Legia Warszawa
vs Wisła Płock
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2016-11-03 20:30:00

Prawda czasu – Jakub Kosecki

Autor: Janusz Partyka Fot. Janusz Partyka, Mateusz Kostrzewa, Jacek Prondzynski, Włodzimierz Sierakowski, Adam Polak/Archiwum Legii
Do Legii przychodził czterokrotnie, lecz tylko raz okazał się niezastąpionym ogniwem w piłkarskiej maszynie z Łazienkowskiej. Kuba Kosecki był jednym z ojców sukcesu, jakim było zdobycie mistrzostwa Polski w roku 2013. Swego czasu ekslegionista był dość często porównywany także do swojego ojca, Romana, ale raz na zawsze udało mu się w końcu tę łatkę odkleić.

168 cm wzrostu i 59 kg wagi – to dla piłkarza parametry nie tak idealne, jak choćby wymiary 88-62-88 dla modelki, finalistki Miss Polski 2011 Oli Chlebickiej, z którą Jakub Kosecki od czerwca 2014 roku jest w udanym związku małżeńskim. Zawodnik o tak nikczemnych jak na piłkarza warunkach fizycznych musi posiadać inne cechy – szybkość, spryt, technikę czy prowadzenie piłki. Takimi atutami były pomocnik Legii dysponuje, a przynajmniej tak było w jego najlepszym okresie gry przy Łazienkowskiej.

 

Urodził się w Warszawie, ale jako dziecko wyjechał z rodzicami do Europy, a potem Ameryki, gdzie ojciec kontynuował piłkarską karierę. Właśnie tam – w Nantes, Montpellier i Chicago – początkowo w formie zabawy nabierał piłkarskich szlifów i będąc małym chłopcem przesiąkał profesjonalną piłką. Gdy ojciec Roman kończył przygodę z piłką syn miał 12 lat i zadatki na niezłego kontynuatora rodzinnej profesji. Pierwsze zetknięcie z poważnym treningiem nastąpiło w szkółce piłkarskiej taty, Kosie Konstancin, gdzie trenował przez siedem lat. Wówczas potrafił zachowywać się jak boiskowy smarkacz. Chciał strzelać gole, choć dziś asysty cieszą go tak samo jak bramki. Oczekiwał, że cała gra będzie zorganizowana pod niego, swego czasu – choć w krótkim niestety okresie czasu – to on odpowiadał za organizację gry Legii. Niegdyś oczekiwał, że sędziowie odgwizdywać będą faule, gdy tylko ktoś go dotknie, dziś stara się uciekać z nogami, ale i tak wielu piłkarzy brutalnie go fauluje, nie mogąc powstrzymać w żaden inny sposób. W szkółce dużo płakał, obrażał innych, a w jego zachowaniu – jak sam po latach wspomina – było dużo chamstwa. Dziś tak nie jest, co zawdzięcza postawie ojca, który był w stosunku do niego bardzo wymagający. Oczekiwał zaangażowania, często względem syna stosując tak zwaną „suszarkę”, więc młody musiał być przygotowany na uwagi i pretensje.

 

Jakub Kosecki miał wówczas wszelkie zadatki na to, by... stać się rozkapryszonym chłopcem, któremu prędzej czy później uderzy do głowy woda sodowa. Nie zszedł jednak na złą drogę, choć miał ku temu okazję – sławnego ojca, pieniądze i wszystko to, o czym jego rówieśnicy mogli tylko pomarzyć. Choć trzeba też przyznać, że miał w Legii momenty, kiedy tak granica była niezwykle cienka. „Przypięto mi łatkę złego, rozpieszczonego chłopaka, który uważa, że wszystko mu się w życiu należy, choć jeszcze nic nie osiągnął. Ale ja nie daję powodów do tego, by mnie tak postrzegano. Na boisku jestem ambitny i bezczelny, staram się dawać jak najwięcej drużynie, a w życiu prywatnym przy narzeczonej Oli zmieniam się w grzecznego chłopca. W Polsce po kilku dobrych zagraniach robi się z zawodnika gwiazdę, a ja nawet nie jestem gwiazdeczką. Dużo pracy przede mną” – tłumaczył kilka lat temu w jednym z wywiadów z NL.

 

Poradził sobie także z presją bycia synem słynnego ojca. „Słyszałem już słowa: 'ty jesteś Kosecki, od ciebie oczekujemy lepszej gry'. Może jednak dzięki temu jest mi łatwiej dostosować się do oczekiwań i ciężko trenować. Pozwoliło mi to stać się lepszym piłkarzem. Było mi przykro słyszeć, że jestem za słaby i ze względu na nazwisko muszę pokazać się z jeszcze lepszej strony. Mimo, że jestem synem byłej gwiazdy Legii, nie mogłem liczyć na taryfę ulgową. Gdy obserwowali mnie trenerzy Akademii czy Młodej Legii, przez jakiś czas słyszałem, że nie prezentuję takiej klasy, by trafić na Łazienkowską. Po jednym z meczów przeciwko Legii stwierdzili jednak, że zasługuję na szansę. Moja droga do tego klubu nie była więc tak łatwa, jak się wydaje. Ciężko pracowałem na szansę, lecz nie wyobrażałem sobie innego miejsca do rozpoczęcia gry w ekstraklasie niż Legia” – dodawał.

 

Zadebiutował w Legii Jana Urbana w listopadzie 2009 roku. Po odejściu tego szkoleniowca coraz częściej lądował jednak na ławce rezerwowych ekipy prowadzonej przez Macieja Skorżę, więc zdecydował się na wypożyczenie do ŁKS, a potem do Lechii. Wyszło mu to na dobre – Legię ponownie objął Urban, naturalnym więc stał się jego powrót do Warszawy. „Grając tam deklarowałem, że jestem legionistą z krwi i kości. Kocham grać w piłkę i bardzo się cieszę, że mogę to robić w klubie, który jest mi bliski od dziecka” – tłumaczył wówczas.

 

W roku 2012 nastąpiła eksplozja jego talentu. Stał się ważną postacią drużyny i jej motorem napędowym. W sezonie 2012/13, był jednym z najlepszych piłkarzy, strzelał ważne gole i notował kluczowe podania. Nie stronił od indywidualnych akcji, miał też inklinacje do gry kombinacyjnej, co było dużą zasługą duetu Radović-Ljuboja, przy którym „Kosa” dużo zyskał jako piłkarz. Gdy grał w ekstraklasie rywale nazywali go największym płaczkiem w lidze. Wynikało to jednak z jego sposobu gry. Ten komu zdołał uciec ciął go równo z trawą, a później oskarżał o symulowanie. Kosecki jr jest jednak boiskowym twardzielem – wstanie, otrzepie się i gra dalej. Odważny w grze, wszędzie wsadzi nogę czy głowę. Często cierpi, ale jest w zasadzie niezniszczalny, choć pod koniec jego występów w Warszawie zaczęły pojawiać się kontuzje. Na pierwszy rzut oka to piłkarski chaotyk, lecz z tego chaosu często wychodziło wiele dobrego. Potrafił pozytywnie zaskoczyć, by za chwilę... mocno rozczarować. Mecze w reprezentacji Polski czy Lidze Europy pokazały jednak, że do poziomu międzynarodowego jeszcze mu trochę brakuje.  Dziś gra w niemieckim SV Sandhausen, dokąd wrócił po krótkiej i niezbyt udanej kolejnej przygodzie z Legią, dla której rozegrał jak w sumie 106 meczów i zdobył 20 bramek. Poprzeczkę zawiesił sobie wysoko, czy więc zdoła zrealizować swoje marzenia?

 

Jego pasją, oprócz gry w piłkę, jest latanie. W przyszłości chce zrobić licencję pilota. Czasami rzeczywiście potrafi odlecieć, ale w żadnym wypadku nie można się z nim nudzić. Per aspera ad astra (Przez trudy do gwiazd) – tę łacińską sentencję wytatuował sobie na torsie, a odnosi się ona do jego wiecznych porównań z ojcem. W jednym młody Kosecki już go jednak prześcignął – został z Legią mistrzem Polski i to dwukrotnie – w latach 2013 i 2014. Trzy razy zdobył także krajowy puchar (2012, 2013 i 2015).

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

januszp10
januszp10
Starszy żołnierz
2016-11-05 11:58:43
co by o nim nie mówić sercem oddany Legii

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN