Legia Warszawa
vs Termalica
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2016-08-05 22:00:00
Newsletter

Magiera: Wygrałem wszystko, co było do zdobycia (cz.I)

Autor: Nikodem Chinowski Fot. Mateusz Kostrzewa
Z Jackiem Magierą, piłkarzem, trenerem i ekspertem, przez lata podporą Wojskowych, rozmawiamy m.in. o własnych osiągnięciach, sile obecnej Legii, występach na Euro 2016, ''Saganie'' i trenowaniu Zagłębia Sosnowiec. Już jutro przeczytacie drugą część rozmowy.

232 mecze w Legii przez dziesięć sezonów gry, w tym sporo meczów z ławki. To korzystny bilans?

 

Jacek Magiera: - Nie czuję niedosytu, grałem satysfakcjonująco dużo. Każdemu piłkarzowi, który będzie w Legii życzę tylu meczów i tylu minut, ile ja zagrałem. Jako jej zawodnik wygrałem wszystko co realnie było do zdobycia – dwa razy Mistrzostwo, Puchar Polski, Puchar Ligi i Superpuchar. Wielu równie utytułowanych piłkarzy nie ma – jedni mają tylko Puchar, inni tylko Mistrzostwo. A ja mam wszystko i takich jak ja było naprawdę niewielu. To świadczy o tym, jak mocne to były drużyny, które współtworzyłem przez te dziesięć sezonów.

 

Solidnie wyglądają Twoje statystyki bramkowe – 16 goli w lidze, trzy w pucharach. Jak na gościa od defensywy jest lepiej niż dobrze.

 

- Jak na defensywnego zawodnika to mogę być usatysfakcjonowany tymi liczbami. Do tego doszły dwie bramki, których arbitrzy mi nie uznali, choć powinni – jedna na Polonii, jedna na Wiśle. Do tego było też sporo asyst, więc naprawdę mogę być zadowolony. Jak już strzelałem to były to ważne gole. Moją wizytówką jest bramka strzelona Wiśle.

 

Słynny strzał pod poprzeczkę. Zamknąłeś oczy i huknąłeś czy była tam jakaś koncepcja?

 

- Na myślenie nie było czasu, ale to nie był strzał na farcie. Prowadziłem piłkę praktycznie od połowy boiska i na dużej szybkości wbiegając w pole karne uderzyłem z całej siły pod wpływem emocji. To gol, który darzę wielkim sentymentem.

 

 

Przez wiele lat byłeś filarem polskiej młodzieżówki. W seniorskiej reprezentacji jednak nie zagrałeś i nie pomogła nawet wyróżniająca się gra w Legii.

 

- Tego mi w karierze zabrakło. W latach 2003-04 na pewno zasługiwałem na powołanie. Selekcjonerem był Paweł Janas, który mnie znał z Legii, a jednak nie wziął do kadry. Rekompensatą była dla mnie gra w Legii, ale żałuję tej reprezentacji, tego, że nie dostałem nawet szansy. W 1996 roku zostałem wybrany najlepszym polskim krajowym defensywnym pomocnikiem przez tygodnik „Piłka Nożna” i robiłem sobie nadzieję. Skończyło się na zerze w dorosłej i 99 w młodzieżowej.

 

Dlaczego nie udało Ci się wyjechać za granicę? Kapitan młodzieżówki, Legia… aż się prosiło pojechać na Cypr czy do Turcji.

 

- Nigdy nie chciałem wyjeżdżać na siłę. Nie interesowało mnie takie podejście, żeby pojechać i leżeć pod palmą. Byłem bliski transferu do Helsingborga, ale kilkanaście dni przed podpisaniem kontraktu miałem operację łękotki i Szwedzi nie podjęli ryzyka. Absolutnie jednak nie mam problemu z faktem, że grałem tylko w polskiej lidze. Jestem dumny ze swojego CV. Ono najlepiej świadczy o tym, jakim piłkarzem byłem. Może brzmi to nieskromnie, ale prawda jest taka, że nigdy nie byłem poniżej ośmego miejsca w lidze.

 

Ostatnie lata to dynamiczny rozwój naszego klubu na wszystkich płaszczyznach. Są jakieś obszary, na których Legia nie poszła do przodu albo wręcz cofnęła się?

  

- Kiedyś, nie licząc drużyny, w klubie pracowało 15 osób, a dziś jest ponad setka. Wszyscy się lepiej znali, byli bardziej zżyci ze sobą. Wyjść integracyjnych też było więcej. Ale to naturalna tendencja gdy klub się tak szybko rozwija. Poza tym cała reszta poszła mocno do przodu.

 

Na jakim polu widzisz jeszcze największy potencjał do poprawy?

 

- Najwidoczniejszy jest brak odpowiedniej bazy sportowej dla młodzieży. To konieczne jeśli Legia chce dalej się rozwijać. Mam nadzieję, że teraz, po ogłoszeniu budowy rzeczonego ośrodka, sprawy szybko nabiorą rozpędu.

 

 

Byłeś na stażach trenerskich w Espanyolu, na Słowacji i w Argentynie. Jak Legia wygląda na tle świata?

 

- Legia absolutnie nie ma się czego wstydzić. Na tle Europy wygląda to dobrze. Byłem na Lazio, Rosenborgu, Spartaku i na meczu Steaua’y. Organizacyjnie to jeden poziom, fundamenty już są. Na tle reszty Polski różnica jest już bardzo znacząca i stale się powiększa. Jeżdżę po Polsce, oglądam różne mecze, rozmawiam z różnymi zawodnikami. Widzę jak ogromne są różnice na wszystkich polach na korzyść Legii.

 

Jak scharakteryzowałbyś defensywną pomoc w Legii obecnie, na przykład Tomasza Jodłowca?

 

- Każdy z tych pomocników potrafi grać w piłkę, jest przydatny drużynie. „Jodła” to czołg, ale to bardzo szybki i zwinny czołg. Do tego świetnie sobie radzi z piłką przy nodze, potrafi zagrać otwierającą piłkę. Ostoja defensywny i bardzo przydatny z przodu. Piłkarz z wyższej piłki, choć czegoś mu brakuje do poziomu europejskiego. Ale w Polsce na pewno to numer jeden na tej pozycji.

 

Gra którego z piłkarzy Legii na Euro 2016 zaskoczyła Cię najbardziej?

 

- Wszyscy spełnili oczekiwania, byli ważnymi postaciami w drużynie trenera Nawałki. Szczególne słowa uznania należą się Michałowi Pazdanowi i Arturowi Jędrzejczykowi, bo oni wywalczyli sobie grę w podstawowym składzie. I nie oddali miejsc do końca turnieju. Dla mnie to są największe odkrycia naszej reprezentacji, zagrali naprawdę świetny turniej.

 

Jędrzejczyk i Pazdan dotknęli już sufitu swoich możliwości czy mają jeszcze rezerwy do dalszego rozwoju?

 

 - Ciężka praca, zaangażowanie i treningi z najlepszymi - to recepta na dalszy rozwój i obaj mają jeszcze dużo potencjału do dalszego postępu. Ważne by teraz utrzymali ten poziom, który zaprezentowali na Mistrzostwach, by nadal grali na najwyższym tempie, bo to jest gwarantem dalszego rozwoju. Mają kolejne 2-3 sezony na zrobienie kolejnych kroków.

 

Tomasz Jodłowiec jest z nich najstarszy i piłkarsko już ukształtowany.

 

- Wielką zaletą Jodłowca jest to, że gra bardzo równo, w klubie nie schodzi poniżej wysokiego poziomu. W kadrze ma bardzo mocną konkurencję, bo gra na pozycji zdominowanej przez Grzegorza Krychowiaka, ale jak już wchodził na końcówki to dawał z siebie jakość. W klubie ma niepodważalną pozycję i jeśli utrzyma formę w Legii, to jeszcze przez wiele meczów będzie wsparciem reprezentacji.

 

Uważasz, że po bardzo udanym turnieju Pazdan powinien już teraz pójść piętro wyżej i zmienić ligę na mocniejszą?

 

- Legia jest bardzo dobrym klubem, ma tu nadal bardzo dobre warunki do rozwoju. Natomiast nie wiem, jakie są jego cele jako piłkarza i jakie ma zapisy w kontrakcie. Na pewno dla Legii korzystniej by było gdyby Pazdan został w drużynie, bo to piłkarz, który daje ogromną siłę spokoju w defensywie.

 

 

Sezon 2015/16 był ostatnim w profesjonalnej karierze Marka Saganowskiego. Znacie się od bardzo wielu lat – jak byś go zdefiniował jako piłkarza jak i człowieka?

 

- Jako trener zawsze daję go za przykład swoim młodym podopiecznym. Jest dla wszystkich wzorem w kwestii podejścia do swojej pracy, do treningu, do walki o miejsce w składzie. Pierwsze skojarzenie, jakie przychodzi mi na myśl, gdy mówię o Marku to „zaangażowanie”. On zawsze daje z siebie 100 proc. mocy – nie ważne czy to mecz ligowy, sparing, gierka na treningu czy nawet gra w dziadka.

 

Z Markiem znasz się od 1991 roku.

 

Wtedy po raz pierwszy zagraliśmy ze sobą w reprezentacji Polski. Potem razem byliśmy w kadrze olimpijskiej, młodzieżowej i oczywiście w Legii. To piłkarz, który zawsze imponował zawodowstwem i profesjonalnym podejściem. W późniejszych latach byłem też przełożonym Marka, i z tej perspektywy również widziałem jak świetnie Marek wywiązywał się ze swoich obowiązków. Wielki szacunek dla "Sagana" za to, że tyle osiągnął, tym bardziej, gdy przypomnimy sobie wypadek, który przeszedł jako młody chłopak. Wielu nie dawało mu wtedy szans na dalszą grę, a on się zawziął i osiągnął naprawdę wiele – grał za granicą, grał w reprezentacji, zdobywał tytuły z Legią. To najlepiej pokazuje jakim piłkarzem był Marek.

 

„Sagan” poza boiskiem?

 

Zawsze zadowolony, uśmiechnięty, potrafiący oddzielić piłkę od zabawy i zabawę od piłki. Z Markiem można spędzić wiele godzin zarówno na poważnych, życiowych rozmowach jak i godzinami się wygłupiać. Ma duży dystans do siebie – do klasyki przeszła już jego cieszynka z okazji strzelenia 100. gola w lidze.

 

Obecnie prowadzisz I-ligowe Zagłębie Sosnowiec. To chyba nie przypadek, że trenerem Zagłębia został człowiek blisko związany z Legią?

 

Dostałem propozycję poprowadzenia tej drużyny, dostrzegłem w niej dużo możliwości i zdecydowałem się przyjąć tę ofertę. Chcę po swojemu poukładać te klocki, mieć samodzielny wpływ na drużynę. Mimo, że jak na trenera jestem dość młody to uważam, że to już najlepszy moment na takie wyzwanie. Idę ścieżką, którą sobie nakreśliłem gdy planowałem karierę trenerską – najpierw asystent, potem drugi trener, teraz pierwszy.

 

Planujesz wzmocnić Zagłębie piłkarzami, którzy nie zmieszczą się w I drużynie Legii?

 

Być może 2-3 zawodników trafi do nas z Legii, ale moim zadaniem jest wydobyć potencjał, który drzemie w piłkarzach, którzy już są w klubie. Będę dawał szansę wszystkim chłopakom, których mam w szatni. Chcę by na tej współpracy wszyscy zyskali, by wszyscy się rozwijali. Zarówno piłkarze, mój sztab jak i ja. Przede mną bardzo ciekawe wyzwanie i podejdę do niego z pełnym zaangażowaniem.

 

Rozmowa w ramach cyklu Nikodema Chinowskiego pt. "Powrót do przeszłości". TUTAJ inne rozmowy autora.

 

Jutro druga część rozmowy z Jackiem Magierą. Zapraszamy! 

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN