Legia Warszawa
vs Termalica
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2016-07-06 21:00:00

Prawda czasu - Jacek Zieliński

Autor: Janusz Partyka Fot. Janusz Partyka, Włodzimierz Sierakowski/FotoSport, Eugeniusz Warmiński/Archiwum Legii
Jacek Zieliński trafił do Warszawy z Igloopolu Dębica w 1992 roku. W ciągu 12 lat rozegrał w barwach Legii 404 mecze i strzelił dziewięć goli. Stał się jedną z jej legend i został wybrany przez kibiców do ''Jedenastki Stulecia'' klubu z Łazienkowskiej. Zdobył cztery tytuły Mistrza Polski, trzy razy wygrywał krajowy puchar i raz zwyciężał w rozgrywkach o Puchar Ligi. Przez ponad dekadę był filarem obrony stołecznej drużyny i jej wieloletnim kapitanem.

Jacek Zieliński jest bez wątpienia piłkarzem, którego nazwisko nierozerwalnie kojarzy się z naszym Klubem. Nic dziwnego, bowiem "Zielek" przy Łazienkowskiej grał praktycznie przez całą karierę. Czy zawodnika, który całą poważną piłkarską przygodę spędził w jednym klubie możemy nazwać wybitnym, czy mamy raczej o nim mówić przeciętny, gdyż ani jeden z zachodnich klubów nie złożył mu w tym czasie konkretnej propozycji transferowej? 

W roli zawodnika i szkoleniowca Zieliński spędził przy Łazienkowskiej ponad 15 lat i dziś uznaje się go za jedną z ikon stołecznego Klubu. Legia nigdy nie stanowiła dla niego przystanku w karierze. Raczej była spełnieniem piłkarskich ambicji i marzeń, czego "Zielek" na pewno dziś nie żałuje. Legionista zajmuje miejsce na podium w ogólnej klasyfikacji pod względem liczby rozegranych meczów w Legii (404 spotkania!). Ustępuje tylko Lucjanowi Brychczemu (452), wyprzedzając nawet Kazimierza Deynę (390). - Znaleźć się w tak doborowym towarzystwie jest dla mnie powodem do dumy - stwierdził w rozmowie z Legia.com.

 

Na piłkarski szczyt i do formy, która predestynowała go do występów na tak wysokim poziomie w Klubie i reprezentacji, doszedł tytaniczną pracą, którą jednak często przerywały kontuzje. Nie był piłkarskim wirtuozem, ale jego pracowitość, sumienność i solidność doprowadziły do tego, że stał się jednym z najlepszych obrońców w historii Legii i kadry narodowej. Owszem, byli przy Łazienkowskiej defensorzy pod względem piłkarskim lepsi, lecz nie zdołali utrzymać się na powierzchni. "Zielek" gwarantował odpowiedni poziom, poniżej którego nigdy nie zwykł schodzić. W barwach Wojskowych grał aż do 37. roku życia. Procentowała tu zapewne wszechstronność z czasów szkolnych, kiedy to uprawiał wiele dyscyplin (piłka ręczna, koszykówka, czy rzut oszczepem). To wszystko pomogło mu zapewne w utrzymaniu sprawności fizycznej na wysokim poziomie prawie do czterdziestki. Ale w piłkę zaczął grać nieco... przez przypadek, gdy nauczyciel WF w szkole zabrał go trochę na siłę na Turniej Juniorów im. Jerzego Michałowicza.

 

Podobnie było z jego transferem do Legii. Zieliński przyjechał do Warszawy w 1992 roku bardziej "przy okazji", niż jako przymierzany od dłuższego czasu zawodnik do podstawowego składu – w "pakiecie" wraz z napastnikiem Januszem Hubertem-Kopciem. Przy Łazienkowskiej o Kopciu słuch jednak dość szybko zaginął, Zieliński zaś okazał się strzałem w dziesiątkę i został tu na lata.

 

W Legii trafił jednak w fatalnym dla drużyny okresie. Rok po znakomitych bojach z Aberdeen, Sampdorią Genua czy Manchesterem United w półfinale PZP, zespół Krzysztofa Etmanowicza... bronił się nawet w pewnym momencie przed spadkiem, mając w kadrze dwunastu pełnowartościowych graczy. I ta dwunastka, z Zielińskim w składzie, wyszła z kłopotów obronną ręką i w kolejnym sezonie - już pod wodzą Janusza Wójcika, a potem Pawła Janasa - walczyła o najwyższe cele. - To była ekipa do tańca i różańca, ale my wcale się nie kochaliśmy. Potrafiliśmy zabalować, ale nie przesadzaliśmy. Zdarzały się kłótnie, nawet raz biliśmy się między sobą. Podczas zgrupowania we Włoszech tłukło się pół drużyny. Nie chodziliśmy jak w przedszkolu za rączkę, z tego nie ma wyników. Niech nikt nie wierzy, że samą atmosferą zdobywa się sukcesy. Do tego potrzeba dobrych zawodników, trzeba mieć kapelę, a atmosfera sama się wytworzy - wspominał na łamach "Naszej Legii" Jacek Zieliński.

 

Obrońca rodem z Wierzbicy w trakcie gry przy Łazienkowskiej zdobywał z drużyną tytuły Mistrza Polski, krajowe puchary i awansował do Ligi Mistrzów. W roku 1995 Legia jako pierwsza drużyna w kraju awansowała do ćwierćfinału tych rozgrywek. Pozycja "Zielka" w zespole z miesiąca na miesiąc umacniała się. Piłkarz był pewny siebie, twardy i stanowczy. W pewnym momencie charyzmatyczny zawodnik założył opaskę kapitana drużyny, którą dumnie nosił przez lata. Po przygodzie w Champions League zespół nie poszedł jednak za ciosem, co więcej, opuściło go kilku kluczowych piłkarzy, ale Zieliński trwał nieprzerwanie na kapitańskim mostku. Nawet gdy otrzymał propozycję przejścia do Besiktasu Stambuł (nieco później także Auxerre i Olimpique Lyon) - jako jeden z niewielu - zdecydował się pozostać w Warszawie. Zabrakło i chęci i konkretów ze strony ewentualnych nowych pracodawców. W nagrodę za lojalność i przywiązanie do barw, ówczesny prezes Legii Janusz Romanowski przedłużył z nim kontrakt, proponując warunki... gorsze od tych, które otrzymał zaraz po przyjeździe z Dębicy. Ostatecznie Romanowski - po kilku miesiącach gry legionisty w meczach ligowych za darmo - przystał na jego warunki. Po latach obrońca Wojskowych przyznał, że pieniądze jakie proponowali mu Turcy, były kilkanaście razy większe od tych, które otrzymał w stolicy. Pod warunkiem oczywiście, że nie byłyby wirtualne…

 

Jacek Zieliński postanowił jednak pozostać przy Łazienkowskiej do końca kariery. Kibice mówili o nim, że jest jak wino - im starszy, tym lepszy. U schyłku wyczynowej kariery pojechał nawet z reprezentacją Polski (60 meczów, jeden gol) na mistrzostwa świata do Korei i Japonii (2002). W tym samym roku zdobył kolejne mistrzostwo Polski - już ostatnie w karierze. Po przejęciu Klubu przez koncern ITI "Zielek" zakończył wyczynowe uprawienia piłki nożnej. Niektórzy kibice z sentymentem twierdzą, że takich stoperów już nie ma, na pewno nie będąc pozbawionym swoich racji. Grając przy Łazienkowskiej przeżył dziesięciu trenerów, by w roku 2004 - wraz z Krzysztofem Gawarą - samemu nim zostać. Większych sukcesów jako pierwszy szkoleniowiec z Legią jednak nie osiągnął (zdobył tytuł Mistrza Polski, lecz jako asystent Dariusza Wdowczyka). Na początku 2010 roku został asystentem selekcjonera reprezentacji Polski Franciszka Smudy i pracował z kadrą podczas Euro 2012. W tymże samym roku kibice Legii wybrali go najlepszym obrońcą ostatniej dekady, a w roku jubileuszu Klubu umieścili w "Jedenastce Stulecia".

 

Kliknij w zdjęcia, żeby zobaczyć je w pełnym rozmiarze.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

KSIĘGA STULECIA LEGII:


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN