Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2019-01-18 18:10:00
Newsletter

Legijne Skarby - Muzeum Bez Tajemnic (8)

Autor: Przemysław Gołaszewski Fot. Janusz Partyka, Eugeniusz Warmiński/Archiwum Legii
W 1991 roku kibice Legii Warszawa mogli czuć się jak w wagonie rollercoastera. W lidze legionistom wiodło się nie najlepiej i ostatecznie Wojskowi zakończyli rozgrywki na odległym dziewiątym miejscu w tabeli. Całkowicie odmienną historię zapisali w Pucharze Zdobywców Pucharów, gdzie odpadli dopiero w półfinale po wyrównanej i pamiętnej walce z Manchesterem United.

Nic nie zapowiadało, że w 1991 roku Warszawa będzie żyła europejskimi rozgrywkami aż do kwietnia. Klub zmagał się z ogromnymi problemami finansowymi, kłopotem było nawet zorganizowanie dla zespołu dresów. Zarząd nie mógł pozwolić sobie na kupno nowych piłkarzy o głośnych nazwiskach, natomiast zmuszony był do sprzedania ważnych zawodników. Największą stratę legioniści mieli odczuć po transferze Romana Koseckiego, który trafił do Galatasaray Stambuł. Kosecki do Legii trafił w 1989 roku. Przy Łazienkowskiej spędził niecałe dwa lata, a mimo tego stał się piłkarzem kluczowym. Obiecywano sobie, że w przyszłości zastąpi go Wojciech Kowalczyk, który jak okazało się później, już w sezonie 1990/91 trafił do świadomości warszawskich kibiców...

 



Walcząca nie tylko z rywalami na boisku, ale też wspomnianymi problemami kadrowymi i finansowymi, Legia nie radziła sobie w lidze. Tymczasem zachwycała w europejskich pucharach. Pierwszym rywalem na ścieżce Pucharu Zdobywców Pucharów był triumfator Pucharu Luksemburga - Swift Hesperange. Zgodnie z oczekiwaniami przeciwnik nie zawiesił wysoko poprzeczki i legioniści dwukrotnie rozbili Luksemburczyków 3:0. W kolejnej rundzie Wojskowi zmierzyli się ze szkockim Aberdeen. Konfrontacja z drużyną z Wielkiej Brytanii miała swój symboliczny wymiar. To właśnie w Aberdeen na szerokie wody wybił się sir Alex Ferguson, który kilka miesięcy później przyjechał do Warszawy ze swoim Manchesterem United. W Szkocji padł bezbramkowy remis, jednak na własnym obiekcie legioniści zwyciężyli 1:0 po golu w ostatnich minutach Krzysztofa Iwanickiego i zapewnili sobie awans do kolejnej fazy. Tam na Legię czekała naszpikowana gwiazdami Sampdoria Genua.

 



Włosi budzili lęk. Gianluca Vialli, Roberto Mancini i Aleksiej Michajliczenko stanowili o sile zespołu, który był wyraźnym faworytem dwumeczu. To było zderzenie Dawida z Goliatem. Legioniści z Sampdorią zagrali w prowizorycznych strojach z wielkim białym prostokątem w miejscu loga sponsora. To efekt karkołomnych prób zdobycia reklamodawcy. Andrzej Grajewski wykorzystał swoje kontakty i dotarł do firmy Mullermilch, która zgodziła się na umieszczenie swojego loga na klubowych trykotach. Reklama była jednak tak duża, że nie spełniała wymagań ustalonych przez organizację UEFA. Z tego powodu legioniści zostali zmuszeni do zaklejenia baneru białym kawałkiem materiału. Jednak na boisku różnica klas była kompletnie niewidoczna. Piłkarze z Warszawy wspięli się na wyżyny swoich umiejętności i w pierwszym meczu, którego byli gospodarzem niespodziewanie wygrali 1:0 po trafieniu Dariusza Czykiera.

 

 

Trudno stwierdzić, w jaki sposób zawodnik skierował piłkę do siatki. Sam strzelec gola przyznał, że uderzenie było wyjątkowe. - To było trzy w jednym: głowa, ucho i bark - wspominał z uśmiechem Czykier. Zwycięstwo z Sampdorią zachwyciło kibiców, ale wprawiło w zakłopotanie działaczy Wojskowych. Obiecali oni piłkarzom wysokie premie w przypadku awansu, na które i tak nie było ich stać. Co więcej, rywali zakwaterowano w ekskluzywnym hotelu Victoria. Włosi rozczarowani porażką postanowili pocieszyć się przy hotelowym barze. Jak czytamy w Księdze Stulecia Legii rachunek jaki zarząd musiał zapłacić za pobyt piłkarzy Sampdorii w Victorii sięgał... 90 milionów złotych.

 



Wydawało się, że w meczu rewanżowym Legia będzie musiała przełknąć gorycz porażki. Rozwścieczeni Włosi mieli gładko wygrać, odrobić straty i awansować do półfinału. Tymczasem spotkanie zakończyło się remisem 2:2, co awansem premiowało legionistów. Wybitny mecz rozegrał 19-letni wówczas Wojciech Kowalczyk. Młody piłkarz dwukrotnie wpisał się na listę strzelców i pokazał, że zastąpienie Romana Koseckiego wcale nie jest niemożliwe. Włosi nie mogli pogodzić się z porażką. Piłkarze Sampdorii nie chcieli wymienić się z Wojskowymi koszulkami, a kibice gospodarzy obrzucili autokar stołecznej drużyny kamieniami. Jedynie Gianluca Vialli zachował klasę i na parkingu pod stadionem osobiście gratulował lepszej drużynie.

 



W półfinale Legia skrzyżowała rękawice z Manchesterem United. Sir Alex Ferguson dopiero tworzył wielką drużynę Czerwonych Diabłów, nie zmienia to jednak faktu, że rywal był naprawdę klasowy. Jednak po wyeliminowaniu Sampdorii legioniści nie bali się już nikogo. Wśród potencjalnych rywali znajdowały się takie marki jak Juventus, Barcelona i właśnie Manchester United. - To były topowe drużyny, nie robiło nam znaczenia z kim chcieliśmy grać. Wtedy nie było nawet jak śledzić losowania. Mieliśmy trening na Legii, ktoś zadzwonił do klubu i przekazał informację, że zagramy z Manchesterem United. „Z United? Ok, fajnie. Grajmy! - wspominał Jacek Cyzio, strzelec gola w przegranym 1:3 pierwszym meczu na Łazienkowskiej.

 



Legioniści jako pierwsi zdobyli bramkę, co niestety nieco osłabiło ich czujność. - Nie zdążyliśmy się odpowiednio ustawić po wznowieniu gry. Byliśmy w euforii. Arkadiusz Gmur nie zdążył wrócić na swoja pozycje, ktoś powinien go asekurować, ale tego kogoś zabrakło. Manchester to wykorzystał i szybko wyrównali. Szkoda, że nie dociągnęliśmy tego 1:0 do przerwy. Różnie mogłoby się wtedy ułożyć… Może pojawiłyby się u nich nerwy? Może otworzyłaby się szansa na coś więcej? A tak, to szybki remis, potem nas już dobili dokładające kolejne dwie bramki i było po zawodach… - opowiadał Cyzio. W rewanżu Legia zaprezentowała dojrzalszy futbol i na słynnym Old Trafford zremisowała 1:1. Ponownie oddajmy głos świadkowi tamtych wydarzeń. - Zagraliśmy tam zupełnie dobry mecz. Znowu, podobnie jak w Genui, urwał się „Kowal” i strzelił gola. On miał w ogóle znakomite wejście w puchary - zagrał cztery mecze, strzelił trzy gole. Remis był godnym pożegnaniem z Europą. Trener Ferguson nas docenił, powiedział na konferencji, że zagraliśmy bardzo dobrze. To tak na pocieszenie, bo głównego celu nie zrealizowaliśmy - nie weszliśmy do finału - dodał.

 


- Daliśmy z siebie wszystko. Mogliśmy mieć do siebie zarzuty, że oszaleliśmy po bramce, ale... Zrobiliśmy to, co mogliśmy. Nikt nie miał do nas pretensji. Prezes Wojtysiak był chyba jedynym, który się cieszył, że odpadliśmy, bo obiecał nam kupę kasy za przejście United. Ale Wojtysiak zachował się naprawdę ekstra i za remis - mimo, że nie musiał - wypłacił nam po 5 tysięcy. My na tych meczach super zarobiliśmy. Każda runda była płatna, choć oczywiście wcześniejsze dużo mniej - już nie pamiętam stawek, ale nawet za przejście Luksemburczyków dostaliśmy premie. Dodatkowo płacił także Grajewski - po meczu w Anglii też nam dał na lotnisku kilka dolarów, żebyśmy mogli zrobić zakupy i przywieźć coś rodzinom z Anglii - dodał zawodnik Legii.

 



W Manchesterze zakończyła się przygoda legionistów w tamtej edycji Pucharu Zdobywców Pucharów. Była ona zaskakująca, ale też jakże piękna. Co ciekawe starcie z Czerwonymi Diabłami nie było jedynym wątkiem łączącym oba kluby na przełomie lat 80. i 90. Jak opowiada Maciek Dobrowolski, kibice Legii i Manchesteru United darzyli się wówczas sympatią. Podejmowano nawet pewne kroki, by zawiązać zgodę kibicowską pomiędzy ekipami. Grupa legionistów pojawiła się na wyjazdowym meczu Manchesteru United z Honvedem Budapeszt w I rundzie Ligi Mistrzów UEFA. Gdy w 1998 roku ŁKS Łódź trafił na zespół Czerwonych Diabłów podczas meczu rozgrywanego w Polsce na trybunach pojawili się kibice Legii. Gościli w sektorze przyjezdnych i dopingowali zespół z Manchesteru. Zdarzyło się też, że na trybunach przy ulicy Łazienkowskiej czy innych stadionów pojawiły się flagi z herbem angielskiej drużyny. Do powstania formalnej zgody nigdy jednak nie doszło. Kibice z Wysp nie przejawiali zbytniego zaangażowania i pomysł oficjalnie nie został wcielony w życie.

 

 

W Muzeum Legii znajduje się kilka pamiątek z pamiętnej batalii Legii z Manchesterem Utd. W gablotach klubowej placówki przy Łazienkowskiej można obejrzeć okolicznościowy proporzec z meczu wyjazdowego, bilet na spotkanie w Manchesterze, okładkę meczowego programu, a także oryginalny puchar, który otrzymali działacze Legii od swoich rywali z Anglii. W innym miejscu możemy znaleźć proporczyk z wyjazdowej potyczki Wojskowych ze szkockim Aberdeen.

Zapraszamy do śledzenia następnych historii Legijnych Skarbów oraz odwiedzenia kolekcji Muzeum Legii Warszawa.

 

 

 

 

 

 

 

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 159
PLN
Cena 69,90
PLN
Cena 249
PLN