Legia Warszawa
vs Termalica
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2016-11-03 13:10:00
Newsletter

Nierealne?

Autor: Łukasz Kowalski Fot. Mateusz Kostrzewa
Przegrywaliśmy 0:2. A potem wygrywaliśmy 3:2. Przegrywając z Realem Madryt, strzeliliśmy trzy bramki. Mogliśmy czwartą. Trudno...

Zaczęło się fatalnie. Bo właściwie zanim się na dobre zaczęło, to w pierwszej minucie Gareth Bale pięknym wolejem pokonał kompletnie bezradnego Arkadiusza Malarza. Szybki początek, nie ma co... Ofensywnie nastawiony Real, grający właściwie czterema napastnikami, wszedł w mecz wyjątkowo dobrze. Oj...

 

 

Nienaturalnie cichy stadion też nie nastrajał optymistycznie. Pojedyncze okrzyki, próby śpiewów fanów Realu, którzy znaleźli się na trybunach dzięki sympatycznemu gestowi swojego klubu, szybko się kończyły. Taka cisza jest straszna. Groteskowa. Pojedyncze zapiewy sympatyków z Kastylii, komentator hiszpańskiej telewizji w ekstatycznym szale powtarzający nazwisko Ronaldo kilkadziesiąt razy (choć wielki Cristiano mylił się raz za razem...), jest gdzieś daleko, ale ty słyszysz jego wrzask jakby stał obok. Smutno.

 

Słychać każde uderzenie piłki. Trochę jak na korcie tenisowym, ale tam zawsze jest cicho. Na meczu piłki nożnej cicho być nie powinno. Znów słychać tego wrzeszczącego komentatora z Kastylii. Co z tego, że Ronaldo fatalnie skiksował? On krzyczy, kibice pozdrawiają Jacka Magierę, a pod bramką Malarza kocioł. Słyszysz każde uderzenie w piłkę. Jest gorąco, ale Legia wychodzi ze swojego pola karnego. Hiszpan dalej krzyczy. Jest 27. minuta. Rzeźniczak kapitalnie przejmuje piłkę, biegnie prawym skrzydłem. Futbolówka trafia do Guilherme, ten strzela, ale... ech... daleko. Smutno?

 

Jeżeli nawet, to ten smutek nie udzielił się piłkarzom Legii. Oni, skoncentrowani na sto procent, robili swoje. Tak, Real był lepszy, lepiej się ustawiał, szybciej biegał. Ale co z tego, skoro Legia była gorsza tylko o ułamek, o sekundę, a gdy dochodziło do pojedynków w jej polu karnym, stanowcza i skuteczna.

 

To widać było choćby po wspominanym już wielkim CR7. Przed dwumeczem "życzliwi" Legii dziennikarze rozpisywali się, ile to bramek on sam zaaplikuje Wojskowym. Nie strzelił żadnej. Wściekły machał rękami, tupał, pokazywał sędziemu, że jest krzywdzony przez zawodników Legii. To też było groteskowe. A może nie? Może pech Cristiano nazywa się Michał Pazdan? I czy jest to pech, czy po prostu raz na jakiś czas najostrzejsza kosa trafi na kamienny monolit? Brawo, Michał, brawo!

 

OK. Legia straciła w pierwszej połowie jeszcze jedną bramkę. I zrobiło się smutno. Ale nie legionistom. Zacisnęli pięści i wzięli się do roboty. Krok po kroku zdobywali boisko. Byli coraz groźniejsi, coraz pewniejsi w swoich poczynaniach. I wtedy Vadis Odjidja Ofoe zdecydował się na indywidualne przejście przez rywali z Madrytu. Przeszedł i huknął tuż sprzed pola karnego! Stadiony świata!

 

W przerwie nikt się nie zastanawiał. Dziennikarze i fani z Hiszpanii - pewni swego. Wszyscy trzymający stronę Legii - spokojni. Bo można było wyczuć, że tu się jeszcze sporo może zdarzyć.

 

Legia gra swoje. Legia dyktuje warunki. Tak, dyktuje warunki. Real nie wrzucił jeszcze kolejnego biegu? A może po prostu nie może go wrzucić? Spokojnie, róbmy dalej swoje.

 

Jest 58. minuta. Miro Radović przejmuje piłkę jakieś 25 metrów przed bramką. Ucieka obrońcy, uderza mocno czubem buta - Navas jest bezradny! Co za szał! Jest 2:2!

 

I to nie jest koniec. Bo Legia nie chce się bronić. Legia gra o pełną stawkę. Real jest wściekły. Atakuje jak zraniony byk. Legia broni się raz chaotycznie, raz mądrze, ale najważniejsze, że skutecznie. Raz za razem wybija madrytczyków z rytmu. To właśnie było to, co Wojskowi robili perfekcyjnie - nie dawali Królewskim złapać rytmu, nie dawali im wykonywać opanowanych schematów, jednocześnie twardą grą jeden na jeden niwecząc indywidualne zapędy najlepszych piłkarzy świata.

 

83. minuta meczu. Thibault Moulin robi to! Wygrywamy z Realem Madryt. To jest niewiarygodne. Kontra, po której Odjidja dogrywa w pole karne, piłka leci w stronę Guilherme, ale przejmuje ją Prijović. Dogrywa do francuskiego pomocnika, a ten pięknym strzałem od słupka zdobywa historyczną bramkę dla legionistów.

 

Kovacić uderzył na remis. I było trochę nerwów w końcówce. Ale kto się właściwie denerwował? Świętujący 100. mecz w roli trenera Realu Zinedine Zidane? Bezradny Ronaldo? Bale?

 

Bo Jacek Magiera był spokojny. Jego podopieczni zrobili swoje. Coś pięknego...

 

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

eMTeZet
2016-11-03 00:27:12
Po co nam Zizu Co nam Morata Jacek Magiera Trener na lata dziękujemy!
Hub
Podporucznik
2016-11-03 13:41:58
Głosujcie na gol tygodnia dla Ofoe na stronie UEFA: http://gotw.uefa.com/en/uefachampionsleague/nominees
JU1916
Porucznik
2016-11-03 19:43:15
O tym meczu powstaną książki i filmy, to jest odrębna historia. Jakże dla nas wspaniała! Pomyśleć, że byliśmy o kilka minut od pokonania wielkiego Realu Madryt, aktualnego zdobywcy LM, jednego z największych klubów w historii piłki. Naszpikowanego gwiazdami światowego futbolu, niezależnie od tego, że kilku piłkarzy było nieobecnych. Ze słynnym Zizou na ławce trenerskiej... I tu dochodzimy do istoty sprawy: Jacek Magiera to właściwy człowiek na właściwym miejscu i bardzo dobrze się stało, że dostał szansę właśnie teraz! Duch w zespole rośnie w tempie równie imponującym, jak poprawia się z meczu na mecz gra (L). I mecz z Realem nie był pod tym względem odstępstwem od reguły: nie tylko zrobiliśmy wynik sportowy, ale graliśmy z Hiszpanami w piłkę: biegaliśmy (prawie 117 km - nie pamiętam takiego meczu (L)), zakładaliśmy pressing i sami wychodziliśmy spod pressingu RM, wymienialiśmy podania (87% celnych!), strzelaliśmy piękne bramki - tylko żal, że nie mogliśmy tego na żywo doświadczyć przy Ł3!
JU1916
Porucznik
2016-11-03 19:48:51
Vadis zostanie w tym sezonie gwiazdą Ekstraklasy, bez dwóch zdań. Mam nadzieję, że forma i jakość gry (L) będą nadal rosły, że do tych, którzy już dzisiaj prezentują się dobrze dołączą kolejni. Możemy sobie życzyć, by za tym poszła też zgoda i harmonijna współpraca właścicieli, bo bez tego, na dłuższym dystansie, będzie kiepsko. Tylko (L)!!!

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN