Legia Warszawa
vs Termalica
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2016-04-06 10:00:00
Newsletter

Prawda czasu: Kartki

Autor: Kacper Ruszczak Fot. Janusz Partyka, Mateusz Kostrzewa, Adam Polak, Archiwum Legii
Mimo że dzisiaj żółte i czerwone kartki wydają nam się nieodłączną częścią piłki nożnej, to zostały wprowadzone do futbolu dopiero w 1970 roku. Właśnie im poświęcamy nowy odcinek ''Prawdy czasu''.

Do 1970 roku sędziowie napominali i wyrzucali piłkarzy z boiska tylko słownie. Na mistrzostwach świata w Anglii w 1966 roku wyniknął z tego jednak problem. W ćwierćfinale Anglicy zmierzyli się z Argentyną na Wembley (wygrali 1:0), a w pomeczowych relacjach w prasie pojawiła się informacja, że sędzia napomniał Bobby'ego Charltona i Jacka Charltona. Arbiter nie przedstawił jednak w czasie meczu swojej decyzji w sposób jasny i precyzyjny, w związku z czym selekcjoner angielskiej drużyny, Alf Ramsey, zwrócił się do FIFA z prośbą o wyjaśnienie tej sytuacji.

 

Szef sędziów na angielskim mundialu, Ken Aston, zaczął wtedy myśleć o metodzie na jednoznaczny sposób, w jaki arbitrzy mogliby informować piłkarzy, trenerów i kibiców o upomnieniach. Przyszedł mu do głowy pomysł na zastosowanie kolorów - żółtego i czerwonego, tak jak w komunikacji świetlnej na drogach. I tak powstały kartki - żółta, będąca zwykłym napomnieniem, jak i czerwona, oznaczająca wykluczenie gracza z dalszego uczestnictwa w spotkaniu. Rewolucyjny pomysł Astona został po raz pierwszy zastosowany na mistrzostwach świata w Meksyku w 1970 roku.

 

Stąd we wszystkich statystykach historii Legii Warszawa dotyczących meczów sprzed 1970 roku nie znajdziemy informacji o żółtych kartkach, które oglądali legioniści. O ile sytuacja z "czerwoną kartką" była dość oczywista i mogła być odnotowana w prasie, bo zawodnik w trakcie meczu po prostu schodził z boiska, to kartoteki żółtych kartoników nie prowadzono. Można więc się tylko domyślać, ile razy napomniani przez sędziów zostali tacy obrońcy jak Horst Mahseli czy Henryk Grzybowski, którzy łącznie rozegrali z "eLką" na piersi dużo ponad pół tysiąca spotkań.

 

Patrząc natomiast na czasy po pamiętnym 1970 roku, gdy kartki zostały na stałe wprowadzone do futbolu, absolutnym rekordzistą, jeśli chodzi o napomnienia jest Jakub Rzeźniczak, który w Legii obejrzał aż 92 "żółtka". Ciekawostką jest natomiast fakt, że w takim zestawieniu spodziewalibyśmy się głównie obrońców i środkowych pomocników, którzy z powodu swojej roli na boisku faulują najczęściej, a tymczasem w pierwszej dziesiątce znalazło się dwóch piłkarzy ofensywnych - Miroslav Radović (47 upomnień) i Cezary Kucharski (40).

 

"Rzeźnik" jest również bardzo wysoko (2. miejsce) pod względem liczby czerwonych kartek, jakie dostał grając w Legii (cztery). Tyle samo razy z boiska wcześniej musieli zejść Jackowie Bednarz i Zieliński, ale liderem tej klasyfikacji jest Marek Jóźwiak, pięciokrotnie karany przez arbitrów "czerwienią".

 

Zapraszamy Was na fotograficzną podróż w czasie, w której przypomnimy sobie, jak na przestrzeni lat "wojskowi" zbierali kartki i żyli z arbitrami!

 

 

Kliknij w zdjęcie, aby zobaczyć je w większym rozmiarze.

 

 

 

 

Żółte i czerwone kartki zostały wprowadzone do piłki nożnej dopiero w 1970 roku. Ich pomysłodawcą był angielski sędzia Ken Aston. 

 

 

 

Rok 1975. Mecz 9. kolejki I ligi Legia Warszawa - Górnik Zabrze, w którym swoją jedyną czerwoną kartkę w karierze obejrzał Kazimierz Deyna. Tego dnia arbiter pozwalał rywalom na bardzo ostre faulowanie "Kaki", aż ten w końcu coś sędziemu powiedział. Dostał za to żółtą kartkę, co zdarzało mu się wyjątkowo rzadko. Zdenerwowany, wziął ją do ręki i rzucił na murawę, a sędzia od razu napomniał go po raz drugi. Legioniści od 70. minuty grali w osłabieniu i ulegli rywalom 1:3.

 

 

 

Prawdziwy "ulubieniec" polskich kibiców - sędzia Robert Małek gwizdał w latach 1998-2013. Doczekał się nawet przyśpiewki na swój temat, od której cytowania jednak się powstrzymamy. Co ciekawe, to właśnie Małek sędziował mecz Legii z Lechem w Poznaniu wiosną 2011 roku i nie wyrzucił z boiska Krzysztofa Kotorowskiego, który "wyciął" wychodzącego na pustą bramkę Manu. "Kotor" dostał tylko żółtą kartkę, a trener Skorża wpadł w szał przy linii bocznej. "To jest czerwona kartka!". Na zdjęciu, za sędzią Małkiem, Mariusz Piekarski.

 

 

 

Każda kartka pokazana w trakcie meczu "ląduje" w notatniku sędziego, który wpisuje minutę i numer ukaranego zawodnika. Na zdjęciu żółty kartonik obejrzał właśnie Jacek Bednarz, piłkarz Legii w latach 1994-2000.

 

 

 

Rok 2003. Artur Boruc ukarany żółtą kartką w meczu ze Szczakowianką w Jaworznie przez sędziego Zbigniewa Marczyka, który gwizdał w latach 1994-2004. Szczakowianka wywalczyła w tym spotkaniu jeden punkt, który znacznie przybliżył ją do utrzymania. Poziom sędziowania był jednak poniżej krytyki, a Marczyk nie gwizdał już ani razu w sezonie 2002/03. Co ciekawe, w 2007 roku został zawieszony przez PZPN „w związku z podejrzeniem o możliwość uczestniczenia w sprawach związanych z korupcją w polskim futbolu”.     

 

 

 

Lipiec 2007 i jedyna czerwona kartka, jaką w barwach Legii obejrzał Miroslav Radović, będąca efektem dwóch żółtych kartoników otrzymanych przez Serba w ciągu kilkudziesięciu sekund. Radović najpierw sfaulował rywala, a drugie napomnienie dostał za niesportowe zachowanie. "Wojskowi" mimo wszystko pokonali Cracovię 1:0 po golu Takesure'a Chinyamy.

 

 

 

Boiskowe awantury to coś nieuniknionego. Gdy do gardeł skaczą sobie piłkarze, ciśnienie wzrasta także u kibiców. Mimo że w takich sytuacjach bywa widowiskowo, to najczęściej jednak zawodnik niepotrafiący utrzymać nerwów na wodzy, ogląda "czerwień" i osłabia swój zespół. Tak było w 2008 roku w meczu Legii z GKS-em Bełchatów, gdy w 88. minucie z boiska za bójkę wyleciał napastnik "brunatnych" Carlo Costly.

 

 

 

"Panie sędzio, nic nie było, jaka kartka!". W boiskowych emocjach zawodnicy często nie zdają sobie sprawę z wagi popełnionego faulu i krzywdy, jaką niechcący mogli wyrządzić swoim rywalom. Na zdjęciu mecz Legii z ŁKS-em w 2008 roku. Z arbitrem Pawłem Gilem dyskutuje Jakub Wawrzyniak. 

 

 

 

Żółte kartki oglądają także zawodnicy, którzy - w opinii sędziego - próbowali naciągnąć go na podyktowanie np. rzutu karnego. Tutaj z napomnieniem do leżącego na murawie Michała Kucharczyka idzie sędzia Szymon Marciniak. Mecz z Polonią Warszawa w marcu 2011. 

 

 

 

 To pamiętna sytuacja z końcówki pierwszej połowy w meczu Legii z Wisłą Kraków w maju 2011 roku. Sergei Pareiko sfaulował miającego go Miro Radovicia, a sędzia nie miał wyboru - musiał podyktować dla "wojskowych" rzut karny, a estońskiego bramkarza "Białej Gwiazdy" wyrzucić z boiska. Ten nie chciał jednak pogodzić się z decyzją arbitra, długo dyskutował z nim na boisku, a schodząc do szatni demolował wszystko, co napotkał na swojej drodze. "Jedenastkę" na gola zamienił Alejandro Cabral, a Legia wygrała 2:0.

 

 

 

Jakub Rzeźniczak jest rekordzistą w historii warszawskiego Klubu, jeśli chodzi o liczbę żółtych kartek obejrzanych w koszulce z "eLką" na piersi. Sędziowie napominali "Rzeźnika" w ten sposób aż 92 razy. Najwięcej czerwonych kartek zobaczył natomiast Marek Jóźwiak - pięć.

 

 

 

Maj 2013. Legia podjęła przy #Ł3 Lecha Poznań w 27. kolejce Ekstraklasy, a zwycięstwo praktycznie przesądziłoby o tym, że "wojskowi" zdobędą mistrzowski tytuł. Długo utrzymywał się bezbramkowy remis, ale w 85. minucie Mateusz Możdżeń bezpardonowo "wyciął" pędzącego na bramkę Kotorowskiego Jakuba Koseckiego. Obrońca "Kolejorza" z miejsca obejrzał "czerwień", a gola z 11. metra strzelił Ivica Vrdoljak. Legioniści wygrali 1:0, a z przypieczętowania tytułu cieszyli się już tydzień później.

 

 

 

W listopadzie 2014 roku Legia przegrała w Szczecinie z Pogonią 1:2. Była to pierwsza porażka "wojskowych" z "portowcami" od 15 lat. Na boisku było wiele złych emocji, o czym świadczyła liczba żółtych kartek pokazanych przez sędziego Tomasza Musiała - po pięć dla zawodników każdego zespołu. W doliczonym czasie gry nerwy puściły Tomaszowi Jodłowcowi, który po brzydkim faulu na Dąbrowskim wyleciał z boiska.

 

 

 

Dusan Kuciak był na co dzień niezwykle spokojnym człowiekiem, ale na murawie zmieniał się nie do poznania. Lubił wybiec z bramki na 20.-30. metr i głośno wyrazić swoje zdanie na temat pracy sędziego lub błędów swoich obrońców. Tak było też w grudniu 2014 roku w Łęcznej, gdy Legia przegrała 1:3 z Górnikiem. Za zbyt nerwową reakcję sędzia Frankowski ukarał Słowaka żółtą kartką.

 

 

 

Z kolei w spotkaniu ze Śląskiem Wrocław w rundzie finałowej sezonu 2014/15 nerwów na wodzy nie potrafił utrzymać rezerwowy wtedy bramkarz "wojskowych" Arkadiusz Malarz, któremu sędzia Lyczmański pokazał żółtą kartkę za zbyt ostre słowa rzucone w jego kierunku z ławki. Dla Legii był to bardzo ważny mecz, bo zwycięstwo pozwoliłoby "wojskowym" odzyskać pozycję lidera raptem tydzień po tym, jak stracili ją przegrywając z Lechem. Niestety, skończyło się 1:1, a od 67. minuty legioniści grali w dziesiątkę po tym, jak kontrowersyjną czerwoną kartkę zobaczył Tomasz Brzyski.

 

 

 

Piłkarze niezgadzający się z decyzją sędziego to jeden z najczęściej oglądanych obrazków w futbolu. Na zdjęciu Ondrej Duda krytykuje sędziego Bartosza Frankowskiego za pokazanie mu żółtej kartki w 20. minucie wyjazdowego meczu z Podbeskidziem Bielsko-Biała, który zakończył się remisem 2:2 po golu Stojana Vranjesa w ostatnich sekundach.


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN