Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2015-12-10 10:59:00
Newsletter

Pazdan: 1. miejsce na koniec roku? To możliwe

Autor: Kacper Ruszczak Fot. Mateusz Kostrzewa
- My sami wiemy o tym, że musimy wygrać te dwa ligowe mecze, które zostały do rozegrania w tym roku. Ta końcówka będzie wtedy wyglądała bardzo fajnie. Zatrzemy złe wrażenie z kilku spotkań, kiedy nie szło nam zbyt dobrze - mówi w rozmowie z legia.com Michał Pazdan.

legia.com: W niedzielę pojechałeś do swojego rodzinnego Krakowa i przywiozłeś z niego wiele łupów: trzy punkty dla Legii, a indywidualnie nominację do jedenastki kolejki Ekstraklasy i tytuł piłkarza meczu, którym wybrali cię kibice.

 

Michał Pazdan: Nie pierwszy raz fajnie mi się grało na Wiśle. Z tego, co pamiętam, to na przestrzeni ostatnich pięciu lat, gdy byłem jeszcze w Górniku i Jagiellonii, z Reymonta przywiozłem same zwycięstwa i jeden remis. Tam są jakieś dobre fluidy (śmiech).

 

A jak czułeś się, zakładając w Krakowie opaskę kapitana Legii Warszawa?

- Zawsze mówię, że taki jest sport, że tak w życiu bywa. Teraz gram dla Legii, bo władze tego Klubu chciały mnie u siebie. Może kiedyś były jakieś zapytania Wisły i Cracovii o mnie, ale nigdy nie doszło do niczego konkretnego. Gdy zaczyna się mecz, nie myśli się o tym, co było gdzieś i kiedyś. Zapomina się także o przywiązaniu do miasta, a powiedziałbym nawet, że w takich okolicznościach trzeba starać się jeszcze bardziej dla swojego aktualnego zespołu. Liczy się tylko zwycięstwo, nie ma sentymentów.

 

I ten triumf - bardzo ważny - udało się pod Wawelem odnieść. Wcześniej wygraliście z Górnikiem Łęczna i w ciągu raptem czterech dni przewaga Piasta nad Legią stopniała do pięciu punktów.

- Dokładnie, a teraz podejmiemy Piasta u siebie. Oni nie mają łatwego terminarza, bo potem z kolei jadą do Poznania. Bardzo ważne jest to, że zmniejszamy stratę do lidera i myślę, że możliwy jest scenariusz, w którym zakończymy 2015 rok na pierwszym miejscu.

 

To jeszcze kilka tygodni temu wydawało się niemożliwe. Legia miała duże problemy.

- Trzeba się cieszyć z tego, że po trudnym środku rundy, kiedy nie potrafiliśmy wygrywać, ostatnio - poza remisem z Podbeskidziem - idzie nam punktowo bardzo dobrze. My sami wiemy o tym, że musimy wygrać te dwa ligowe mecze, które zostały do rozegrania w tym roku. Ta końcówka będzie wtedy wyglądała bardzo fajnie. Zatrzemy to wrażenie kilku spotkań, kiedy nie szło nam zbyt dobrze. Zaczęliśmy punktować - to jest najważniejsze.

 

"Przegląd Sportowy" wyliczył, że gdy Michał Pazdan gra, Legia zdobywa średnio 2,42 punktu na mecz w Ekstraklasie. Bez ciebie ta średnia to tylko jedno "oczko".

- Ostatnio zastanawiałem się nad tym, w ilu spotkaniach zagrałem. Ta runda była taka, że co jakiś czas miałem problemy - najpierw kontuzja ręki i miesiąc przerwy, potem kolano. Często miałem przerwy i kilka meczów z rzędu mogłem zagrać właściwie tylko na początku sezonu. Te statystyki bardzo mnie cieszą. Jako obrońca jestem rozliczany z innych rzeczy niż napastnik. Oprócz wygranej liczy się dla mnie także to, aby cała formacja obronna wyglądała dobrze i nie straciła zbyt wielu bramek. Wtedy się cieszę. Z przodu mamy tak dobrych zawodników, że zawsze coś strzelą. Dlatego tym ważniejsza jest dla nas gra na zero z tyłu.

 

Biorąc pod uwagę te statystyki, szkoda, że zabraknie cię w niedzielnym meczu z Piastem.

- Są takie sytuacje, gdy trzeba przerwać jakąś akcję rywala niezależnie od konsekwencji. Gdy jednak analizowałem ten faul, za który dostałem żółtą kartkę w Krakowie, to takich starć jest zawsze w meczu dużo. Sędzia mógł mnie ukarać, ale nie musiał. Śmieję się, że jestem takim piłkarzem, że gdy sytuacja jest na styku, to ja zawsze oglądam kartkę. Nie byłem więc zdziwiony upomnieniem, ale wiadomo, że chciałbym zagrać z Piastem. Taka sytuacja zdarzyłaby się jednak prędzej czy później, ale szkoda, że akurat w takim momencie, kiedy nie tracimy bramek i jesteśmy w dobrej dyspozycji. Przymusowe pauzy za kartki są jednak wkalkulowane w grę obrońcy. Tak to już jest.

 

Będziesz miał natomiast okazję zagrać w czwartek przeciwko Napoli.

- Abyśmy wyszli z grupy, muszą zostać spełnione dwa warunki - nasze zwycięstwo i remis Midtjylland z Brugią. Niezależnie od kwestii awansu, po to gramy w piłkę, żeby rywalizować z tak dobrymi zawodnikami, jakich ma Napoli. Nieważne, czy Włosi wystawią podstawowy skład, czy wystąpi kilku rezerwowych graczy - to nadal będzie bardzo silny zespół. Mierząc się z takim rywalem, zobaczymy jak wiele brakuje nam do tych najsilniejszych drużyn w Europie. Im więcej gramy takich meczów, tym bardziej się rozwijamy.

 

Kilka tygodni temu Lech pokonał na wyjeździe Fiorentinę. Myślisz, że teraz polska drużyna znowu przywiezie trzy punkty z Włoch?

- Lech pokazał, że w piłce nożnej nie ma rzeczy niemożliwych. Zajmował wtedy ostatnie miejsce w tabeli, a pokonał na wyjeździe lidera włoskiej Serie A. Przeciwko Napoli musimy być zdyscyplinowani w obronie przez całe 90 minut, a będzie szansa, aby wygrać. To będzie spotkanie, w którym mało możemy stracić, a dużo zyskać. Do Neapolu jedziemy po to, aby zagrać fajny mecz.

 

Rozmawiał: Kacper Ruszczak 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 89
PLN
Cena 114,50
PLN
Cena 119
PLN