Legia Warszawa
vs Termalica
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2016-08-18 20:30:00

Prawda czasu - Marek Saganowski

Autor: Janusz Partyka Fot. Janusz Partyka, Mateusz Kostrzewa, Jacek Prondzynski, Adam Polak/Archiwum Legii
Nie ma chyba w Polsce trenera, który nie chciałby mieć w swojej drużynie takiego piłkarza. Ogromna ambicja, zaangażowanie, silna osobowość, a przy tym doświadczenie, mentalność zwycięzcy i snajperski nos – oto piłkarz Marek Saganowski.

„Nie poddawaj się dopóki trwa mecz" – to dewiza, którą kierował się do tej pory przez całą karierę na boisku i w prywatnym życiu. Ostatnimi czasy toczył właśnie wiele meczów z samym sobą – chcąc jak najszybciej wrócić na boisko po pauzach spowodowanych kolejnymi kontuzjami. I za każdym razem wracał. W ekstraklasie debiutował w 1994 roku mając 16 lat. Niektórzy jego koledzy z niedawnej drużyny Wojskowych, jak Bereszyński, Furman, Żyro czy Kucharczyk, mieli wówczas... po 2-3 lata.

 

Niespodziewany transfer do Legii latem 2012 roku wydawał się dla wszystkich szaleństwem. W wieku 34. lat w Polsce trafia się raczej na piłkarski śmietnik historii, niż do drużyny z mistrzowskimi aspiracjami. Ale on nie wrócił na Łazienkowską odcinać kuponów, tylko powalczyć o coś więcej. Pomimo tego, że w ostatnim okresie swojego pobytu w Legii ewidentnie mu nie szło, to i tak zdążył wywalczyć w tym czasie z drużyną trzy mistrzostwa i trzy krajowe puchary!

 

Podczas wcześniejszego pobytu przy Łazienkowskiej odchodził z klubu z pustą ręką, nie zdobywszy zupełnie nic. Pierwszy raz przyszedł do Warszawy zaraz po wywalczeniu przez Legię tytułu w 2002 roku, a odszedł... chwilę przed zdobyciem kolejnego – w roku 2006. Nie miał więc szczęścia do sukcesów z Legią. Do czasu jednak. W ostatnich latach był jednym z jej najbardziej wartościowych i utytułowanych piłkarzy. Kiedy przychodził do Legii 12 lat temu, trener Dragomir Okuka witając się z nim na pierwszym treningu burknął, że ten jest dla niego napastnikiem... numer pięć – zaraz po Kucharskim, Svitlicy, Yahayi i Wróblewskim. Ten szybko jednak udowodnił, że Serb się w swojej ocenie pomylił i wywalczył sobie miejsce w składzie.

 

Od tamtej pory, choć jest zdeklarowanym kibicem Łódzkiego Klubu Sportowego, zaskarbił sobie sympatię warszawskich fanów. „Szacunek u kibiców zdobywa się dobrą grą i zaangażowaniem w drużynie, w której na co dzień się występuje. Każdy ma swoje sympatie i nie powinien się z nimi kryć. Od dziecka moim klubem jest ŁKS. Tam urodziłem się jako piłkarz i zawsze gdy tam wracam, czuję się jak u siebie. Wszędzie gdzie grałem ludzie to szanowali. Czasami może być tak, że zabraknie mi umiejętności czy szczęścia, ale woli walki i zaangażowania nie może zabraknąć nigdy” – mówił. Przez blisko 14 lat przy kamienicy na ul. Rewolucji 1905 roku widniał napis „Sagan Gola”. Kochają go w łódzkim Śródmieściu do dziś, pomimo tego, że wiele lat kariery spędził w Warszawie. Za każdym razem gdy się tam pojawiał, traktował ten napis niczym tablicę pamięci.

 

Na kilka dni przed tym jak wykryto u niego pamiętną wadę serca, do wywiadu z „Saganem” – który ukazał się wówczas na łamach Naszej Legii – daliśmy tytuł „Człowiek z żelaza”. Zastanawialiśmy się w pewnym momencie czy to aby nie ironia losu, ale doszliśmy do wniosku, że on taki właśnie jest. Uparty, zdeterminowany, walczący z przeciwnościami losu. Walczył o powrót na boisko przez pół roku, podobnie jak kilkanaście lat wcześniej po koszmarnym wypadku motocyklowym i tak samo wytrwale jak później, po zerwaniu więzadeł w kolanie po brutalnym faulu piłkarza Jagiellonii Białystok. To wszystko spadało na niego jak grom z jasnego nieba, ale nie traktował tego jak pogrzeb jego postaci jako sportowca. Kilka razy w życiu musiał zrobić krok w tył, aby później zrobić dwa do przodu.

 

Marek Saganowski zawsze będzie więc wzorem dla innych. Żeby do czegoś dojść, trzeba pracować tak jak on. Biegał i walczył niezależnie od tego, czy grał cały mecz, czy tylko pięć minut. Dawał z siebie maksimum, bo ma to we krwi. Napastnik i pierwszy obrońca jednocześnie. Wykonywał na boisku niesamowitą pracę, zamęczał obrońców tak, że partnerzy wchodzili na gotowe i strzelali gole. Jest przykładem determinacji, charakteru i miłości do futbolu. Przy okazji uczył w szatni zawodowstwa. Za to kibice go doceniają. Zrobił przy tym fajną karierę, choć ten pierwszy wypadek na pewno w jakimś stopniu ją pokiereszował.

 

Portugalia, Francja, Anglia, Dania, Grecja, a wcześniej Holandia i Niemcy – niewielu piłkarzy w Polsce może się pochwalić grą w tych krajach. Poza epizodami w Hamburgu i Rotterdamie, wszędzie był kluczową postacią swojej drużyny. Bagaż doświadczeń z pewnością wykorzysta w przyszłości jako trener. Zrealizował także jeszcze jeden cel, który determinował go do tego, by wrócić na boisko – wszedł do klubu strzelców stu goli w ekstraklasie. W drużynie Legii grał w sumie sześć lat. W 211 meczach strzelił 87 goli.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN