Legia Warszawa
vs Termalica
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2016-07-13 21:00:00

Prawda czasu: Kazimierz Deyna

Autor: Janusz Partyka Fot. Eugeniusz Warmiński/Archiwum Legii, Archiwum Wiktora Bołby
W ''Prawdzie czasu'' kolejny legionista z "Jedenastki Stulecia" naszego plebiscytu. Waszymi głosami został także wybrany Piłkarzem Stulecia Legii Warszawa. Legenda Legii oraz polskiej piłki, ulubieniec fanów z Łazienkowskiej i jeden z najlepszych piłkarzy świata, Kazimierz Deyna.

Genialny piłkarz i tajemniczy człowiek. Choć powiedziano i napisano o nim już wszystko, wciąż jest postacią niezwykle zagadkową. Kazimierz Deyna to synonim Legii. Najbardziej rozpoznawalny jej piłkarz, który wzbudzał u polskich kibiców skrajne uczucia. Kochany przez Warszawę, znienawidzony przez resztę Polski, lecz przecież tylko wielcy mogą tego doświadczać. Jako jedyny piłkarz w historii Legii doczekał się pomnika, który stanął na jego ziemi - przed stadionem Legii, przy Łazienkowskiej 3. W Polsce często dominuje maksyma: dopiero kiedy umrzesz, staniesz się lepszym człowiekiem i wystawią ci pomnik. W przypadku Deyny jest jednak nieco inaczej. Symboliczny pomnik postawili mu już za życia ci wszyscy, którzy mieli czelność wygwizdywać olbrzymi talent swojego rodaka i kwestionować to, co jako piłkarz osiągnął dla naszego kraju.

 

- Wiem, że nie ma piłkarza, którego gra podobałaby się wszystkim. Nie chciałbym być posądzony o megalomanię, ale tłumaczono mi, że tylko wielcy są kontrowersyjni. Możliwe, ale kiedy ja idę na koncert, nigdy nie wygwizduję piosenkarki, choćbym jej nie lubił. Wiem, że ona przygotowywała sie do tego występu i robiła wszystko, żeby wypaść jak najlepiej. Ja to muszę docenić. Dlatego jest mi przykro, że w niektórych miastach gram przy gwizdach i ubliżających okrzykach - mówił Kazik w wywiadzie udzielonym Stefanowi Szczepłkowi w 1977 roku, nie rozumiejąc za bardzo powodów "zainteresowania" jego osobą.

 

Choć od jego śmierci minęło już ćwierć wieku, żadnemu polskiemu piłkarzowi nie udało się wymazać pamięci o Deynie, w jakikolwiek sposób zbliżyć się do niego talentem czy osiągnięciami, a w sercach warszawskich fanów jego legenda z każdym rokiem jest coraz mocniejsza. Najwybitniejszy trener w historii polskiej piłki powiedział o nim:

 

"Jego autorytet widać było na każdym kroku".

 

W 2006 roku Klub podjął jedyną w swojej historii decyzję o zastrzeżeniu numeru "10" na legijnej koszulce. Już nikt nigdy z "dychą" na plecach w Legii nie zagra. "Kaka" to ikona daleko wychodząca poza ramy futbolu. Nawet ci, którzy nie interesują się nim na co dzień mają świadomość piłkarskiego fenomenu Deyny. Ktoś taki rodzi się raz na sto lat, obdarzony talentem przez samego Boga i piłkarskim trzecim zmysłem.

 

Urodził się 23 października 1947 roku w Starogardzie Gdańskim. Był piątym dzieckiem w rodzinie Deynów i miał ośmioro rodzeństwa. Edukację rozpoczął w Szkole Podstawowej im. Juliusza Słowackiego mieszczącej się przy ulicy Warszawskiej. Po jej ukończeniu trafił do Zasadniczej Szkoły Zawodowej przy Zakładach Obuwniczych Neptun, gdzie kształcił się w zawodzie elektryka. Po zakończeniu nauki podjął pracę w charakterze modelarza. Dużo bardziej niż do książek ciągnęło go jednak do piłki. Podstaw futbolowego rzemiosła uczył się w miejscowym Włókniarzu. - Doskonale pamiętam dzień, kiedy do mojej grupy dołączył "czarny łepek". Szybko robił postępy i wyróżniał się spośród innych dosłownie wszystkim. Miał talent, był pracowity i systematyczny - wspominał Deynę na łamach Naszej Legii jego pierwszy trener w Błękitnych Starogard Gdański Henryk Piotrowski. Ze Starogardu trafił do ŁKS-u, gdzie zdążył rozegrać... jeden mecz w lidze.

 

Powołany do wojska w formie transferu do Legii w 1966 roku przyszedł więc na Łazienkowską, gdzie spędził najlepsze lata w karierze. - Kaziu trafił na dobrego szkoleniowca. W Legii był wówczas Vejvoda, który umiał prawidłowo spojrzeć na piłkarzy. W Dukli Praga też miał samych artystów i zrobił z nich mocny zespół. Kaziu miał szczęście, że trafił akurat na niego - wspomina Lucjan Brychczy. - To wirtuoz futbolu. Wiedział kiedy ma podać, a kiedy strzelić - dodaje. Z Legią osiągnął największe sukcesy - dwa mistrzostwa Polski, krajowy puchar, półfinał i ćwierćfinał rozgrywek o Puchar Europy Mistrzów Klubowych. W 390 spotkaniach rozegranych w barwach Wojskowych strzelił 141 goli. Z reprezentacją Polski był mistrzem olimpijskim i królem strzelców (dziewięć goli) w Monachium i wicemistrzem w Montrealu. Zdobył trzecie miejsce na mundialu w RFN, gdzie znalazł się - obok Beckenbauera i Cruyffa - w trójce najlepszych piłkarzy świata. - Deyna to doskonały gracz, który z piłką przy nodze spacerkiem pokonywał obronę argentyńską, niby człowiek, który w filmie przechodzi przez ścianę - pisał o "Kace" po meczu z Argentyną Muenchner Merkur.

 

Wiktor Bołba, który był obserwatorem jego fenomenalnej gry w Legii, tak opisywał go na łamach Naszej Legii: - Niby człapał po boisku, jakby poruszając się od niechcenia, a jednak miewał największy procent przechwytów piłek. Tego akurat wielu nie zauważało, wielu też nie rozumiało geniuszu jego gry. Nigdy nie potrafiło pojąć, dlaczego w oczach trenerów i ekspertów postrzegany był za największy skarb, zawodnika niebezpiecznego dla rywali i pożytecznego dla swojej drużyny.

W historii polskiej piłki nie było lepszego piłkarza - został on okrzyknięty najlepszym graczem XX wieku w naszym kraju.

 

Nie był piłkarzem silnym fizycznie, lecz doskonałym technikiem i reżyserem gry. Grał zawsze "swoją" piłkę, mając doskonały przegląd sytuacji. Mówi się nieraz o takich zawodnikach, że trzeba dać im drugą futbolówkę. Nie dotyczyło to jednak "Kaki". On robił wszystko z pożytkiem dla drużyny, przy okazji dbając też o to, by na boisku świeciła także jego gwiazda. Był piłkarzem kompletnym. Bez problemu potrafił grać na małej przestrzeni, czy kopnąć piłkę na dużą odległość z zegarmistrzowską wręcz precyzją. Miał tak ułożoną stopę, że do perfekcji opanował strzał z dystansu i stałe fragmenty gry. Był taki mecz, w którym Deyna ustawił piłkę przy rzucie wolnym zza pola karnego i oddał strzał w samo okienko bramki. Zrobił to jednak przed gwizdkiem i sędzia kazał uderzenie powtórzyć. I "Kaka" go powtórzył - dokładnie tak samo jak chwilę wcześniej. Na treningu potrafił postawić piłkę na jedenastym metrze i dziesięć razy z rzędu trafić w to samo miejsce poprzeczki, a jego słynne podkręcone piłki, tzw. rogale, wzbudzały zachwyt na całym świecie.

 

Po mundialu w Niemczech o pozyskanie "Kaki" starały się AS Saint-Etienne, AC Milan, Inter Mediolan, AS Monaco, Real Madryt i Bayern Monachium. Za każdym razem jednak rozmowy w sprawie transferu nie przynosiły skutku. Jako oficer Ludowego Wojska Polskiego nie mógł wyjechać do krajów zrzeszonych w NATO. Zgodę władz na opuszczenie kraju otrzymał dopiero w roku 1978. Po 12 latach gry w Legii przeniósł się na Wyspy - do Manchesteru City. Anglicy w ramach rozliczenia za transfer zapłacili Legii 150 tysięcy funtów, rozegrali towarzyskie mecze oraz ufundowali... komplet strojów Adidasa.

 

W drużynie "The Citizens" z różnych powodów - także kłopotów natury prywatnej - nie mógł pokazać wszystkich swoich walorów. Wiadomo, że Deyna nie był świętoszkiem, kochał uciechy zarówno dnia, jak i nocy. Menadżerowie i trenerzy wciąż jednak szukali mu odpowiedniej pozycji na boisku, lecz nie potrafili zagospodarować go w swoim zespole. Po trzech latach spędzonych w First Division głównie na ławce i w licznych pubach Manchesteru (w 41 meczach zdobył 13 bramek), postanowił kontynuować karierę w USA. W barwach San Diego Sockers - zarówno na boisku jak i w hali - zdobył sześć tytułów mistrzowskich, strzelając przy tym 152 gole w 256 spotkaniach. 

 

W lipcu 1989 roku wystąpił wraz z reprezentacją Polski weteranów na mistrzostwach Europy oldbojów w Danii. Mecz z Włochami (wygrany 3:1), był ostatnim w jego karierze.

 

W nocy 1 września zginął w wypadku samochodowym w drodze do domu, na sześciopasmowej międzystanowej drodze nr 15 na północ od Miramar Road pod San Diego. Kierowany przez niego biały Dodge Colt z olbrzymią prędkością uderzył w tył zepsutej, zaparkowanej na awaryjnym pasie ciężarówki marki Ford. Został pochowany na cmentarzu w El Camino Memorial Park, a po 23 latach od tragicznego zdarzenia jego prochy wróciły do ojczyzny. 6 czerwca 2012 roku w Warszawie odbyły się uroczystości ponownego pochówku, odsłonięcia pomnika oraz pamiątkowej tablicy na jednej z trybun jego imienia na stadionie Legii. Jego prochy po latach spoczęły w Alei Zasłużonych na Powązkach. - To sztandarowa postać polskiej piłki i ten pomnik jak najbardziej mu się należy. Naszej piłce nożnej należy się, by jej legenda spoczywała w ojczyźnie. Piłkarsko był ponad nami wszystkimi” - mówi były kolega "Kaki" z boiska Lesław Ćmikiewicz. Pośmiertnie został uhonorowany Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz Złotym Krzyżem Zasługi. Marzeniem Deyny był powrót do Polski i założenie piłkarskiej szkółki dla dzieci. Dzięki staraniom m.in. prezesa fundacji im. Kazimierza Deyny Janusza Dorosiewicza i wielu innym zaangażowanym kibicom, spełniła się jego wola, by powrócić do ukochanej Warszawy. Można jedynie żałować, że nie zdążył zrealizować tego marzenia za życia.

 

Kliknij w zdjęcia, żeby zobaczyć je w pełnym rozmiarze.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN