Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2018-09-08 11:00:00
Newsletter

Legijna statystyka: Krajowi rywale Wojskowych

Autor: Przemysław Gołaszewski, Kamil Majewski Fot. Janusz Partyka, Mateusz Kostrzewa, Jacek Prondzynski, Eugeniusz Warmiński/Archiwum Legii, NAC
W marcu 1916 roku rozpoczęła się historia Legii Warszawa. Historia długa, piękna, ale też pełna trudnych momentów. Zajrzeliśmy do liczby, by sprawdzić, z którymi rywalami legioniści mierzyli się najczęściej i przypomnieć kultowe rywalizacje Wojskowych.


W ciągu 102 lat istnienia warszawski klub rozegrał łącznie 2828 oficjalnych meczów we wszytkich rozgrywkach. W całej historii legioniści spędzili więc na boiskach minimum 254 520 minut - bez uwzględnienia doliczonego czasu gry, dogrywek i rzutów karnych. Dla porównania - czas trwania misji Apollo 11, podczas której Niel Armstrong jako pierwszy człowiek postawił nogę na Księżycu, to 11 718 minut. Boiskowa historia Legii trwa więc przynajmniej 21 razy dłużej. Spośród 2828 wszystkich spotkań, aż 1426 zakończyło się naszym zwycięstwem. W ciągu 102 lat legioniści wygrali 50% meczów. Porażki stanowią natomiast 26% wszystkich spotkań. Piłkarze Legii schodzili z boiska jako pokonani w 722 meczach. Najmniej potyczek zakończyło się remisem. Legioniści nie byli w stanie rozstrzygnąć wyniku w 680 przypadkach, a więc w 24% przypadków. W dalszej części tekstu skupimy się wyłącznie na krajowym podwórku.



Rywalem, z którym Wojskowi mierzyli się najczęściej, jest Ruch Chorzów. We wszystkich rozgrywkach obie drużyny rozegrały między sobą 172 mecze. 71 z nich wygrali piłkarze z Warszawy, Ślązacy zwyciężali 53 razy. Wiele z tych spotkań przeszło do historii. Warto wspomnieć chociażby setne ligowe starcie Legii z 30 listopada 1930 roku, kiedy to legioniści wygrali na własnym stadionie aż 7:1. Nasi rywale występowali wtedy pod nazwą Ruch Hajduki Wielkie. Sześć goli strzelił wówczas Józef Nawrot, który barwy Legii reprezentował przez dziewięć lat.

 

 

Po wybuchu II wojny światowej zawodnik trafił do sowieckiej niewoli. Po uwolnieniu wstąpił do armii generała Andersa, z którą dotarł do Holandii, gdzie brał udział w największej operacji z udziałem wojsk powietrznodesantowych - bitwie o miasto Arnhem. Po zakończeniu wojny Nawrot pozostał na emigracji, ale wrócił do piłki i grał w nieznanym dziś szkockim klubie. 



Wisła Kraków to druga drużyna w rankingu, z którą graliśmy najczęściej. Z piłkarzami z małopolski legioniści mają też najbardziej wyrównany bilans. Spośród 166 spotkań 60 zakończyło się zwycięstwem Legii i tyle samo razy zwyciężali zawodnicy Wisły. Również bilans bramek jest zbliżony. Legioniści strzelili 228 goli, natomiast stracili 212. Do pierwszego starcia obu zespołów doszło w kwietniu 1927 roku, kiedy to legioniści przegrali na własnym stadionie 1:4. Prawdziwą kanonadę nasi piłkarze urządzili sobie 29 lat później. 19 sierpnia 1956 roku Legia Warszawa rozbiła wówczas przeciwników aż 12:0. Tego dnia popis strzelecki zaprezentował kibicom Ernest Pol, który do siatki trafił aż pięciokrotnie. Trzy gole dołożył Lucjan Brychczy. Po jednym trafieniu zaliczyli Edmund Kowal i Henryk Kempny. Na listę strzelców dopisał się jeszcze… zawodnik Wisły, Monica, który pokonał własnego bramkarza.

 

 

Także rywalizacja Legii z Górnikiem Zabrze przez lata rozbudzała wyobraźnię kibiców. Były to starcia Kazimierza Deyny z Włodzimierzem Lubańskim, rywalizacja resortu wojska z resortem górnictwa. Kwintesencją długoletniej walki obu drużyn było spotkanie z 15 czerwca 1994 roku, które wzbudziło ogromne emocje. Trwa ostatnia kolejka ligowa. Górnik Zabrze potrzebuje zwycięstwa, by triumfować w rozgrywkach ligowych. Legii starczy jeden punkt. Mecz kończy się remisem 1:1 i to piłkarze z Warszawy sięgają po swój szósty tytuł mistrzowski. Kibice Górnika do dziś obwiniają sędziego za to, że ten gwizdał na korzyść Legii. Prawda jest jednak taka, że górnicy grali w tym meczu wyjątkowo brutalnie, chcąc w ten sposób zniwelować poziom sportowy obydwu zespołów.

 

 

Do kuriozalnej sytuacji doszło w samej końcówce spotkania. Sędzia Sławomir Redziński odgwizdał spalonego, natomiast zgromadzeni na trybunach kibice Wojskowych uznali, że był to sygnał kończący spotkanie. Dlatego też pełni radości wbiegli na boisko. Arbiter nie bardzo wiedząc co zrobić, zakończył mecz sekundy przed czasem. Z Górnikiem Zabrze legioniści zmierzyli się łącznie w 146 meczach, z czego 62 razy wygrali, 35 razy zremisowali i 49 razy przegrali.


 

Czwartą drużyną, z którą graliśmy najczęściej, jest ŁKS. Starcia na linii Warszawa - Łódź do dziś należą do kultowych, choć od ostatniego meczu z Łódzkim Klubem Sportowym minęło już sześć lat. Ogółem z ŁKS-em mierzyliśmy się 144 razy i mamy niezwykle korzystny bilans. Legioniści wygrali 73 spotkania, co oznacza, że liczba zwycięstw jest większa niż remisy i porażki razem wzięte, bowiem mecze z ŁKS-em kończyły się podziałem punktów w 30 przypadkach, natomiast przegrywaliśmy 41 razy. Przekonywujący jest również bilans bramkowy. Piłkarze z Warszawy strzelili łódzkim rywalom sto goli więcej niż ich stracili.

 

 

Do historii przeszedł mecz o Superpuchar Polski z 1994 roku. Prowadzona przez trenera Pawła Janasa Legia wygrała aż 6:4, bijąc tym samym rekord goli strzelonych w tych rozgrywkach. Do bramki łodzian trafiali Jerzy Podbrożny (trzykrotnie), Radosław Michalski (dwa gole), który wynik spotkania otworzył już w 2. minucie oraz Marcin Mięciel. Tym samym Legia dopełniła sezon potrójną koroną. Po meczu trener Janas nie ukrywał jednak, że spotkanie zostało potraktowane ulgowo. „Nie można tego spotkania traktować zbyt poważnie. Oczywiście, był to mecz o Superpuchar, ale w sumie tylko dla pięknej idei Gloria Victis, bez większej stawki. Oba zespoły zagrały bez stuprocentowego zaangażowania” - mówił na łamach „Przeglądu Sportowego”.

 


Przeciwko Lechowi rozegraliśmy 129 mecze. Historia starć rozpoczyna się już po zakończeniu II wojny światowej, bowiem do pierwszego starcia z Kolejorzem doszło 19 czerwca 1948 roku. Mecz od razu zapisał się w annałach. Poznaniacy zwyciężyli 5:4, a dziewięć goli w jednym spotkaniu to do dziś najlepszy wynik w dziejach tej rywalizacji. Po pierwszej połowie ligowego spotkania nic nie zapowiadało jednak, że kibice obejrzą taki popis strzelecki, bowiem na przerwę piłkarze schodzili do szatni z remisem 1:1.

 

 

Prawdziwy rollercoaster rozpoczął się w drugiej części gry. Dziennikarz “Przeglądu Sportowego” w taki sposób opisał tamto spotkanie: “Dawno już Poznań nie oglądał tak emocjonującego spotkania, jak w sobotę. Aktorami jego byli zawodnicy stołecznej Legii i poznańskiego ZZK. Mimo śliskiego boiska i padającego kapuśniaczka, grę przeprowadzono w szybkim tempie, a widowni dostarczono, zwłaszcza w drugiej połowie, dużo emocji. Trzykrotnie wynik był remisowy i dopiero w 85 min. Zwycięstwo uzyskał ZZK, kiedy Polka z 20 m. Z wolnego strzelił ostatnią bramkę dnia”. Gole dla Legii strzelali tamtego dnia Stanisław Grządziel (dwukrotnie), Stanisław Cyganik oraz Aleksander Szymański. Pierwszy mecz, pomimo swej atrakcyjności, nie należał do udanych. Bilans starć z Lechem jest jednak jak najbardziej korzystny. Z dotychczasowych 129 spotkań wygraliśmy 57, zremisowaliśmy 33, a 39 przegraliśmy.



Szóstą drużyną w naszym zestawieniu jest szczecińska Pogoń, rywalizację z którą Legia wprost zdominowała. Na 106 rozegranych meczów legioniści przegrali jedynie w 15 przypadkach, co daje zaledwie 14% porażek. Piłkarze z Warszawy wychodzili zwycięsko z 69 meczów. Obie drużyny punktami dzieliły się natomiast 22 razy. Przez lata mieliśmy patent na Pogoń. W latach 1999-2013 trwała seria 20 meczów ligowych bez porażki. W tym czasie strzeliliśmy “Portowcom” 54 gole, tracąc zaledwie 17.

 

 

Pogoń Szczecin to też wyjątkowy przeciwnik dla byłego bramkarza Legii - Artura Boruca. 8 marca 2002 roku w meczu ze szczecińskim zespołem 22-letni wówczas zawodnik zadebiutował w pierwszej drużynie Wojskowych. W 33. minucie spotkania pojawił się na murawie, zastępując kontuzjowanego Radostina Stanewa. Tuż przed ostatnim gwizdkiem sędziego młody bramkarz został pokonany przez Piotra Dubiela, a legioniści zremisowali tamto spotkanie 2:2. Boruc pokazał się jednak z bardzo dobrej strony. W kolejnych czterech meczach ligowych, w których golkiper wystąpił od pierwszej minuty, dwukrotnie zachował czyste konto i przepuścił cztery gole. Trzy miesiące później Boruc świętował swój pierwszy tytuł mistrzowski.

 

 

Kolejnym rywalem, z którym Legia w swojej historii mierzyła się równie często jest Śląsk Wrocław. Łącznie, we wszystkich rozgrywkach, obie drużyny zagrały przeciwko sobie 90 razy - 48 razy wygrali legioniści, 24-krotnie padał wynik remisowy, 18 razy z kolei zwyciężali gracze z Dolnego Śląska. Po raz pierwszy Legia ze Śląskiem spotkały się 10 listopada 1964 roku. Potyczka odbyła się we Wrocławiu, na wypełnionym 25 tys. kibiców Stadionie Olimpijskim przy ul. Grabiszyńskiej. Dla wrocławian był to pierwszy w historii klubu sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej, zakończony ostatecznie na 11. miejscu. Dla Legii z kolei był to sezon, w którym, jako pierwsza polska drużyna awansowała do 1/4 finału europejskich pucharów.

 

 

Premierowe spotkanie Legii ze Śląskiem Wrocław przypadło na fantastyczną serię stołecznych. Zauważalne były efekty pracy rumuńskiego trenera, Virgila Popescu. Legioniści z kwitkiem odprawiali kolejnych ligowych rywali, dokładając do tego triumfy w rozgrywkach Pucharu Zdobywców Pucharu. Spotkanie z wrocławianami zakończyło się zwycięstwem 4:1. Ówczesny beniaminek co prawda, ku zaskoczeniu kibiców, objął prowadzenie w meczu za sprawą Gerarda Rothera, później jednak trafiali już tylko goście. Hat-trickiem popisał się Henryk Apostel, późniejszy piłkarz oraz trener drużyny z Wrocławia, jedno trafienie dołożył Lucjan Brychczy. W drugim spotkaniu tamtego sezonu stołeczni zaprezentowali się jeszcze lepiej - wygrali bowiem aż 5:0. Znów trzy bramki zdobył Apostel, jedną Brychczy, strzelanie jednak rozpoczął tym razem Janusz Żmijewski.

 

 

Spotkaniem, które szczególnie mogło zapisać się w pamięci kibiców mistrza Polski jest z 30. kolejki ekstraklasy w sezonie 2012/2013. Legioniści już kolejkę wcześniej zapewnili sobie tytuł mistrzowski, spotkanie ze Śląskiem było więc okazją do wielkiego świętowania, mistrz bowiem powrócił do Warszawy po siedmiu latach przerwy. Spotkanie miało również wymiar symboliczny, bowiem w poprzednim sezonie mistrzem Polski została właśnie drużyna z Dolnego Śląska. Na trybunach stadionu przy ul. Łazienkowskiej zasiadło 30 787 kibiców. Na „Żylecie” pojawiła się fantastyczna oprawa, przedstawiająca napis „Habemus campione” a głośny, fanatyczny wręcz doping towarzyszył zawodnikom przez cały mecz. Podopieczni ówczesnego trenera, Jana Urbana niesieni śpiewami swoich fanów weszli w mecz niezwykle ambitnie.

 

 

Prawdziwe „show” zaprezentował Marek Saganowski, który już w 32. minucie miał na swoim koncie trzy bramki. Przyjezdni byli bezradni, mogli tylko obserwować, jak stołeczni raz za razem przeprowadzają szturm na bramkę broniącego wówczas w Śląsku Rafała Gikiewicza. W 39. minucie kolejnego gola dla Legii strzelił Michał Kucharczyk, po przerwie wynik spotkania ustalił z kolei Miroslav Radović. W 78. minucie zgromadzeni na trybunach kibice byli świadkami symbolicznego pożegnania trzech zawodników Legii: Danijela Ljuboję, Dicksona Choto oraz Michała Żewłakowa. Po ostatnim gwizdku sędziego rozpoczęła się prawdziwa zabawa, która na ulicach Warszawy trwała do samego rana.

 

 

Mecze Legii Warszawa z Widzewem Łódź to spotkania, które elektryzowały nie tylko fanów tych drużyn, ale również całą piłkarską Polskę. Dwie uznane marki, swego czasu prawdziwy klasyk. Od momentu spadku łodzian z ekstraklasy zdecydowanie brakuje w ligowym terminarzu meczów z tym rywalem. Łącznie z Widzewiakami legioniści mierzyli się 76-krotnie, zwyciężając 38 razy, a remisując i przegrywając po 19. Pierwszy raz w historii Legia z Widzewem stanęły naprzeciw siebie 4 lipca 1948 roku. Łodzianie, w obliczu całkowitej reorganizacji ligi, zostali dołączeni do rozgrywek, szybko jednak okazało się, że poziomem zdecydowanie odstają. Spotkanie z Widzewem przypadło na 12. serię gier. Legioniści, dowodzeni wówczas z ławki przez Edwarda Drabińskiego łatwo uporali się z rywalem, aplikując mu sześć goli i nie tracąc przy tym żadnego. 7.,9.,14. i 20. minuta - właśnie wtedy trafiali odpowiednio Ludwik Szaflarski, Aleksander Szymański, Stanisław Grądziel oraz Tadeusz Waśko.

 

 

Po piorunującym początku Wojskowi spuścili z tonu, wciąż jednak całkowicie kontrolowali przebieg spotkania. W drugiej połowie swojego drugiego gola strzelił Szymański, a wynik meczu ustalił na dziewięć minut przed końcem Zdzisław Mordarski. Pogrom w pierwszym w historii spotkaniu z łodzianami stał się faktem. W późniejszych latach, szczególnie w ostatniej dekadzie XX wieku, kiedy to drużyna ta była jedną z najlepszych ekip w Polsce, z powodzeniem występującą w europejskich pucharach z Widzewiakami Legii nie grało się jednak tak łatwo. O ile spotkania przy Łazienkowskiej Wojskowi najczęściej wygrywali, tak w Łodzi mieli z tym niemały problem. 

 

 

17 maja 2003 roku legioniści udali się miasta włókniarzy, aby rozegrać spotkanie 26. kolejki ekstraklasy. Podopieczni ówczesnego trenera, Dragomira Okuki chcieli przełamać klątwę i wygrać mecz na stadionie Widzewa. Poprzednio sztuka ta udała się Legii 10 lat wcześniej, w meczu 2. rundy Pucharu Polski. Jeżeli chodzi o zwycięstwo ligowe, na takie Warszawa czekała od 1977 roku! Spotkanie było wyrównane i po godzinie gry wydawało się, że ze zwycięstwa stołecznych nici. Wtedy jednak do bramki strzeżonej przez Zbigniewa Robakiewicza trafił pomocnik Legii, Cezary Kucharski. Bohaterem spotkania został jednak Marek Saganowski.

Wychowanek lokalnego rywala Widzewa, ŁKS-u powiedział po meczu: "Taka publiczność tylko mobilizuje. Przez kwadrans miałam spętane nogi, ale później z minuty na minutę czułem się coraz lepiej. Dwa razy pokonałem Zbyszka Robakiewicza. Czuję do niego duży sentyment, bo to właśnie on przed laty, jeszcze w ŁKS-ie tłumaczył mi, jak strzelać, żeby bramkarz nie miał szans". Saganowski dwukrotnie pokonał swojego kolegę, walnie przyczyniając się do zwycięstwa 3:1. Honorową bramkę dla zespołu z Łodzi zdobył na dwie minuty przed końcem spotkania Robert Dymkowski. Klątwa została zdjęta, spotkanie to rozpoczęło serię pięciu kolejnych wyjazdowych zwycięstw z Widzewem.

 

 

Dokładnie tyle samo spotkań, ile z Widzewem, legioniści rozegrali z sosnowieckim Zagłębiem. Zwycięsko wychodzili 37 razy, 25-krotnie padał wynik remisowy, a gorycz porażki przełknąć musieli 14 razy. Po raz pierwszy z sosnowiczanami legioniści zmierzyli się 14 maja 1955 roku, w 7. kolejce rozgrywek o tytuł najlepszej drużyny w kraju. Stal Sosnowiec, bo tak wówczas nazywała się drużyna Zagłębia, debiutowała w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce. Beniaminek z Zagłębia Dąbrowskiego spisywał się znakomicie, w sześciu pierwszych spotkaniach nie tracąc ani jednego gola! Przed meczem z Wojskowymi rywale zajmowali pierwsze miejsce w tabeli, z powodu czego przy Łazienkowskiej z każdym dniem narastały coraz większe obawy.

 

 

Stalowcy długo opierali się Legii, w 87. minucie jednak bramkarz tej drużyny, Aleksander Dziurowicz, po strzale Lucjana Brychczego skapitulował. "Chwała zwyciężonym i zwycięzcom. Najlepszy mecz ligowy dziesięciolecia" - brzmiał tytuł relacji meczowej „Przeglądu Sportowego”. "Sobotni mecz miał dwa oblicza. Do przerwy nadawała ton grze okresami koncertowo grająca Stal, w drugiej połowie dominował na boisku zespół CWKS (…). No i wreszcie 87 min. spotkania. Zawodnicy spoglądają ukradkiem na wskazówki zegara. Dla jednych minuty stają się coraz dłuższe, dla drugich… za krótkie. Nagle wolny bity przez Orłowskiego przechwytuje Kowal, błyskawicznie kieruje piłkę do Brychczego, krótki, suchy strzał z lewej flanki i… bramka" – relacjonowała dalej prasa. Warszawiacy po zwycięstwie nad Stalą objęli prowadzenie w tabeli, zdobywając ostatecznie pierwsze w historii klubu mistrzostwo Polski. Decydującym o tytule meczem był jednak ten z jesieni 1955 roku, kiedy to Wojskowi (po golu Brychczego) zremisowali w Sosnowcu 1:1.

 

 

28 sierpnia 2007 roku, w 5. kolejce ekstraklasy legioniści, pod wodzą ówczesnego trenera, Jana Urbana, odnieśli przed własną publicznością najwyższe zwycięstwo nad Zagłębiem w historii. "Zagłębie od pierwszej minuty skupi się na murowaniu dostępu do własnej bramki. Będziemy więc musieli znaleźć sposób na rozbicie tego muru" - zapowiadał przed meczem Miroslav Radović. Sztuka ta udała się, stołeczni strzelanie rozpoczęli już w 10. minucie. Z rzutu rożnego dośrodkował Piotr Giza, bramkę strzałem głową zdobył Inaki Astiz. Później do głosu doszli goście, którzy jednak marnowali swoje okazje. Najlepszej, chwilę po trafieniu hiszpańskiego obrońcy Legii, nie wykorzystał Grzegorz Kmiecik. W 33. minucie było już 2:0 dla Legii, a gola strzelił ten, który przy pierwszym asystował, czyli Giza. O ile w pierwszej połowie sosnowiczanie dochodzili do głosu, o tyle w drugiej gra toczyła się już wyłącznie pod dyktando Wojskowych.

 

 

Ta rozpoczęła się od festiwalu nieskuteczności, ale także i pecha Takesura Chinyamy, który nie wykorzystał trzech znakomitych sytuacji bramkowych. Między 64. a 67. minutą legioniści zdołali strzelić kolejne dwa gole. Najpierw piłkę, po minięciu bramkarza, do pustej bramki skierował Kamil Grosicki, trzy minuty później tor lotu futbolówki po strzale Tomasza Kiełbowicza zmienił Roger. Na kilka minut przed końcem spotkania trafił także w końcu Chinyama. Napastnik rodem z Zimbabwe dostał znakomite podanie od Radovicia, miał mnóstwo czasu i z okolic 11 metra przymierzył nie do obrony, koniec końców ze swojego występu nie mógł być jednak zadowolony. Zwycięstwo 5:0 pozwoliło legionistom obronić pierwsze miejsce w tabeli, a bramkarzowi Legii, Janowi Musze zachować piąte czyste konto w piątym meczu w sezonie.

 

 

GKS Katowice to kolejny rywal Legii z Górnego Śląska. Z tą drużyną Wojskowi spotykali się łącznie 74 razy - 32 mecze wygrali, 21 zremisowali, tyle samo też przegrali. Po raz pierwszy z "GieKSą" legioniści zmierzyli się 7 listopada 1965 roku. Sezon 1965/1966 rozpoczął się dla Legii fatalnie, pierwsze zwycięstwo odniosła dopiero w 5. kolejce, styl gry pozostawiał jednak wiele do życzenia. Mimo, iż spotkanie z zespołem z Katowic przypadło dopiero na końcówkę rundy, sytuacja nie zmieniła się. Absolutny beniaminek, ligowy debiutant, pokonał stołecznych piłkarzy 2:0. W rewanżu zawodnicy Legii wygrali z katowiczanami w tym samym stosunku, ostatecznie sezon skończyli dopiero na 6. miejscu, co w stolicy potraktowano jako ogromny zawód. GKS swój debiutancki sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej zakończył z kolei na miejscu 10., z dorobkiem 22 punktów, a więc o cztery punkty mniejszym, aniżeli Legia. 

 

 

19 maja 1996 roku legioniści odnieśli najwyższe zwycięstwo w historii spotkań z GKS-em Katowice. Spotkanie odbyło się na Śląsku w 30. kolejce ekstraklasy. Wojskowi byli wówczas w znakomitej formie, gromili kolejnych rywali i wraz z Widzewem całkowicie zdystansowali resztę stawki. Spotkanie w Katowicach, w kontekście zbliżającego się arcyważnego spotkania z łodzianami, Legia wygrać po prostu musiała. Cel udało się zrealizować w wielkim stylu. Już w 24. minucie strzelanie rozpoczął Tomasz Wieszczycki. Chwilę później doskonałą okazję do wyrównania mieli katowiczanie. Strzał Sławomira Wojciechowskiego z rzutu wolnego wylądował na poprzeczce bramki strzeżonej przez Macieja Szczęsnego, dobitka Jana Furtoka była z kolei minimalnie niecelna.

 

 

Na przerwę zawodnicy obydwu drużyn schodzili zatem przy jednobramkowym prowadzeniu legionistów. Druga część spotkania stała już jednak pod znakiem absolutnej dominacji podopiecznych Pawła Janasa. W 54. minucie Wieszczycki wykorzystał prostopadłe podanie i podwyższył wynik spotkania. Ten sam zawodnik niewiele ponad 20 minut później skompletował hat-tricka, potwierdzając tym samym swoją znakomitą strzelecką formę. Dwie bramki w końcówce spotkania dołożył Jerzy Podbrożny ustalając wynik meczu na 5:0 dla Legii. W następnej serii gier Wojskowi ulegli jednak Widzewowi i ostatecznie musieli zadowolić się wicemistrzostwem Polski. 

 

 

Z Cracovią legioniści również mierzyli się 74 razy. Bilans starć jest korzystny dla Legii - 42 zwycięstwa, 16 remisów, 16 porażek. Ostatni z meczów odbył się w poprzedniej kolejce LOTTO Ekstraklasy, pierwszy zaś 13 maja 1928 roku. Cracovia została przed sezonem dołączona do reszty stawki, na swoim koncie miała już jednak mistrzostwo, a także brązowy medal mistrzostw Polski. Spotkanie odbyło się w Krakowie i zgromadziło liczną publiczność na trybunach. Przy ogłuszającym dopingu swoich sympatyków Pasy zwyciężyły 2:0, absolutnie dominując przyjezdnych ze stolicy. "Rekordowa ilość publiczności, bo ponad 6000, otoczyło boisko, na którem spotkały się w zawodach ligowych Cracovia i Legia. Zawody same typowe piętno tak zwanej szkoły krakowskiej, co też spotkało się z uznaniem publiczności. (…) Grająca ze znaczną przewagą Cracovia uzyskuje wreszcie w 39-ej min. bramkę przez Kałużę w stylu rzadko widzialnym. Otrzymawszy piłkę od pomocnika ucieka on Amirowiczowi i z odległości 25 m, strzela bombę, której nic uratować nie mogło. Wojskowi próbowali szybko odrobić straty, nie potrafili jednak rozmontować dobrze funkcjonującej tego dnia linii obronnej Pasów. Największe zagrożenie stwarzał Marian Łańko strzałami z dystansu. Były one jednak albo niecelne, albo odbijane przez krakowskiego bramkarza, Mieczysława Szumca. Zawodnicy ze stolicy opadali z sił a Cracovia, niesiona dopingiem niezwykle głośnej publiczności, atakowała coraz bardziej zaciekle. W 75. minucie ręką w polu karnym piłkę, po dośrodkowaniu Stefana Rusina, zagrał obrońca Legii, Teofil Terlecki. Rzut karny na bramkę zamienił najlepszy strzelec tamtego sezonu, Ludwik Gintel" - pisał o spotkaniu „Przegląd Sportowy”.

 

 

Warto dodać jednak, iż było to pierwsze oficjalne spotkanie Legii z Cracovią. Nieoficjalnie oba te kluby zmierzyły się już w roku 1917. Było to pierwsze w historii drużyny spotkanie wyjazdowe. Pasy cieszył się wówczas tytułem najlepszej drużyny w kraju, a zwycięstwo 2:1, po golach Poznańskiego i Prochowskiego pozwoliło nazywać Legię nieoficjalnym mistrzem Polski.

 

 

Polonia Bytom to rywal, przeciwko któremu Legia Warszawa grała 73 razy. Blisko połowa z nich, 35 zakończyła się zwycięstwem stołecznych. Wynik remisowy padał 20-krotnie, 18 razy triumfowali zawodnicy z Bytomia. Pierwszy raz w historii oba te kluby stanęły naprzeciw siebie 14 marca 1948 roku, na inaugurację sezonu. Początek roku, mimo przekonujących wyników w przedsezonowych spotkaniach turnieju WOZPN, pozostawiał wiele do życzenia. "Ostatni występ Legii przed zawodami o mistrzostwo Ligi nie wróży jej sukcesów, przynajmniej z początku. Drużyna nie jest bowiem w formie, a poza tym ma nie najlepszy skład" - komentowali dziennikarze „Życia Warszawy”.

Pierwsze oficjalne spotkanie w nowym sezonie można było zaliczyć do udanych. W Warszawie Legia pokonała bytomian 3:1 po dwóch bramkach Stanisława Cyganika, oraz jednym trafieniu Aleksandra Szymańskiego. Jedyną bramkę dla drużyny gości zdobył w 49. minucie Jan Wiśniewski. "Legia rozporządza drużyną o dobrej, jak na polskie stosunki, nawet błyskotliwej technice, w polu gra przyziemnie, łatwo zdobywa teren, lecz pod bramką przeciwnika gubi się. Legia może odegrać w lidze poważną rolę, gdy zawodnicy jej popracują nad startem i szybkością i nauczą się strzelać" - powiedział po spotkaniu Stanisław Mielech.

 

 

Ostatnie spotkanie Legii z Polonią Bytom odbyło się w 30. kolejce ekstraklasy sezonu 2010/11. Legioniści stracili szansę na mistrzostwo Polski już wcześniej, bytowanie walczyli z kolei o utrzymanie. Wydawało się zatem, że przyjezdni ze Śląska wejdą w mecz bez kompromisów i pokuszą się o sensację. Animuszu starczyło im jednak na 30 minut gry. Właśnie wtedy bramkarza Polonii, Marcina Juszczyka pokonał Miroslav Radović. Później Serb jeszcze dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, jednego gola strzelił również Sebastian Szałachowski. Wojskowi zakończyli ostatecznie sezon na 3. miejscu w tabeli, Polonia z kolei spadła z ligi. Obecnie klub z Bytomia występuje w IV lidze i walczy o odbudowę dawnej renomy. 

***


Ciekawie prezentuje się ranking regionów. Okazuje się, że spośród naszego zestawienia Top 10, najczęściej mierzyliśmy się z zespołami z województwa śląskiego, bo aż 543 razy. Po drugiej stronie barykady znajduje się województwo dolnośląskie. Z reprezentantami tego regionu znajdującymi się w naszym rankingu graliśmy jedynie 90 razy. Pod względem strzelonych goli, najlepszą średnią legioniści mogą pochwalić się w starciach z Pogonią Szczecin (2,02 na mecz). Najgorsza średnia przypada natomiast na rywalizację z drużyną GKS Katowice (1,27 na mecz). Najwyższy współczynnik strzelonych goli przeciwko Legii ma z kolei Górnik Zabrze (1,33 na mecz), a najniższy Śląsk Wrocław (0,74 na mecz).



Rywalem z naszego rankingu, z którym piłkarze Legii w ciągu 102 lat wygrywali najczęściej jest Łódzki Klub Sportowy. Legioniści odnieśli zwycięstwo w 73 ze 144 spotkań, co stanowi 51% wygranych meczów. Według statystyk, najczęściej przegrywaliśmy z Wisłą Kraków - 60 ze 166 meczów (36%). Ruch Chorzów to natomiast klub, z którym zremisowaliśmy najwięcej razy, bo aż 48-krotnie (28%).



Biorąc pod uwagę liczbę meczów rozegranych w ciągu 102 lat istnienia Legii z drużynami, które w aktualnym sezonie rywalizują w rozgrywkach LOTTO Ekstraklasy, na pierwsze cztery miejsca zajmują odpowiednio Wisła Kraków (166 meczów), Górnik Zabrze (146), Lech Poznań (129) i Pogoń Szczecin (106). Łącznie daje to 547 rozegranych spotkań we wszystkich rozgrywkach. Dla porównania, z pozostałymi drużynami grającymi obecnie w najwyższej klasie rozgrywkowej, we wszystkich rozgrywkach mierzyliśmy się łącznie 523 razy.

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN