Legia Warszawa
vs Termalica
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2017-04-20 17:00:00
Newsletter

Miroslav Radović przed jubileuszem

Autor: Aleksander Janowski, Janusz Partyka, vid. Tomasz Sejbuk Fot. Mateusz Kostrzewa, Jacek Prondzynski, Janusz Partyka, Adam Polak/Archiwum Legii
Mecz z Cracovią może być 250. ligowym spotkaniem Miroslava Radovicia w barwach Legii. Debiutował 11 lat temu, z czasem stał się jedną z ważniejszych postaci w historii klubu, z którym na krajowym podwórku zdobył wszystko, co było do wygrania.

 

Miroslav Radović przyszedł do Legii w 2006 roku. Dwukrotnie świętował mistrzostwo Polski, pięć razy wygrał krajowy puchar, dołożył do tego Superpuchar. Dla Wojskowych zdobył 89 bramek w 357 meczach – w lidze odpowiednio 64 gole w 249 spotkaniach.

 

Piłka w cieniu wojny

 

Radović piłkarską karierę rozpoczął w Mladosti Rogatica. Na szczeblu juniorskim reprezentował ponadto Mačva Šabac, Teleoptik Belgrad oraz Partizan Belgrad, w którym stawiał swoje pierwsze poważne kroki w seniorskiej piłce. W młodzieżowej reprezentacji kraju zagrał sześć razy.

 

 

Ton jego nastoletniemu życiu nadawała jednak nie piłka, ale wojna tocząca się w latach 90. na terenach byłej Jugosławii. W pewnym momencie zmusiła ona rodzinę legionisty do przeprowadzki z rodzinnej miejscowości Goražde do Belgradu. Niewiele  brakowało,aby ostatecznie wylądowała w Szwajcarii, gdzie „Rado” przebywał na testach FC Sion. Nie zdecydował się jednak na grę w tym klubie ze względu na problemy ze zdobyciem pozwolenia na pracę dla jego rodziców.

„To był dla mnie koszmarny okres. Nie życzę nikomu, by coś takiego go dotknęło. Mimo że byłem dzieckiem, doskonale wiedziałem, co to wojna i co się dzieje w kraju. Kilka kilometrów od mojego osiedla toczyła się regularna bitwa, latały samoloty, eksplodowały bomby, ginęli ludzie. To piekło” - wspominał w jednym z wywiadów dla Naszej Legii. 

 

Młody Serb pozostał więc w Belgradzie, gdzie odgrywał coraz większą rolę. Jednym z jego pierwszych osiągnięć był debiut w Lidze Mistrzów UEFA w sezonie 2003/04 przeciwko przyszłemu triumfatorowi rozgrywek, portugalskiemu FC Porto. Mimo, że w tym meczu „Rado” zagrał zaledwie 52 minuty, jego pozycja w drużynie „Grobari” coraz lepsza. W następnym sezonie stał się jednym z ważniejszych zawodników Partizana, przyczynił się do zdobycia przez klub mistrzostwa Serbii i Czarnogóry, a także dotarcia do 1/8 finału o Puchar UEFA. Awans do niej zapewnił właśnie Radović, który strzelił w ostatnich minutach decydującego gola przeciwko Dnipro Dniepropietrowsk.

 

Stacja Warszawa

 

Młodym zawodnikiem, który nie miał pewnego miejsca w Partizanie, zainteresowała się Legia. W stolicy Serb był już trzy lata wcześniej, gdy we wrześniu 2003 roku  Partizan grał mecz sparingowy z Legią przy Łazienkowskiej (pożegnanie Dragomira Okuki), a „Rado” pojawił się na boisku w końcówce tego meczu. Na transfer do Legii namówił go właśnie Okuka. W Warszawie „Rado” od razu znalazł oparcie w swoim rodaku Aleksandarze Vukoviciu, który pomógł mu w aklimatyzacji.

 

 

Pierwsze występy Serba nie zwiastowały, że zostanie on jednym z najlepszych graczy zespołu. W inauguracyjnym meczu, o Superpuchar z Wisłą Płock (1:2), został zmieniony jeszcze przed końcem pierwszej połowy.

„Potrzebowałem piłkarza, który z piłką przy nodze i rywalem na plecach nie straci głowy i futbolówki. Radović miał swobodę, drybling, luz i dostał szansę. Debiutował z Wisłą Płock w meczu o Superpuchar, który traktowaliśmy jako etap przygotowań do eliminacji UEFA Champions League. Nie układało się, szybko straciliśmy gola, więc jeszcze przed przerwą zdjąłem z boiska Rado i Marcina Burkhardta. Zagrzałem się wtedy, byłem młodym trenerem. Dziś zmieniam zawodników przed przerwą tylko w ostateczności. (…) Nie zawsze mu się w Legii układało, ale ja współpracę z nim wspominam dobrze, choć nie trwała nawet sezon. Mam satysfakcję, że trafił do Legii, kiedy ją prowadziłem. Długo wypominano mi pieniądze wydane na Radovicia, ale dziś nikt nie żałuje choćby jednego eurocenta” – mówił w 2014 roku w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” Dariusz Wdowczyk.

 

Krok po kroku

 

Jego ligowy debiut, 29 lipca 2006 roku przeciwko Cracovii (3:1), raczej nie może być zaliczony do tych wymarzonych. Mecz z drużyną, której barwy reprezentował wówczas między innymi obecny trener Legii Jacek Magiera, Serb rozpoczął na ławce rezerwowych.

„Kiedy Miro przyszedł do Legii, ja na krótko odszedłem do Cracovii. Pierwszy ligowy mecz graliśmy przy Łazienkowskiej. Miro mówi, że nie pamięta, ale ja pamięć mam dobrą. Na boisko wszedł w drugiej połowie i na powitanie z ekstraklasą dostał ode mnie siatkę. To nie był nasz pierwszy mecz przeciwko sobie. Za czasów trenera Dragomira Okuki graliśmy sparing z Partizanem, w koszulce którego biegał Miro. W grudniu 2006 roku byłem z powrotem przy Łazienkowskiej, już jako asystent szkoleniowca pierwszego zespołu. Następny sezon, w którym trenerem został Janek Urban, zaczął się od bomby. W pierwszym ligowym meczu - też z Cracovią - Rado dostał czerwoną kartkę. Jedną z durniejszych, jakie w życiu widziałem. Pierwsza żółta była za to, że za szybko wybiegł z muru. Kilka sekund później znowu ruszył z muru nim rywal dotknął piłkę i arbiter wlepił mu drugą żółtą kartkę” - wspominał z kolei na łamach PS Jacek Magiera.

 

 

W trzeciej kolejce ekstraklasy otrzymał już jednak od trenera Wdowczyka szansę gry od początku i odpłacił mu się pierwszym strzelonym golem. Sezon 2006/07, który Legia zakończyła na 3. miejscu, był dla niego w miarę udany - zdobył osiem bramek w 39 meczach, został wybrany przez kibiców najlepszym graczem drużyny. Z miesiąca na miesiąc Radović stawał się coraz ważniejszą postacią zespołu, dokładając swoją cegiełkę do kolejnych sukcesów Wojskowych. Pierwszym z nich był Puchar Polski w sezonie 2007/08. W finale, w którym „Rado” rozegrał całe spotkanie, Legia pokonała po rzutach karnych Wisłę Kraków.

 

Trenerem był wówczas Jan Urban, który tak wspominał Serba w rozmowie z PS: „Świetny wiosną, słaby jesienią - to Miro Radović z czasów mojej pierwszej pracy w Legii. Piłkarze, szczególnie młodzi, często mają kłopot z ustabilizowaniem formy. W przypadku ‘Rado’ chodziło o to, że on szybko, dosłownie w dwa tygodnie, osiągał apogeum. Później miał problem, żeby to utrzymać. (…) Miro źle znosił porażki, frustrowały go, nie cierpiał przegrywać. Na początku symulował, przewracał się, kiedy nie było fauli. Sędziowie przestali reagować nawet, kiedy rzeczywiście było przewinienie. Na szczęście udało mu się zdjąć z siebie łatkę pozoranta. Piłka zawsze go cieszyła, uwielbiał gierki na małe bramki, na duże na skróconym polu i na utrzymanie. Widać było, że sprawia mu to frajdę, a jakość zagrań zawsze była wysoka. Kiedy trzeba było trenować bez piłki, zasuwał jak inni. Mieliśmy dobry kontakt, nie było żadnego zatargu. Zawsze powtarzałem: Rado, jak strzelisz w sezonie dziesięć goli, Legia będzie mistrzem Polski”. „Janek od niego dużo wymagał, ale o to chodzi. Gdyby piłkarz był trenerowi obojętny, machnąłby na niego ręką i zajmował się innymi. Ale ‘Rado’ był zbyt cenny, lubił pracować. Opowieści, że jest leniwy, to głupoty” – dodaje Magiera.

 

 

W sezonie 2007/08 „Rado” zanotował kolejny jubileuszowy, tym razem 50. ligowy występ w barwach Legii. I również nie zaliczy go do udanych – Wojskowi przegrali bowiem 12 kwietnia 2008 roku przed własną publicznością z Lechem Poznań (0:1). Na początku kolejnego sezonu Wojskowi zagrali o Superpuchar z tym samym rywalem. Wygrali 2:1, dorzucając kolejne trofeum do kolekcji Radovicia. Na pierwsze mistrzostwo z Legią musiał poczekać aż do 2013 roku.

 

Wierny do czasu

 

Mimo sporego zainteresowania ze strony zagranicznych klubów, w tym wielkiego AS Monaco, „Rado” wciąż grał w Legii. „’Miro’ przypomina stylem gry Niemców Mesuta Özila, Mario Götzego czy Thomasa Müllera, czyli rozgrywających, którzy nie są przypisani do konkretnego miejsca na boisku, ale radzą sobie wszędzie. Także w ataku. Po paru treningach i meczach, w których Rado błysnął, zobaczyłem, że w szatni jest jak na boisku: drużyna idzie za nim. To charakterny, uczciwy chłopak. Nigdy nie kombinował, co w sercu, zaraz znajdowało się na języku. Tym też zjednywał sobie ludzi. (…) W CV będzie mu chyba brakowało gry w mocnym klubie. Sam przyłożyłem do tego rękę. Na początku 2012 roku dostał propozycję z drugoligowego Monaco. Bardzo się wahał. Przekonałem go czekającym nas dwumeczem ze Sportingiem Lizbona w 1/16 finału Ligi Europy i perspektywą gry o mistrzostwo, którego wtedy nie miał w życiorysie. Patrzyłem z pozycji trenera i działałem w interesie Legii. (…) Żartując, można powiedzieć, że ocaliłem Radovicia dla Legii i ekstraklasy” – wspominał z kolei trzy lata temu w wywiadzie dla PS Maciej Skorża.

 

 

W sezonie 2009/10 Radović rozegrał 100. ligowe spotkanie z „eLką” na piersi - Legia znów nieznacznie uległa rywalowi (Odrze Wodzisław) 0:1. Ligowy mecz Serba numer 150. przypadł z kolei na 26 listopada 2011 roku i była to… przegrana potyczka z Koroną w Kielcach (0:1).

 

Z kolejnymi latami jego rola na boisku zaczęła się zmieniać. Z lewego skrzydła, na którym rozpoczynał swoją przygodę z piłką, przeniósł się na środek, gdzie coraz częściej wspomagał napastników. Kibice do dziś wspominają jego występy z Danielem Ljuboją, z którym „Rado” grał przez dużą część sezonu 2012/13. To właśnie ich współpraca w dużej mierze zaważyła o zdobyciu przez Legię pierwszego od 1995 roku dubletu i jego pierwszego tytułu mistrzowskiego. Po odejściu Ljuboi z drużyny u Radovicia coraz częściej dawało się zauważyć doświadczenie zdobyte do tej pory. Gdy partnerzy w ofensywie zawodzili, na jego barkach spoczywało zdobywanie bramek. 

 

 

„Grałem z różnymi zawodnikami, ale to jest piłkarz, który umie i rozumie wszystko. Jest doświadczony, grał zresztą w świetnych klubach. Czasami wystarczy, że na niego spojrzę i już wiem, co on chce zagrać i odwrotnie. Różnie się o ‘Ljubo’ pisało, różnie się jego życie toczyło, ale to jest przede wszystkim bardzo dobry człowiek. Owszem jest dość impulsywny, ma swój charakter i wie czego chce w każdym momencie swojego życia. Czasami, w żartach, mu powiem, że to ja załatwiłem mu ten transfer. Nie ukrywa, że nie spodziewał się, że tak wygląda nasz klub, stadion, miasto i fani. Powiedział, że nigdy nie grał przy takich kibicach, a gdzie grał, wszyscy przecież wiemy” - mówił w 2011 roku o współpracy z „Ljubo” w rozmowie z NL legionista. Danijel zresztą szybko mu się zrewanżował twierdząc, że „Rado” jest jednym z najlepszych piłkarzy z którymi występował na boisku.

 

Rado jak wino

 

W swoim rekordowym sezonie 2013/14 Radović strzelił w lidze 14 goli, przyczyniając się do zdobycia przez Legię kolejnego mistrzostwa. 28 listopada 2013 roku „jubileuszowa klątwa” Serba została zdjęta w meczu ze Śląskiem Wrocław przy Łazienkowskiej. W ligowym spotkaniu numer 200., legioniści wreszcie odnieśli zwycięstwo 2:1.

 

 

W Warszawie zawodnik przeszedł olbrzymią transformację, a jej ukoronowaniem jest z pewnością jego obecny sezon. Droga do tegorocznych osiągnięć stała się dla niego jednak nieoczekiwanie wyboista, gdy zimą 2015 roku nieoczekiwanie przeniósł się do chińskiego Hebei China Fortune. Przygoda na Dalekim Wschodzie zakończyła się jednak dla niego dość szybko. Po poważnej kontuzji barku musiał odbudować swoją dawną formę, co udało się w słoweńskiej Olimpii Lublana, z którą zdobył mistrzostwo Słowenii, a później w Partizanie Belgrad.

 

Serb pod koniec letniego okna transferowego w 2016 roku zrobił to co zapowiedział wcześniej - wrócił do Legii, gdzie niemal z miejsca znów stał się jedną z kluczowych postaci. W tym sezonie strzelił do tej pory 12 goli, co potwierdza, że stanowi o sile ofensywy Wojskowych. Jednym z nich była bramka zdobyta na Santiago Bernabeu przeciwko Realowi Madryt. Było to również pierwsze trafienie legionistów w Lidze Mistrzów UEFA po 21 latach. Doświadczenie i zaangażowanie „Rado” – zarówno na boisku jak i w szatni - zostało uhonorowane przez trenera Jacka Magierę przyznaniem mu funkcji zastępcy kapitana zespołu.

 

 

250. ligowym meczem Serb śrubuje swój rekord w liczbie występów w ekstraklasie także wśród zawodników z zagranicy. Należy do niego również rekord strzelonych goli przez obcokrajowców w rozgrywkach, który wynosi 64. W klasyfikacji piłkarzy, którzy rozegrali najwięcej spotkań w barwach warszawskiej Legii, zajmuje piątą pozycję - po Lucjanie Brychczym, Jacku Zielińskim, Kazimierzu Deynie oraz Jakubie Rzeźniczaku. Ten pierwszy, Legenda Legii, kilka lat temu wybrał go nawet do swojej „jedenastki wszech czasów Legii”, w której umieścił piłkarzy grających od początku pobytu Brychczego przy Łazienkowskiej.

 

Rola Radovicia w historii Legii jest więc niepodważalna. Przyczynił się do wielu sukcesów Klubu, co nie umknęło uwadze kibiców drużyny, którzy także umieścili „Rado” w „Jedenastce Stulecia” Legii Warszawa. W ciągu 11 lat od debiutu na polskich boiskach wciąż nadaje kolorytu naszej lidze, trudno jest także sobie wyobrazić sobie funkcjonowanie zespołu bez niego.

 

„Jego firmowe zagranie to zwód na zamach. Wszyscy wiedzą, co zrobi, ale każdy się nabiera na jego przetaczanie piłki pod stopą. Wkręca rywali w ziemię, puszcza im futbolówkę między nogami. Te jego zamachy, niby próby podania czy dośrodkowania, przekładanki... Podobno, żeby być dobrym piłkarzem, wystarczy znać jeden zwód, ale mieć go opanowanego do perfekcji. Rado ma” – charakteryzował Serba w rozmowie z PS Magiera.

„Dla kolejnych pokoleń może być osobowością na miarę Kazimierza Deyny czy Lucjana Brychczego. Rozegrał ponad 300 meczów, a licznik bije. Podobnie jest z tytułami. W Polsce zaczęła się era Legii, ‘Rado’ może skończyć karierę z pięcioma-sześcioma mistrzostwami. Tego mu życzę, bo nie jest łatwo co rok znajdować motywację na mecze z Piastem czy Podbeskidziem. (...) Rado z zawodu jest kelnerem, ale do stołu potrafi podać najwyżej wino. Z piłką radzi sobie o wiele lepiej” - mówił o nim z kolei Aco Vuković.

 

 

Jubileuszowe mecze ligowe Miro Radovicia w Legii:

 

1.   29 lipca 2006 r.            Legia Warszawa - Cracovia    3:1 (1:1)

50.      12 kwietnia 2008 r.    Legia Warszawa - Lech Poznań    0:1 (0:0)

100.      7 marca 2010 r.    Legia Warszawa - Odra Wodzisław  0:1 (0:1)

150.    26 listopada 2011 r.        Korona Kielce - Legia Warszawa    1:0 (1:0)

200.    28 września 2013 r. Legia Warszawa - Śląsk Wrocław    2:1 (1:1)

 

 

MIROSLAV RADOVIĆ W LEGII

mecze ligowe 249/64

europejskie puchary 53/17

Puchar Polski 36/6

Puchar Ligi 16/2

ŁĄCZNIE 357/89


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN