Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2018-11-16 20:00:00
Newsletter

Hlousek: Praca nie kończy się na treningach

Autor: Przemysław Gołaszewski Fot. Mateusz Kostrzewa, Jacek Prondzynski, Janusz Partyka
- W piłkę zacząłem grać w wieku pięciu lat. Przez kolejne piętnaście byłem napastnikiem - wspomina w rozmowie z Legia.com Adam Hlousek. Czeski obrońca zdradził między innymi jak pracuje mu się z trenerem Ricardo Sa Pinto, jaki jest sekret jego żelaznej kondycji i dlaczego z napastnika stał się obrońcą.

Legia.com: - Kiedy byłeś piłkarzem Stuttgartu miałeś okazję występować w jednej drużynie z polskim bramkarzem Przemysławem Tytoniem. Podobno to on opowiadał Ci o Legii i polecał transfer do Warszawy.

Adam Hlousek: - Tak, to prawda. Przemek znał polskie realia bardzo dobrze, więc musiałem zapytać, co myśli o tym transferze. Już pierwsza odpowiedź, w której powiedział, że on nawet by się nie zastanawiał tylko przyjął ofertę, była dla mnie bardzo ważna. Po rozmowie od razu czułem, że ten klub jest ponad wszystkie inne zespoły w Polsce pod względem całej organizacji. To było dla mnie bardzo ważne, że Legia przypomina kluby z zachodniej Europy. Przemek miał rację.

 

- Do Legii trafiłeś z Bundesligi. Jak podchodziłeś do tego transferu, czego oczekiwałeś?

- W ogóle nie myślałem o tym, że zmieniam ligę. Nie miałem w głowie myśli dotyczących tego, jak będzie wyglądała polska liga. Po prostu nie mogłem doczekać się meczów i kolejnych zwycięstw. Cieszyłem się, że w Legii będziemy wygrywać i walczyć o mistrzostwo, co było moim celem. Wszystko było właśnie tak, jak tego chciałem.

 

 

- W Legii grasz już blisko trzy lata, w kwietniu tego roku - w spotkaniu z Koroną Kielce - po raz setny wystąpiłeś w legijnych barwach. Zadomowiłeś się w Warszawie. Tu jest Twoje miejsce?

- Tak. Wszystko dobrze się potoczyło i nadal toczy. Myślę, że tutaj jest mój drugi dom. Zakochałem się w klubie, wszystko bardzo mi się podoba i ze wszystkiego jestem zadowolony. To jest dla mnie najważniejsze. Z Legią zdobyłem już trzy mistrzostwa Polski i dwa krajowe puchary, a to wspaniały dodatek do tego wszystkiego, co mnie tu spotkało. Na początku nie znałem Legii, ligi i Polski, nic o was nie wiedziałem. Z tego powodu nie spodziewałem się tak wielu sukcesów. Nie miałem tutaj żadnych problemów. W 2016 roku byłem po prostu przekonany, że to swoje pierwsze mistrzostwo wywalczymy. Później, za miesiąc, dwa - kiedy wszystko już poznałem - byłem przekonany, że nikt nie ma z nami szans i kolejne tytuły też się pojawią.

 

- Z perspektywy czasu możesz być wdzięczny Przemysławowi Tytoniowi.

- Zdecydowanie tak. Nie było też tak, że Przemek opowiadał mi o Polsce bardzo dużo. Ważne było dla mnie to, co od niego usłyszałem, bo był jedynym człowiekiem z Polski, z którym rozmawiałem na ten temat. To było tylko jedno pytanie i jedna odpowiedź, ale od razu czułem, że podejmuję właściwą decyzję.

 

- Miałeś okazję współpracować z wieloma trenerami w Warszawie. Ricardo Sa Pinto wyróżnia się czymś szczególnym?

- Najważniejsze są cechy czysto sportowe. Warsztat trenera sprawia, że wszystko to, co dzieje się na boisku, przypomina mi kluby niemieckie. Trener ma ogromne oczekiwania zarówno na treningach, jak i w meczach i myślę, że widać to w postawie wszystkich zawodników. Ciężka praca u trenera Sa Pinto przypomina mi czasy Stanisława Czerczesowa. Każdy piłkarz tego potrzebuje, Legia tego potrzebuje i jestem zadowolony, że treningi tak właśnie wyglądają.

 

 

- Na treningach można zauważyć, że bardzo dużo pracujecie nad przygotowaniem motorycznym. Trener chce żebyście biegali jak najwięcej. Taka filozofia odpowiada Twojemu stylowi gry - często wydaje się, że masz żelazne płuca i nigdy się nie męczysz. W meczu z Pogonią Szczecin zanotowałeś najwięcej sprintów spośród wszystkich piłkarzy (22).

- Każdy piłkarz ma inne potrzeby i inny styl gry. Ja jestem zawodnikiem, który potrzebuje dużo trenować, zdobywać siłę, ponieważ dzięki temu później czuję się lepiej. Wraz z przyjściem trenera Sa Pinto nasze zajęcia stały się jeszcze bardziej intensywne. Człowiek może sobie indywidualnie pracować jak chce, ale najważniejsze są treningi z całą drużyną i tej ciężkiej pracy trochę mi brakowało. Jestem zadowolony z obecnej sytuacji, od razu czuję się lepiej. Człowiek cieszy się później, ponieważ wie, że jest dobrze przygotowany do meczu i może grać na jeszcze wyższym poziomie.

 

- W grudniu skończysz 30 lat, ale nadal imponujesz wydolnością. Jak utrzymać tak dobrą formę fizyczną?

- Praca nie kończy się na treningach. Jest to długi proces, moje własne wymagania, których trzymam się od piętnastu lat. Oczywiście odżywianie też jest ważne. Już w wieku dwunastu czy trzynastu lat zacząłem się świadomie odżywiać, pilnowałem, by nie za często jeść niezdrowe rzeczy. Myślę, że sam mogę sobie podziękować za moje zachowanie, ponieważ teraz mogę z tego korzystać. Moje ciało jest przygotowane do ciężkiej pracy i łatwo mi dołożyć do treningu z drużyną własne, indywidualne zajęcia. Jeśli ciało nie byłoby odpowiednio przygotowane, to po tak wymagających treningach, jakie przeprowadza trener Sa Pinto, trudno byłoby później robić coś więcej. Teraz czuję się nawet lepiej, niż gdy miałem dwadzieścia lat. Widzę różnicę. Gdy byłem młodszy, nie miałem tyle siły co teraz.

 

- Można nazwać Cię żołnierzem trenera Sa Pinto. W tym sezonie spędziłeś na boisku ponad 1500 minut, więcej na swoim koncie mają tylko Mateusz Wieteska, Cafu i Michał Kucharczyk.

- Czuję, że trener mi ufa. Myślę, że jeśli tego zaufania by nie było, to nie spędziłbym tyle czasu na boisku. Czasami trener ze mną rozmawia i mówi, że wymaga ode mnie jeszcze więcej. To oczywiste. Każdy trener tego chce, ja też chcę, żeby moja gra była jeszcze lepsza.

 

 

- Jakie cechy uważasz za kluczowe do gry na Twojej pozycji? 

- Jestem obrońcą, więc najważniejsza jest defensywa. Zrozumienie kwestii taktycznych w grze obronnej jest bardzo istotne. My, jako obrońcy, jesteśmy ostatnimi zawodnikami i jeśli coś złego dzieje się na boisku, to mamy świadomość, że za nami jest tylko bramkarz. Ważna jest też odpowiednia agresja w pojedynkach z rywalem. Musisz też odpowiednio ułożyć sobie współpracę i rozumieć środkowego obrońcę, który gra obok ciebie. To są najważniejsze kwestie. Dodatkową zaletą piłkarza występującego na tej pozycji jest zdobyte doświadczenie.

 

- Jednak nie zawsze byłeś obrońcą. W 2009 roku zostałeś nawet wybrany największym talentem w Czechach, ale nie występowałeś wtedy w formacji defensywnej.

- Po tej nagrodzie wiele się zmieniło. Do tamtej pory najwięcej czasu spędziłem na boisku, jako napastnik lub pomocnik.

 

- W jednym z wywiadów użyłeś nawet stwierdzenia, że jesteś czeskim Łukaszem Piszczkiem.

- Jakiś dziennikarz musiał to dodać, bo wcześniej nie wiedziałem nawet, że życie piłkarskie Łukasza jest tak podobne do mojego (śmiech). W piłkę zacząłem grać w wieku pięciu lat. Przez kolejne piętnaście byłem napastnikiem. Pamiętam, że w wielu zawodach zdobywałem tytuły króla strzelców. To był zawsze mój cel. Największym talentem w Czechach zostałem, kiedy miałem dwadzieścia lat. Później przytrafiła mi się pierwsza poważniejsza kontuzja, po której zacząłem więcej grać w pomocy. W Niemczech na dobre przeniosłem się do defensywy.

 

 

- Trudno przystosować się młodemu chłopakowi do gry na nowej pozycji?

- Wydaje mi się, że nie. Oczywiście, człowiek potrzebuje trochę czasu na przyswojenie sobie kwestii taktycznych. Napastnik musi atakować obrońców i bramkę, nie ma za dużo miejsca na taktykę. Kiedy grasz w obronie, musisz już posiadać odpowiednią wiedzę taktyczną, jest zdecydowanie więcej schematów do nauki. Na pewno łatwiej jest się nauczyć napastnikowi skutecznie bronić niż obrońcy atakować i odpowiednio zachowywać się pod bramką przeciwników. Niewielu jest piłkarzy, którzy zaczynali w obronie, a skończyli w ataku.

 

- W Twoim rozwoju ogromną rolę odegrał tata, który od lat związany jest z piłką - jako trener czy skaut.

- Zdecydowanie tak. Właśnie tata poświęcał wiele uwagi na sprawy taktyczne. Gdy miałem cztery czy pięć lat, to wszystko zaczynało się od zabawy z ojcem. Tata pilnował, bym codziennie miał kontakt z piłką. Myślę, że dlatego później moje życie potoczyło się w taki sposób, że miałem okazję zagrać w Slavii Praga, następnie w reprezentacji Czech, a później wyjechać do Niemiec. Gdyby nie tata, nie byłbym w tym miejscu, w którym jestem obecnie.

 

- Przejdźmy do występów całej drużyny. Od początku sezonu wasza forma wyraźnie wzrosła i znacznie poprawiliście pozycję w tabeli. Jednak w obecnym sezonie lepiej spisujecie się w meczach wyjazdowych. Na własnym stadionie zdobyliście dwanaście punktów, na wyjazdach zagraliście jeden mecz mniej, a mimo tego zdobyliście o dwa punkty więcej.

- Mam nadzieję, że wszystko wróci do normy i sytuacja, w której częściej wygrywamy na wyjeździe niż przed własną publicznością przeminie i będziemy zwyciężać na każdym terenie. Nie mogło być tak, że drużyna przyjeżdżała do Warszawy, grała bez stresu i czuła, że niewiele ma do stracenia. Postawa przeciwników miała wpływ na naszą postawę. Myślę, że każdy przeciwnik lepiej zagra na naszym stadionie niż u siebie, właśnie z tego powodu, że nie ma takiej presji wyniku i skupia się bardziej na defensywie. U siebie zespoły grają inaczej - częściej atakują, przez co na boisku jest więcej wolnych przestrzeni, z których możemy skorzystać. W meczach na naszym stadionie rywale mogą cofnąć się do obrony, za to my musimy atakować i z kolei to my otwieramy pole gry, co może być wykorzystane na naszą niekorzyść. Mam nadzieję i wierzę, że te problemy są już jednak za nami.

 

 

- Jagiellonia czy Lechia. Kogo uważacie za groźniejszego rywala?

- Nauczony doświadczeniem i statystyką - Jagiellonię. Ale postawa Lechii nie jest wielkim zaskoczeniem. Nie spodziewałem się, że Lechia będzie miała taki katastrofalny sezon rok temu. To była dla mnie spora niespodzianka. Myślę, że obecna Lechia gra właśnie na swoim nominalnym poziomie. Nie zapominajmy też o pozostałych rywalach. Mecze przeciwko Lechowi Poznań i Jagiellonii są tak samo prestiżowe. Nieważne, że Legia jest pierwsza, a Lech dziesiąty czy ostatni. To samo dotyczy spotkań z Jagiellonią. Dodałbym do tego jeszcze starcia z Wisłą Kraków. To są wyjątkowe spotkania z dodatkowym smaczkiem i nikt nigdy nie wie, jak mogą się one zakończyć.

 

- Na koniec zmieńmy dyscyplinę sportu. Który piłkarz Legii najlepiej gra w golfa?

- Ja (śmiech)! Spośród chłopaków to ja najwięcej czasu spędzam na polu golfowym i trenuję. Jest jednak jeden piłkarz, z którym nie miałbym szans, gdyby bardziej przyłożył się do treningów. To Kasper Hamalainen.  

 

- Znajdujesz jeszcze czas, by regularnie poświęcać się tej pasji?

- Aktualnie tego czasu brakuje. Człowiek musi odpoczywać po ciężkich treningach (śmiech). Jest to dla mnie świetna forma relaksu. Kiedy mam wolne, to chętnie jadę na pole. Najwięcej okazji do odwiedzin na polu golfowym mam jednak po sezonie.

 

 

- Skąd u Ciebie pasja do tego sportu?

- Muszę powiedzieć, że zanim zacząłem grać, nigdy nie byłem fanem i kibicem tej dyscypliny. Uważałem ją nawet za, jak by to powiedzieć, arogancki sport. Doskonale znamy stereotyp, który funkcjonuje. Wszystko zaczęło się, kiedy drugi raz miałem kontuzję kolana. To było w Niemczech, za czasów gry w 1. FC Nürnberg. Nie byłem jedynym Czechem w drużynie, w Norymbergii grał jeszcze Tomáš Pekhart. Pamiętam, że pisałem do niego, że jesteśmy w Niemczech sami, więc powinniśmy znaleźć sobie hobby, którym moglibyśmy zajmować wolny czas. Zaproponowałem wtedy grę w golfa, ale ani ja, ani Tomáš nie mieliśmy z tym sportem żadnej styczności. Zaczęliśmy od zera, a później zamieniło się w to pewien rytuał. Pamiętam, że zdarzało nam się przyjeżdżać na treningi w klubie w stroju golfowym. Przed treningiem graliśmy w golfa, później jechaliśmy na trening, kije zostawialiśmy w bagażniku i po zakończonych zajęciach wracaliśmy na pole.

 

- Wielu piłkarzy chętnie uprawia tę dyscyplinę sportu.

- Jeśli jesteś zawodowym piłkarzem, to potrzebujesz pewnej rywalizacji, nawet kiedy masz wolne. Na co dzień grasz w piłkę, ale chcesz, by tego sportu w twoim życiu było jeszcze więcej. Gdy grasz w golfa, spędzasz czas na łonie natury, wokół ciebie jest pełno zieleni, więc to doskonała forma relaksu.

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Więcej na temat

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 159
PLN
Cena 69,90
PLN
Cena 249
PLN