Legia Warszawa
vs Termalica
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2017-09-30 15:00:00
Newsletter

Historia: Poznań na szóstkę

Autor: Jakub Jeleński Fot. Eugeniusz Warmiński/Archiwum Legii
Stolica Wielkopolski legionistom kojarzy się z niezwykle trudnymi i emocjonującymi meczami, których wynik do ostatnich sekund pozostawał sprawą otwartą. My chcielibyśmy przypomnieć ten, w którym było zupełnie inaczej - rekordową wygraną Legii w wyjazdowym starciu z Kolejorzem.

Po zdobyciu dubletu w 1955 roku, apetyt Legii Warszawa na sukcesy został rozbudzony jeszcze mocniej. Wojskowi z przytupem weszli w ligowy sezon, wygrywając 3:1 z Lechią Gdańsk i Górnikiem Zabrze. Wyśmienitą serię zwycięstw zakończyła co prawda porażka 0:2 z Wisłą Kraków, ale już w następnej kolejce stołeczni piłkarze odgryźli się Budowlanym Opole, pokonując ich aż 5:1. Nad grą warszawian rozpływały się czołowe polskie gazety, opisując ją jako doskonałą i urzekającą. „Przegląd Sportowy” po jednym z ligowych spotkań napisał nawet: „Oby więcej takich meczów!”. Legia efektownie i efektywnie zmierzała więc po drugi w historii tytuł mistrzowski. 

 

 Drużyna Legii z roku 1956. Stoją od lewej: Zientara, Strzykalski, Kempny, Janeczek, Mahseli, Słaboszewski. Klęczą od lewej: Kowal, Woźniak, Szymkowiak, Grzybowski i Pol.

 

W całym sezonie zespół jedynie w siedmiu spotkaniach nie dał rady sięgnąć po komplet punktów - Wojskowi w 22 ligowych meczach zremisowali czterokrotnie i zaledwie trzy razy schodzili z boiska pokonani. Imponująco przedstawiał się natomiast bilans zwycięstw, bo podczas 15 wygranych legioniści do siatki rywala trafiali aż 59 razy, co dawało bajeczny rezultat niemal czterech strzelonych goli na mecz. Najboleśniej o umiejętnościach stołecznych piłkarzy przekonała się Wisła Kraków, którą przed własną publicznością Wojskowi ograli... 12:0! Podobno po ogłoszeniu wyniku przez krakowski Dziennik Polski, kibice Wisły nie mogąc uwierzyć w to co się stało ruszyli pod gmach redakcji łudząc się, że to być może spiker przejęzyczył się w wieczornej transmisji.

 

 Fragment spotkania legionistów z Lechią Gdańsk z sezonu 1955/56. W tle trybuna otwarta stadionu Legii, na której zasiadł wówczas komplet widzów.

 

Jak się okazało, Wisła Kraków nie była ostatnią drużyną, którą zespół Wojskowych dosłownie zmiótł z powierzchni ziemi. Już w następnej kolejce Legia po raz kolejny wbiła pięć goli Budowlanym Opole, a batalię o prymat w stolicy wygrała z Gwardią 5:1. Kolejnym przystankiem na drodze po tytuł był Poznań, miasto, w którym CWKS nie wygrał od ponad pięciu lat.

Wielkopolscy kibice byli świadomi klasy warszawskiego zespołu, nic więc dziwnego, że 16 września 1956 roku na stadion im. 22 lipca przybyło aż 38 tysięcy ludzi, co okazało się być później nowym rekordem frekwencji na meczu Kolejorza. Poznaniacy, których klub znajdował się wówczas na 8. miejscu w tabeli, obawiali się Legii przodującej stawce z pięciopunktową przewagą. Jednak, ku zaskoczeniu wszystkich, to gospodarze jako pierwsi doszli do głosu. 

 

 

„Kolejarz w pierwszych minutach prowadził z CWKS zupełnie równorzędną walkę, chwilami nawet wyraźnie przeważał. Miejscowi pierwsi zatrudnili bramkarza. Już w 1. minucie niespodziewany strzał Wojciechowskiego przeszedł obok słupka, nieco później Szymkowiak broni dwa wolne egzekwowane przez Słomę” - relacjonował „Przegląd Sportowy”. 

Rekordowa liczba poznańskiej publiczności coraz głośniej wspierała swoich ulubieńców, zachęcając ich do kolejnych ataków na warszawską bramkę. Poznaniacy sprawiali dobre wrażenie, piłkarze grali coraz odważniej i być może to właśnie zbytnia pewność siebie była początkiem ich końca. Piłkę nieoczekiwanie przejął Ernest Pohl, popędził prawą stroną robiąc wiatrak z obrońców i kapitalnym podaniem posłał futbolówkę do Lucjana Brychczego, który trafieniem z najbliższej odległości otworzył wynik spotkania.

 

 Stadion im. 22 lipca (Edmunda Szyca) w Poznaniu w roku 1957.

 

Zaledwie cztery minuty później było już 0:2, kiedy niezawodny w tym sezonie Henryk Kempny strzelił swoją 20 bramkę w lidze, posyłając piłkę obok bezradnego bramkarza. Poddenerwowany takim obrotem spraw Kolejarz - jak wówczas nazywał się Lech - zaczął grać bardzo nerwowo, czego efektem było brutalne wejście Mariana Marciniaka prosto w nogi obrońcy Legii, Czesława Ciupy, który doznał bolesnej kontuzji. Boisko opuścił więc w 17. minucie... defensor Legii. W 1956 roku nie było jeszcze możliwości przeprowadzania zmian, toteż pechowo osłabieni Wojskowi musieli radzić sobie w dziesiątkę. Poradzili sobie na szóstkę. I to dosłownie.

 

 

 Lucjan Brychczy był klasą sam dla siebie. Strzelił cztery gole w Poznaniu i był ojcem sukcesu w mistrzowskim sezonie 1955/56. 

 

Kolegę z drużyny postanowił „pomścić” Lucjan Brychczy. Napastnik Legii nie zadowolił się jednym golem, więc za chwilę dołożył kolejne trafienie, skutecznie uciszając trybuny stadionu na Wildze. Chwilę przed przerwą „Kici” ponownie minął obrońców jak tyczki i sprawił, że strzegący bramki Lecha Henryk Paczkowski po raz czwarty musiał wyciągać piłkę z siatki. Chociaż w przerwie poznaniacy obiecywali sobie, że nie dopuszczą już do utraty kolejnych goli, to w swoich postanowieniach wytrwali całe pięć minut, bo swój koncert wciąż rozgrywał Lucjan Brychczy, który ośmieszając obrońców podwyższył prowadzenie na 5:0. 

 

 

Zdobywca jednej z bramek dla Wojskowych w Poznaniu Ernest Pol, barw Wojskowych bronił przez trzy lata - w 72 spotkaniach strzelił 56 goli. Zdobył z drużyną dwa dublety - w 1955 i 1956 roku.

 

„W drużynie zwycięzców bardzo dobry dzień miał Brychczy. Jak wyraził się jeden z poznańskich kibiców, łącznik CWKS mógłby z powodzeniem startować w zawodach lekkoatletycznych. Tak bowiem szybko biega, imponując nagłymi zrywami. Brychczy potrafił na przestrzeni 10 metrów o kilkanaście metrów zdystansować obrońców Kolejarza. Z takich rajdów strzelił aż trzy bramki” - chwalił naszą legendę „Przegląd Sportowy”. Wisienką na torcie była 57. minuta i atomowy strzał Ernesta Pohla, który przemknął obok bezradnego Paczkowskiego, niemal rozrywając siatkę poznańskiej drużyny. Znokautowany Kolejarz zupełnie stracił kontrolę nad meczem, będąc tylko cieniem dla koncertowo grającej Legii. Choć legioniści mogli wygrać spotkanie jeszcze wyżej, to mając w głowach zbliżający się mecz w rozgrywkach o Puchar Europy, postanowili zmniejszyć tempo i wynik do końcowego gwizdka nie uległ już zmianie. Drużyna prowadzona przez trenera Ryszarda Koncewicza rozgromiła Lecha 6:0.

 

 

 Szkoleniowiec warszawian w tamtym mistrzowskim sezonie – Ryszard Koncewicz.

 

Wojskowi opuszczali stadion przy akompaniamencie okrzyków poznańskich kibiców, którzy głośno wyrażali swoją niechęć do warszawskiego zespołu. Podobno to właśnie wtedy w Wielkopolsce wykiełkowały pierwsze animozje, które przez lata urosną do nieprawdopodobnych rozmiarów. Legioniści wyjechali więc z Poznania w wyśmienitych humorach i podczas następnych meczów kontynuowali zwycięski marsz, pokonując 1:0 Garbarnię Kraków i Stal (późniejsze Zagłębie) Sosnowiec. Serię sześciu ligowych zwycięstw zakończy dopiero remis z ŁKS-em Łódź, będący zresztą dla Legii wymarzonym rezultatem, bo podział punktów z łodzianami wystarczył do tego, by na dwie kolejki przed końcem sezonu przesądzić o tytule mistrza Polski. Ponieważ Wojskowi wcześniej wygrali jeszcze puchar, spotkanie z ŁKS-em sprawiło, że warszawianie obronili krajowy dublet. Wyczyn ten nigdy nie zostanie pobity, a wyrówna go jedynie Górnik Zabrze w 1972 roku.

 

Poznań, 16 września 1956 roku. Sezon 1955/56

Lech Poznań - Legia Warszawa 0:6 (0:4)

Bramki: Brychczy (13, 29, 39, 50), Kempny (16), Pol (57)

 

LECH: Paczkowski - Sobkowiak, Szafczyk, Piechowiak, Słoma, Rosik, Wojciechowski, Maciejak, Gogolewski, Wróbel, Kaczmarek

Trener: Tarka

 

LEGIA: Szymkowiak - Mahseli, Słaboszowski, Woźniak, Strzykalski, Zientara, Pol, Brychczy, Kempny, Kowal, Ciupa

Trener: Koncewicz

(od 17. minuty Legia grała w osłabieniu po zejściu kontuzjowanego Ciupy)

 

Widzów: 38.000, Sędziował: S. Kulczyk (Katowice)

 

Wycinek z "Przeglądu Sportowego" po meczu z Lechem w Poznaniu (6:0), który odbył się 16 wrześna 1956 roku.


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN