Legia Warszawa
vs Raków Częstochowa
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2016-12-21 19:15:00
Newsletter

Nikolić: Czułem, że jestem częścią czegoś wielkiego

Autor: Jakub Jarząbek Fot. Mateusz Kostrzewa, Jacek Prondzynski
- Tworzyliśmy razem z Legią niesamowitą więź, której nikt nie był w stanie zaburzyć – mówi Nemanja Nikolić w ostatnim przed wyjazdem do Chicago Fire wywiadzie dla Legia.com, w którym podsumował półtora roku spędzone w Warszawie.

Legia.com: Niko, jaki był dla ciebie rok 2016?

 

Nemanja Nikolić: Jeśli rozmawiamy o futbolu, to na pewno najlepszy w całej mojej karierze. Osiągnąłem rzeczy, które chciałem, nad którymi pracowaliśmy przez cały czas. Teraz, na zakończenie roku mogę powiedzieć, że był on fantastyczny.

 

Półtora roku temu podpisałem kontrakt z Legią Warszawa. Klubem, który chciałem, żeby był dla mnie kolejnym krokiem po odejściu z Videotonu. Rozmawialiśmy długo, negocjowaliśmy i spodobał mi się bardzo projekt, jaki mi tu przedstawiono. Byłem bardzo zadowolony przychodząc właśnie tutaj.

 

Później zdobyliśmy dublet, a ja wygrałem wszystkie indywidualne trofea. Do tego grając w Legii pojechałem na Euro 2016 z reprezentacją Węgier i teraz na koniec zagraliśmy w Lidze Mistrzów UEFA oraz awansowaliśmy do Ligi Europy UEFA. Naprawdę, to był najlepszy rok w całej mojej karierze.

 

Najważniejsze, że zdobywałem z Klubem tytuły i realizowałem cele. To wiele dla mnie znaczy. Wcale nie byłbym szczęśliwy, gdybym strzelał gole, grał w wielu meczach, a nie wygrywał w tym czasie nic z drużyną. Piłka nożna to sport drużynowy. Razem z nią odnieśliśmy sukcesy, więc to jest najważniejsze.

 

 

Ten drugi sezon w Legii był trudniejszy?

 

Oczywiście. Zawsze tak się mówi, że drugi rok jest trudniejszy. Pokazałem jednak, że rzeczy, które osiągnąłem w roku poprzednim, to nie było zwykłe szczęście. W tym sezonie strzeliłem też sporo goli, zagrałem dużo meczów i z niego też mogę być zadowolony.

 

Każdy kolejny sezon jest inny i nie można tak naprawdę ich porównywać. Ten pierwszy był przecież niemal perfekcyjny. Każdy w takiej sytuacji patrzy na ciebie i mówi – „Ok, on strzelił tyle goli w zeszłym sezonie, a teraz jak nie strzela w jednym, czy drugim meczu…” – zaczyna się presja, wśród mediów i kibiców. Nie bałem się jednak tego. Zdobyłem w końcu w tym sezonie 16 bramek, więc było to bardzo dobre pół roku. Uważam, że podtrzymałem swój poziom.

 

Miałeś ostatnio wrażenie, że zawodnicy w naszej lidze poznali cię lepiej, trochę się nauczyli twojego stylu?

 

Nie, raczej nie. OK, znamy się lepiej, ale i w tym i zeszłym sezonie regularnie strzelałem gole. Nie myślę, że rywale znaleźli jakąś złotą formułę na grę przeciwko mnie. Gdybym w całej rundzie strzelił tylko dwa-trzy gole, to wtedy musiałbym się poważnie nad tym zastanowić. Na pewno rywale analizują mój styl gry. Znają mnie lepiej, ale ja ich też. Zdążyłem poznać tę ligę, stadiony i drużyny.

 

 

Mówiłeś wcześniej, że najważniejsze są zwycięstwa drużyny. Nie da się jednak ukryć, że nie zawsze jednak ostatnio miałeś miejsce w pierwszym składzie. Trudno było w takich momentach odłożyć na bok swoje ambicje?

 

Tak, jak najbardziej. Gdy decydowałem się pozostać tutaj, nie spodziewałem się, że w ważnych meczach będę siedzieć na ławce rezerwowych. Zwłaszcza w Lidze Mistrzów UEFA. Takie mecze grasz czasem tylko raz w karierze i z bardzo dużą niecierpliwością na nie czekałem. Z jednej strony cieszę się, że mimo to zdobyłem bramki w tak elitarnych rozgrywkach - jestem z tego dumny, gdyż nigdy nie grałem w takich rozgrywkach. Za kilka lat będę mógł powiedzieć z dumą, że wraz z Legią Warszawa byłem w Lidze Mistrzów UEFA. Oczywiście, z drugiej strony byłem jednak mocno rozczarowany, gdy okazywało się, że nie mogę grać. Takie jest jednak prawo trenera. To on odpowiada za zespół i zawodnicy muszą się dostosować. Myślę, że jednak zasłużyłem na więcej szans.

 

A czego nauczyły cię te rozgrywki?

 

Zobaczyliśmy, że w meczach w Europie nie można robić takich błędów jak te, które czasem uchodziły nam na sucho w Polsce. W tego typu rozgrywkach, gdzie poziom jest tak wysoki, musisz być skoncentrowany i grać z pełną uwagą przez 90 minut. Jeżeli tracisz ją nawet na dwie-trzy minuty, to rywal od razu cię ukarze.

 

Na przykład spójrz na nasz mecz w Dortmundzie. Strzeliliśmy gola, a po chwili popełniliśmy błąd i straciliśmy od razu trzy. Takie rzeczy musimy poprawić. Ale żeby tak się stało, trzeba na tym najwyższym poziomie występować regularnie. Takie mecze kształtują osobowość i charakter. Tam zobaczysz swój poziom i dowiesz się osobiście, co możesz jeszcze poprawić.

 

 

Kto zrobił na tobie większe wrażenie – Real Madryt czy Borussia Dortmund?

 

Borussia.

 

Czemu?

 

Byli strasznie agresywni, grali z instynktem killera. W tym meczu w Warszawie strzelili nam sześć goli, a czułem, że są w stanie zdobyć jeszcze więcej bramek. W meczach z nami pokazali typową niemiecką mentalność. Nie zatrzymywali się, nie zajmowali się tym, kto jest ich rywalem tylko cały czas grali swoją grę. Gdy zdobyli piątą bramkę, zaczęli myśleć o szóstej, gdy szóstą, to o siódmej…

 

Real był nieco bardziej rozluźniony. Gdy w meczu przy Łazienkowskiej strzelili dwa gole, pomyśleli, że pewnie łatwo strzelą kolejne dwa-trzy. My zmieniliśmy swoją grę, podnieśliśmy się i udało nam się odmienić to spotkanie. W meczach z Borussią szczerze mówiąc nie miałem takiego wrażenia, że możemy wygrać.

 

Ale oczywiście nie umniejszam nic Realowi. Wygrali w zeszłym roku Puchar Europy, w tym roku są też faworytem. Mimo to, lepsze wrażenie zrobiła na mnie Borussia.

 

 

A jak wyglądały przygotowania do meczu ze Sportingiem? Trenerzy musieli was uspokajać, czy jednak potrzebna była mobilizacja?

 

W tego typu meczach musisz zagrać z gorącym sercem i chłodną głową. Musisz zachować spokój. Cieszyliśmy się, że ten mecz rozegramy w Warszawie, przy pełnym stadionie, i że kibice nam pomogą. Była w tym meczu na nas duża presja i chęć zwycięstwa. Pokazaliśmy charakter, który jest potrzebny w tego typu spotkaniach.

 

Przygotowania do meczu były normalne, raczej nic specjalnego. Wcale nie było inaczej, niż na przykład przed następnym meczem z Piastem. Jedynie dzień samego meczu jest nieco inny. Wiesz, adrenalina w tobie buzuje, zaczynasz odczuwać większa presję i tym podobne.

 

Ale chociażby w meczu z Piastem presja również była duża. W krótkim czasie musisz przestawić umysł i skoncentrować na kolejnym meczu. A tego meczu nie zagrasz na oczach 30. tysięcy widzów, tylko przed mniejszą publicznością i nie będzie na niego patrzeć cała Europa. To jest trudne, ale pokazaliśmy, że umiemy się dostosować. Zagraliśmy swój mecz, przygotowaliśmy się do niego bardzo dobrze i to jest najważniejsze. To ważne, gdyż wszyscy cieszą się z Ligi Mistrzów UEFA, ale żeby tam wrócić trzeba swoje robić w lidze krajowej.

 

Świętowałeś kiedyś zwycięstwo z prezydentem kraju? Premier Victor Orban jest znany ze swojego zamiłowania do futbolu.

 

Nie, jeszcze nie. Rzeczywiście, na Węgrzech premier fascynuje się futbolem i gratuluje nam sukcesów. Ale nigdy nie przyszedł do szatni, tak jak zdarzyło się po meczu ze Sportingiem.

 

Byłem nieco zaskoczony. Gdy przyszedłem do szatni było wokół dużo ochroniarzy i policjantów. Dopiero potem zobaczyłem, że chodzi o to, że do szatni przyszedł wasz prezydent. Świętowaliśmy razem, to było bardzo fajne. Myślę, że był to jednak duży sukces dla całej Polski, dlatego z nami był.

 

 

Skąd ta metamorfoza Legii w drugiej części rundy jesiennej?

 

Pamiętaj, na początku sezonu mieliśmy sporo problemów… Po sezonie, w którym wygraliśmy wszystko, co było do wygrania, zmieniliśmy trenera. Wiesz, jak to jest – zmienia się trenera, on sprowadza nowych zawodników, wprowadza nową filozofię. Trzeba się z nim spotkać, on musi poznać zawodników, a to zajmuje bardzo dużo czasu. On go nie miał. Byli zawodnicy, którzy pojechali na Euro, a później nie otrzymali urlopu. Ponadto przez całe lato trener miał do dyspozycji bardzo dużo zawodników – 35-40? Wielu z nich było zawodnikami młodymi, było sporo kontuzji.

 

Gdy wróciliśmy musieliśmy od razu zacząć grać. Nie było czasu na przygotowanie, było naprawdę trudno, a nikt nie miał czasu przejmować się, że „Niko”, „Pazdi” i „Jodła” są zmęczeni po Euro 2016 – kibice i władze Legii chcą, by ona wygrywała każde spotkanie. Prawda jest taka, że nie byliśmy gotowi na grę na dwóch frontach – europejskim i w LOTTO Ekstraklasie. Trener rotował składem, było dużo zmian i zaczęliśmy sezon bardzo źle.

 

To spowodowało decyzję o zmianie trenera. Z czasem złapaliśmy dużo większą pewność siebie. Przez ten trudny moment przeszliśmy razem, jako drużyna. Poprawiła się atmosfera i to było bardzo ważne. A pamiętajmy, że kibice byli na nas źli, w Klubie niecierpliwili się wynikami, nie było lekko. To normalne, nikt przecież nie chce widzieć Legii w dolnej części tabeli.

 

 

Co w takim razie zmienił nowy trener?

 

Bardzo w nas wierzy, jak i w cały swój sztab asystentów. Dał im wolność pracy, a to bardzo ważne. Dobrze panuje nad grupą. Musimy jeszcze poprawić kilka rzeczy w grze, ale drużyna jest na dobrej drodze. Ale tak jak mówię – bardzo ważne były te pierwsze zwycięstwa. To był problem za trenera Hasiego – jeden mecz wygraliśmy, potem kolejne dwa to były porażki, albo remis i nie łapaliśmy tego rytmu.

 

Z trenerem Magierą przegraliśmy ze Sportingiem, ale potem rozpoczęła się ta dobra seria. To dało nam dużo punktów w lidze i ogólnie pomogło. Nie pracowaliśmy zbyt długo razem, więc nie powiem ci nic bardziej odkrywczego. Ale ta współpraca wyglądała naprawdę bardzo dobrze i mogę stwierdzić, że dobrze rokuje na przyszłość Klubu.

 

A jego charakter? Jak się z wami komunikuje – stawia na spokojny przekaz, czy jak trzeba umie potrząsnąć szatnią? Czy jest raczej typowym menadżerem, który trzyma się nieco na uboczu i kontroluje wszystko?

 

Nie rozmawia dużo z zawodnikami, nie urządza specjalnych spotkań dla całej drużyny. Gdy chce z kimś porozmawiać, od razu to robi, nie odkłada na przyszłość. Zabiera cię na bok, tłumaczy na spokojnie to, co chce ci przekazać. Pokłada naprawdę dużą wiarę w cały zespół asystentów i daje im się wykazać również w takich sytuacjach. Podoba mi się taki sposób współpracy.

 

 

Niko – kilka słów podsumowania. Za tobą kolejny rok w Warszawie, to był drugi i ostatni sezon z nami. Jakbyś podsumował te półtora roku, które tu spędziłeś?

 

Niesamowity czas. Pod względem wielu aspektów, naprawdę. Na treningi zawsze przychodziłem z uśmiechem na ustach, a to jest przecież najważniejsze. Ponadto moja rodzina bardzo dobrze odnalazła się w Polsce. To dla mnie bardzo ważne. Jeśli sprawy wokół mnie dobrze się układają, to od razu gram lepiej, a tutaj właśnie zawsze tak było.

 

W te półtora roku strzeliłem ponad 50 goli, to fantastyczny rezultat. W pierwszym roku zdobywałem bramki w lidze niemal z każdej pozycji, to było niesamowite. Z tego co wiem, to pobiłem sporo klubowych rekordów, wygrałem indywidualne nagrody. A przecież z drużyną też wygraliśmy wiele.

 

Teraz na jesieni mogłem zadebiutować w Lidze Mistrzów UEFA. Mogę powiedzieć, że wygrałem wszystko, co mogłem. To niesamowite. Gdybym takie osiągnięcia miał w ciągu pięciu lat, to powiedziałbym, że było OK, ale to wszystko przyszło dużo szybciej.

 

Co zadecydowało o tym, że półtora roku temu wybrałeś Legię?

 

Z tego co wiem, to Legia długo szukała skutecznego napastnika, kilku zawodników sprowadzono tu przede mną. Odchodząc z Videotonu szukałem Klubu z jeszcze większymi celami i Legia mi to umożliwiła. Oczywiście, Videoton też musiał wygrywać ligę, ale tu jest inaczej. Legia mnie potrzebowała, a ja jej.

 

Mam duży szacunek do kibiców. Bardzo mnie ucieszyło to, że pod początku mnie polubili i to okazywali. Koledzy z drużyny też zawsze mi pomagali, a bez nich nie osiągnąłbym nic. Jestem tego typu zawodnikiem, który potrzebuje wsparcia drużyny, dobrej atmosfery i dobrych podań - tutaj wszystko to otrzymałem. Koledzy wykonywali naprawdę dobrą pracę. Jestem typowym killerem pola karnego, więc to bardzo ważne.

 

W futbolu jest jedna rzecz, która nigdy nie kłamie – statystyki. Zerknij na moje statystyki w Legii przez te półtora roku, to zobaczysz, jak wiele osiągnęliśmy.

 

 

A Warszawa? Spodobało ci się nasze miasto?

 

Bardzo. Poznałem tutaj wielu dobrych ludzi, którzy wielokrotnie mi pomogli. Bardzo cieszę się z tego, że znalazłem bardzo dobrą szkołę dla moich dzieci. Moja córka już po pół roku mówiła bardzo dobrze po polsku. Mój syn także już umie porozumiewać w waszym języku. Ludzie tu są naprawdę bardzo przyjaźni, wielokrotnie próbowali mi pomóc. Na każdym kroku czułem, że jestem częścią czegoś wielkiego. A przecież każda przeprowadzka jest trudna, po raz pierwszy w swojej piłkarskiej karierze zamieszkałem poza Węgrami. Chciałem wybrać dobre miasto i dobry kraj na kolejny krok.

 

Decyzję o przeprowadzce do danego miejsca możesz ocenić dopiero, gdy jesteś blisko decyzji o odejściu w kolejne miejsce. Teraz, po półtora roku mogę powiedzieć, że podjąłem perfekcyjną decyzję o przeprowadzce do Warszawy.

 

Miałeś jakieś swoje ulubione miejsce?

 

Na pewno, było takich sporo. Podoba mi się bardzo wasze Stare Miasto. Spędziliśmy tam naprawdę sporo czasu na spacerach z całą rodziną. Jest też bardzo dużo fajnych miejsc, do których zabieraliśmy dzieci, żeby mogły się pobawić. Są też fajne centra handlowe, w których szybko mogłem coś załatwić, do tego bardzo dobre restauracje. Było tego naprawdę dużo. A teraz przed Świętami całe centrum Warszawy wygląda naprawdę pięknie.

 

Chciałbyś powiedzieć jakieś ostatnie słowo dla kibiców naszego Klubu?

 

Bardzo trudno jest w kilku zdaniach opisać to, jak się w tej chwili czuję. Choć półtora roku nie wydaje się zbyt długim czasem, to czuję, jakbym mówił o całej swojej piłkarskiej karierze. W czasie spędzonym w Legii otrzymałem wszystko, o czym profesjonalny piłkarz może tylko pomarzyć. Warszawa stała się domem dla mnie i mojej rodziny, a klub i sam zespół pomógł mi osiągnąć sukces.

 

Chciałbym podziękować zarządowi klubu, dyrektorowi sportowemu i całej legijnej rodzinie za zrozumienie i wsparcie mojej decyzji. Tak, przenoszę się do USA, gdzie Chicago Fire chce, bym stał się czołową postacią drużyny i pomógł klubowi być jeszcze silniejszym. Jestem dumny, że w Warszawie znalazłem prawdziwych przyjaciół i poznałem fantastyczny Klub. Legia zawsze będzie częścią mojego życia i wierzę, że zostanę tu zapamiętany jako piłkarz, który zasłużył, by być częścią wspaniałej historii tego Klubu. Do zobaczenia wkrótce, przyjaciele.

 

Czyli Warszawa i Legia to był dla ciebie dobry krok na te półtora roku?

 

Nie dobry, perfekcyjny! Stworzyliśmy razem z Legią niesamowitą więź, której nikt nie był w stanie zaburzyć.

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

JU1916
Podporucznik
2016-12-22 00:42:44
Możemy kręcić nosem na Niko: że nie jest zbyt szybki ani zwrotny, że gra tylko w polu karnym, a poza nim nie jest już tak dobrze, że pokazał klasę tylko w ekstraklasie, a w pucharach europejskich było dużo gorzej... Jednak długo czekaliśmy na takiego strzelca i - choć nie wątpię, że Magic znajdzie lekarstwo, jak go zastąpić - długo poczekamy na gościa z takimi statystykami. Pierwsza z brzegu liczba: 40 goli w lidze w półtora roku. Niko, szacun i powodzenia za oceanem! PS. Swoją drogą ciekawe ile prawdy jest w tym, co mówił BL1916 u Iwańczyka, że Niko nie mówi (L) "adieu", a jedynie "do widzenia".

Więcej na temat

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 89
PLN
Cena 114,50
PLN
Cena 119
PLN