Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2018-08-31 20:00:00
Newsletter

Legia vs Cracovia czyli... historia pierwszego medalu

Autor: Kamil Majewski, Przemysław Gołaszewski Fot. Archiwum Legii Warszawa
Rok 1928. Wyjątkowy z wielu względów. Legia Warszawa zdobywa pierwszy w swojej historii medal mistrzostw Polski, kończąc rozgrywki ligowe na trzecim miejscu. To właśnie wtedy miało również miejsce pierwsze z 73 rozegranych do tej pory spotkań legionistów z zespołem Cracovii.

Legia od początku 1928 roku udowadniała, że w rozpoczynającym się sezonie zamierza włączyć się do walki o najwyższe cele. 7 marca oficjalnie nowym trenerem zespołu został Węgier, Elemer Kovacs, uznawany za bardzo dobrego fachowca z ogromnym doświadczeniem. Jego pierwszym wnioskiem było to, iż legioniści podczas meczów grają poniżej swojego potencjału. Za zadanie postawił sobie odświeżenie kadry, wykorzystując do tego drugą drużynę. Legia była wówczas już bardzo rozwinięta, posiadała siedem drużyn, w tym juniorskie, w których łącznie występowało blisko 200 zawodników.


W trzech rozegranych sparingach zdobyła 32 bramki, tracąc zaledwie jedną. W pokonanym polu zostawili Bar-Kochbę, Koronę Warszawa oraz Varsovię. Oczywiście, nie byli to rywale na tamte czasy bardzo mocni, jednak liczba zdobytych bramek oraz styl gry legionistów musiał robić wrażenie. - Gra Legii jest pięknym wzorem gry kombinacyjnej. Mało jest w Polsce drużyn, które Legii pod tym względem dorównują. Jeżeli gracze z jej wiekiem nabiorą większej siły i przebojowości i jeżeli zarządowi uda się wzmocnić obecne słabe punkty, to Legia może sięgnąć nawet po laury mistrzowskie - pisał po ostatnim z meczów towarzyskich „Kurier Poranny”.  Niespodziewanie jednak początek oficjalnych rozgrywek nie był taki, jaki zawodnicy z Warszawy sobie wymarzyli. Pierwsze spotkanie udało się wygrać gładko 3:0 z ŁKS-em, w drugim jednak niespodziewanie faworyci ulegli w Katowicach, po bardzo słabym meczu, miejscowemu 1. FC aż 1:4.

 




W kolejnej serii gier zadanie miało być jeszcze trudniejsze, do Warszawy przyjechała bowiem lwowska Pogoń. Ekipa ta na swoim koncie miała już wówczas cztery tytuły mistrzowskie, a dodatkowo rok wcześniej pokonała Legię aż 11:2. Po dziś dzień tamta porażka jest najwyższą w historii Legii. Legioniści byli niezwykle zmotywowani, aby zmazać plamę i udowodnić całej Polsce, że tamten meczy był fatalnym wypadkiem przy pracy. – Niedzielny mecz ligowy Legii z lwowską Pogonią przyniósł wypróbowanej w setkach spotkań zagranicznych i krajowych drużynie lwowskiej klęskę nienotowaną w jej annałach klubowych. Pogoń, czterokrotny mistrz Polski, Pogoń, która potrafiła się oprzeć Hakoahowi wiedeńskiemu z czasów jego tryumfów w Anglii, Pogoń, na których barkach przez tyle meczów ciążyły losy naszych spotkań międzynarodowych, ta Pogoń została pokonana przez Legię w sposób wykluczający wszelkie tłumaczenia – pisał po meczu „Przegląd Sportowy”. Legioniści całkowicie zdominowali lwowian. Rachunki zostały wyrównane, Legia pokonała Pogoń 7:0 i demonstrując tym samym swoją siłę. Kolejne dwie ligowe kolejki to kolejne dwa zwycięstwa – ze Śląskiem Świętochłowice 4:1 oraz, arcyważne z będącą wówczas na pierwszy miejscu w tabeli Wisłą Kraków 1:0. Wydawało się, że Wojskowi na dobre rozpoczną podróż w kierunku fotela lidera, jak się jednak później okazało, były to dwa ostatnie triumfy legionistów przed czarną serią. Zwiastunem spadku formy była porażka z Turystami Łódź 1:3, uznano jednak to za wpadkę i nie przyłożono do tego zbyt dużej wagi.

 




7. kolejka ligi polskiej, 13 maja 1928 roku. Legioniści udają się do Krakowa, aby, po raz pierwszy w historii zmierzyć się z ówczesnym beniaminkiem, Cracovią. Słowo „beniaminek” w tym przypadku może być jednak nadużyciem, bowiem „Pasy” nie wywalczyły prawa do gry w najwyższej klasie rozgrywkowej, lecz zostały do niej dołączone. Nie zmieniało to jednak faktu, że drużyna ta w tym czasie miała już na swoim koncie mistrzostwo oraz brązowy medal mistrzostw Polski i z pewnością reszta stawki musiała się z nią liczyć. - Rekordowa ilość publiczności, bo ponad 6000, otoczyło boisko, na którem spotkały się w zawodach ligowych Cracovia i Legia. Zawody same typowe piętno tak zwanej szkoły krakowskiej, co też spotkało się z uznaniem publiczności - takimi słowami relację z meczu rozpoczął „Przegląd Sportowy”.


Już chwilę po pierwszym gwizdku warszawskiego sędziego, Józefa Barana-Bilewskiego, inicjatywę przejęli gospodarze raz po raz napierając na linię defensywną zespołu ze stolicy. Spotkanie to było dla Cracovii niezwykle prestiżowe, przez co zagrała w nim w sposób niezwykle ambitny, niespotykany jak dotąd. Szczególnie dobre wrażenie sprawiał niezwykle aktywny Józef Kałuża, w obronie pewnie blokował ataki legionistów Stefan Doniec. W 39. minucie ten pierwszy otworzył wynik spotkania. - Grająca ze znaczną przewagą Cracovia uzyskuje wreszcie w 39-ej min. bramkę przez Kałużę w stylu rzadko widzialnym. Otrzymawszy piłkę od pomocnika ucieka on Amirowiczowi i z odległości 25 m, strzela bombę, której nic uratować nie mogło. Wojskowi próbowali szybko odrobić straty, nie potrafili jednak rozmontować dobrze funkcjonującej tego dnia linii obronnej Pasów. Największe zagrożenie stwarzał Marian Łańko strzałami z dystansu. Były one jednak albo niecelne, albo odbijane przez krakowskiego bramkarza, Mieczysława Szumca. Zawodnicy ze stolicy opadali z sił a Cracovia, niesiona dopingiem niezwykle głośnej publiczności, atakowała coraz bardziej zaciekle. W 75. minucie ręką w polu karnym piłkę, po dośrodkowaniu Stefana Rusina, zagrał obrońca Legii, Teofil Terlecki. Rzut karny na bramkę zamienił najlepszy strzelec tamtego sezonu, Ludwik Gintel.

 




Pierwszy w historii mecz przeciwko Cracovii zakończył się więc porażką 0:2. Pierwszy raz w tamtym sezonie Legia przegrała dwa spotkania z rzędu. A czarna passa dopiero się rozpoczynała. W następnej kolejce ligowej lepsi od Wojskowych okazali się być piłkarze Czarnych Lwów. Mecz ten był ciekawy także z pozasportowych względów. W 23. minucie spotkania nad stadionem rozpętała się burza. Z nieba spadł ulewny deszcz, co uniemożliwiło kontynuowanie boiskowych zmagań. Sześć minut przed końcem pierwszej połowy, przy prowadzeniu drużyny Czarnych 1:0, arbiter przerwał mecz. Spotkanie zostało dokończone miesiąc później i zakończyło się porażką Legii 1:2. Pod koniec maja sensację wzbudziła porażka 1:2 z TKS-em Toruń. Nasi ówcześni rywale przyjechali do Warszawy i odniesli swoje pierwsze zwycięstwo w sezonie, co było najpoważniejszym dowodem, że drużyna Legii nie funkcjonuje tak jak powinna.


Sytuację w klubie sprawnie diagnozował “Kurier Poranny”. - Legia jest obecnie w złej kondycji fizycznej (...) w ostatnich tygodniach grała u siebie i wyjeżdżała po dwa razy w tygodniu, co na drużynę złożoną z niezbyt silnych fizycznie graczy jest za wiele. Spadek formy jest widoczny w całej drużyny. Każdy z graczy “Zielonych” grał słabiej niż na początku sezonu - mogli przeczytać kibice w wydaniu gazety z  21 maja 1928 roku. Po meczu z toruńską drużyną legioniści rozegrali mecze sparingowe, które dały powody do optymizmu. Wojskowi zremisowali z austriackim Brigttenauer Atletic Club (2:2), a także pokonali Hasmoneę Lwów (4:1). Forma piłkarzy jednak nie była do końca stabilna i Wojskowi do połowy lipca przeplatali zwycięstwa z porażkami. Z zajmowanego jeszcze kilka tygodni trzeciego miejsca w lidze, spadli na dziewiątą pozycję. Ważnym momentem z punktu widzenia kolejnych lat Legii był debiut w pierwszej drużynie Henryka Martyny 1 lipca 1928 roku w meczu towarzyskim z Warszawianką. Spotkanie zakończyło się wynikiem 3:3, natomiast Martyna zebrał wyłącznie pochlebne recenzje.

 




Przełom nastąpił w meczu ze Śląskiem Świętochłowice. Legioniści zwyciężyli 3:1, jedną z bramek strzelił Witold Wypijewski, a dwa gole dołożył Marian Łańko, który jak się później okazało, z 26 golami, został trzecim najlepszym strzelcem rozgrywek ligowych. Po wygranej ze Śląskiem Świętochłowice legioniści rozpoczęli marsz w górę tabeli. Szybko wrócili na zajmowaną wcześniej trzecią pozycję i realnie włączyli się do walki o mistrzostwo kraju. Do połowy października drużyna nie przegrała przez dziewięć meczów, zdobywając 17 punktów z 18 możliwych. “Kurier Poranny” opisywał grę warszawiaków w samych superlatywach. - Wojskowi są obecnie bez słabego punktu. Uzupełniwszy linię obrony Martyną wobec powrotu do formy Cicheckiego, osiągnęli to, że maszyna kombinacyjna Legii pracuje obecnie bez zarzutu. Bez wątpienia wojskowi są obecnie drużyną talentów, drużyną przyszłości - komplementował dziennikarz opisujący grę Legii.

 




Cracovia miała pecha, ponieważ rewanżowy mecz ligowy z legionistami przypadł właśnie na czas niebywałej serii drużyny z Warszawy. Oddajmy głos naocznym świadkom tamtych wydarzeń. - Z powodu deszczu, gra obfitowała w liczne kiksy i upadki. Pomimo to gracze nieźle panowali nad piłką i gra była zajmująca. Cracovia nie jest już tą dawną drużyną talentów, nie jest już tym wzorem dla innych drużyn, posiada jednak nieprzeciętnych piłkarzy i gra jej stoi na wysokim poziomie. Mimo dość silnego składu otwarte przed nią stały możliwości wygranej i uległa Legji dopiero po zaciętej walce - mogli przeczytać kibice w 39. numerze czasopisma “Stadjon”.

 

 

- (...) Owa luka na środku pomocy jest jednak zbyt poważna, aby ofensywa gości nie potrafiła jej zamienić na dwie bramki, strzelone przez Rusinka po przeboju i przez Kałuże z tak typowego dla tego gracza strzału „wydeptanego” na jednym metrze kwadratowym terenu. Legia reaguje na te bramki przestawieniem, Wypijewskiego na skrzydło i szeregiem dość zresztą anemicznych ataków. Jeden z nich przynosi zielonym w planie rzut wolny z linii pola karnego, strzał Łańki bardzo złą paradę Malczyka i bramkę dla Legii. Po przerwie Cracovia traci swą przewagę - Chruściński wyraźnie słabnie, co wzmaga od razu napór ze strony Łańki. Natomiast ruchy napastników biało-czerwonych stają się wolniejsze i leniwsze. Wyrównanie jest planem również wolnego Łańki, podyktowanego za przestępstwo. Berenia w spotkaniu z Zastawnikiem. Piłkę strzeloną nisko ścina Chruściński do bramki 2:2. Atmosfera walki wzrasta, a niektórzy gracze Cracovii próbują rzucić na kartę ostatni atut – siłą fizyczną. Boisko zamienia się w teren pojedynków. Tu kopią się nawzajem Nowakowski z Kubińskim, tam „przy okazji” Ziemian ze znaną dyskrecją, jedzie po kościach lub trzyma gracza za koszulkę, ówdzie Rusinek lub Zastawniak szarżuje na przeciwnika. Sędzia ostrzega raz i drugi, a wreszcie po aż nazbyt rzucającym się w oczy, faulu Zastawniaka II nad Wypijewskim usuwa pierwszego z boiska, Rusinek „broni” kolegę we właściwy mu sposób, w rezultacie czego opuszcza teren gry również. W międzyczasie pada punkt decydujący o zwycięstwie. Zdobywcą jego jest Wypijewski. Cracovia schodzi pokonana 3:2 - tak mecz relacjonowali z kolei dziennikarze “Przeglądu Sportowego”.

 




W następnej kolejce piłkarze Legii rozbili Warszawiankę 7:1. Po wysokim zwycięstwie z lokalnym rywalem udali się do Krakowa, gdzie przegrali 1:2 z tamtejszą Wisłą, czym zakończyli serię dziewięciu meczów bez porażki. Z ostatnich czterech meczów legioniści wygrali trzy spotkania i ostatecznie w ligowej tabeli zajęli trzecie miejsce i zdobyli pierwszy w historii medal w rywalizacji o mistrzostwo Polski. Cracovia uplasowała się tuż za naszymi plecami. Obie drużyny zgromadziły tyle samo punktów - po 36. Piłkarze z Warszawy odnieśli jednak więcej ligowych zwycięstw i zakończyli sezon z lepszym bilansem bramkowym. Legia okazała się być również najlepsza w stolicy. W “małej tabeli” Legia zdobyła sześć punktów, natomiast Polonia cztery, a Warszawianka zgromadziła dwa oczka.


* W cytowanych fragmentach zachowano oryginalną pisownię.

 

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 89
PLN
Cena 114,50
PLN
Cena 119
PLN