Legia Warszawa
vs Termalica
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2016-07-20 21:00:00

Prawda czasu – Dickson Choto

Autor: Janusz Partyka Fot. Janusz Partyka, Mateusz Kostrzewa, Adam Polak/Archiwum Legii
Kiedy latem 2003 roku obrońca Dickson Choto przechodził z Pogoni Szczecin do Legii, niemal natychmiast stał się filarem defensywy Wojskowych na wiele lat. Przy Łazienkowskiej spędził dziesięć sezonów, przez dłuższy czas będąc jednym z najlepszych defensorów biegających po polskich boiskach. Nie mieli co do tego wątpliwości również kibice Legii, którzy wybrali go niedawno do ''Jedenastki Stulecia'' warszawskiego klubu.

Przed przyjazdem do Klubu ze stolicy Dickson Choto reprezentował barwy Górnika Zabrze oraz Pogoni Szczecin. Do Polski trafił w roku 2001 z Zimbabwe, gdzie występował w zespole Darryn Textiles, tam zresztą rozpoczynał karierę (urodził się 19 marca 1981 roku w Wedzy). W ekstraklasie radził sobie na tyle dobrze, że latem 2003 roku zainteresowała się nim Legia. Z początkiem sezonu 2003/2004 przyjechał do stolicy, a w barwach Klubu z Łazienkowskiej zadebiutował 20 sierpnia 2003 roku w meczu o Puchar Polski z Tłokami Gorzyce (3:1), choć nieoficjalnie na boisku pojawił się nieco wcześniej – przy okazji pożegnalnego meczu Leszka Pisza w Dębicy.

 

Przez dziesięć lat gry z „eLką” na piersi rozegrał dla Legii 209 meczów, strzelając pięć goli. Gdyby nie podatność na kontuzje sympatyczny defensor, który rozegrał kilkanaście spotkań jako kapitan drużyny Wojskowych, miałby na swoim koncie dużo pokaźniejsze liczby. W barwach Legii Dickson Choto zdobył dwa Mistrzostwa Polski (2006, 2013), cztery krajowe puchary (2008, 2011, 2012, 2013), a także Superpuchar (2009).

 

„Pamiętam, że przyjechałem do Polski zimą, od razu ruszyliśmy na zgrupowanie. Jak opuszczałem Zimbabwe było plus 30 stopni, w Polsce kazano mi w Wiśle biegać przy minus 25. To był szok, myślałem, że długo nie wytrzymam, że trzeba stąd uciekać. To były naprawdę trudne chwile. Tłumaczyłem sobie, że to jest moja praca i muszę się przyzwyczaić, ale głowa swoje, a organizm swoje. Taka walka trwała kilka dni, najgorsze były poranki – biegaliśmy przed siódmą. Siłownia i ćwiczenia na hali to już była łatwizna. Ilość zajęć też była nowością – w swoim kraju trenowałem tylko raz dziennie. W końcu po rozmowie z moim rodakiem, Shingi Kaonderą, dowiedziałem się, że w Polsce nie zawsze jest tak zimno, że wkrótce będzie cieplej. Miał rację, wkrótce słupki rtęci skoczyły do góry i problem znikł. Szczecin i Zabrze wspominam bardzo miło, Warszawę jeszcze przyjemniej. A przez te wszystkie lata w Polsce dużo się nauczyłem. Wszystkim, którzy mi pomogli bardzo dziękuję” – wspominał po latach w PS swoje początki w Legii.

 

W Warszawie „Dixie” niemal z dnia na dzień wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie. Czarował kibiców pewnymi i zdecydowanymi interwencjami, często udanie wyprowadzając piłkę z obrony do drugiej linii Wojskowych. W pierwszym sezonie z Choto w składzie legioniści zdobyli wicemistrzostwo kraju, a obrońca z Zimbabwe stał się filarem defensywy stołecznego zespołu (w sezonie 2003/2004 Legia straciła tylko 19 bramek, najmniej w całej lidze). „W następnym sezonie Choto nabawił się kontuzji i wystąpił tylko w dziewięciu meczach, a Legia zajęła wtedy trzecie miejsce w tabeli. W sezonie 2005/2006 Legia po czterech latach odzyskała tytuł mistrza Polski. Stołeczna drużyna straciła wówczas zaledwie 17 bramek i pierwsze miejsce zawdzięczała przede wszystkim szczelnej defensywie. Na środku obrony występowali wtedy Choto i Moussa Ouattara. Dwaj potężni ciemnoskórzy zawodnicy zdawali się być nie do przejścia dla napastników. Prasa zaczęła określać ten duet mianem 'Dwie wieże', nawiązując do znakomitej powieści Tolkiena. Obaj piłkarze skuteczni byli zarówno z tyłu jak i z przodu. Przy stałych fragmentach gry Legia niezmiernie punktowała rywali. Było to głownie zasługą Brazylijczyka Edsona, ale także Choto i Ouattary, którzy strzałami głową zdobyli wtedy po dwa gole” – czytamy na czasfutbolu.pl.

 

Po zdobyciu mistrzostwa Polski przez drużynę Dariusza Wdowczyka w roku 2006 Moussa Ouattara postanowić w dość kontrowersyjnych okolicznościach opuścić stolicę (wybrał ofertę FC Kaiserslautern). „Bez niego obrona Legii nie grała już tak dobrze. Choto również nie narzekał na brak propozycji z klubów zagranicznych, ale zdecydował się pozostać w Warszawie. Jego nowym partnerem na środku defensywy został Hugo Alcantara. Szybko okazało się jednak, że Brazylijczyk nie będzie w stanie spełnić pokładanych w nim nadziei. Klub ratował się jeszcze sprowadzeniem Mamadou Balde z FC Bordeaux, ale piłkarz z Gwinei również nie prezentował odpowiedniego poziomu. Legia nie awansowała do Ligi Mistrzów, a w lidze zajęła dopiero trzecie miejsce. W następnym sezonie drużynę przejął Jan Urban, którego rządy w Warszawie trwały dwa i pół roku. W tym czasie Choto występował na środku obrony z Inakim Astizem. Hiszpan robił dobre wrażenie, a zdaniem niektórych obserwatorów nawet przewyższał umiejętnościami reprezentanta Zimbabwe. Za kadencji Urbana Legia zdobyła Puchar Polski i dwukrotnie wywalczyła wicemistrzostwo. Natomiast Choto coraz częściej zaczął narzekać na problemy ze zdrowiem” – piszą dziennikarze portalu czasfutbolu.pl.

 

Niestety, urazy obrońcy z Zimbabwe stawały się powoli jego znakiem firmowym. Choto więcej godzin spędzał w gabinetach lekarskich niż na boisku. Przy wzroście 192 cm ważył blisko 100 kg, co powodowało zbyt duże obciążenie dla mięśni. Trener Urban miał jednak słabość do środkowego obrońcy i gdy tylko Choto był zdrowy, występował w pierwszym składzie. Kolejny szkoleniowiec Legii Maciej Skorża nie miał już dla Dicksona tyle zrozumienia i cierpliwości co jego poprzednicy, choć z początku również widział w nim lidera defensywy. Okazało się jednak, że reprezentant Zimbabwe jest w stanie występować jedynie w 30 procentach spotkań w sezonie, więc Skorża postanowił szukać innych rozwiązań.

 

2 czerwca 2013 roku w meczu ze Śląskiem Wrocław (5:0) Dickson Choto pożegnał się z warszawską publicznością. Od kibiców otrzymał owację na stojąco, a koledzy z boiska utworzyli dla niego specjalny szpaler. „Kiedy pod koniec meczu schodziłem do linii bocznej boiska, uświadomiłem sobie, że to mój ostatni mecz w Klubie, w którym spędziłem dziesięć lat. Fani skandowali moje nazwisko i bili brawo. Zmienił mnie wówczas Michał Żewłakow, który również w tym spotkaniu kończył piłkarską karierę. Ścisnęło mnie za serce, a łezka zakręciła się w oku” - mówił po ostatnim meczu legionista. Dickson Choto zdobył także wiele indywidualnych wyróżnień, m.in. tytuł Sportowca Roku 2006 w Warszawie (Życie Warszawy), a także nominację do jedenastki obcokrajowców ekstraklasy (2006). Ostatnim wielkim wyróżnieniem jest wybór przez kibiców Legii i czytelników Legia.com do „Jedenastki Stulecia” Legii (2016). Zapraszamy do obejrzenia galerii zdjęć poświęconej „Skale z Zimbabwe”.

 

Kliknij w zdjęcia, żeby zobaczyć je w pełnym rozmiarze.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN