Legia Warszawa
vs Śląsk Wrocław
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2017-01-26 19:16:00

Prawda czasu – Jan Pieszko

Autor: Janusz Partyka Fot. Eugeniusz Warmiński/Archiwum Legii, Janusz Partyka
W Wielkiej Legii lat 70. pełnił w drużynie rolę napastnika bądź pomocnika. Z 16 golami jest trzecim strzelcem w historii rywalizacji Legii w rozgrywkach o europejskie puchary. Dwukrotnie zdobywał tytuł mistrza Polski, w udziale przypadł mu także krajowy puchar oraz gra w półfinale rozgrywek o Puchar Europy. Przez ponad dekadę wystąpił w 238 spotkaniach Legii, w których strzelił 68 goli.

Ze względu na niską posturę i umiejętności strzeleckie, Jana Pieszko nazywano polskim Gerdem Mullerem. Podobnie jak niemiecki napastnik legionista demonstrował styl gry polegający na czyhaniu w polu karnym na błędy bramkarzy i wykańczaniu akcji strzałem z bliskiej odległości. W ten sposób Pieszko zdobył dla Legii mnóstwo bramek. Strzelał gole takim drużynom jak: St. Etienne, Standard Liege, AC Milan, Atletico Madryt, Anderlecht Bruksela czy Dukla Praga – w tamtym czasie czołowym ekipom w Europie.

 

Jan Pieszko urodził się 5 lutego 1942 na Litwie – w Drewiennikach. W roku 1946 wraz z rodzicami trafił do Szczecinka, by następnie terminować w Spółdzielni Drzewiarzy, a jako 14-latek... pracować na etacie w miejscowym zakładzie stolarskim. „Gdy jechaliśmy stłoczeni w pociągu towarowym do Polski, to mama była w zawansowanej ciąży i przez całą podróż leżała w części wagonu z dobytkiem, na workach ze zbożem. Zdążyła jeszcze w 1946 roku urodzić najmłodsze z naszego rodzeństwa, po czym radość naszej rodziny zmąciła tragedia. W 1947 roku mama zmarła. Ojciec został z czwórką dzieci i w wychowywaniu naszej gromadki, zastępując nam matkę, pomagała mu ciotka – wdowa po zmarłym na Syberii bracie ojca. (...) Było nam bardzo ciężko, dlatego chcąc pomóc rodzicom poszedłem do pracy. A to, że trafiłem do zakładu stolarskiego, było czystym przypadkiem. Wpływ na to miało położenie warsztatu, który usytułowany był po sąsiedzku” – wspominał swoje dzieciństwo w rozmowie z Wiktorem Bołbą na łamach „Naszej Legii” Jan Pieszko.

 

Pierwsze kroki z piłką przy nodze stawiał w klubie Darzbór Szczecinek (1958-1960). „Kolega namówił mnie, bym poszedł z nim na trening Darzboru. Poszedłem i nawet zagrałem jeden mecz, w którym strzeliłem bramkę. Moja przygoda z Darzborem zaczęła się dość humorystycznie. Ponieważ nie miałem sprzętu, zostałem wysłany do magazyniera. Dostałem koszulkę, spodenki i getry, a buty miałem sobie wybrać z kosza, który wskazał mi magazynier. Oczywiście były to stare, zdeformowane korki. Nigdy nie miałem takich butów na nogach, ale jakieś sobie dopasowałem, po czym zabrałem się z drużyną na mecz do Złocieńca. Na miejscu okazało się, że wybrałem... dwa lewe buty. No i w takich grałem. I co ciekawe, grając w dwóch lewych butach, strzeliłem gola. Wówczas zadowoliłem się tym jednym meczem, ponieważ uznałem, że nie dam rady pracować, uczyć się i jeszcze trenować w klubie. Dopiero w późniejszym okresie, jak brat szył kierownikowi Darzboru ubranie, ten podczas jednej z przymiarek zapytał – dlaczego Janek nie gra? Powiedz mu, niech przyjdzie. I tak za namową brata rozpocząłem treningi” – mówił w wywiadzie dla NL.

 

Dalszą piłkarską karierę Pieszko kontynuował w Bałtyku Gdynia (1961-1962), Zawiszy Bydgoszcz (1963-1967) oraz Legii Warszawa, której barw bronił przez ponad dekadę – w latach 1967-1976. Przy Łazienkowskiej występował jako środkowy napastnik, choć czasem grywał także na innych pozycjach, przeważnie w drugiej linii. Legionista trafił do Warszawy w dość ciekawych okolicznościach. W 1966 roku został wypożyczony z Zawiszy Bydgoszcz na mecze Legii z okazji 50-lecia Klubu – z Duklą Praga i Tottenhamem Londyn. Zaprezentował się w nich na tyle dobrze, że do Bydgoszczy już nie wrócił. Co prawda był o głowę niższy od angielskich czy czeskich obrońców, ale ogrywał ich z dziecinną łatwością, skutecznie współpracując ze skrzydłowymi Wojskowych – Robertem Gadochą i Januszem Żmijewskim.

 

„Pierwszy mecz w barwach Legii rozegrałem z Duklą Praga przy ulicy Łazienkowskiej, drugi zaś z Tottenhamem na Stadionie Dziesięciolecia. Wówczas Legię trenował Longin Janeczek, który wcześniej pracował w Zawiszy i dlatego przyczynił się do mojego i Tomasza Zgody wypożyczenia na dwa mecze. Tak się złożyło, że grając przeciwko Dukli, której trenerem był Jaroslav Vejvoda, rozegrałem dobre spotkanie, podczas którego prawie z zerowego kąta zdobyłem bramkę. Swoją postawą zaimponowałem trenerowi Dukli na tyle, że gdy później został trenerem Legii, ściągnął mnie na Łazienkowską. (...) Jak przyszedłem do Legii, to na środku ataku grał Henryk Apostel. Było trochę rywalizacji, ale nie na tyle, bym chciał wracać do Bydgoszczy. Poza tym trener Vejvoda stawiał na mnie, dlatego dość szybko wskoczyłem do pierwszego składu, a Heniek został przeniesiony do drużyny rezerw, by potem przejść do Śląska Wrocław” – wspominał w wywiadzie dla NL.    

 

Był napastnikiem wręcz instynktownie wyczuwającym strzeleckie okazje i silnym punktem drużyny przez ponad dekadę. Potrafił strzelać gole w trudnych, wręcz niewiarygodnych sytuacjach. Poza boiskiem spokojny, stonowany i uczynny. Z jego osobą nigdy nie wiązały się żadne afery, a arbitrzy niezwykle rzadko karali go żółtymi kartkami. Z Legią jest dwukrotnym Mistrzem Polski (1969, 1970) i zdobywcą krajowego Pucharu (1973). Był także uczestnikiem półfinału rozgrywek o Puchar Europy. Z 16 golami jest trzecim w historii Klubu strzelcem w europejskich pucharach – ustępuje jedynie Kazimierzowi Deynie i Miro Radoviciowi, którzy zdobyli po 17 bramek. Za swoje najlepsze mecze uważa potyczki ze Standardem Liege (0:1 na wyjeździe i 2:0 w Warszawie), które dały Legii awans do ćwierćfinału rozgrywek o Pucharu Europy. Dobrze wspomina także dwumecz z AC Milan, a szczególnie rewanż, uznawany za najlepsze spotkanie jakie Polska drużyna rozegrała na wyjeździe w pucharach. „Fajnie nam się wtedy grało na tym przepięknym obiekcie. Nawet po podaniu Roberta Gadochy strzeliłem bramkę. Swój dzień miał Tadek Nowak, jedno z największych boisk w Europie (120 metrów – przyp. red.), to była woda na młyn dla super szybkiego skrzydłowego Legii. Nie dotrwałem do końca tego spotkania, ponieważ tak 'władował' się we mnie nakładką Romeo Benetti, że musiałem opuścić boisko. Należy tylko żałować, że w dogrywce straciliśmy bramkę, która w ogólnym rozrachunku wyeliminowała nas z dalszych rozgrywek” – wspomina Pieszko na łamach klubowego miesięcznika.

 

„Mieliśmy niezłą paczkę, wystarczy wymienić tylko tych z którymi dzieliłem pokoje podczas obozów – pomieszkiwałem z Gadochą, Żmijewskim i Brychczym. Lubiłem Bernarda Blauta, Grotyńskiego i Stachurskiego. Deyna chadzał najczęściej własnymi ścieżkami, był typem samotnika. W zespole panowała przyjacielska atmosfera, często spotykaliśmy się wieczorami na kawce w towarzystwie żon. Największą sławą, nie tylko w Polsce, cieszył się Deyna, ale pod względem umiejętności piłkarskich wszystkich bił na głowę Brychczy. Na boisku, gdy dostał piłkę, potrafił zrobić z nią wszystko” – dodaje z kolei w rozmowie z „Piłką Nożną”.

7 maja 2005 roku Jan Pieszko został włączony do Galerii Sław Legii. Pomimo dobrej gry przy Łazienkowskiej, ani razu nie zagrał w pierwszej reprezentacji Polski. Po zakończeniu kariery piłkarskiej prowadził reprezentacje juniorskie biało-czerwonych, był także asystentem trenerów w warszawskiej Legii.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN