Legia Warszawa
vs Termalica
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2016-04-09 19:16:00

Nasze puchary, zagraniczni trenerzy

Autor: Karol Czyżewski Fot. Mateusz Kostrzewa, Jacek Prondzynski, Eugeniusz Warminski/Archiwum Legii
Legia awansowała do finału Pucharu Polski i już 2 maja zmierzy się na Stadionie Narodowym z poznańskim Lechem. Duża w tym zasługa Stanisława Czerczesowa – Rosjanin jest piątym, zagranicznym szkoleniowcem w historii Klubu, który doprowadził legionistów na sam szczyt tych rozgrywek.

„Kici, Ernest pikum pakum, Ernest szus, ein gol CWKS”

 

Pierwszy taki sukces należy do legendarnego trenera „wojskowych” Janosa Steinera. Absolwent szkoły trenerskiej w Budapeszcie pracę w Warszawie rozpoczął 1 lutego 1954 roku. Bezpośrednie dojście do generała Popławskiego umożliwiło węgierskiemu trenerowi ściągniecie kilkudziesięciu utalentowanych zawodników z całej Polski. Najbardziej udanym „transferem” Steinera był, rzecz jasna, Lucjan Brychczy, któremu trener nadał słynny już przydomek: „Kici”. Szkoleniowiec słynął z pionierskich, jak na swoje czasy, treningów, które nie były zbyt długie, lecz koncentrowały się na rozwoju umiejętności technicznych. Steiner operował także absolutnie oryginalnym językiem – jego zdania były mieszanką węgierskiego, niemieckiego i rosyjskiego.

 

Janos Steiner na murawie stadionu przy ulicy Łazienkowskiej.

 

Choć początki w Klubie nie były zbyt obiecujące (legioniści rundę wiosenną sezonu 1954 zakończyli na ostatnim miejscu w tabeli), to z biegiem czasu gra warszawiaków wyglądała coraz lepiej.

 

Kiepski sezon w lidze, zakończony ostatecznie na siódmym miejscu, powetowano sobie w finale Pucharu Polski 25 września 1955 roku. Legia, w obecności 12 tys. kibiców zebranych na Stadionie Wojska Polskiego, ograła wówczas Lechię Gdańsk aż 5:0 (bramki zdobywali wówczas: trzy razy Kempny, raz Pol i raz Słaboszewski), to i tak najniższy wymiar kary, bo piłkarze zmarnowali do tego kilka stuprocentowych sytuacji. Zdobycie Pucharu Polski było pierwszym, oficjalnym trofeum w historii Klubu – preludium do jeszcze większego sukcesu, którym był pierwszy tytuł Mistrza Polski.

 

20 listopada 1955 roku za sprawą remisu 1:1 po golu Lucjana Brychczego w Sosnowcu ze Stalą, Legia zdobywa drugie trofeum i uzyskuje pierwszy w historii dublet! Niemałą zasługę w sukcesach węgierskiego szkoleniowca odegrał Kazimierz Górski, który podczas pracy w Klubie Steinera pełnił funkcję jego asystenta.

 

Bałkańska myśl szkoleniowa

 

Dziewięć lat później Legia po raz kolejny awansowała do finału Pucharu Polski, tym razem z innym szkoleniowcem, którego imię i nazwisko jest dzisiaj nieco zapomniane. Mowa o Virgilu Popescu, trenującym „wojskowych” w latach 1964-65. Urodzony w Rumunii trener trafił do Warszawy z HNK Rijeka zastępując Longina Janeczka. Za kadencji Popescu Legii kiepsko wiodło się w lidze – zaliczyła wiele wpadek tracąc szansę na mistrzowski tytuł - lecz te niepowodzenia powetowałał sobie Brychczy, który sięgnął po koronę króla strzelców (18 goli), a drużyną zdobyła Puchar Polski.

 

Virgil Popescu i piłkarz Legii Jacek Gmoch.

 

1 maja 1964 na Stadionie Dziesięciolecia rywalem stołecznych była Polonia Bytom. Spotkanie okazało się specyficzne, również za sprawą daty – odbyło się w święto 1. Maja, zatem stanowiło one główne wydarzenie sportowe w Warszawie. Godzinę meczu specjalnie przesunięto na 17. aby wszyscy zdążyli wrócić do domów z pochodów, zjeść obiad i nieco odpocząć. Łącznie na arenie zmagań zgromadziło się 15 tysięcy kibiców

 

Mecz był bardzo wyrównany, lecz to legioniści zdołali zdobyć prowadzenie przed przerwą – podanie Wiesława Korzeniowskiego w 37. minucie wykorzystał Henryk Apostel. „Wojskowi” nie zdołali jednak dowieść prowadzenia do końca spotkania, gdyż w 88. minucie stan spotkania wyrównał Jan Banaś. Nad stadionem zaczął zapadać zmrok, zatem zdecydowanie spadła jakość piłkarska tego widowiska, a o końcowym zwycięstwie decydowało przede wszystkim szczęście. To sprzyjało Legii, która w dogrywce, po drugim trafieniu Henryka Apostela, ostatecznie wygrała spotkanie 2:1. Piłkarzy po meczu z boiska zniosła grupa kilkuset uradowanych fanów, a świętowanie przeciągnęło się do późnych godzin nocnych! Ten triumf dał legionistom prawo udziału w rozgrywkach Pucharu Europy.

 

„Wojewoda” w Warszawie

 

1966 rok był szczególnym rokiem dla Legii nie tylko ze względu na 50 – lecie Klubu, ale także przybycie nowego szkoleniowca. Czechosłowacki trener Jaroslav Vejvoda miał przynieść „wojskowym” to, czego im w ostatnich latach brakowało, a więc efektowne sukcesy. Podobnie jak w przypadku Steinera, nowy szkoleniowiec nie miał zbyt udanego początku w stolicy. Z dorobkiem 26 punktów legioniści uplasowali się na szóstym miejscu w ligowej tabeli. „Na otarcie łez” miały jednak przyjść rozgrywki Pucharu Polski, gdzie stołeczni dotarli do finału, w którym czekał już na nich Górnik Zabrze.

 

Jaroslav Vejvoda (z prawej) w rozmowie z Lesławem Ćmikiewiczem.

 

15 sierpnia 1966 roku na stadionie Warty w Poznaniu zgromadziło się 20 tys. kibiców. Będący wtedy na fali zabrzanie byli zdecydowanym faworytem konfrontacji, lecz tego dnia to Legia okazała się lepsza. „Wojskowi” byli o wiele bardziej poukładani, zgrani, czego dowodem była bramka Lucjana Brychczego z 36. minuty. Siedmiokrotny wówczas Mistrz Polski nie zamierzał się jednak poddać i po przerwie Rainer Kuchta wyrównał na 1:1. Regulaminowy czas nie przyniósł rozstrzygnięcia, a o wszystkim musiała zadecydować dogrywka. Podobnie jak w przypadku finału sprzed dwóch lat, problemem stawała się zapadająca ciemność i podobnie, jak w przypadku tamtego meczu legioniści rzutem na taśmę rozstrzygnęli losy spotkania – bramkę w 120. minucie zdobył Bernard Blaut. Triumf w Pucharze Polski był obiecującym startem Vejvody w Polsce, a poza tym, po raz kolejny dawał Legii prawo do udziału w Pucharze Europy.

 

Czechosłowacki trener jest jedynym szkoleniowcem z zagranicy, który dwukrotnie grał w finale tych rozgrywek – niestety, 17 maja 1969 roku Górnik zrewanżował się w decydującym meczu i wygrał spotkanie 2:0.

 

Nagroda pocieszenia Berga

 

Najbardziej współczesna karta z historii zagranicznych szkoleniowców – Henning Berg pracę w Legii rozpoczął 19 grudnia 2014 roku. W tym samym sezonie „wojskowi” pod jego wodzą zdołali zdobyć tytuł Mistrza Polski. Co było w kolejnym – pamiętamy doskonale. Zanim jednak legioniści zajęli na koniec rozgrywek dopiero drugie miejsce w lidze, 2 maja na Stadionie Narodowym w Warszawie drużyna Berga zmierzyła się w finale Pucharu Polski z Lechem Poznań.

 

Henning Berg z Pucharem Polski wywalczonym przez Legię w 2015 roku.

 

Samo spotkanie przyciągnęło ogromne zainteresowanie, a bilety wyprzedały się w mgnieniu oka. 45 322 kibiców miało nadzieję na ciekawy, wyrównany mecz. Pojedynek lepiej rozpoczął Lech, który za sprawą uderzenia z rzutu wolnego Barry'ego Douglasa miał okazję wyjść na prowadzenie – piłka jednak minimalnie minęła bramkę Dusana Kuciaka. Słowacki bramkarz dwoił się i troił, aby uchronić swój zespół przed utratą gola. Niestety, w 20. minucie golkiper stołecznych był bezradny, gdy piłkę do swojej bramki pechowo skierował Tomasz Jodłowiec. Lech tuż po chwili miał okazję na podwyższenie rezultatu, lecz Zaura Sadaeva powstrzymał Dusan Kuciak.

 

W 30. minucie rzut rożny z lewej strony wykonywał Michał Kucharczyk, a jego świetne dośrodkowanie zamienił na gola Tomasz Jodłowiec, rehabilitując się tym samym za samobójcze trafienie. Lech przed przerwą mógł wyjść na prowadzenie, jednak tego dnia Kuciak był nie do pokonania.

 

Druga połowa to zdecydowana dominacja Legii, która w 55. minucie wyszła na prowadzenie, nie oddając go już do końca spotkania. Z lewej strony płasko zagrał Brzyski, a najprzytomniej w polu karnym zachował się Marek Saganowski, który ustalił wynik meczu na 2:1. Tym samym Puchar Polski został w stolicy!

 

Czas na Czerczesowa?

 

Jak widzieliśmy, zagraniczni szkoleniowcy Legii przysłużyli się niezwykle do zdobycia przez „wojskowych” Pucharu Polski. W przypadku Stainera ten triumf był przedsmakiem kolejnych sukcesów Legii, natomiast Vejvoda zwycięstwo wykorzystał do zbudowania jeszcze silniejszego zespołu. Czy równie dobrze pójdzie obecnemu szkoleniowcowi legionistów? Odpowiedź na to pytanie poznamy 2 maja na Stadionie Narodowym. Trzymamy kciuki!

 

Stanisław Czerczesow doprowadził Legię do finału rozgrywek o Puchar Polski, który odbędzie się 2 maja na Stadionie Narodowym.

 

 

KSIĘGA STULECIA LEGII:

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN