Legia Warszawa
vs Górnik Zabrze
Czas do meczu
Zajętych miejsc
28866
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2016-01-22 15:00:00
Newsletter

Legijne powroty - czyli jak oni wracają?

Autor: Jakub Jarząbek
Ariel Borysiuk i Artur Jędrzejczyk to dwa bardzo istotne wzmocnienia, jakich dokonała Legia w zimowym okienku transferowym. To reprezentanci kraju, potencjalni kadrowicze na Euro 2016. To także legioniści, którzy postanowili wrócić do domu. Przypomnijmy kilku innych, których w ostatnich latach również mogliśmy oglądać w Warszawie podczas więcej, niż jednej przygody z Legią.

Kiedy spojrzymy na kadry i historię zespołów występujących w Ekstraklasie, zobaczymy, że byli legioniści wracają do Warszawy częściej, niż inni ligowcy do swoich byłych zespołów. Motywy tych powrotów bywają różne - mniej lub bardziej nieudany pobyt na Zachodzie, chęć znalezienia miejsca w reprezentacji, zakończenie kariery w Polsce. Pewne jest jednak to, że nigdzie lepiej, niż w Warszawie im nie było i to właśnie Legia była wybierana jako idealne miejsce na spełnienie któregoś z tych motywów. Podobnie zresztą jest teraz. Artur Jędrzejczyk i Ariel Borysiuk mają pomóc w zdobyciu mistrzowskiego tytułu na stulecie naszego Klubu, a ich dobra postawa przy Łazienkowskiej ma sprawić, że wzmocnią swoja pozycję w kadrze Adama Nawałki. Życzmy im zatem, aby poszli śladami innych legionistów, którym powrót do Warszawy wyszedł na dobre.

 

Aleksandar Vuković (2001-2004, 2005-2008 jako zawodnik, od 2014 jako trener)

 

Śmiało można powiedzieć, że to jeden z najważniejszych zawodników w najnowszej historii Legii. Charyzmatyczny lider na boisku, poza nim nieunikający kontaktu z kibicami, nawet w trudnych chwilach, a na sam koniec nawet kapitan zespołu.

 

Kiedy przed sezonem 2001/2002 trenerem Legii Warszawa został Dragomir Okuka, stało się jasne, że kolonia zawodników z Bałkanów w Warszawie stanie się znacznie liczniejsza. "Aco" wraz ze Stanko Svitlicą był częścią pierwszego serbskiego "zaciągu" w Warszawie. Występujący wówczas na pozycji rozgrywającego Vuković miał wraz z kolegą z ataku poprowadzić zespół do odzyskania tytułu. Tak też się stało. Co prawda na początku sezonu drużyna nie spisywała się najlepiej, a krytykowani najbardziej byli "ludzie Okuki", jednak świetna końcówka rozgrywek sprawiła, że przy Łazienkowskiej świętowaliśmy mistrzostwo. "Aco" był jednym z architektów tego sukcesu, stopniowo zdobywając sobie coraz to większy posłuch i w szatni, i na boisku. W Legii spędził jeszcze kolejne dwa lata. W ich trakcie do doskonałości doprowadził swoją znajomość języka polskiego, a tym i boiskową walecznością zyskał podziw warszawskiej publiczności. Nic zatem dziwnego, że jego odejście do greckiego Ergotelis było ogromną stratą dla naszego klubu. 

 

Rozłąka nie trwała jednak długo. Aleksandar w Grecji grał tylko sześć miesięcy i już na wiosnę 2005 roku powitaliśmy go z powrotem w Warszawie. Było to ogromne wzmocnienie naszego zespołu i już w kolejnym sezonie ponownie poprowadził go do mistrzostwa 2006. Po tym, jak klub objął w 2007 roku Jan Urban, Serb zyskał pozycję kapitana zespołu. Podczas drugiej przygody "Aco" z Legią oglądaliśmy innego piłkarza - miejsce klasycznego rozgrywającego zajął odpowiedzialny środkowy pomocnik, lepszy w defensywie. W trakcie gry w Legii Vuković uzyskał polski paszport, co naturalnie rodziło spekulacje na temat jego gry w reprezentacji Polski, jednak do tego nigdy nie doszło. Ostatecznie "Vuko" odszedł z Legii po wygaśnięciu drugiej umowy z naszym klubem, zimą 2009 roku.

 

Vuković zdecydował się drugi raz wyjechać do Grecji. Tym razem został zawodnikiem Iraklisu Saloniki. Następnie wrócił do Polski, do Korony Kielce, gdzie ze względów zdrowotnych zakończył karierę w wieku 34 lat. Vuković zagrał najwięcej spotkań (242) spośród wszystkich zagranicznych zawodników występujących w Ekstraklasie.

 

Chyba dla wszystkich było jasne, że osoba tak identyfikująca się z klubem jak Serb musi prędzej czy później do niego powrócić. Stało sie tak w styczniu zeszłego roku. "Vuko" pracę przy Łazienkowskiej zaczął w klubowej Akademii, obecnie jest jednym z asystentów w sztabie trenerskim Stanisława Czerczesowa. Zresztą zacięcie trenerskie widać w nim było od dawna, co najmniej od czasów, kiedy wprowadzał Ariela Borysiuka do pierwszego zespołu. Teraz panowie ponownie spotkali się w Legii i będą współpracować. Oby z jak najlepszym skutkiem.

 

Aleksandar Vuković w Legii: 185 meczów, 13 goli, 14 asyst, 2x Mistrzostwo Polski (2002, 2006), Puchar Polski (2008), Superpuchar Polski (2008).

 

Dominik Furman (2006-2014, od stycznia 2015)

 

Dominik to jeden z pierwszych zawodników, którzy dostali szansę gry w naszym zespole, przychodząc bezpośrednio z klubowej Akademii. Wychowanek Legii zadebiutował w niej 3,5 roku temu, za kadencji trenera Jana Urbana, który odważnie wprowadził do drużyny jego oraz Daniela Łukasika i nie bał się posyłać młodych zawodników na odpowiedzialną pozycję środkowego pomocnika. W pierwszych miesiącach gry w Legii Furman mocno skupił na sobie uwagę wszystkich, wnosząc do gry warszawskiego zespołu sporo polotu i nowych możliwości gry ofensywnej. Efekty w postaci pochwał w mediach i okazji do debiutu w reprezentacji Polski prowadzonej przez Waldemara Fornalika przyszły szybko. Debiutancki sezon przy Łazienkowskiej Furman okrasił mistrzostwem, do którego dołożył swoją cegiełkę. W styczniu 2014 opuścił klub i przeszedł do Tuluzy.

 

Do Warszawy wrócił niemal równo 12 miesięcy później, aby odbudować się po nieudanej przygodzie z francuskim klubem. Z czasem przekonał do siebie Henninga Berga, który odważnie na niego postawił w pierwszej części obecnych rozgrywek. Obecnie walczy o miejsce w składzie drużyny Stanisława Czerczesowa i mamy nadzieję, że jeszcze nie raz swoją postawą uraduje kibiców przy Łazienkowskiej.

 

Dominik Furman w Legii: 109 meczów, 5 goli, 11 asyst, Mistrzostwo Polski (2013, 2014), Puchar Polski (2013, 2015).

 

Marcin Mięciel (1994-2001), (2009-2010)

 

Pobyt „Miętowego” w Legii to znacznie dawniejsze czasy, niż opisywanego wyżej Furmana. Mięciel, jak sam podkreśla, to piłkarz wychowany na podwórku, a nie w profesjonalnym klubie, co wiąże się z określonym stylem gry i nawykami. Mięciel karierę rozpoczynał w Wiśle Tczew, skąd przeniósł się do Lechii Gdańsk. Tam jego oraz Grzegorza Szamotulskiego wypatrzyła Legia i postanowiła sprowadzić do siebie. Pierwsze pół roku spędził jeszcze w drużynie Hutnika Warszawa, jednak przed sezonem 1994/1995 ściągnął go do Warszawy Paweł Janas, a Marcin miał zastąpić odchodzącego do Betisu Sewilla Wojciecha Kowalczyka. 19-latek zaliczył prawdziwe „wejście smoka” do drużyny i już w debiucie w meczu o Superpuchar Polski z GKS Katowice zdobył gola. Dalej było równie dobrze – Mięciel grał w większości spotkań ligowych, a drużyna zdobyła „potrójną koronę” – do Superpucharu dołożyła Puchar Polski i mistrzostwo. Przed kolejnym sezonem, w którym występowaliśmy w Champions League, drużyna została wzmocniona, w związku z czym Mięciel, aby nie stracić rytmu, został wypożyczony do Łódzkiego Klubu Sportowego. Tam w pół roku zdobył 6 goli i do Legii wrócił już na stałe. Grał w niej do 2001 roku, jednak drużynie w tym czasie nie udało się kolejny raz zatriumfować w Ekstraklasie. „Miętowy” stał się mimo to idolem publiczności – skóra, motor, żel na włosach, oddychający plaster na nosie, młodzież za nim szalała. Dziś takie atrybuty u piłkarzy są normalne, wtedy to legionista wytyczał trendy. W tamtym czasie Mięciel trafił również do reprezentacji Polski, w której zagrał łącznie 5 spotkań. W swoim najlepszym sezonie w Ekstraklasie zdobył 13 bramek.

 

Z Legii Mięciel przeniósł się do Borussii Moenchengladbach. Tam jednak grał tylko rok. Ziemią obiecaną dla niego okazała się Grecja, a konkretnie Saloniki, gdzie w barwach Iraklisu i PAOK-u przez kilka lat był gwiazdą ligi. Następnie były dwa lata w Bundeslidze w barwach VFL Bochum i powrót do Legii w 2009 roku. W wieku 33 lat Mięciel związał się z nami roczną umową, po której odszedł do ŁKS-u. Oczekiwania były ogromne, jednak w tamtym sezonie zespół nie zdobył żadnego trofeum. Mięciel zdobył w lidze 5 goli. Drugi pobyt Marcina w naszym klubie przypadł na okres przejściowy, przed otwarciem nowego stadionu. Marcina już na zawsze zapamiętamy jednak z przywiązania do klubowych barw i serca, jakie zostawiał na boisku. I oczywiście z legendarnych przewrotek…

 

Marcin Mięciel w Legii: 196 meczów, 56 goli, Mistrzostwo Polski (1995), Puchar Polski x2 (1995, 1997).

 

Marek Saganowski (2002-2005, od lipca 2012)

 

„Dwie bramki Kucharczyk i dwie Saganowski, i Legia ma mistrza Polski!” - ten scenariusz sprawdził się już dwukrotnie, odkąd w 2013 roku „Sagan” powrócił na Łazienkowską. To kolejny z symboli klubu ostatnich lat i bohater jednego z najbardziej niespodziewanych powrotów na Łazienkowską. Sam zresztą przyznaje, że jego piłkarski życiorys to gotowa historia na film. W końcu cała jego kariera to częste złośliwości losu i mozolny powrót na szczyt.

 

"Sagan" swoje pierwsze trafienie w Ekstraklasie zanotował niemal 20 lat temu, a więc w czasach, kiedy dzisiejszych smartfonów nie było nawet w planach, a komputerowym rynkiem rządziły komputery Amiga i Atari, nieśmiało napierane przez pierwsze komputery osobiste. Jego świetnie zapowiadającą się karierę zastopował wypadek motocyklowy, po którym odbudowywał swoją pozycję, najpierw w grającej na zapleczu Ekstraklasy Wiśle Płock, a następnie w Odrze Wodzisław. To właśnie występami w tym klubie zwrócił na siebie uwagę Legii i ostatecznie latem 2002 roku zawitał na Łazienkowską. Do klubu sprowadził go wówczas Dragomir Okuka, jednak prawdziwą szansę w Warszawie „Sagan” dostał, gdy drużynę przejął Dariusz Kubicki. Wtedy to stworzył duet napastników z Piotrem Włodarczykiem, a ich współpraca zaowocowała wieloma golami i powrotem Saganowskiego do reprezentacji Polski, w której zadebiutował jeszcze w latach dziewięćdziesiątych. Pierwsza przygoda z Legią nie przyniosła Saganowskiemu żadnego trofeum, jednak indywidualny bilans zawodnika był imponujący – 67 meczów, 41 goli. Z Warszawy odszedł do portugalskiej Vitorii Guimaraes.

 

Do Polski z zagranicznych wojaży "Sagan" wrócił przed sezonem 2011/2012, kiedy to z greckiego Atromitosu przeniósł się do ŁKS-u Łódź, którego jest wychowankiem. Miał pomóc swojemu klubowi w uratowaniu ligowego bytu, jednak misja ta zakończyła się niepowodzeniem. Wówczas dość niespodziewanie po doświadczonego zawodnika zgłosiła się Legia. Trener Jan Urban wymyślił sobie, że „Sagan” może stworzyć duet doświadczonych napastników z Danijelem Ljuboją, a pomysł ten wypalił w stu procentach. Saganowski mocno przyczynił się do odzyskania przez klub mistrzowskiego tytułu, a co więcej, powrócił nawet do reprezentacji Polski prowadzonej przez Waldemara  Fornalika. W trakcie rozgrywek miał przerwę spowodowaną zdiagnozowaniem problemów z sercem, na szczęście jednak skończyło się na strachu. Większe nieszczęście przydarzyło się w kolejnych rozgrywkach, kiedy to nasz napastnik zerwał więzadła krzyżowe. Kiedy wydawało się, że Marek jest kolejnym w naszej lidze, który znalazł przepis na długowieczność, spadło na niego kolejne nieszczęście. Po długiej rehabilitacji zdążył jednak wrócić na koniec rundy wiosennej i świętować drugi tytuł mistrzowski z rzędu.

 

Dzisiejsza boiskowa rola Saganowskiego uległa zmianie. Jest zawodnikiem, który jest łącznikiem pomiędzy sztabem szkoleniowym, a młodszymi piłkarzami. W Legii nikt nie ma wątpliwości - "Marunia" to po prostu wzór.

 

Marek Saganowski w Legii: 183 mecze, 74 gole, 12 asyst, 2x Mistrzostwo Polski (2013, 2014), 2x Puchar Polski (2013, 2015)

 

Piotr Włodarczyk (1997, 1998 (jesień) , 2004-2007)

 

Wywołany już wcześniej "Włodar" jest kolejnym zawodnikiem, którego oglądaliśmy na Łazienkowskiej więcej, niż przy okazji jednej przygody. Włodarczyk trafił pierwszy raz do Legii, będąc jeszcze nastolatkiem, w 1997 roku z KP Wałbrzych. Co ciekawe, wtedy bardziej był kojarzony jako brat znanej lekkoatletki Urszuli Włodarczyk, niż utalentowany, ale jeszcze na dorobku piłkarz. Jego pierwszy pobyt w Legii nie trwał długo, bo zaledwie rok. Młody napastnik wystąpił w 17 meczach ligowych, jednak prawie we wszystkich jako zmiennik i w poszukiwaniu doświadczenia i częstszych okazji do gry udał się ma półroczne wypożyczenie do Chorzowa. To właśnie w barwach Ruchu dorobił się pseudonimu "Nędza", który towarzyszył mu potem całą karierę. Nadał mu go ówczesny trener "Niebieskich" - Orest Lenczyk - po tym, jak zawodnik przyszedł na trening z 40-stopniową gorączką. Po pół roku pobytu w Chorzowie "Włodar" wrócił do Legii, jednak pół roku później scenariusz się powtórzył i Włodarczyk odszedł już definitywnie do Chorzowa.

 

Trzeci raz na Łazienkowską zawitał 6 lat później, po transferze z Widzewa Łódź. Wcześniej miał na koncie epizod zagraniczny - w barwach francuskiego AJ Auxerre. Tym razem była to znacznie dłuższa przygoda. Wraz z Markiem Saganowskim stworzył czołowy duet napastników Ekstraklasy i strzelał sporo bramek. Po powrocie do Warszawy zimą 2004 roku rozegrał - jak sam mówi - "rundę życia" - w dwunastu meczach Ekstraklasy zdobył aż 10 goli. Każdy kolejny sezon kończył z dwucyfrową liczbą goli na koncie. Najbardziej wsławił się dwoma zdarzeniami - czteroma bramkami w meczu z Hetmanem Zamość w Pucharze Polski w sezonie 2005/2006 oraz w tym samym sezonie, gdy w kończącym go meczu z Górnikiem Zabrze strzelił gola, który zapewnił Legii mistrzowski tytuł. Rok później odszedł do Zagłębia Lubin.

 

Po zakończeniu kariery Włodarczyk parał się różnymi zajęciami, zostając jednak przy piłce nożnej. Obecnie jest prezesem IV-ligowej Ożarowianki Ożarów Mazowiecki.

 

Piotr Włodarczyk w Legii: 108 meczów, 50 goli, 12 asyst, Puchar Polski 1997, Mistrzostwo Polski 2006

 

Jan Urban (2008-2010, 2012-2014)

 

To z kolei trenerski powrót na Łazienkowską. Zawodnicza legenda oraz późniejszy trener drużyn młodzieżowych i rezerw Osasuny Pampeluna został trenerem naszego klubu po raz pierwszy 4 czerwca 2007 roku. Wtedy to Urban zastąpił na tym stanowisku Jacka Zielińskiego. Pomysł włodarzy klubu był prosty – przychodził do niego polski trener, więc nie istniała bariera językowa, jednocześnie jednak była to osoba bogata w doświadczenia zagranicznej szkoły i reprezentująca zachodnie podejście do futbolu. Początek w Warszawie Urban miał imponujący. Legia wygrała pierwszych 7 spotkań w sezonie 2007/2008, a nowy szkoleniowiec znaczącą odmienił grę klubu. Kluczową rolę odgrywali w nim wówczas snajper Takesure Chinyama, pomocnik Roger Guerreiro, do składu wchodzili młodzi – Kamil Grosicki, Artur Jędrzejczyk. Na dystansie całego sezonu lepsza okazała się niestety Wisła Kraków, wciąż wówczas mocno napędzana kapitałem Bogusława Cupiała. Na pocieszenie Legii przypadł wówczas Puchar Polski. Kolejne próby ataku mistrzowskiego tronu okazały się również nieudane, a szkoleniowiec został zwolniony 14 marca 2010 roku, po porażce 0:1 na wyjeździe z Polonią Bytom. Zastąpił go wówczas Stefan Białas.

 

Powrót Urbana do klubu nastąpił dużo szybciej niż mogliśmy to sobie wyobrażać. Kiedy w kolejnych dwóch sezonach również Maciejowi Skorży nie udało się wywalczyć dla Warszawy mistrzostwa Polski, zarząd klubu uznał, że odpowiednim człowiekiem do kolejnej próby dokonania tego będzie nie kto inny, jak właśnie Urban. Działając w nieco innych realiach, niż podczas pierwszej kadencji – z nowym stadionem i wyższym budżetem - miał udowodnić, że jest właściwą osobą na właściwym miejscu. Tak też się stało. To pod wodzą Urbana Legia odzyskała mistrzostwo Polski w 2013 roku. W kolejnych rozgrywkach, po tym jak zespół wypadł nieprzekonująco w Lidze Europy i odpadł z Pucharu Polski po meczu z Górnikiem Zabrze, po rundzie jesiennej zdecydowano o rozstaniu ze szkoleniowcem i zastąpieniu go Henningiem Bergiem.

 

Z całą pewnością możemy jednak stwierdzić, że zarówno Legia, jak i Urban z obu pobytów szkoleniowca w klubie mają więcej pozytywnych, niż negatywnych wspomnień. To w naszym zespole trener otrzymał szansę rozwoju i udowodnienia swojej wartości przy prowadzeniu seniorskiego zespołu. Z kolei my zapamiętamy go z tego, jak odważnie wprowadzał do drużyny młodych zawodników, którzy szybko trafiali do reprezentacji Polski, a klub zarabiał duże pieniądze na ich transferach za granicę. Borysiuk, Grosicki, Jędrzejczyk, Żyro, Furman, Łukasik, Rybus – lista nazwisk zawodników, na których odważnie postawił Urban, jest naprawdę imponująca. W pamięci kibiców na pewno zostanie też tytuł mistrzowski. W końcu na powrót trofeum na Łazienkowską czekaliśmy długie 7 lat, a zawdzięczamy go właśnie Urbanowi.

 

Jan Urban w Legii Warszawa: Puchar Polski (2008, 2013), Mistrzostwo Polski (2013, 2014) Superpuchar Polski (2008)

 

Takich powrotów tylko w tym wieku było więcej. Na Łazienkowską wracali jeszcze chociażby Cezary Kucharski, Marcin Smoliński, Bartosz Karwan czy Tomasz Jarzębowski. Kogo z byłych legionistów chcielibyście znów zobaczyć przy Łazienkowskiej? Zachęcamy do dyskusji. 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Hmm, życzyłbym sobie Radovicia i w zasadzie tyle ;)

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN