Legia Warszawa
vs Europa FC
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2019-04-24 16:30:00
Newsletter

Lech - Legia historycznie

Autor: Jakub Jeleński Fot. Jacek Prondzynski, Mateusz Kostrzewa, Janusz Partyka
''Zwycięzca bierze wszystko, przegrany musi polec'' – śpiewał słynny zespół ABBA w jednym ze swoich największych przebojów. Dokładnie tak samo dzieje się w przypadku rywalizacji Legii Warszawa z Lechem Poznań w XXI wieku – jeśli któraś z drużyn zamierza zostać mistrzem Polski, musi pokonać drugą.

Był 18 listopada 2012 roku, gdy Legia Warszawa jechała do Poznania bronić zajmowanej przez siebie pozycji lidera. Po piętach stąpali jej odwieczni rywale – na drugiej pozycji plasowała się Polonia, na trzeciej zaś Lech, a oba zespoły miały zaledwie punkt straty do zespołu Wojskowych. Napięcie wśród kibiców było ogromne – po raz ostatni bowiem legioniści z Wielkopolski przywieźli komplet punktów w... kwietniu 2004 roku. Na trybunach zasiadł komplet widzów – wszyscy chcieli zobaczyć jak Lech Poznań wskoczy na pozycję lidera. Jakież było rozczarowanie, gdy już w 10. minucie Jakub Kosecki otrzymał kapitalne podanie z głębi pola i w sytuacji sam na sam przelobował Jasmina Buricia. Za moment kilkudziesięciometrowy rajd wykonał Jakub Wawrzyniak i skończył go niepozornym strzałem po długim słupku, dając Legii dwubramkowe prowadzenie. W 32. minucie kanonadę Legii zakończył Miroslav Radović – Serb wpadł w pole karne i strzałem po krótkim rogu pokonał bramkarza. Honorowe trafienie dla Poznaniaków zaliczył Bartosz Ślusarski i Legia po ośmiu latach oczekiwania wywiozła z Bułgarskiej trzy oczka.

 

 

 

Rewanż również przeszedł go historii – tym razem jako mecz, który praktycznie przesądził losy mistrzostwa Polski. 18 maja 2013 roku, w 27. kolejce ekstraklasy, do stolicy przyjechali tracący zaledwie dwa punkty do lidera z Warszawy poznaniacy. Oba zespoły tydzień wcześniej rozbiły swoich rywali – Legia w Białymstoku 3:0 ograła Jagiellonię, zaś Kolejorz 4:0 pokonał Widzew Łódź. Było jasne, że zwycięzca tego spotkania będzie mógł zacząć chłodzić szampana na mistrzowską fetę. Świadome olbrzymiej presji oba zespoły bardzo długo się broniły, choć to Legia miała zdecydowanie lepsze szanse na strzelenie gola. Poznańska bramka była jednak jak zaczarowana, ale do czasu. W 85. Minucie Jakub Kosecki pomknął w pole karne Lecha, został sfaulowany przez Mateusza Możdżenia i sędzia bez wahania wskazał na 11 metr, wyrzucając zawodnika Lecha z boiska. Do piłki podszedł Ivica Vrdoljak, który wytrzymał nieprawdopodobną próbę nerwów i strzałem w prawy dolny róg bramki po siedmiu latach oczekiwania praktycznie dał stolicy mistrzostwo Polski.

 

 

Sezon 2013/2014 był pierwszym od 2002 roku, w którym sezon rozgrywano z podziałem na grupy. Z tego powodu Wojskowi mierzyli się z Kolejorzem aż trzykrotnie. Najpierw w Poznaniu padł remis 1:1, choć legioniści prowadzili już w tym spotkaniu. Rewanż w Warszawie przebiegł już jednak po myśli naszego zespołu. Lech tracił do Wojskowych siedem punktów i jeśli realnie chciał myśleć o tytule, musiał wygrać. Z kolei Legii zwycięstwo dawało pewnego lidera rundy zasadniczej i bardzo solidną zaliczkę przed rundą finałową. Losy meczu rozstrzygnął Miroslav Radović, który po dośrodkowaniu ze skrzydła wpakował piłkę do bramki bezradnego Macieja Gostomskiego. Oba zespoły czekał jeszcze jeden mecz, który kończył rozgrywki. Legia Warszawa miała zapewniony tytuł mistrza Polski, lecz mimo to nie zamierzała psuć sobie świętowania. I choć Lech nie chciał ustawić Legii szpaleru, Legia ustawiła go do pionu. Na 1:0 z rzutu karnego trafił Ivica Vrdoljak, a pięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry kapitalnym lobem popisał się Bartosz Bereszyński i Wojskowi – mimo podziału punktów – zakończyli sezon 2013/2014 z przewagą dziesięciu oczek.

 

 

Kolejny rok nie był już tak udany dla naszego zespołu. To właśnie w nim Lech jedyny raz w ostatnich ośmiu latach wspiął się na mistrzowski tron. Do tego celu – naturalnie – nieodzowne było mu zwycięstwo nad Legią. W Warszawie poznaniacy prowadzili 2:0 do przerwy, ale ostatecznie dzięki przepięknym trafieniom Tomasza Brzyskiego i Dossy Juniora skończyło się 2:2. Rewanż w Poznaniu był jednak pierwszym krokiem na drodze do stracenia tytułu – po godzinie gry z boiska wyleciał Arkadiusz Malarz i osłabiona Legia szybko dostała dwa gole, odpowiadając jedynie trafieniem Michała Kucharczyka. Mimo to Wojskowi skończyli sezon zasadniczy na pierwszym miejscu, a runda finałowa miała rozpocząć się właśnie od starcia z Lechem. Poznaniacy w dwie minuty rozstrzygnęli losy meczu i – jak się później okazało – tytułu mistrzowskiego. Zwycięstwo 2:1 dało im pierwsze miejsce, którego nie oddali już do końca rozgrywek.

 

 

Tak mocny policzek musiał podziałać na Legię. Klub zamierzał zrobić wszystko, by na stulecie swego istnienia odzyskać mistrzostwo Polski. Nie przyszło to wcale łatwo, bo na otwarcie nowego sezonu ostatni w tabeli Lech przyjechał do Warszawy i ograł Legię 1:0. W stolicy zapanowała wściekłość, która jednak podziałała na zespół bardzo otrzeźwiająco. Właśnie wtedy zapoczątkowała się seria ligowych zwycięstw, będąca zresztą wyrównaniem rekordu pięciu wygranych z lat 70. Wojskowi zrewanżowali się pięknym za nadobne, gdy w marcu 2016 roku Nemanja Nikolić w pojedynkę rozstrzygnął losy spotkania, zapewniając Legii wygraną 2:0. Następnie w rundzie mistrzowskiej zwycięstwo Wojskowym dał Aleksandar Prijović, co pozwoliło Legii umocnić się na prowadzeniu, którego zespół nie oddał już do samego końca i na stulecie istnienia Wojskowi mogli cieszyć się z kolejnego mistrzostwa.

 

 

 

Najbardziej spektakularne zwycięstwa decydujące o tytule miały jednak miejsce w następnym sezonie. Legia pod wodzą Jacka Magiery musiała nadrabiać olbrzymią stratę punktową powstałą za kadencji Besnika Hasiego i każdy mecz był dla niej na wagę złota. Pierwszą potyczkę oba zespoły rozegrały w Warszawie. Do 90. minuty wszystko szło zgodnie z planem, bo drużyna prowadziła po bramce Nemanji Nikolicia, ale w doliczonym czasie gry arbiter po faulu na jednym z lechitów podyktował „jedenastkę”, którą wykorzystał Marcin Robak. Po golu na 1:1 wybuchła boiskowa bijatyka, a za moment Wojskowi ruszyli z akcją zakończoną golem Kaspera Hamalainena, dla którego było to pierwsze trafienie przeciwko swojej byłej ekipie. Konia z rzędem temu, kto spodziewał się, że niemal identyczny scenariusz powtórzy się pół roku później w Poznaniu – Wojskowi przegrywali 0:1 po golu Tomasza Kędziory w 82. minucie, po chwili remis Legii dał Maciej Dąbrowski, a w ostatniej akcji meczu stało się coś, o czym kibice Legii Warszawa będą pamiętać długimi latami. Adam Hlousek pognał jak wiatr lewą stroną boiska, ostatkiem sił dograł piłkę do Kaspera Hamalainena, a Fin zrobił dokładnie to samo, co w Warszawie i golem w ostatniej sekundzie zapewnił Legii zwycięstwo. Poznaniaków w rundzie mistrzowskiej dobiły gole Vadisa Odjidji-Ofoe i Michała Kucharczyka, a Legia rozgromiwszy Lecha na wszystkich frontach, po raz trzynasty w historii została mistrzem kraju.

 

 

Bajka nie mogła jednak trwać wiecznie. Wreszcie to Lech wziął na Legii srogi rewanż, bo gdy zespół prowadzony przyjechał do Wielkopolski, wrócił z niej z bagażem trzech straconych goli. Była to klęska, po której wielu wieńczyło koniec sezonu, tymczasem Legii powrót na szczyt zajął... sześć kolejek. Legia zrewanżowała się Lechowi w bardzo bolesny sposób – o ile zwycięstwo Wojskowych 2:1 w Warszawie nie zostało w Poznaniu przyjęte najgorzej, o tyle pogrom jakiego dokonała Legia w ostatnim meczu sezonu pociągnął za sobą katastrofalne skutki, nad którymi – z szacunku do rywali – nie zamierzamy się pochylać. To właśnie w Wielkopolsce Legia przypieczętowała czternaste w historii mistrzostwo Polski i po raz pierwszy od 2006 roku świętowała je na terenie rywala.

 

 

W sezonie 2018/2019 bilans w rozgrywkach jest równy. Najpierw to my na jesieni pokonaliśmy Lecha 1:0, a następnie ten zrewanżował się nam wygrywając u siebie 2:0. Oba zespoły drastycznie się jednak zmieniły, a metamorfoza najbardziej odczuwana jest w stolicy, bo Legia z przewagą trzech punktów przewodzi stawce LOTTO Ekstraklasy. Historia ostatnich sezonów dobitnie pokazywała, że jeśli któraś z drużyn zamierza być mistrzem, musi z tą drugą mieć dodatni bilans. Przypomnijmy sobie kulisy ostatniej potyczki obydwu drużyn przy ulicy Bułgarskiej w Poznaniu:

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 89
PLN
Cena 114,50
PLN
Cena 119
PLN