Legia Warszawa
vs Termalica
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2016-07-06 10:46:00
Newsletter

Maciej Kowal: Grubo albo wcale

Autor: Rafał Jarząbek Fot. Jacek Prondzynski, Janusz Partyka
Były bramkarz, trener golkiperów w drużynie CLJ i rezerwach Wojskowych, koordynator szkolenia w Akademii Legii mówi nam o priorytetach, odwadze i odpowiedzialności potrzebnej na bramce. Ale to nie wszystko. Chcesz poznać spojrzenie eksperta na warsztat Ikera Casillasa i Manuela Neuera, sezon Arkadiusza Malarza czy przyszłość Radosława Majeckiego? Ten wywiad jest dla Ciebie!

Mówi się, że bramkarz musi mieć w sobie coś z wariata. Zgadzasz się z tą opinią?

Maciej Kowal: Nie obrażając nikogo, jest to raczej terminologia kibicowska. Ktoś, kto nie rozkładał na czynniki pierwsze aspektów mentalnych u bramkarza, po prostu puentuje całość terminem „wariat”. Z pewnością bramkarz na boisku wyróżnia się. Nie tylko swoim zachowaniem czy postawą, ale choćby innym ubiorem. Już samą swoją aparycją, gdy ubrany jest inaczej niż dziesięciu jego kolegów z zespołu, przyciąga większą uwagę publiki na trybunach. Stoi też tuż przed bramką, czyli zajmuje pozycję na – nazwijmy to – najbardziej zagrożonym sektorze boiska. Kiedy po jego interwencji pada bramka lub nie, i tak skupia uwagę tysięcy ludzi. Co więcej, jego gra wiąże się z olbrzymią odpowiedzialnością, kontrolą emocji, ale też i presją czy odwagą, bo bramkarz głowę wsadzi tam, gdzie niejeden zawodnik z pola nie wsadziłby nogi.

 

Masz 28 lat. Nie trenujesz już od ponad 6 lat, za to od kilku lat pracujesz jako trener  bramkarzy. Proporcje odwrócone o 180 stopni…

- Ja swoją przygodę z piłką nożną określam jako „weekend z futbolem”. W pewnym momencie nastąpiła po prostu brutalna weryfikacja moich oczekiwań oraz tego, co wytworzyło się w mojej głowie – moich marzeń względem obowiązujących realiów. Bardzo dużo wymagam od siebie, ale też od życia. Dochodziły do mnie sygnały, że mogę nie osiągnąć takiej kariery, o jakiej marzyłem. Na pewno koszulki z „eLką” na piersi, w roli bramkarza, nie byłoby mi dane założyć. Kręciła mnie natomiast praca z bramkarzami – to skrupulatne planowanie treningu, to samozadowolenie, kiedy bramkarz przejmuje te nawyki, które ja mu zaszczepiłem, wskazówki, które przekazałem. No coś pięknego! Mimo że jest to praca w cieniu, a nie w blasku reflektorów, to i tak ją bardzo lubię.

 

 

Miewałeś chwile zwątpienia? Zapewne trenowałeś ciężej niż inni, aby braki we wzroście nadrobić innymi elementami bramkarskiego rzemiosła. Po czasie nie zacząłeś traktować Twojej pracy na boisku i poza nim bardziej jako hobby?

- Nigdy nie traktowałem niczego, co robię w życiu, jako hobby. Ja podchodzę do wielu rzeczy na zasadzie „grubo albo wcale”. Postanowiłem, że w życiu chcę robić to, co kocham i to, co daje mi wartość – nie tylko materialną, ale także emocjonalną. Jeżeli zatem zdecydowałem się poświęcać czas na piłkę nożną, to ten futbol chce traktować jako zawód.

Być może i pojawiły się delikatne oznaki zwątpienia, ale wzrostowo ja nigdy nie byłem gigantem. Często byłem traktowany jako piąte koło u wozu, ale to ukształtowało mój charakter. To pozwoliło mi zwyciężać na poziomie juniorskim. Grywałem nawet w starszych rocznikach, gdzie rywalizować musiałem z dużo wyższymi od siebie. Swoje braki w centymetrach nadrabiałem jednak innymi rzeczami. To, że moja piłkarska przygoda zakończyła się tak szybko, to też moja zasługa. W pewnym momencie swojego życia po prostu postawiłem wszystko na jedną kartę. Oprócz futbolu nic innego w moim życiu się nie liczyło. Później, ze względu na brak pełnej realizacji moich celów piłkarskich, pojawiły się inne priorytety. Najważniejsza była dziewczyna, którą pokochałem, a następnie pierwsze miejsce w mojej hierarchii zajęła rodzina.

 

Miałeś też ludzi, którzy umieli Tobą odpowiednio pokierować.

- Pracuję z piłkarzami, którzy ledwo ukończyli 18 lat. W takim wieku pojawia się wiele innych rozrywek. Obecnie staram się przestrzegać tych młodych chłopaków przed pokusami jakie ich czekają, zwłaszcza w takim mieście, jak Warszawa. Nie są oni maszynami, ciągle przecież dojrzewają.

 

 

Do Legii przybyłeś przed poprzednim sezonem. Jak wspominasz rok pracy w Klubie?

- Ten okres nie spełnił, a nawet przerósł moje oczekiwania. Organizacja pracy i profesjonalizm Klubu bardzo mi zaimponowały. Zostałem bardzo ciepło przyjęty przez Krzysztofa Dębka, głównodowodzącego drugim zespołem oraz przez cały sztab szkoleniowy. Myślę, że siła tkwi w kolektywie całego zespołu trenerskiego. Zeszły sezon był dla nas bardzo owocny. Nie użyję słów „udało się”, bo absolutnie nie było w tym ani grama przypadku. Wynik końcowy drugiej drużyny oraz mistrzostwo Polski juniorów starszych poparte było tylko i wyłącznie ciężką pracą. To był dla mnie wspaniały sezon.

 

W stołecznym Klubie jesteś trenerem bramkarzy w Centralnej Lidze Juniorów oraz drużynie rezerw. Jesteś także koordynatorem szkolenia w Akademii Legii. Sporo tych obowiązków. Dajesz radę?

- Tak, bo zdecydowanie inaczej to wygląda kiedy poświęcamy czas na to, co kochamy niż na to, co musimy robić. Sformułowanie „szczęśliwi czasu nie liczą” idealnie pasuje do mojej obecnej sytuacji zawodowej. Śmieję się z tego, że nie znam swojego mieszkania w świetle dziennym, ponieważ zaczynam i kończę pracę, kiedy panuje mrok. Cieszy jednak, gdy ktoś z herbem Legii na piersi docenia pracę osoby, która wypłynęła z tak małego piłkarskiego świata.

 

W CLJ i drużynie rezerw styl pracy jest podobny, gdyż juniorzy często występują także w II drużynie. Koordynator szkolenia bramkarzy w Akademii to natomiast zupełnie inna funkcja…

- Koordynowanie to odpowiedzialność za cały proces szkolenia, który jest podzielony na kilka etapów pracy dostosowanej do wieku piłkarskich adeptów. W Legii obowiązuje podział na: blok szkoły podstawowej oraz bloki jeden, dwa i trzy. Każdy z nich ma przypisaną indywidualną etapizację działań, tak by z każdym kolejnym krokiem rozbudowywać wachlarz umiejętności bramkarskich. Ostatni z nich jest już etapem finałowym, gdzie nacisk kładziemy na sferę mentalną i wdrażanie umiejętności gry pod presją. Pierwsze etapy to z kolei taka piramida, gdzie proporcjonalnie do wieku wymagania się zwiększają. Koordynowanie polega zatem na systematyce działań podzielonej na określone etapy nauczania. Następnie wszystko to tworzy całość.

 

 

Czerpiesz z wiedzy trenerów Dowhania i Szamotulskiego?

- Oczywiście, że tak. To, że mam swoją wizję nie wyklucza tego, że nie uczę się od innych. Zwłaszcza, że mam od kogo się uczyć! Trener Krzysztof Dowhań to człowiek instytucja. Wystarczy spojrzeć jakich doskonałych bramkarzy wychował. Grzegorz Szamotulski, ze względu na jego bogatą karierę piłkarską, ma z kolei odpowiednie spojrzenie na zachowania bramkarskie z perspektywy boiska, czyli to czego ja nigdy nie miałem. Korzystam z tego, z czym on jako profesjonalny bramkarz spotykał się na boisku. Nie można też zapominać o Marcinie Muszyńskim, obecnym kierowniku drużyny, który był przecież trenerem bramkarzy na poziomie reprezentacji młodzieżowej przez bodajże siedem lat. Wychował on m.in. Kubę Szumskiego. Cieszę się zatem, że mogę otaczać się ludźmi, dzięki którym udoskonalam swój warsztat.

 

Jaka wygląda dzisiejszy trening bramkarski?

- Dzisiejszy trening bramkarski, z racji tego, że zawiera mało indywidualnej pracy czasowej z bramkarzami, mocno kooperuje z treningiem całego zespołu. Bramkarz nie jest zatem wyizolowaną jednostką. Odbywa on zatem trening specjalistyczny, ale też taki, który zawiera wiele elementów gry całego zespołu. Jego szkolenie podzielone jest oczywiście na grę w obronie, ale też, co może wydawać się dla wielu zaskakujące, na działania w ataku, które zaczynają się już w momencie posiadania piłki. To bramkarz przecież rozpoczyna grę.

 

 

Rzemiosło bramkarskie nieustannie ewoluuje. Dziś za bramkarza idealnego uchodzi Manuel Neuer…

- Zawsze lekko się uśmiecham, gdy wszyscy mówią, że chcieliby w drużynie Neuera, a tak naprawdę kluczem jest model gry zespołu. Manuel Neuer dobrze czyta grę, jest odważny przy podejmowaniu decyzji i przede wszystkim gra wysoko względem ustawienia drużyny. Przykładowo w Realu Madryt byłby jednak zupełnie niepotrzebny. Dlaczego? Ponieważ hiszpański klub preferuje grę atakiem szybkim, z dość głęboko cofniętą linią obrony. Trener „Królewskich” nie potrzebuje zatem wysoko grającego bramkarza, bo tam są obrońcy. Z kolei w Barcelonie Iker Casillas nie miałby prawa bytu. Hiszpan to bramkarz grający głęboko, dobrze na linii, jednak z piłką przy nodze czuje się już zdecydowanie gorzej. Kolejny przykład – Victor Valdes w Barcelonie grał świetnie. Po przejściu do Manchesteru United i Standardu Liege nie zagrał już ani minuty. To nie jest przypadek.

 

Tak , bowiem ważny jest model gry całego zespołu…

- … do którego bramkarz musi się dostosować. Ja lubię bramkarzy, którzy są wykorzystywani jako tradycyjni zawodnicy. Dlatego nie ukrywam, że lubię styl Barcelony i bardzo doceniam klasę Marc-André ter Stegena, który idealnie prezentuje się zarówno jako bramkarz, jak i zawodnik z pola. Dla przykładu, Pep Guardiola przechodząc do Manchesteru City z pewnością będzie szukał bramkarza o charakterystyce Neuera, gdyż Hart na pewno takim nie jest.

 

W składzie reprezentacji Polski znajduje się trójka bramkarzy szkolonych w Legii. Który z nich jest najbliższy Twoim bramkarskim upodobaniom?

- Dla mnie to wybór pomiędzy białym a żółtym złotem. Sztab szkoleniowy każdej reprezentacji chciałby mieć takich bramkarzy, bo to najwyższa światowa półka. Nie znam ich, aby móc dokładnie rozróżnić ich atuty. Wojtka Szczęsnego z pewnością cechuje większa charyzma. Uważam, że jest w stanie udźwignąć presję ciążącą na zespole. To, że Łukasz Fabiański nie wychodzi przed szereg, nie oznacza, że tej presji by nie udźwignął. Udowodnił to zresztą w meczu z Niemcami. To był według mnie piekielnie trudny mecz – premierowy występ w pierwszym składzie w tak dużej imprezie, spotkanie o dużym podtekście, 80 tys. ludzi na trybunach, rywalizacja z mistrzami świata, a on wchodzi w momencie… kiedy ktoś odsunął go od gry. W pierwszym spotkaniu bronił przecież Szczęsny i dopiero ze względu na kontuzję wystąpił Fabiański.

 

Zastanawiałeś się co on musiał czuć?

- Tak. Na początku go nie chcieli, a teraz nagle muszą na niego postawić. Mi zaimponował jego pomeczowy wywiad, kiedy on – spokojny jak szklanka wody – bez emocji odpowiadał na pytania. Psychika u bramkarza to podstawa – może dać lub zabrać wszystko. Do tego jego interwencja na przedpolu w ostatniej akcji meczu z Niemcami. Genialna interwencja, która mogła zadecydować o wyniku rywalizacji!

 

A co sądzisz o postawie Arkadiusza Malarza, o którym mówi się, że jest jak wino – im starszy, tym lepszy?

- Bezsprzecznie pomógł Legii w wywalczeniu mistrzostwa i Pucharu Polski. Parę meczów zaczynało się przecież od jego kluczowych interwencji. Ktoś powie, że pozycja bramkarza w stołecznym Klubie to, ze względu na znikomą liczbę interwencji, żadne wyzwanie. Liczba jego udanych obron pokazuje jednak jak wiele dał tej drużynie. Co zapewnia bramkarzowi zaawansowany wiek? Przede wszystkim doświadczenie i umiejętność rozpoznawalności sytuacji na boisku. Automatyzm, o którym rozmawialiśmy, też jest już na wysokim poziomie. Wie on doskonale jak ma dbać o swoje ustawienie, zachowanie przy interwencji. Malarz to też niesamowity pracuś. Cały czas chce, dużo wymaga od siebie, zalicza wiele powtórzeń na treningach. Odnośnie jego osoby nie można mówić o jakimkolwiek przypadku.

 

 

Przejdźmy do innej kategorii wiekowej. Już po pierwszym treningu z Radosławem Majeckim stwierdziłeś, że to wielki talent?

- Na początku zobaczyłem ogromny potencjał. Nie było jednak żadnego efektu „wow” na tu i teraz. Zauważyłem potencjał ruchowy, szybkość przyswajania wiedzy. Szybko posiadł umiejętności taktyczno-techniczne, ma wybitne predyspozycje motoryczne. Bardzo dużą rolę w jego przypadku odgrywa też psychika. Jak na swój wiek jest dojrzały, ma bardzo dużą odporność psychiczną. Zaznaczmy, że na poziomie młodzieżowej Ligi Mistrzów był najmłodszym zawodnikiem ze wszystkich uczestników. W Centralnej Lidze Juniorów rywalizował z osobami trzy lata starszymi od niego. Rozegrał już też kilka meczów w rezerwach. W finale CLJ z Pogonią w Szczecinie co prawda mógł zrobić więcej, jednak ani trochę nie było po nim widać śladu zniechęcenia po słabszej interwencji. Ma on mentalność zwycięzcy. To wielki duch walki i motywator w zespole. Popełnianie błędów jest ludzką rzeczą. Istotna jest jednak reakcja i szybkie zapomnienie o swoich niedociągnięciach. Absolutnie nie dał też poznać po sobie, że to gdzieś w nim „siedzi”, co jest szalenie ważne, kiedy przyjdzie presja związana z kibicami i wynikiem w ważnym meczu. Na pewno ma wszystko, aby być wielkim bramkarzem.

 

 

Majecki nie myśli powoli o odejściu do zagranicznego klubu?

- Oczywiście, jak każdy młody zawodnik marzy o grze w takich klubach jak Real Madryt czy FC Barcelona. On jednak uwielbia Legię. Dla niego to coś więcej niż trampolina do większego klubu. On marzy o tym, aby poczuć na własnej skórze atmosferę Żylety. Jest obecny na każdym meczu, dla niego „eLka” to coś niezwykłego. Legia to miejsce, w którym bramkarsko się wychował, dlatego traktuje ten Klub w sposób wyjątkowy. Jestem zatem pewny, że zanim odejdzie na zachód, poczuje atmosferę przy #Ł3 w spotkaniu pierwszej drużyny.

 

PEŁNA WERSJA WYWIADU DO PRZECZYTANIA NA STRONIE AKADEMII LEGII - KLKINIJ TUTAJ

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN