Legia Warszawa
vs KuPS Kuopio
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2019-03-19 16:30:00
Newsletter

Legijne Skarby - Muzeum bez tajemnic (15)

Autor: Przemysław Gołaszewski Fot. Jacek Prondzynski, Eugeniusz Warmiński/Archiwum Legii
Jedną z najbardziej okazałych statuetek, jakie można zobaczyć w muzeum naszego klubu, jest nieco tajemniczy puchar z chińskimi symbolami na froncie. To pamiątka z wizyty w Państwie Środka, gdzie w 1986 roku legioniści wzięli udział w Pucharze Wielkiego Muru. W tle z pozoru mało znaczącego turnieju rozgrywała się gra polityczna.

Pomysł podróży do Chin nie został wówczas ciepło przyjęty przez piłkarzy i sztab szkoleniowy Legii Warszawa. Wojskowi rozpoczęli właśnie zmagania w Pucharze Intertoto, pięciu graczy przebywało jeszcze na mistrzostwach świata w Meksyku, gdy w siedzibie klubu pojawił się pracownik ambasady chińskiej z zaproszeniem do wzięcia udziału w egzotycznym turnieju. Puchar Wielkiego Muru to rozgrywki, które zostały utworzone w 1983 roku. Przed Legią udział w nich brała drużyna GKS-u Katowice oraz reprezentacja Polski do lat 21. Jerzy Engel, ówczesny trener piłkarzy z Łazienkowskiej, gdy tylko dowiedział się o zaproszeniu, od razu udał się do prezesa Legii i stanowczo zaprotestował przeciw wysyłaniu drużyny na drugi koniec świata. Głównym argumentem przemawiającym przeciw wyjazdowi był fakt, że w przypadku wzięcia udziału w zawodach, legioniści byliby zmuszeni do przesunięcia dwóch pierwszych kolejek ligowych. Prezes Wojciech Barański podzielał to zdanie i zgodził się, że tak daleka podróż nie jest drużynie potrzebna.

 

 

Kwestia wyjazdu zawędrowała już jednak do gabinetów najważniejszych osób w państwie. Pracownik chińskiej ambasady zaangażował w sprawę generała Wojciecha Jaruzelskiego. - Nie mogliśmy przewidzieć jednego - że ten Chińczyk zdążył już tak wszystkich poruszyć, że w końcu trafił do gen. Jaruzelskiego. I ten wyjazd - chociaż brzmi to górnolotnie - stał się sprawą polityczną. Wystarczył jeden telefon do klubu, abyśmy dowiedzieli się, że mamy jechać do Chin - opowiadał Kazimierz Orłowski, ówczesny kierownik drużyny, cytowany na łamach Księgi Stulecia Legii Warszawa.

 

 

Nie było wyboru. Legioniści, “uzbrojeni” przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych w wojskowe paszporty, spakowali walizki i udali się na lotnisko. Czekała ich wyczerpująca podróż. Pierwszym punktem był Frankfurt. Tam drużyna miała przesiąść się do samolotu lecącego do Pekinu. Trzeba było na niego jednak poczekać, ponieważ lot zaplanowany był na godziny poranne następnego dnia. Piłkarze i sztab noc spędzili więc... na lotnisku. Gdy rano mieli wsiadać do podstawionego samolotu, okazało się, że brakuje w nim miejsc. Cały pokład zajęty był przez reprezentację chińskich koszykarzy, co ucieszyło legionistów. Drużyna była pewna, że wyjazd zostanie anulowany i będzie można skupić się na przygotowaniach do startu ligi na miejscu. Wtedy po raz kolejny pojawił się tajemniczy pracownik ambasady, który wyrzucił koszykarzy z samolotu. Legioniści do Chin polecieli.

 

 

Tam zaprezentowali się z bardzo dobrej strony. Wojskowi wygrali wszystkie cztery mecze i zostali zwycięzcami turnieju. W finale rozgrywanym na Stadionie Robotniczym przy tłumie stu tysięcy kibiców Legia Warszawa pokonała 2:0 pierwszą reprezentację Chin. Do siatki rywali trafili Tomasz Arceusz oraz Witold Sikorski. Wygrana Legii wywołała niemałe zamieszanie wśród lokalnej policji. Obawiano się, że może ona doprowadzić do zamieszek z udziałem chińskich kibiców. Piłkarzom nakazano nawet, aby podczas wyjazdu położyli się na siedzeniach w autobusie, żeby nikogo nie dało się zauważyć. Dariusz Kubicki miał jednak inne zdanie i postanowił machać do lokalnych kibiców. Ci, ku zaskoczeniu policji, odpowiedzieli podobnym gestem.

 

 

Legioniści, dzień po wylądowaniu w Polsce, pojechali do Katowic na mecz z GKS-em. Zmęczeni podróżą Wojskowi przegrali 2:5. Chińska przygoda była jednak po latach miło wspominana przez jej uczestników. - Chiny od dziecka kojarzyły mi się z bajeczną grą kolorów. Kiedy wreszcie miałem możliwość być w Chinach, a ponadto wygrać tam turniej o Puchar Wielkiego Muru Chińskiego z warszawską Legią, wszystko co wyobrażałem sobie jako dziecko, potwierdziło się - mówił Jerzy Engel. Późniejszy selekcjoner reprezentacji przeżył też w Państwie Środka szok kulturowy. - Przed pekińskim finałem przeżyłem szok na widok parkingu na pięć tysięcy rowerów! A każdy rower z tablicą rejestracyjną, jak samochód. Podczas bankietów sprawiliśmy gospodarzom olbrzymi zawód. Podawali bowiem specjalnie przyrządzone potrawy z… psów, ale nikt z naszej ekipy nie był w stanie wziąć do ust nawet kęsa - pisał Engel w swojej książce “Futbol na tak”.

 

 

 

 

 

 

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 89
PLN
Cena 114,50
PLN
Cena 119
PLN