Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2017-12-19 15:00:00
Newsletter

Miro Radović: Jak najmniej turbulencji

Autor: Adam Dawidziuk Fot. Mateusz Kostrzewa, Jacek Prondzynski
- Sportowo przechodziliśmy turbulencje, dużo działo się w klubie i poza nim. Jak powiedział prezes Mioduski na spotkaniu wigilijnym - wszyscy zdajemy sobie sprawę, że jest wiele do poprawy - mówi Miroslav Radović, który kończy rehabilitację i niebawem wraca na boisko.

Jaki to był rok, dla ciebie i dla Legii?

 

Jeśli chodzi o mnie, to nie mogę być z niego zadowolony. Zdrowie nie dopisywało, nie mogłem pomóc drużynie. Sportowo, można powiedzieć, przechodziliśmy turbulencje, dużo działo się w klubie i poza nim. Na pewno zdobycie mistrzostwa Polski trzeba nazwać sukcesem i jest to plus 2017 roku. Poza tym, jak mówił prezes Mioduski na spotkaniu wigilijnym, wszyscy zdajemy sobie sprawę, że jest wiele do poprawy. Ja też tak uważam, szczególnie pod względem piłkarskim.

 

Dla ciebie był to także rok nauki. Najpierw gra z kontuzją, potem półroczna przerwa.

 

Tak, to był wyjątkowo trudny rok. Ciężko przeżywałem tę kontuzję, półroczną przerwę w graniu. Oprócz problemów z barkiem za czasów gry w Chinach, choć tamtego urazu nie zaliczam do poważnych, była to najgorsza moja kontuzja, w sumie pierwsza aż tak poważna. Od początku wiedziałem, że muszę sobie z nią poradzić i poradziłem. Problemy zdrowotne dały mi wiele do myślenia, miałem czas zastanowić się. I mam najważniejszy wniosek. Jak człowiek jest zdrowy, może robić to, co kocha, to jest pięknie. Jednak to zdrowie doceniamy dopiero wtedy, kiedy coś sie stanie i nam go zabraknie. To przykre. Dlatego trzeba je szanować. Reszta jest nieważna.

 

 

Czego można dowiedzieć się obserwując drużynę z perspektywy trybun?

 

Mocno się przeżywa, ja robię to na swój sposób. Jest ciężko, mi dużo gorzej się ogląda kiedy siedzę na trybunach, a nie ma mnie na boisku. Z perspektywy trybun widzi się więcej, jest czas na zastanowienie się, przychodzą myśli: zrobiłbym to tak albo tak. I to strasznie denerwuje, bo po chwili zdaję sobie sprawę z bezsilności. Nic nie mogę zrobić, pomóc zespołowi. Ale to na szczęście końcówka moich problemów. Wiosną będę już na boisku. Czyli tam, gdzie czeka na mnie robota do wykonania.

 

Jeśli chodzi o rehabilitację, to wszystko przebiega zgodnie z planem?

 

Tak. Dobrze zasuwam, najwięcej czasu spędzam z Pawłem Bambrem i on najlepiej wie, ile nas obu to zdrowia kosztuje (śmiech), abym wrócił do odpowiedniej formy. Pracujemy, robię postępy, jestem na dobrej drodze. Mam nadzieję, że w styczniu, nie wiem czy od początku czy trochę później, będę normalnie trenował z zespołem. Bo z kolanem już wszystko jest w porządku.

 

 

Czyli Miroslav Radović w kadrze meczowej na spotkanie z Zagłębiem w Lubinie, to realny plan?

 

Na pewno. Będę robił wszystko, aby być do dyspozycji trenera.

 

Na okładce ostatniego programu meczowego widać, że palisz się do gry.

 

Ja to się palę ostatnio do każdego treningu, nie tylko do gry. Nie mogę się doczekać pierwszego normalnego treningu z drużyną, aż wyjdę na boisko i zacznę cieszyć się piłką. Zrobię wszystko, aby jak najszybciej być w optymalnej dyspozycji.

 

Przed nami ostatni mecz i święta. Ty zawsze masz z nimi problem, bo prawosławne są dwa tygodnie później.

 

Mam nadzieję, że trener da jeden dzień wolnego więcej, bo zaczynamy przygotowania 8 stycznia. Były już pierwsze negocjacje w tej sprawie, liczę na pozytywne rozpatrzenie mojej prośby. Oczywiście to żarty, ale myślę, że nie powinno być problemu, abym przyjechał dzień później. A święta przecież mamy podobne. I my i wy spędzamy je z rodzinami.

 

 

Jest czas, aby pomyśleć, wspominać, ale także zastanowić się nad przyszłością. Jaka twoim zdaniem czeka Legię?

 

Chciałbym, aby było jak najmniej turbulencji, o których mówiłem wcześniej. Każdy zdaje sobie sprawę, że w naszym klubie potrzebna jest stabilizacja. Dobry sezon, choćby taki, jak rozegraliśmy po moim powrocie z Chin. Przede wszystkim musimy obronić mistrzostwo Polski i odzyskać krajowy puchar. Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale kilka pucharów zdobyłem, a nigdy nie zagrałem na Stadionie Narodowym. Występ tam, to takie moje małe marzenie.

 

Jak oglądasz nasza ekstraklasę, to dziwisz się bardzo, czy bardziej?

 

Szczerze? Szczerze, bo chyba wszyscy jesteśmy tego zdania, ale nikt nie chce tego głośno powiedzieć. Liga zrobiła się słaba. Tak, jest wyrównana, ale kilka lat temu jakościowo była dużo mocniejsza. I jak mam być w stu procentach szczery, to jeśli dalej tak to będzie wyglądało, to nie mamy jako liga czego szukać w europejskich pucharach. To moje zdanie, nie każdy musi się z nim zgadzać, ale nie boję się tego głośno powiedzieć.

 

Nic nie dzieje się bez przyczyny.

 

Coś tu nie gra, na pewno powodów jest wiele i wszyscy powinniśmy się nad tym zastanowić. Bo to musi zacząć iść w odpowiednim kierunku.

 

Ostatnio śmialiśmy się, że będziesz grał do 40-tki. Plan nadal aktualny?

 

Jeśli liga będzie wyglądać tak, jak teraz, to bardzo realny (śmiech). Dobiję do 600 meczów dla Legii i mogę kończyć.

 

 

Co chciałbyś życzyć kibicom Legii na ten nadchodzący 2018 rok.

 

Najpierw to zdrowych i spokojnych świąt, rodzinnej atmosfery. A na Nowy Rok - oczywiście zdrowia, bo ono jest najważniejsze. Chciałbym, aby wiedzieli, że są nam bardzo potrzebni i jak najliczniej wypełniali trybuny naszego stadionu. Nam, pracownikom Legii, trenerom i całemu sztabowi - abyśmy wspólnie ciągnęli ten wózek, aby w maju wspólnie świętować ten dublet, do zdobycia którego będziemy dążyć na wiosnę.

 

A potem mistrzostwa świata w Rosji. Oglądałeś losowanie grup?

 

Oczywiście.

 

Co myślałeś, jak Serbia mogła trafić tylko do jednej z dwóch, między innymi z Polską?

 

Bardzo chciałem, byłyby emocje. Trafiliśmy na ciekawych rywali, choćby Brazylię, ale z drugiej strony, to my na razie nie mamy trenera, a więc trudno coś więcej powiedzieć o turnieju w Rosji.

 

To "Prijo" nie jest tam trenerem?

 

Nie, jest Bogiem. Bohaterem narodowym. Zdobył przecież bramkę, która decydowała o awansie na mundial. Choć śmieję się, że każdy by trafił, bo trudno nie było. On dodaje kolorytu reprezentacji Serbii, fajnie się wypowiada przed meczami i po ich zakończeniu. Robi tam odpowiedni klimat. Wszyscy go zaakceptowali i są tylko pozytywne opinie na jego temat.

 

 

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Więcej na temat

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 159
PLN
Cena 69,90
PLN
Cena 249
PLN