Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2019-02-15 18:00:00
Newsletter

Legijne Skarby - Muzeum bez tajemnic (12)

Autor: Kamil Majewski, JP Fot. Jacek Prondzynski, Mateusz Kostrzewa, Janusz Partyka, Eugeniusz Warmiński/Archiwum Legii
Niedzielnym meczem przeciwko Cracovii Legia Warszawa oficjalnie rozpocznie #RokDeyny. Z tej okazji chcielibyśmy przybliżyć czytelnikom historię eksponatów związanych z legendarnym zawodnikiem, które dziś możemy podziwiać w Muzeum Legii. Jest to jednak tylko część z pamiątek po Wielkim Piłkarzu z Łazienkowskiej.

Nie ulega wątpliwości, że Kazimierz Deyna to jeden z najwybitniejszych piłkarzy w historii nie tylko polskiego, ale światowego futbolu. Dla naszej reprezentacji narodowej Kaka był motorem napędowym, liderem, generałem. Kaka po prostu był najlepszy. Jego wpływ na wygląd zespołu był ogromny i można przypuszczać, że gdyby nie on, trudno byłoby o największe w historii reprezentacji Polski sukcesy odniesione w latach 70. XX wieku. 

 

 

Igrzyska Olimpijskie w 1972 roku odbywały się w Monachium. Polacy, po wygraniu grupy eliminacyjnej, do turnieju finałowego przygotowywali się w sposób niezwykle ambitny, chcąc zrekompensować rodakom niepowodzenie w eliminacjach do mistrzostw Europy. W pierwszej fazie turnieju Orły Górskiego mierzyły się z Kolumbią, Ghaną i NRD. Dwa pierwsze mecze padły łupem biało-czerwonych w dość przyjemny sposób, a cegiełkę do tych wygranych dołożył, strzelając trzy gole, Deyna. Trzecie ze spotkań było niezwykle wyrównane, ostatecznie jednak, rozgrywany w wyjątkowej dla obu krajów dacie 1 września mecz, Polacy wygrali 2:1 i z kompletem punktów awansowali do kolejnej rundy. 

 

 

Już dwa dni po wyczerpującym boju z Niemcami Polacy przystąpili do kolejnego starcia. Tym razem po przeciwnej stronie boiska stanęła reprezentacja Danii. Ku zaskoczeniu obserwatorów to rywale objęli prowadzenie, jednak kilka minut później do wyrównania doprowadził nie kto inny, niż Deyna. Kolejne ze spotkań charakteryzowało się olbrzymią dramaturgią, a przeciwnikiem była reprezentacja ZSRR. Do 70. minuty biało-czerwoni nie istnieli, później jednak zaatakowali z pełnym impetem. Na 11 minut przed końcem wywalczyli rzut karny, który na bramkę zamienił Deyna. Tuż przed końcem zwycięstwo podopiecznym Kazimierza Górskiego dał Zygfryd Szołtysik. W ostatnim meczu tej fazy Polska gładko uporała się z reprezentacją Maroko, a legendarny Deyna dorzucił do swojego dorobku strzeleckiego kolejne dwa trafienia. 

 

 

10 września 1972 roku odbył się mecz, dzięki któremu wszyscy ówcześni reprezentacji mogli przejść do historii – finał Igrzysk Olimpijskich z Węgrami. Pierwsza połowa była dość wyrównana, żaden z zespołów nie potrafił osiągnąć przewagi. Tuż przed gwizdkiem zapraszającym zawodników obydwu reprezentacji do szatni błąd popełnił Deyna, co skrupulatnie wykorzystał Béla Várady. Kaka w przerwie był wściekły i za cel postawił sobie jak najszybszą rekompensatę. Już dwie minuty po wznowieniu gry przejął piłkę, minął kilku rywali i pięknym strzałem wyrównał stan meczu. Kilkanaście minut później sztuki tej dokonał po raz drugi. Węgrzy byli bezradni. Wraz z ostatnim gwizdkiem Polacy eksplodowali z radości. Głównym architektem pierwszego złotego medalu olimpijskiego polskiej reprezentacji w piłce nożnej był Deyna, który z dziewięcioma trafieniami na koncie został najlepszym strzelcem turnieju. Dziś koszulkę, w której zawodnik ten występował w tamtych meczach możemy podziwiać w Muzeum Legii. 

 

 

Dwa lata później, także w Niemczech, odbywały się Mistrzostwa Świata. Polacy do kraju położonego za zachodnią granicą jechali z wielkimi nadziejami, wszak duża część reprezentantów, a wśród nich Kazimierz Deyna, mogła pochwalić się złotem olimpijskim wywalczonym w 1972 roku. W pierwszej fazie turnieju los skojarzył biało-czerwonych z Argentyną, Włochami oraz reprezentacją Haiti. W pierwszym spotkaniu przeciwko Albicelestes Polacy wygrali dość gładko, choć końcowy wynik, 3:2, mógłby sugerować coś innego. Drugi z meczów grupowych okazał się całkowitym spacerkiem ponieważ Haitańczykom Polska strzeliła aż siedem goli. Jeden z nich, w 18. minucie, był autorstwem Kaki. Ostatni mecz, decydujący o awansie, Polska rozegrała z zespołem Włoch. Deyna, ówczesny kapitan naszej reprezentacji, trafił na 2:0. Wynik spotkania otworzył wówczas Andrzej Szarmach. Włochów stać było zaledwie na jedno trafienie. Oznaczało to, że biało-czerwoni z kompletem zwycięstw awansowali do kolejnej rundy. 

 

 

W drugiej fazie, mającej zadecydować o składzie meczu finałowego, Polacy mierzyli się odpowiednio ze Szwecją, Jugosławią oraz reprezentacją RFN. O ile pierwsze dwa biało-czerwoni zwyciężyli dość łatwo, tak trzeci na stałe wpisał się w historię polskiego futbolu. „Mecz na wodzie”, który odbył się 3 lipca we Frankfurcie biało-czerwoni przegrali 0:1. Już przed jego rozpoczęciem nad miastem przeszła potężna ulewa, przez którą pojawiły się potężne wątpliwości co do sensu jego rozgrywania. Tym razem geniusz Deyny, kapitana reprezentacji, nie pomógł. Murawa była w fatalnym stanie, a piłka najzwyczajniej w świecie… stawała w kałużach. Polakom po tym wydarzeniu został mecz o trzecie miejsce. Naprzeciw stanęła wielka Brazylia. Brazylia, dla mecz ten był niczym policzek, zespół ten celował bowiem w złoty krążek. Po fenomenalnym rajdzie Grzegorza Laty podopieczni Kazimierza Górskiego wygrali 1:0, osiągając kolejny niespodziewany, aczkolwiek wielki sukces. Niczym przed dwoma laty, tak i teraz Kazimierz Deyna był jednym z najważniejszych elementów układanki. Wyrazem uznania dla gry tego zawodnika było trzecie miejsce w plebiscycie na najlepszego piłkarza świata francuskiego tygodnika „France Football”. W walce o Złotą Piłkę przegrał z zawodnikami, z którymi przegrana absolutnie wstydu nie przynosi. Byli to słynni Johan Cruyff oraz Franz Beckenbauer. Koszulka Kaki z tego turnieju również znajduje się w Muzeum Legii, tuż obok koszulki z turnieju olimpijskiego. 

 

 

Oprócz dwóch wspaniałych trykotów Kazimierza Deyna w gablocie przy ul. Łazienkowskiej znajdują się również złote buty, otrzymane w roku 1977 roku po zwycięstwie w plebiscycie na najlepszego piłkarza katowickiego „Sportu”. Nie są to jednak złote buty w rozumieniu współczesnym, lecz… prawdziwe korki pomalowane złotą farbą, przytwierdzone do deski. W 2012 roku pamięć tragicznie zmarłego zawodnika upamiętniły Polski Komitet Olimpijski oraz Miasto Stołeczne Warszawa. Pierwszy z podmiotów przyznał mu złoty medal za zasługi dla polskiego ruchu olimpijskiego, drugi zaś przyznał tytuł „Zasłużonego dla Warszawy”. Zarówno medal, jak i specjalna legitymacja również znajdują w Muzeum Legii. Obok nich znajduje się również garnitur, w którym Kazimierz Deyna podróżował podczas Igrzysk Olimpijskich w Montrealu w 1976 roku.

 

 

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 159
PLN
Cena 69,90
PLN
Cena 249
PLN