Legia Warszawa
vs Termalica
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2017-06-29 21:30:00
Newsletter

Mistrzowie drugiego planu: Paweł Bamber

Autor: Iza Kruk Fot. Jacek Prondzynski
- Jeśli chce się grać na tym najwyższym poziomie, trzeba dbać o najmniejsze detale. Kilka procent przyśpieszenia regeneracji, może mieć potem przełożenie na kilka procent więcej na boisku i zdecydować o wyniku meczu - mówi Paweł Bamber, fizjoterapeuta pierwszej drużyny Legii, ulubiony rehabilitant polskich piłkarzy oraz tenisistów.

LEGIA.COM: Lubisz majsterkowanie?

 

PAWEŁ BAMBER: Czasami lubię, a dlaczego pytasz?

 

Bo jest uznawane za hobby osób bardzo cierpliwych.

 

No tak... Rzeczywiście, ta praca wymaga ogromnej cierpliwości, ale dużo zależy też od zawodnika czy pacjenta. Można powiedzieć, że traktuję to jako trening mentalny (śmiech).

 

Nie jest tak, że czasami pełnisz rolę psychologa?

 

Dużo rozmawiamy, o najróżniejszych rzeczach. Czasem da się wyczuć, że zawodnik potrzebuje porozmawiać. Nawet niekoniecznie o życiu osobistym, ale na przykład o samej rehabilitacji. Pytają o terapię, dlaczego robią akurat takie ćwiczenie, pomimo tego, że boli ich gdzie indziej. Zdarza się to często, kiedy pracuję z nowymi zawodnikami, którzy nie mieli wcześniej styczności z takim globalnym spojrzeniem na organizm. Przyzwyczajono ich do masażu, a my oferujemy poza klasyczną terapią manualną, terapię stawów skroniowo-żuchwowych, techniki wisceralne czy też terapię cranio sacralną. Muszę im wtedy wszystko wytłumaczyć. Cieszy mnie, że jednak spora część osób, z którymi mam okazję pracować, jest świadoma wielu powiązań w swoim ciele.

 

 

Świadomość. Skąd pomysł na „Świadomą fizjoterapię”? Pod taką nazwą funkcjonuje Wasz zespół fizjoterapeutów.

 

Coraz więcej osób pisało, dzwoniło, dopytywało się o możliwość odbycia stażu, praktyk, podzielenia się naszą wiedzą. Chciało zobaczyć, na czym polega praca ze sportowcami. Bardzo trudno zaangażować takie osoby do codziennej pracy z pierwszym zespołem. Chcąc pomóc tym osobom, nawet samemu skorzystać na wymianie doświadczeń czy uwag, stworzyliśmy właśnie nasz zespół świadomej fizjoterapii. Zespół tworzy Marcin Bator, również fizjoterapeuta I zespołu oraz Carlos, który odbywał u nas na wiosnę staż. Carlosa poznaliśmy na jednej z konferencji naukowych w Londynie. Nawiązaliśmy znajomość, udało się, aby przyjechał do Polski. My też podczas takiej wymiany czerpiemy z jego wiedzy. Warto skonfrontować zupełnie inny system pracy z naszym.

 

Czego tacy ludzie potrzebują na początku swojej drogi z fizjoterapią?

 

Praktyki. To najcenniejsze, co pomaga potem podjąć decyzję jak postępować w danym przypadku. Wiedza z podręczników czy innych źródeł jest także kluczowa, nie chcę tego podważać. Jednak pomoc osób doświadczonych, którzy mają za sobą już wiele konkretnych przypadków, odbytych kursów, udział w licznych konferencjach, to dla nich można powiedzieć coś w rodzaju gotowego produktu. 

 

Czy to jest coś, czego Tobie w przeszłości brakowało?

 

Miałem takie szczęście, że podjąłem pracę w klubie sportowym, gdzie był bardzo doświadczony fizjoterapeuta, od którego naprawdę dużo się nauczyłem. Kiedy sam zacząłem się coraz bardziej angażować, pomagać, wiedziałem już, że to jest to, co chcę robić i chciałbym wiedzieć jak najwięcej, ponieważ to wpłynie na jakość mojej pracy. Nie zmieniło się to do dziś, cały czas szkolę się i kształcę.

 

Odbyłeś wiele staży w topowych europejskich klubach, chociażby w Juventusie Turyn.

 

Tak. I jeśli chodzi o sprzęt czy samą terapię, na przykład porównując do kliniki w Rzymie, czy w Turynie, to jesteśmy już bardzo blisko. Jeśli chodzi o fizjoterapeutów, trzeba podejść do tego indywidualnie, ponieważ każdy ma określoną technikę i własny styl pracy. Na pewno my nie mamy się czego wstydzić. Utwierdziło mnie to też w przekonaniu, że idziemy w dobrą stronę. Rozwijamy się, gonimy czołówkę. Nie jesteśmy w tyle, jak wielu osobom mogłoby się wydawać. Śledzimy najnowsze doniesienia naukowe, pozostając w stałym kontakcie z najbardziej uznanymi klinikami na świecie, m.in. Oslo Sport Trauma and Research Center.

 

 

 

Mówiłeś o sprzęcie. Ostatnio Internet obiegło zdjęcie Daniela Chimy Chukwu podczas odnowy.

 

Ta kriosauna służy do odnowy biologicznej. W temperaturze -140 stopni zawodnik przebywa w niej trzy minuty. Taki jest optymalny czas. Korzystamy z niej po meczach, czy po treningach kształtujących wytrzymałość, aby przyśpieszyć regenerację. 

 

Czy fakt, że przez cały sezon gramy praktycznie co trzy dni, mocno wpływa na Waszą na pracę? 

 

To, w jaki sposób odbywa się mikrocykl, przekłada się automatycznie na przebieg samej odnowy. Mamy cykl siedmiodniowy lub trzydniowy, wszystko doprecyzowujemy z trenerem przygotowania fizycznego, co ostatecznie zatwierdza pierwszy trener. W obecnych czasach, przy takiej intensywności pracy, byłoby nam bardzo trudno funkcjonować bez tego nowoczesnego sprzętu. Jeśli chce się grać na tym najwyższym poziomie, trzeba dbać o najmniejsze detale. Detale, detale i jeszcze raz detale. Kilka procent przyśpieszenia regeneracji, może mieć potem przełożenie na kilka procent więcej na boisku i zdecydować o wyniku meczu. Kriosauna, odzież kompresyjna, sama w sobie nie zrobi kolosalnej różnicy, ale może być kluczowa jeśli popatrzymy globalnie.

 

Czy są takie środki odnowy biologicznej, której piłkarze szczególnie nie lubią albo są ich ulubionymi?

 

Kriosauna na przykład nie należy do tych najprzyjemniejszych. Starsi zawodnicy bardzo lubią na przykład tradycyjną saunę. Podczas staży czy konferencji wiele razy dopytywaliśmy właśnie o tę saunę. Najłatwiej powiedzieć, że się zepsuła i nie korzystamy z niej (śmiech). Bardzo lubią i bardzo się jej domagają, z czym staramy się walczyć. Są próby wywarcia presji, ale nie dajemy się (śmiech).

 

Pracowałeś z reprezentantami wielu dyscyplin, w klinice Enel Sport też napotykasz na różnych sportowców. Dlaczego zdecydowałeś się akurat na piłkę nożną?

 

W wieku juniora grałem w piłkę, mój tata pracował w klubie piłkarskim, więc można powiedzieć, że od dzieciństwa była to moja miłość i pasja. Wybór więc był naturalny.

 

A czy zauważasz różnicę w pracy z piłkarzami, a innymi sportowcami?

