Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2019-01-19 11:00:00
Newsletter

Legia w Troi - rozdział pierwszy

Autor: Bartosz Zasławski Fot. Mateusz Kostrzewa
12 dni. Ponad 35 godzin spędzonych na boisku, setki przebiegniętych kilometrów, a także tysiące podań, przyjęć, dośrodkowań i strzałów. Zakończył się pierwszy etap przygotowań Legii Warszawa do rundy wiosennej w malowniczym, odciętym od świata portugalskim półwyspie Troia. Pora na podsumowanie najważniejszych wydarzeń.

I dzień, 7 stycznia

Tuż po godz. 15:00 Airbus A330 z 26 legionistami na pokładzie (w tym ze świeżo pozyskanymi Salvadorem Agrą i Luisem Rochą) wystartował z lotniska im. Fryderyka Chopina. Pokonanie liczącej 3500 kilometrów trasy Warszawa – Lizbona zajęło trzy i pół godziny. Około 20:30 zespół dociera do Troi. Wieczór przeznaczamy na zakwaterowanie w czterogwiazdkowym hotelu Aqualuz, położonym w północnej, wypełnionej luksusowymi apartamentowcami części półwyspu, oraz przygotowanie się do tego, co czeka nazajutrz.

 

 

II dzień, 8 stycznia 

Godzina 07:30. Nad Troią dopiero powoli wstaje słońce, na ulicach jeszcze świecą się latarnie, a nasi zawodnicy ruszają do porannego biegu. Już ten początek zapowiada, że obóz będzie intensywny jak treningi Rockiego Balboy przed walką o mistrzowski pas. Jaki plan dalej? Krótki powrót na śniadanie i wyjazd na pierwszy trening do ONETROIA Jose Mourinho Training Center. Tam na zawodników czekają dwa boiska z dobrze utrzymaną nawierzchnią, w wyposażeniu jest również budynek klubowy z szatnią i pomieszczeniem do odpraw. Gospodarze obiektu są dostępni na każde życzenie sztabu. Cisza, spokój, nikt nie przeszkadza. Drużyna na kolejne zajęcia wyrusza popołudniu. Łącznie – trzy treningi na powitanie ze słoneczną Portugalią. Na termometrach w środku dnia 16 stopni.

 

 

III dzień, 9 stycznia

Chyba najcięższy dzień na obozie. Poranne interwały, które trwały godzinę, namalowały na twarzach nawet tych najbardziej wytrzymałych piłkarzy obraz skrajnego zmęczenia. W skali 1 – 10 intensywność tych zajęć wyniosła 10 (dosłownie musieli oprzeć się o kolana po gwizdku oznajmiającym koniec tego etapu), a, po pierwsze, przecież to nie był koniec zajęć, po drugie o godz. 16:00 zaplanowano kolejny trening. Uwierzcie, głęboki oddech naszych piłkarzy było słychać w odległości kilkunastu metrów od miejsca biegu. - Nasz tryb dnia teraz to wstać-zjeść-trenować-spać – wcale nie żartował Radosław Cierzniak. Wtedy, w środę, odwiedzili nas dziennikarze najstarszego portugalskiego dziennika Abola (ma również całkiem nieźle prosperującą stacje telewizyjną), którzy przyjechali z Lizbony przygotować materiały o trenerze i portugalskich zawodnikach. Widać było, że każdy z nich ma tu swoją renomę.

 

 

IV dzień, 10 stycznia

- Kibice mieliby na co popatrzeć – mówił Michał Kucharczyk, który razem z Arturem Jędrzejczykiem znajdował się w składzie tej drużyny, która do tamtej pory zawsze wygrywała wewnętrzną gierkę. W czwartek na pierwszym planie nareszcie zajęcia z piłką. Wrzutki w pełnym biegu, strzały z pierwszej piłki, gra na pełnym i zwężonym boisku – wszystko, czego piłkarz potrzebuje. Trzeba przyznać, że padały bramki wyjątkowej urody.

 

 

VI dzień, 12 stycznia

Połowa zgrupowania. W planie treningowym gra na jeden kontakt, gra na utrzymanie, a także sytuacje sam na sam, chyba najbardziej efektowna część, która piłkarzom dała wiele radości i emocji. Polecamy szczególnie obejrzeć lob Carlitosa. Klasa światowa. Trener Sa Pinto żyje treningiem. Gestykuluje, podpowiada, bije brawo po udanych zagraniach, czasem nawet uczestnicy z zawodnikami w rozgrzewce. Widać, że jest temu oddany bez końca. Opiekun bramkarzy Ricardo Pereira prowadzi urozmaicone ćwiczenia dla trójki golkiperów. Bardzo dużą uwagę przykłada do gry nogami i wypracowania odpowiednich, automatycznych reakcji. Kiedy dwóch Radków uczestniczy w gierce, na drugim boisku pod ostrzałem jest młody Czarek Miszta, przechodzący prawdziwą szkołę życia. Podsumowując - perfekcyjnie zorganizowane treningi, na których nie ma chwili przestoju, a każdy zestaw ćwiczeń ma sens. Zespół fizjoterapeutów, który w trzyosobowym składzie przyleciał do Portugalii, przez północą przeważnie pracy nie kończył.

 

 

IX dzień, 15 stycznia

No dobra. Było bieganie? Było. Było budowanie siły? Też. Coraz więcej zajęć z piłką? Tak jest. Pora więc na pierwszy sparing. Jak na złość, kiedy wstaliśmy rano, przez okna wychodzące na ujście rzeki Sago i góry Arrabida nie było wiele widać. Położoną nad oceanem Troię spowiła gęsta mgła i o ile przez pierwszy tydzień obozu nie pojawiła się ani jedna chmura, to we wtorek niebo było totalnie szare. Kiedy trzy godziny przed meczem z Olimpico Montijo podjechał wóz transmisyjny, widoczność była katastrofalna. Na szczęście z każdą minutą mgła rozrzedzała się, a wraz z nią mijały nasze katastroficzne nastroje i transmisję pierwszego meczu mogliście obejrzeć m.in. na naszym YouTube. Co z niego zapamiętamy? Przede wszystkim show Williama Remy’ego. Najpierw 60-metrowy rajd i asysta przy bramce Hamalainena (widzieliście w naszych materiałach, jak dobrze mówi po polsku?), a potem bomba zza pola karnego prosto w okienko bramki rywali. Zakładamy się w ciemno, że nigdzie na świecie tego dnia nie padł ładniejszy gol. Nasza redakcja wieczorem zajrzała z Carlitosem do pani Ewy. Nie wiedzieliście do tej pory, kim jest? Po tym materiale wstyd nie wiedzieć.

 

 

XI dzień, 17 stycznia

Po porannym meczu kontrolnym chwila relaksu na zakończenie zgrupowania. Zespół udał się do lokalnej restauracji położonej na uboczu półwyspu, gdzie po serdecznym powitaniu przez gospodarza serwowano specjały charakterystyczne dla śródziemnomorskiej kuchni, a czas umilił mini-zespół wykonujący fado przy tradycyjnym akompaniamencie gitary akustycznej. Refren jednej z piosenek, której akcja musiała dziać się w Lizbonie, po portugalsku odśpiewała większość ekipy. Tak, Polacy też. W znajdującej się obok stadninie kilku zawodników postanowiło sprawdzić swoje umiejętności jazdy konno. Drużynie i sztabowi towarzyszył prezes Dariusz Mioduski. Śmiechu było co niemiara. Nad Troią ostatni podczas tego obozu zachód słońca, które majestatycznie zatopiło się w tafli Atlantyku i pomalowało niebo magicznymi kolorami.

 

 

XII dzień, 18 stycznia

Pobudka tuż przed godz. 05:00. Pół godziny później odjazd spod hotelu. Na gwarnym lotnisku w Lizbonie tłoczno, służby lotniskowe pracują pełną parą. Około godz. 14:00 lądujemy na Okęciu. Pora na zasłużony odpoczynek. W poniedziałek ponownie kursujemy na trasie Warszawa – Lizbona, a Troia przywita nas... no właśnie, jak?

 

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 159
PLN
Cena 69,90
PLN
Cena 249
PLN