Legia Warszawa
vs Termalica
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2015-09-25 12:47:00
Newsletter

Pjus: Kibicowanie uzależnia

Autor: Kacper Ruszczak
W serwisie ekstraklasa.org ukazał się wywiad z Pjusem, warszawskim raperem i kibicem Legii. - Mówię żonie, że idę na mecz, a ta pyta mnie zaskoczona „ale jak to, przecież byłeś tydzień temu” (śmiech). Kibicowanie uzależnia, a każdy następny mecz to kolejna dawka, która umacnia mnie w tym nałogu - opowiada Pjus.

Pjus chodzi na Legię już od ponad dwudziestu lat. - Na stadionie zadebiutowałem 25 września 1993 roku, podczas meczu Legii z Zawiszą Bydgoszcz, który zakończył się wysoką wygraną gospodarzy 5:0. To był czas przebudzenia zorganizowanego ruchu kibicowskiego na Legii – poczucie krzywdy po odebraniu mistrzostwa Polski zjednoczyło wiele osób w pełną rozmachu strukturę, która jak się później okazało, wciągnęła mnie na dobre i stała się dla mnie pierwszorzędnym elementem piłkarskiego widowiska. Kibicowanie to dla mnie emocje, adrenalina i właśnie poczucie wspólnoty. Można to porównać tylko z dobrym koncertem, choć też nie do końca. Ciężko jest bowiem zrozumieć kogoś, kto jedzie na drugi koniec Polski do Wodzisławia Śląskiego, aby kibicować swojej drużynie, która gra piach – trzeba mieć nie po kolei w głowie albo po prostu być prawdziwym fanatykiem. Choć to chyba jedno i to samo. (śmiech) Nie każdy to rozumie. Ot, mówię żonie, że idę na mecz, a ta pyta mnie zaskoczona „ale jak to, przecież byłeś tydzień temu”. (śmiech) Kibicowanie uzależnia, a każdy następny mecz to kolejna dawka, która umacnia mnie w tym nałogu.

 

W ciągu tylu lat Pjus widział przy #Ł3 mnóstwo niezapomnianych meczów. - Trochę tego było… Ale jak mam postawić na jeden i to pamiętny to… zaskoczę! Porażka Legii z Wisłą Kraków, sezon 1999/2000. Warszawski zespół przegrywał u siebie 2:0 po bramkach Frankowskiego. Mimo niekorzystnego rezultatu doping na Żylecie nie ustawał. Nagle nad stadionem zebrały się ciemne chmury i rozpoczęła się niesamowita ulewa – po kilku minutach wszyscy byli przemoczeni do majtek. W sytuacji, w której niejeden „odpaliłby wrotki” i poszedł do domu, doping stał się jeszcze głośniejszy. Do dziś pamiętam ciężkie od wody szaliki, którymi machaliśmy w fanatycznym transie. Poczułem wtedy coś niesamowitego, czego nie jestem w stanie wytłumaczyć, nawet nie próbuję. To trzeba po prostu poczuć. Ostatnio widziałem gdzieś mema z podpisem „życie zrobiło z nas przyjaciół, futbol zrobił z nas braci”. W czasie tamtego meczu poczułem coś na kształt takiej silnej więzi z trybuną i ludźmi, z którymi na niej stałem.

 

Największym zaskoczeniem początku sezonu w Ekstraklasie jest fatalna postawa Lecha (ostatnie miejsce w tabeli) i dwanaście punktów, które już straciła Legia. - Choroba jest podobna, bo podobne są aspiracje. Legia jest w nieco lepszej sytuacji, bo lepiej od Lecha wykorzystała ostatnie okienko transferowe – to widać gołym okiem. Tabela jest jednak bardzo płaska i jeśli weźmiemy pod uwagę jeszcze podział punktów, to na tym etapie nie można nikogo skreślać. Dla mnie, mimo zajmowanej obecnie pozycji, Lech wciąż jest Lechem – głównym konkurentem Legii w walce o najwyższe cele. Jak nie w lidze, to w Pucharze Polski. Bardziej wierzę w jego sportową reaktywację niż walczącego do końca o tytuł Piasta. Na ten moment forma praktycznie każdej drużyny jest sinusoidalna. W zeszłym sezonie w końcówce namieszała Jagiellonia, teraz kandydatem do wsadzenia kija w mrowisko jest gliwicki zespół. To dobrze, bo tej lidze tego potrzeba.

 

 

Cały wywiad z Pjusem przeczytacie w serwisie ekstraklasa.org


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Więcej na temat

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN