Legia Warszawa
vs Termalica
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2017-11-04 15:00:00
Newsletter

Historia: Wyprawa na ''Dziki Zachód''

Autor: Jakub Jeleński Fot. Eugeniusz Warmiński/Archiwum Legii
Pierwsze dekady dla futbolu na Zachodnim Pomorzu były niezwykle trudne. O sile ligi stanowiły zespoły z Warszawy, Krakowa i Śląska, natomiast kluby z tamtej części Polski były daleko w tyle za resztą kraju. Prawdziwe święto w Szczecinie nastąpiło więc w marcu 1959 roku, gdy tamtejsza Pogoń po raz pierwszy w historii awansowała do elity, będąc jedynym klubem reprezentującym ''Dziki Zachód'' - jak o regionie mówili grający tam piłkarze.

Zupełnie inaczej sytuacja wyglądała w Warszawie. W 1958 roku, po zajęciu rozczarowującego szóstego miejsca w lidze, władze Legii podziękowały za pracę trenerowi Ryszardowi Koncewiczowi. Zarząd klubu wahał się między zastąpieniem go osobą Janosa Steinera, który z Legią zdobył już dublet cztery lata wcześniej, a sprowadzeniem na Łazienkowską Kazimierza Górskiego. Zdecydowano się na zakontraktowanie tego pierwszego, jednak w dniu, w którym nowy trener miał parafować kontrakt, Węgier... podpisał umowę z Górnikiem Zabrze. Współpracę z Legią podjął więc trener Górski, który równolegle prowadził juniorską reprezentację Polski. Choć PZPN początkowo wyraził zgodę na podwójny charakter jego pracy, to ostatecznie w marcu postawił weto. Tuż przed inauguracją rozgrywek Legia Warszawa została więc bez trenera.

 

 

Taki stan rzeczy bynajmniej nie trwał krótko, bo aż przez cztery kolejki. Wojskowi nie mając szkoleniowca, sami organizowali sobie treningi i taktykę na mecz. Co prawda podczas meczów w Warszawie Legii pomagał jeszcze Kazimierz Górski, natomiast w przypadku spotkań wyjazdowych, piłkarze musieli liczyć tylko na siebie. Mimo tak potężnego osłabienia, zespół nie przegrał ani razu i z dorobkiem zwycięstwa oraz trzech remisów, uplasował się na piątym miejscu w tabeli. Ostatecznie drużynę objęła legenda Partizana Belgrad, Stjepan Bobek. Pod dowództwem Jugosłowianina Legia zakończyła rundę na szóstej pozycji, przekładając jej ostatnie mecze z powodu... wyjazdu na tournée do Stanów Zjednoczonych. Stanowiło to prawdziwą sensację, nigdy wcześniej bowiem żaden polski klub nie udał się za ocean. 

 

 

Piłkarze o pozwolenie na wyjazd musieli ubiegać się u samego premiera. Ten ostatecznie wyraził zgodę i w maju legioniści wylecieli do USA, gdzie w ośmiu spotkaniach przegrali tylko raz, wygrywając pięć meczów i remisując dwa, strzelając przy tym bagatela 40 goli. Legioniści do Polski wrócili po miesiącu i swój pierwszy mecz po powrocie zaledwie zremisowali - z Polonią Bydgoszcz. Jeśli Legia chciała pozostać w walce o mistrzostwo, musiała wygrać nadchodzące spotkanie z beniaminkiem, Pogonią Szczecin.

 

 

Wojskowi na Zachodnie Pomorze pojechali po raz pierwszy w historii, nie za bardzo wiedząc, czego spodziewać się po zespole ze Szczecina. Legię doskonale znała za to Pogoń, dla której starcie z dwukrotnym zdobywcą krajowego dubletu było wielkim spotkaniem. Nic więc dziwnego, że na trybunach stadionu miejskiego zasiadło wówczas aż 30 tysięcy ludzi. Gospodarze doszli do wniosku, że najlepszą obroną przed utytułowanym rywalem jest atak i od pierwszego gwizdka rzucili się na legionistów. Wojskowi cofnęli się, zaskoczeni takim obrotem spraw, co bezlitośnie Pogoń wykorzystała już w 3. minucie. Stanisław Mielniczek skupił na sobie uwagę obrońców, dogrywając do niepilnowanego Henryka Kalinowskiego i napastnik Pogoni pewnym strzałem umieścił piłkę w siatce. Podobno zgromadzonych na stadionie kibiców Portowców strzelona Legii bramka wprowadziła w takie osłupienie, że z gola zaczęli się cieszyć dopiero po chwili, nie mogąc uwierzyć w to, że ich zespół w pierwszych minutach gry zadał Legii tak mocny cios. 

 

 

Podopieczni Floriana Krygiera po chwili mogli prowadzić już 2:0, gdy 17-letni Marian Kielec znalazł się o włos od umieszczenia piłki w siatce Wojskowych. Za moment Mielniczek bliski był drugiej asysty, posyłając futbolówkę „na nos” Piątka, jednak napastnik zmarnował wyborną okazję do strzelenia gola. Szybko sprawdziło się wówczas najsłynniejsze piłkarskie porzekadło - niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. 

Nietrafiona przez Józefa Piątka piłka spadła pod nogi obrońców, którzy błyskawicznie posłali ją do przodu. Tam przejął ją Tadeusz Błażejewski, który pognał pod pole karne i dziecinnie łatwo ograł środkowego obrońcę Portowców, Zdzisława Nowackiego, otwierając sobie drogę do bramki. Napastnik Wojskowych stanął oko w oko z Ludwikiem Konarskim i mając czas na to, by zapytać bramkarza w który róg chce strzelać, ze spokojem posłał piłkę do siatki. 

Pogoń nie przestraszyła się jednak i postanowiła powtórzyć swój wyczyn z 3. minuty. Gospodarze stanęli przed doskonałą szansą na wyrównanie, gdy z rzutu wolnego uderzał niezawodny Stanisław Mielniczek. Piękny strzał napastnika fantastycznie sparował jednak Stanisław Fołtyn i wynik nadal pozostał niezmieniony.

 

 

 

W końcu do głosu doszła Legia. Warszawianie atakowali coraz odważniej, zmuszając Pogoń do cofnięcia się najpierw na własną połowę, a później w pole karne. Legioniści doskonale operowali piłką, jednak cały czas brakowało im postawienia kropki nad „i”. To w końcu uczynił Lucjan Brychczy, gdy po jego przepięknym uderzeniu piłka zatrzepotała w siatce, a sędzia bramki nie uznał, dopatrując się wątpliwego spalonego. Za chwilę wyczyn kolegi powtórzył Henryk Grzybowski, jednak i tym razem arbiter anulował trafienie legionisty. Poddenerwowało to piłkarzy Wojskowych, którzy na moment stracili koncentrację, co pozwoliło miejscowym na przeprowadzenie kilku akcji ofensywnych. Wynik do przerwy pozostał jednak niezmieniony, co większość szczecińskich kibiców przyjęła z ulgą - nie ulegało bowiem wątpliwości, że to Legia dominowała na boisku.

 

 

Po zmianie stron gospodarze odważnie ruszyli do przodu. Pod bramką Legii coraz mocniej pachniało golem i kiedy wszyscy oczekiwali trafienia Portowców okazało się, że ci nie wyciągnęli wniosków ze swoich błędów z pierwszej połowy. Podobnie jak wtedy, gospodarze nadziali się na kontrę w najmniej oczekiwanym momencie. Do wybitej futbolówki dopadł Zygmunt Gadecki, popędził z nią kilkanaście metrów, po czym, wykorzystując poważny błąd Eugeniusza Ksola, znalazł się sam na sam z bramkarzem. Bez najmniejszych problemów zmusił Ludwika Konarskiego do kapitulacji, dając swojemu zespołowi upragnione prowadzenie i tym samym ustalając wynik spotkania. 

 

 

Wojskowi do Warszawy wrócili więc w dobrych nastrojach, bo wygrana z Pogonią pozwoliła im przesunąć się w górę tabeli i rozpocząć walkę o trzeci tytuł mistrzowski. Legia notowała odtąd zwycięstwo za zwycięstwem, co sprawiło, że w przewodzących ligowej stawce Zabrzu i Bytomiu coraz częściej zaczęto oglądać się za plecy. Legia rozgromiła Polonię 3:0, na poważnie włączając się do walki o tytuł, ale doskonałą passę drużyny zakończyła porażka w derbach z Gwardią. Ostateczne nadzieje na mistrzostwo rozwiał mecz z Górnikiem Zabrze, w którym legioniści przegrali 0:1, po golu ich byłego kolegi z drużyny, Ernesta Pohla. Koniec końców Legia skończyła sezon na 4. miejscu i tak jak na początku rozgrywek została bez trenera - Stjepana Bobka posądzono bowiem o... szpiegostwo na rzecz NATO. Jugosłowianinowi krzywda się jednak nie stała. Bobek wrócił do Partizana, z którym trzy razy z rzędu sięgnął po tytuł mistrzowski, a później przeniósł się do Panathinaikosu Ateny, by w kolejnych dwóch sezonach triumfować w lidze. Legia na takie sukcesy musiała poczekać jeszcze 10 lat.

 

26 lipca 1959 r., Pogoń Szczecin - Legia Warszawa 1:2 (1:1)

 

Bramki: Kalinowski (3) – Błażejewski (13), Gadecki (56)

 

POGOŃ: Konarski - Leszczyński, Nowacki, Ksol, Wiśniewski, Jabłonowski, Mielniczek, Kielec (Słowiński), Kalinowski, Piątek, Jaworski

LEGIA: Fołtyn - Słaboszowski, Grzybowski, Woźniak, Pędziach, Zientara, Gadecki, Brychczy, Błażejewski, Ciupa

Sędziował: Julian Mytnik (Kraków), Widzów: 30000

 

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN