Legia Warszawa
vs Termalica
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2015-12-18 10:30:00
Newsletter

Mateusz Zawal: Legia mnie wychowała

Autor: Szymon Bartnicki Fot. D. Kujawa, prywatne archiwum, M. Trociński, R. Firlej
Jego przygoda z Legią rozpoczęła się od rywalizacji przeciwko niej. Gdy trafił na #Ł3 był jednym z największych urwisów w Akademii. Minęły lata i odebrał nagrodę od Klubu za... dobre sprawowanie. - W gimnazjum robiłem wiele głupot, o których wstyd mówić. Dzięki Legii stałem się lepszym człowiekiem i za to jestem jej wdzięczny - mówi Mateusz Zawal, który w Akademii przeszedł przez wszystkie szczeble szkolenia i obecnie jest zawodnikiem Legii II.

- Całe dzieciństwo spędziłem na boisku. Byłem tak dobry, że grałem w piłkę z kolegami starszymi o kilka lat. Obecnie, gdy czasem ich spotykam to żartują, że w przypadku transferu należy się dziesięć procent (śmiech) - tak początki swojej piłkarskiej przygody wspomina Mateusz Zawal. - Na pierwszy trening poszedłem w dziurawych korkach za dziesięć złotych. Porównując to z teraźniejszością byłem więc kompletnie nieprzygotowany, a mimo to wszystkich kiwałem. Dwa tygodnie później pojechałem na pierwszy turniej. Rywalizowaliśmy z Wisłą Kraków, Sandecją Nowy Sącz, czy Koroną Kielce. Dostałem wówczas statuetkę dla najlepszego zawodnika i w gazecie ukazało się moje zdjęcie z pucharem i palcem wystającym z dziury w bucie (śmiech).

- Ten mały sukces wystarczył, by tata mocno we mnie uwierzył i od tamtej pory był na niemal każdym moim treningu. Kto wie, może gdyby nie on, nie byłoby mnie w Legii?  Gdy byłem zawodnikiem Juventy często graliśmy z Legią. W Starachowicach mieliśmy silną drużynę i nasze spotkania były naprawdę zacięte. Kiedyś w ferworze walki jeden z legionistów złamał mi rękę. Kiedy indziej rywalizacja przeniosła się poza boisko i rzucaliśmy się lodami (śmiech). Po jednym z turniejów zadzwonił do nas trener Dariusz Banasik, który zaprosił mnie do Zamościa na obóz Legii. Byłem przerażony! Wpadłem na pomysł, by pojechał ze mną kolega z Juventy, Marcin Piwowarczyk. Tata przedstawił propozycję trenerowi Banasikowi, który znał Marcina, więc się zgodził. Spodziewałem się, że legioniści będą mi dokuczać, a gdy przyjechałem wszyscy czekali na mnie przed akademikiem. Przywitali się, wnieśli mi torby. Prawie wszyscy, bo nie było chłopaka, który złamał mi rękę. Poszedłem później do niego i było mnóstwo śmiechu. Chłopaki tak dobrze mnie przyjęli, że nie straciłem pewności siebie i szło mi tak dobrze, że spodobałem się trenowi i postanowił mnie ściągnąć do Legii. Spora w tym zasługa trenera Waldemara Raka, z którym jeździliśmy na te wszystkie turnieje - opowiada Zawal.


Stoją od lewej: Mateusz Zawal i Marcin Piwowarczyk.

- Mama tak bardzo bała się mojej przeprowadzki, że aż płakała. Krótko po transferze nastał czas, że przez około dwa miesiące nie widziałem się z rodzicami. Spotkałem się z nimi dopiero w Krakowie przy okazji turnieju, na który pojechaliśmy z Legią. Mama prosiła mnie, bym między meczami siedział z nią na trybunach, ale moim obowiązkiem było przebywanie z drużyną. Mama wpadła w taką histerię, jakby działa się mi jakaś krzywda. Skończyło się na tym, że musiała wyjść z hali, by się uspokoić, bo nie mogła się opanować. Chodziłem jeszcze do podstawówki, a to była jej pierwsza tak długa rozłąka z synem, więc nie ma co się dziwić. Mojej mamie pomogła wówczas mama Marcina, z którym pojechałem na obóz. Jego rodzice pomagali mi wielokrotnie, ponieważ mieszkałem u nich. Naprawdę, bardzo dużo im zawdzięczam. 

- Później zamieszkałem w internacie. Byłem wówczas w gimnazjum i robiłem wiele głupot, o których dziś wstyd mówić. Z czasem dorosłem i choć zachowywałem się już lepiej, to cały czas patrzono na mnie przez pryzmat moich dawnych wybryków. Zrozumiałem wtedy, że aby zaczęto postrzegać mnie inaczej, muszę się bardziej postarać. Pomógł mi choćby trener Banasik, który mimo że pracował w zespole Młodej Ekstraklasy, to wielokrotnie ze mną rozmawiał. Duży wpływ na moją metamorfozę mieli później trener Jacek Magiera oraz trener Rafał Kubów. Obaj nakierowywali mnie na właściwą drogę i wszczepiali mi dobre nawyki. Nie można tu zapomnieć o roli rodziców oraz mojej dziewczynie, z którą jestem już ponad siedem lat - podkreśla zawodnik rezerw naszego Klubu.



- Mając w pamięci moje wszystkie doświadczenia z Legią, i będąc jednym z najstarszych zawodników Legii II, dziś staram się pomagać chłopakom, którzy wchodzą do drużyny. Pamiętam strach jaki towarzyszył mi przed pierwszą wizytą w szatni, pamiętam jak szybko minął, dzięki temu jak dobrze zostałem przyjęty. Nowi zawodnicy nie wiedzą z kim i o czym mają rozmawiać, nie wiedzą, gdzie usiąść, czasem nie znają języka polskiego. Takim zawodnikom trzeba pomóc i to staram się robić.

- Przeszedłem przez wszystkie szczeble Akademii po drugą drużynę. Moim marzeniem były i są występy w pierwszym zespole. Czuję się gotowy i mam nadzieję, że wkrótce dostanę szansę. Już teraz jednak wiem, że Legia mnie wychowała. Nie tylko jako piłkarza, ale jako człowieka. I za to jestem jej wdzięczny! - kończy dwudziestolatek.


Jakub Arak (drugi od lewej) i Mateusz Zawal (trzeci od lewej) to koledzy z boiska od najmłodszych lat.


Trzeci od lewej to Mateusz Zawal.


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN