Legia Warszawa
vs Górnik Zabrze
Czas do meczu
Zajętych miejsc
28870
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2016-10-06 20:30:00

Prawda czasu – Jacek Magiera

Autor: Janusz Partyka Fot. Janusz Partyka, Mateusz Kostrzewa, Włodzimierz Sierakowski, Eugeniusz Warmiński, Adam Polak/Archiwum Legii
Przez lata był piłkarzem Legii, a po zakończeniu kariery asystentem sześciu jej trenerów. W pracy z nimi zdobył niezbędne doświadczenie i wiedzę. Teraz zaczął pracować przy Łazienkowskiej na własny rachunek. Podczas pierwszej konferencji prasowej powiedział, że objęcie posady szkoleniowca stołecznej drużyny traktuje jak ''powrót do domu''. W końcu spędził tu ponad połowę życia.

Jacek Magiera urodził się 1 stycznia 1977 roku w Częstochowie. „Zawsze chciałem być pierwszy, więc nie dałem na siebie długo czekać i urodziłem się zaraz po Sylwestrze” – śmiał się przed laty w rozmowie z NL. Piłkarz grający na pozycji defensywnego pomocnika lub obrońcy bronił legijnych barw przez dziewięć sezonów, rozgrywając w jej barwach 232 mecze i strzelając 19 goli.

 

„Nie czuję niedosytu, grałem satysfakcjonująco dużo. Każdemu piłkarzowi, który będzie w Legii, życzę tylu meczów i tylu minut. Jako jej zawodnik wygrałem wszystko co realnie było do zdobycia – dwa razy Mistrzostwo, Puchar Polski, Puchar Ligi i Superpuchar. To świadczy o tym, jak mocne to były drużyny, które współtworzyłem przez te dziesięć sezonów. Jak na defensywnego zawodnika, mogę być usatysfakcjonowany tymi liczbami. Do tego doszły dwie bramki, których arbitrzy mi nie uznali, choć powinni. Do tego było też sporo asyst, więc naprawdę mogę być zadowolony. Jak już strzelałem to były to ważne gole. Absolutnie nie mam problemu z faktem, że grałem tylko w polskiej lidze. Jestem dumny ze swojego CV. Ono najlepiej świadczy o tym, jakim piłkarzem byłem. Całe 18 lat, które spędziłem w tym klubie, mogę ocenić jako najlepsze. To było 18 lat nauki – nie tylko piłki, ale przede wszystkim życia. Osiągnąłem tu swoją drugą życiową pełnoletność. Zaczynałem jako człowiek, który musiał mocno walczyć o swoje, potem stałem się jednostką, która miała już słowo decyzyjne, aż wreszcie byłem tym, który swoją wiedzę, swoje doświadczenie przekazywał młodszym. To były najlepsze lata mojego życia. Żadnego momentu z tych 18 lat się nie wstydzę, jestem dumny ze wszystkiego, co się w Legii ze mną w roli głównej wydarzyło” – mówił przed trzema miesiącami w rozmowie z Legia.com Jacek Magiera, który wiosną 2000 roku był także jednym z inicjatorów i założycieli Akademii Piłkarskiej Legii Warszawa. „Na jednym z pierwszych treningów poznałem śp. Wiesława Gilera, byłego wydawcę tygodnika 'Nasza Legia'. Dał mi klubowy szalik i powiedział: 'Cieszę się, że jesteś, będę ci kibicował'. Był ze mną na dobre i złe. Darzył, z wzajemnością, szacunkiem” – wspominał w swoje początki w klubie w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” legionista.

 

Jacek Magiera od wiosny sezonu 1996/1997 przez kolejnych dziewięć lat reprezentował barwy Legii, w której grał do końca 2005 roku (z półroczną przerwą na występy w Widzewie Łódź). Do Warszawy przyszedł jako Mistrz Europy U-16 (1993) oraz kapitan drużyny U-17, która na mistrzostwach świata w Japonii w roku 1993 – pod wodzą Andrzeja Zamilskiego – zajęła czwarte miejsce. Chwilę po transferze z Rakowa Częstochowa do Legii Magiera odniósł swój pierwszy sukces. W 1997 roku zdobył z drużyną wicemistrzostwo kraju oraz Puchar Polski. W kolejnym sezonie został filarem pomocy ekipy Wojskowych i zdobył z nią Superpuchar. Magiera był już wówczas podstawowym zawodnikiem, zaufaniem obdarzył trener Stefan Białas, który prowadził Legię w sezonie 1998/1999. Po objęciu drużyny przez Franciszka Smudę „Magic” stracił jednak miejsce w składzie i został wypożyczony do Widzewa Łódź. Po sześciu miesiącach powrócił do Legii, a Smuda… niewiele później stracił posadę. Zwrot w karierze Jacka Magiery nastąpił wówczas, gdy w Legii nastał czas Dragomira Okuki. Piłkarz wrócił do składu i w sezonie 2001/2002 wydatnie pomógł drużynie zdobyć mistrzostwo Polski oraz Puchar Ligi.

 

W kolejnych sezonach „Magic” był ważnym ogniwem drużyny z Ł3, tzw. zawodnikiem od „czarnej roboty”. „Tacy piłkarze zazwyczaj są w cieniu innych. Niedoceniani często przez kibiców właśnie przez swoją pozycję na boisku, ale cenieni przez trenerów, gdyż wykonują na boisku mrówczą pracę robiąc więcej miejsca kolegom. Biegałem za dwóch, czasem trzech, właśnie po to, by inni mieli łatwiej” – mówił w jednym z wywiadów z NL. Jego sytuacja znów uległa zmianie, gdy trenerem Wojskowych został Dariusz Wdowczyk. Po jesieni 2005 roku szkoleniowiec zrezygnował z jego usług i piłkarz został wypożyczony do Rakowa Częstochowa (zdobył jednak z drużyną Legii tytuł mistrza Polski w roku 2006). Od sezonu 2006/2007 występował w Cracovii u trenera Stefana Białasa. Po kilku meczach rozwiązał jednak kontrakt z klubem, a niedługo potem zdecydował się zakończyć karierę. Później „Magic” – właściwie z marszu – był asystentem wielu szkoleniowców Legii, a także samodzielnym trenerem rezerw klubu z Łazienkowskiej (posiada dyplom trenera UEFA Pro). Zaczął robić to, co planował mając zaledwie... 16 lat, kiedy to robił pierwsze kursy i zapisywał każde treningi. Przez całą piłkarską karierę skrupulatnie notował to, co przekazywali mu trenerzy. Słuchał ich, doskonaląc swój warsztat jeszcze kiedy biegał za piłką po zielonej murawie.

 

„Jestem pewny umiejętności, zasad, wiedzy, przygotowania merytorycznego, sportowego i ludzkiego. Jestem gotowy podjąć wyzwanie. (...) Nie wiem, kim w Legii jeszcze nie byłem. Wiem, że zawsze wszystkim dookoła chciałem dawać dużo dobrego. (...) W 2005 roku skończyłem wyższe studia, mogłem iść na AWF, ale pomyślałem, że zajęcia z psychologii, pedagogiki i filozofii na wydziale filologiczno-historycznym w Częstochowie pomogą mi w pracy trenera. W Legii nauczyłem się pracy, wytrwałości i cierpliwości. Reguła, że zawsze trzeba być uczciwym, sprawdziła się. (...) Kiedy zostałem trenerem, byłem odpowiedzialny za rozwój sportowy i wychowawczy młodych piłkarzy. Tłumaczyłem, opieprzałem, zabraniałem, dawałem przepis na życie. Nigdy nie miałem problemów z nawiązywaniem kontaktów. Żaden trener nie mówił młodemu piłkarzowi: 'To Jacek Magiera, jego masz słuchać'. Nikt nie musiał się mnie słuchać. (...) Żeby mówić, najpierw trzeba właśnie słuchać. Niektórzy krzyczą od razu i się ośmieszają. Dziecko najpierw obserwuje i poznaje świat, potem zaczyna gaworzyć, aż przekazuje treści. Młodzi piłkarze wchodzą do zespołu i patrzą. Potem mówią, na początku zazwyczaj głupio. Przychodzi moment, kiedy zaczynają rządzić. Tak samo jest z trenerami. Najpierw asystent patrzy na szefa. Potem, kiedy wchodzi do szatni jako pierwszy, musi zapalić ogień” – mówił w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” w lipcu 2015 roku Magiera.

 

Pod koniec 2006 roku Jacek Magiera dołączył do sztabu szkoleniowego Legii, stając się jednym z asystentów trenera Dariusza Wdowczyka. Funkcję tę sprawował przy kolejnych szkoleniowcach Wojskowych: Jacku Zielińskim, Stefanie Białasie, Macieju Skorży oraz Janie Urbanie. W styczniu 2014 roku został trenerem rezerw Legii. Po półtora roku opuścił to stanowisko i w czerwcu 2015 roku – po 18 latach – rozstał się z warszawskim klubem. „Odchodzę, ale to nie znaczy, że w Legii byłem nieszczęśliwy. Przeciwnie – byłem bardzo szczęśliwy. To, co umiem jako trener i człowiek, nauczyłem się na Łazienkowskiej. Lata spędzone w Warszawie były, póki co, najpiękniejszymi w moim życiu. To dzięki Legii jestem rozpoznawalny, mam na koncie wszystkie trofea, jakie można było zdobyć, jestem w galerii mistrzów klubu. Tego nikt mi nie zabierze. Dałem temu klubowi całego siebie, ale życie toczy się dalej. Nie trzaskam jednak drzwiami, nikt przede mną też na klucz ich nie zamyka. Może kiedyś tu jeszcze wrócę. Na pewno bym chciał, ale jak będzie, to zobaczymy. Bo człowiek może różne rzeczy planować, a Bóg się śmieje” – mówił w wywiadzie dla legia.sport.pl jesienią 2015 roku, jeszcze przed objęciem sterów w Zagłębiu Sosnowiec.

 

Jacek Magiera wrócił do Warszawy zapewne szybciej niż przypuszczał. Ale tak naprawdę przecież nigdy z Legii nie odchodził. Właściciele Legii zaufali szkoleniowcowi i pod koniec września powierzyli mu funkcję trenera pierwszej drużyny. Podczas oficjalnej konferencji prasowej Magiera powiedział, że objęcie posady stołecznej ekipy to dla niego „powrót do domu”. „Cały czas Legia była w moim sercu. Wiedziałem, że tu wrócę i robiłem wszystko w tym kierunku” – podkreślił i zapowiedział, że w związku z tym, iż jest człowiekiem z zasadami, tego samego będzie wymagał od swoich współpracowników. Dodał też, że najważniejszym zadaniem na teraz jest przywrócenie Legii na właściwy tor i zaszczepienie w piłkarzach woli zwycięstw w każdym meczu. „O wszystkim decydować będę ja, ale liczę, że osoby obok mnie będą miały odpowiednie spojrzenie na piłkę” – podkreślał. Pracę zaczął z przytupem. Za wcześnie jeszcze na daleko idące wnioski, ale wygląda na to, że obrany kierunek jest słuszny.

 

„Magiera zna swoją wartość, ma poczucie, że nikt nie może mieć do niego zastrzeżeń, jeśli chodzi o przygotowanie merytoryczne. Pracuje sumiennie, jest systematyczny i dokładny. A przede wszystkim lubiany i szanowany przez piłkarzy. 'Potrafi walczyć o swoje. Bywał krnąbrny i uparty. Ale to inteligentny chłopak, więc robił to na poziomie' – mówi Andrzej Zamilski. 'Jest szczerą osobą, a to w piłce jest bardzo ważna cecha, a u trenerów różnie z tym bywa. Zwłaszcza w trudnych sytuacjach powinno się być szczerym z zawodnikiem, bo prędzej czy później prawda wyjdzie. Człowiek musi być przede wszystkim fair wobec siebie. On taki jest. Podpowiada i daje rady. Cały czas powtarza, że może grać tylko jedenastu zawodników, a reszta ma być przygotowana i czekać na swoją szansę. Bo tą szansę każdy otrzyma' – mówi Sebastian Dudek (jego były podopieczny w Zagłębiu Sosnowiec – przyp. red.)” – piszą z kolei dziennikarze portalu futbolfejs.pl.

 

Myślę, że fragmenty jego wypowiedzi sprzed lat, których udzielił magazynowi „Nasza Legia”, także wiele mówią o tym, jaki na co dzień jest Jacek Magiera: „Nigdy nie byłem Ślązakiem. 'Medalikorz' mądra głowa, niech nam żyje Częstochowa – jest taka piosenka. Nigdy nie zapomnę skąd jestem i gdzie się wychowałem. (...) Podpisuję się pod tym co w życiu zrobiłem i niczego się nie wstydzę. Zawsze staram się przykładać nawet do najmniej ważnej sprawy i robić wszystko sumiennie, najlepiej jak potrafię. (...) Sukcesem jest dla mnie to, że rodzice nie muszą się za mnie wstydzić. A porażka? Nie tacy jak ja przegrywali jakieś swoje mecze... Nigdy nie jest tak, że wszystko wygrasz. (...) Zawsze chciałem grać w piłkę. Grałem i jako piłkarz cieszę się z tego co osiągnąłem – jestem Mistrzem Europy, brązowym medalistą Mistrzostw Świata, dwukrotnym mistrzem Polski, zdobywcą Pucharu Polski, Superpucharu Polski, Pucharu Ligi. Zawsze można chcieć więcej, ale ja doceniam to, co mam. Teraz chcę się rozwijać jako trener i osiągać sukcesy wychowawcze i sportowe. (...) Jeżeli ktoś chce mnie odwiedzić – zapraszam na stadion Legii, bo to tam spędzam najwięcej czasu. Zazwyczaj od 8.30 do późnych godzin wieczornych jestem na Łazienkowskiej. Dzień pracy trenera wygląda zupełnie inaczej aniżeli dzień piłkarza – ja w każdym razie nie narzekam. (...) Zawsze powtarzam, że jest czas na wszystko – na pracę oraz na zabawę. Zawsze znajdę czas na dobrą zabawę, ale nigdy kosztem pracy. Lubię spotkać się ze znajomymi, napić drinka czy potańczyć. (...) Wielu młodych piłkarzy zadawala się tym, co już mają – przestają walczyć i rozwijać się. Zmieniając takie podejście, będziemy odnosić sukcesy w klubie i reprezentacji. I nad tym będziemy pracować. (...) Szkoła trenerska? Kopia nigdy nie będzie oryginałem. Każdy ma inne spojrzenie na piłkę i chyba dobrze. (...) Piłkarza weryfikuje mecz. Wtedy masz być pewny siebie i umiejętności”.

 

Jacek Magiera to człowiek skromny, ale pewny siebie i swoich umiejętności. Profesjonalista pełną gębą, którego cechują przede wszystkim szczerość, rzetelność, sumienność, uczciwość i pracowitość. Już pierwsze mecze Legii pod jego wodzą pokazały, że drużyna go kupiła. Nam pozostaje trzymać kciuki i życzyć, aby fani z Łazienkowskiej skandowali nazwisko Jacka Magiery po każdym meczu. To człowiek, którego nie da się nie lubić i nie szanować. Tak po prostu. Trenerze – powodzenia!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN