrem” – podsumował wygrane 3:2 przez Górnika spotkanie śledzący je reporter „Sportu”, Stanisław Wojtek.

 

 

* Zdjęcia w artykule pochodzą z finałowego meczu o Puchar Polski pomiędzy Legią Warszawa a Górnikiem Zabrze (3:0), rozegranego 24 czerwca 1956 roku na Stadionie X-lecia w Warszawie. Gole dla drużyny prowadzonej przez trenera Ryszarda Koncewicza strzelili: Edmund Kowal (56), Lucjan Brychczy (59) i Marceli Strzykalski (70) z rzutu karnego. Skład Legii: Edward Szymkowiak - Horst Mahseli, Jerzy Woźniak, Henryk Grzybowski, Marceli Strzykalski - Lucjan Brychczy, Ernest Pol, Edmund Zientara, Henryk Kempny - Czesław Ciupa, Edmund Kowal.


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 89
PLN
Cena 114,50
PLN
Cena 119
PLN