 

Miałem ostatnio przyjemność pracować na przykład z Kasią Skowrońską czy Ulą Radwańską. Bez względu na dyscyplinę, najważniejszy jest konkretny przypadek. Jeśli jest on taki sam w przypadku siatkarza, piłkarza czy tenisisty, dyscyplina nie ma znaczenia. Wiadomo, że sama urazowość skupiona jest w różnych obszarach, a prewencja na innych partiach ciała.

 

 

Jak wygląda Twoja praca w klinice?

 

Mamy bardzo komfortowe warunki pracy. Uczestniczyłem w projektowaniu części rehabilitacyjnej. Mogę powiedzieć, że wszystko jest tam dokładnie tak, jakbym to sobie wymarzył w przypadku własnej kliniki. I wyposażenie, i ludzie, których tam spotykam, mają potem przełożenie na moją codzienną pracę w Legii. Każdy problem, jego rozwiązanie, podnoszą umiejętności i pomagają mi szybciej podejmować decyzję w pracy z zawodnikami.

 

W Twoim CV znajduje się także praca w reprezentacji.

 

Praca w kadrze była spełnieniem moich dziecięcych marzeń, czymś wyjątkowym. Porównując ją do pracy w Legii można powiedzieć, że przypominała obóz treningowy. W zależności od liczby zaplanowanych meczów, zgrupowanie trwało od kilku do kilkunastu dni i wtedy miała miejsce właśnie ta kumulacja naszych obowiązków. Zawodnicy przyjeżdżali ze swoich klubów, musieli się zregenerować, odpowiednio przygotować do meczu. Praca była bardzo intensywna. Czasami kończyliśmy bardzo późno. Na pewno zapamiętam tę pracę do końca życia.

 

Co w Twojej pracy sprawia największą trudność?

 

Najtrudniejsze bywa dotarcie do zawodnika bądź pacjenta. Jeśli nie sprawisz, że ci zaufa, nie dotrzesz do niego, to można stosować najbardziej wyszukane techniki, a nie przyniosą one skutku. Musisz sprawić, że osoba z którą pracujesz uwierzy, że jesteś w stanie mu pomóc.

 

Jakie pytania od piłkarzy słyszysz najczęściej?

 

Jak długo? Kiedy wrócę? Kiedy mogę zacząć biegać? Kiedy kopnę piłkę? Staramy się nie doprecyzowywać za bardzo, np. za siedem dni. Jeśli się bowiem okaże, że jednak potrzeba jeszcze dwóch dodatkowych dni, będzie na nas ciążyć ogromna presja (śmiech). Określamy pewne ramy, żeby zawodnik mógł się nastawić, że potrwa to mniej więcej tyle i tyle.

 

 

Który przypadek określiłbyś za swój największy sukces?

 

Nie był to jeden przypadek na pewno. Ostatnio chociażby zgłosiła się do mnie pani po operacji endoprotezy stawu kolanowego. Z zupełnie innego miasta. Rehabilitowała się u wielu znanych polskich specjalistów, których sam znam i cenię. Groziła jej ponowna operacja. Udało mi się ją wyprowadzić i okazało się, że ponowna operacja nie będzie potrzebna. Nie tylko ja jestem dumny, ale najważniejsze, że udało się pomóc uniknąć dosyć skomplikowanego zabiegu po raz drugi. Taka bardzo miła dla mnie sprawa, to kiedy słyszę od młodszych pacjentów, z jakimi miałem okazję pracować, że nie były zdecydowane, co chciałyby robić w życiu i to, że spotkali moją osobę na swojej drodze, pomogło im taką  decyzję podjąć. Pracując ze mną, zdecydowały się właśnie na fizjoterapię. 

 

Jakie w takim razie jest Twoje hobby?

 

W tej chwili moim jedynym hobby jest rodzina i moja córeczka. Każdą wolną chwilę staram się spędzać właśnie z nią.


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN