Legia Warszawa
vs Termalica
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2016-09-07 20:30:00

Prawda czasu – Dusan Kuciak

Autor: Janusz Partyka Fot. Mateusz Kostrzewa, Jacek Prondzynski, Janusz Partyka, Adam Polak/Archiwum Legii
Legia w swojej historii miała szczęście do bramkarzy. Choć może to wcale nie szczęście, ale zwykła umiejętność selekcji, a w ostatnich latach znakomity warsztat trenera Krzysztofa Dowhania? Ten przecież, kogo się nie dotknie, od razu zamienia w złoto. Podobnie było w przypadku Dusana Kuciaka, który wyrósł spod jego skrzydeł na znakomitego golkipera.

Swego czasu o szkoleniowcu bramkarzy w samych superlatywach wypowiadał się sam Arsene Wenger, który twierdził, że to dzięki niemu Arsenal Londyn miał przez pewien okres znakomitych bramkarzy w osobach Łukasza Fabiańskiego i Wojciecha Szczęsnego. Były już strażnik legijnej świątyni Dusan Kuciak, który nie tak dawno był niekwestionowanym numerem jeden w bramce Wojskowych, to tylko potwierdzenie reguły, która panuje od lat w klubie z Łazienkowskiej. Wspomnijmy tylko tych wielkich z ostatniej dekady – Kowalewski, Boruc, Szczęsny, Fabiański, Mucha, Kuciak czy teraz Arkadiusz Malarz. Większość z nich przychodziła do Legii jako solidni bramkarze, ale wszyscy z miesiąca na miesiąc czynili postępy, by ze statusem gwiazdy odejść (oprócz tego ostatniego) na zachód, przy okazji okazale zasilając klubowy budżet.

 

Obdarzony świetnymi warunkami fizycznymi, skoczny i doskonale grający na linii zawodnik trafił do Legii przed pięcioma laty w dość zawiłych okolicznościach. Słowak chciał opuścić rumuńskie Vaslui po tym, jak klub zalegał mu z wypłatą i... posądził go, oraz kilku innych piłkarzy, o sprzedanie meczu. Klub jednak się na to nie zgodził, mając w dodatku nałożony przez europejską federację zakaz transferów. Prezes Porumboiu zapewniał, że przekazał mu należną kwotę i zagroził, że złoży skargę do sądu. Ostatecznie pozostając w sporze z Rumunami, przy wsparciu Legii poszukał sprawiedliwości w FIFA, która rozwiązała jego kontrakt z winy klubu.

 

W połowie 2011 roku Kuciak mógł więc już bez większych przeszkód parafować kontrakt z Legią. „Po otrzymaniu certyfikatu natychmiast został zgłoszony do rozgrywek Ekstraklasy i Ligi Europy” - mówił ówczesny dyrektor sportowy Marek Jóźwiak. Legii bardzo zależało na pozyskaniu tego bramkarza i szybko się okazało, że miała ku temu podstawy. „Puściłem w Vaslui przypadkowe bramki, niczego nie zawaliłem. Nie wyszedł nam mecz, a właściciel przesadził z oceną przyczyn porażki. Na pieniądze też nie mogłem się doczekać” – przyznawał. Nad tym czy gra była warta świeczki zastanawiali się tymczasem dziennikarze. Tym bardziej, że w letnich sparingach Słowak prezentował się słabo i gdyby o jego angażu decydowała wyłącznie postawa w tych właśnie meczach, przy Łazienkowskiej by go nie otrzymał. Kolejne miesiące pokazały jednak ile jest wart, choć na początku musiał pogodzić się z rolą rezerwowego.

 

Trener Maciej Skorża stawiał na Wojciecha Skabę, ale dzięki ciężkiej pracy przebojem wdarł się do pierwszego składu w meczu ze Spartakiem w Moskwie. W Rosji nie miał w ogóle bronić. Głosy trenerów rozkładały się w stosunku 6:1 na korzyść Wojtka. Jedynym, który upierał się, że powinien zagrać, był Dowhań. Trenerzy nie byli przekonani, czy jest to dla niego dobry moment. Debiut okazał się jednak bardzo szczęśliwy. Po tym spotkaniu pozostał w składzie na stałe. „Każdy bramkarz wie, że grać może tylko jeden, a drugi czeka na swoją szansę. Przyszedłem do Legii aby bronić, a nie siedzieć na ławce. To był mój oczywisty cel” – stwierdził po meczu w Moskwie Kuciak.

 

Ekstraklasa zyskała wówczas nową gwiazdę, której mogły jej zazdrościć czołowe ligi w Europie. Legia sprowadziła kogoś, kto w pojedynkę potrafił wygrać dla niej mecz (i tak w istocie wielokrotnie było). Bramkarza szybko wyprowadzającego piłkę do gry i rozpoczynającego akcje ofensywne, co w Polsce jest rzadkością. To tytan pracy i wielki profesjonalista, w znakomity sposób zastąpił Muchę, z którym jeszcze nie tak dawno rywalizował w kadrze Słowacji. Między słupkami przypominał przyczajonego tygrysa, który rzucał się na piłkę niczym na swoją ofiarę. Aby wskoczyć na wyższy pułap przeszkadzała mu jednak słabsza dynamika. W sezonie 2011/12 był jednak niepokonany przez 759 minut. To drugi wynik w historii Legii (Władysław Grotyński zachował czyste konto przez... 762 minuty) i czwarty w lidze. Był jednym z głównych konstruktorów dubletu zdobytego w sezonie 2012/2013.

 

Trzy lata temu, po przedłużeniu kontraktu z Legią... doznał poważnej kontuzji kolana. Do treningów wrócił dość szybko, bo już po nieco ponad dwóch miesiącach. To też pokazywało jego niezłomny charakter. Podczas jednego z meczów, gdy Kuciak przechodził rehabilitację, kibice z „Żylety” wywiesili nawet transparent: Dusan, Marek – trzymajcie się. Były to słowa wsparcia dla Kuciaka i Saganowskiego. Nie każdy z kontuzjowanych piłkarzy mógł wówczas liczyć na podobne wsparcie fanów. Ten odwdzięczał im się dobrą grą i deklaracjami o pozostaniu w stolicy na dłużej. „Marzeniem jest Liga Mistrzów i zagram tam z Legią. Mogłem odejść, ale zostałem. Legia nie jest gorsza od Standardu” – stwierdził swego czasu po odrzuceniu oferty z Liege.

 

W Lidze Mistrzów jednak Kuciak z Legią – przynajmniej na razie – nie zagra. Pożegnał się z Warszawą z początkiem tego roku, podpisując kontrakt z angielskim Hull City występującym wówczas w Championship (druga klasa rozgrywkowa). „Jadę tam spełniać marzenia” - mówił po podpisaniu półtorarocznego kontraktu z liderem. Brutalne zderzenie z rzeczywistością nadeszło szybciej niż ktokolwiek się spodziewał. Minęło jednak kilka tygodni i Słowak znalazł się w sytuacji nie do pozazdroszczenia, zostając trzecim bramkarzem. Większość czasu spędza dziś na trybunach i wciąż czeka na debiut w barwach nowego klubu, który występuje obcnie już w Premier League. „Można mówić, że Kuciak ma pecha, ale w przypadku byłych zawodników ekstraklasy lepiej darować sobie opowieści o złych kolejach losu. Trybuny, ławki rezerwowych - to już stały element programu. Kuciak nie jest pierwszy i ostatni. Ekstraklasowy śmietnik szybko przechodzi weryfikację” – w ostrym tonie sytuację ekslegionisty w Anglii ocenia eurosport.onet.pl.

 

Prywatnie Dusan to człowiek skromny, nie szukający rozgłosu poza boiskiem. Na Łazienkowskiej oklaskiwany był przez swoją żonę Lucinę i córeczkę Zarinkę, dwie – jego zdaniem – najważniejsze osoby w jego życiu. Swego czasu nazywany przez niektórych kolegów z Legii „pantoflarzem”, który szybko ucieka z szatni do domu. W drużynie z Łazienkowskiej przez pięć lat rozegrał 193 spotkania.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN