Legia Warszawa
vs Termalica
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2016-03-09 20:00:00

Prawda czasu – oblicza radości

Autor: Janusz Partyka Fot. Janusz Partyka, Mateusz Kostrzewa, Jacek Prondzynski, Adam Polak, Eugeniusz Warmiński/Archiwum Legii, Włodzimierz Sierakowski/FotoSport
Sport nieodłącznie kojarzy się z radością i smutkiem, z bólem i przezwyciężaniem własnych słabości. Dziś prezentujemy zdjęcia, na których utrwaliliśmy różne oblicza radości piłkarzy Legii, cieszących się ze zdobywanych bramek i cennych trofeów, które dziś wchodzą w skład bogatej kolekcji w stuletniej historii Klubu z Łazienkowskiej.

Celebrowanie zdobytych bramek to jeden z piękniejszych momentów piłkarskiego widowiska, choć z roku na rok coraz bardziej „tłumiony” przez ludzi tworzących reguły obowiązujące w fubolu. Niegdyś można było działać na niczym nieskrępowanym „spontanie”, a piłkarze posiadali w swoim repertuarze niezliczony wachlarz „cieszynek”. Dziś muszą się pilnować, a ich radość jest dość szczelnie zdefiniowana w ramach obowiązujących przepisów. Sędziowie są szczególnie uczuleni na wszelkiego rodzaju oznaki manifestacji zawierającej mniej lub bardziej wyszukane gesty, nie mówiąc już o treściach, które autorzy bramek chcą zaprezentować na koszulkach zakładanych pod piłkarskie stroje. To już z urzędu piętnowane jest karaniem zawodnika żółtą, a nieraz także i czerwoną kartką.

 

Nie nam tu osądzać, czy akurat te zmiany poszły w dobrym kierunku, choć potrafimy oczywiście zrozumieć, że niekiedy przekaz, który za tym idzie, nie do końca zgodny jest z ogólnie przyjętą zasadą fair-play. Kara powinna mieć jednak miejsce nie za sam zamiar, a za treść, jaką ów zawodnik ma do przekazania światu. Wszak sport to radość, a nie jej tłumienie. Idea barona de Coubertina wszystkim jest raczej bliska, ale nie można zapominać o tym, że sport niesie za sobą olbrzymie pokłady emocji, a co za tym idzie - również pewien emocjonalny przekaz. Często także ten podprogowy, lecz przecież zazwyczaj mieszczący się w granicach dobrego smaku. My nie zamykamy piłkarzom ust i nie zabraniamy żadnych gestów. Przechodząc od słów do czynów, zapraszamy do obejrzenia naszej galerii – oto oblicza radości legionistów!

 

Klikając w zdjęcie, zobaczycie je w większej rozdzielczości.

 

Jesienią 1972 roku piłkarze Legii w 1/8 finału o Puchar Zdobywców Pucharów, po przejściu Vikingura Rejkiavik (2:0 i 9:0), trafili na naszpikowany gwiazdami włoskiej piłki AC Milan. W Warszawie, w pierwszym spotkaniu rozegranym wyjątkowo na Stadionie Dziesięciolecia, legioniści zremisowali 1:1. W rewanżu w Mediolanie – rozegranym 8 listopada na San Siro – dzielnie stawiali opór rywalom, którym ulegli dopiero po dogrywce (1:2). Na zdjęciu radość piłkarzy z Warszawy po wyrównującym stan meczu golu, strzelonym w 44. minucie. Z uniesioną w geście triumfu ręką jego autor – Jan Pieszko.

 

Mistrzostwa świata w RFN w 1974 roku. W obecności 55 tys. widzów na Waldstadionie we Frankfurcie, drużyna Kazimierza Górskiego pokonała 2:1 ekipę Jugosławii i awansowała do półfinału tej imprezy (w którym przegrała z gospodarzami w pamiętnym „meczu na wodzie” 0:1). To słynne zdjęcie, wykonane przez Eugeniusza Warmińskiego 30 czerwca 1974 roku, przedstawia radość legionisty Kazimierza Deyny, po zdobyciu bramki z rzutu karnego na 1:0 w 24. minucie tego spotkania.

 

W latach 80. w drużynie Legii występowało wielu piłkarzy o uznanych na krajowym (i nie tylko) podwórku nazwiskach, z których to z powodzeniem można było zmontować reprezentację Polski. Cóż z tego jednak, kiedy poszczególne ekipy ani razu nie potrafiły zdobyć dla klubu z Łazienkowskiej tak wyczekiwanego w tamtych latach tytułu mistrza Polski. Na fotografii obok radość zawodników z „eLką” na piersi po zdobytej bramce. Od lewej: Dariusz Kubicki, Tomasz Arceusz, Dariusz Dziekanowski, Andrzej Buncol i Witold Sikorski. Pojedyncze dobre występy w rozgrywkach pucharowych oraz Pucharze Polski były wyjątkami potwierdzającymi regułę.

 

 

 W sezonie 1994/1995 piłkarze Legii powtórzyli osiągnięcie sprzed roku i zdobyli dublet – mistrzostwo oraz Puchar Polski. Na zdjęciach radość po końcowym gwizdku ostatniego ligowego spotkania z Widzewem Łódź (2:0) na Stadionie Wojska Polskiego w Warszawie, który został rozegrany 14 czerwca 1995 roku. U góry sztab szkoleniowo-medyczny: Stanisław Machowski, Mirosław Jabłoński, Paweł Janas, Jerzy Somow oraz Bogusław Łobacz. Obok piłkarze podrzucają swojego pierwszego trenera do góry. Z flagą Legii (nr 11, na pierwszym zdjęciu) wschodzący wówczas, lecz nie spełniony do końca talent z Łazienkowskiej, Marcin Mięciel.

 

Mecze Legii z Polonią (ten z 8 kwietnia 1998 roku) – choć do prawdziwych, wielkich derbów z różnych względów zawsze im było daleko – powodowały jednak dreszcz emocji. W sezonie 1997/1998 przy Łazienkowskiej padł remis (1:1), a ze strzelonego gola cieszy się m.in. Piotr Mosór (trzeci z prawej).

 

Lata 90. wszystkim kojarzą się z wielką Legią, Ligą Mistrzów i takimi nazwiskami jak Leszek Pisz, Krzysztof Ratajczyk, Wojciech Kowalczyk czy Jerzy Podbrożny. Ten ostatni po każdym strzelonym golu prezentował kibicom charakterystyczny „samolot”. W 99 spotkaniach z „eLką” na piersi oglądaliśmy go w takiej sytuacji aż 55 razy.

 

17 maja 2003 roku legioniści pokonali w wyjazdowym spotkaniu Widzew Łódź 3:1. Było to pierwsze ligowe zwycięstwo Legii we „Włókienniczym mieście” od... 26 lat (i pierwsze od 10 lat w ogóle). „Wojskowi” w 79. minucie strzelili gola na 3:0, a jego autorem był – po raz drugi w tym spotkaniu – Marek Saganowski. Strzelecki kunszt napastnika Legii docenił jego partner z drużyny Tomasz Sokołowski I, który w geście uznania „wyczyścił” mu buty.

 

A to już Łazienkowska i konfrontacja Legii z Wisłą w sezonie 2003/2004. Legioniści na początku XXI wieku dość rzadko przełamywali dominację „Białej Gwiazdy”, ale zwycięstwa w Warszawie – jeżeli już następowały – to dość przekonujące. 19 września 2003 roku warszawianie pokonali Wisłę 4:1 i po zakończeniu spotkania byli w wyśmienitych nastrojach. Szczególnie znany z oryginalnych akcji bramkarz Artur Boruc, który tuż po zakończeniu meczu przed fanami z „Żylety” odtańczył triumfalnie „Krakowiaka”.

 

Wesoło było w drużynie także za czasów trenerów Dariusza Wdowczyka oraz Jacka Zielińskiego i duetu piłkarzy Roger – Edson. Brazylijczycy znakomicie wkomponowali się w zespół, tworząc m.in. z Miroslavem Radoviciem, Piotrem Włodarczykiem i Bartoszem Grzelakiem całkiem zgraną ekipę. W 5. minucie spotkania Odra Wodzisław – Legia wiosną 2007 roku do siatki gospodarzy trafił właśnie „Pereiro”, który w ten sposób celebrował strzelenie gola. Nikomu nie trzeba dodawać, co wówczas miał do przekazania światu Brazylijczyk.

 

Najbardziej oryginalne „cieszynki” należały jednak w Legii do Takesure Chinyamy. Napastnik z Zimbabwe w sezonie 2008/2009 świętował zdobycie tytułu „króla strzelców” i po każdej z bramek prezentował oryginalny układ choreograficzny. Działo się to także we wcześniejszych latach. Także 25 sierpnia 2007 roku, kiedy to po zdobytej bramce w spotkaniu z Zagłębiem Sosnowiec (5:0), w 41. minucie wykonał plemienny taniec w narożniku boiska przy Ł3.

 

Tutaj także „Tejksiu”, tym razem z chorągiewką imitującą karabin maszynowy po golu strzelonym Widzewowi Łódź 14 września 2007 roku. Napastnik Legii wielokrotnie za przesadne okazywanie swojej radości oglądał żółte kartki, pokazywane przez mało wyrozumiałych arbitrów. Tym razem mu się upiekło, ale i tak suma zysków byłaby dużo większa niż strat – legioniści pokonali łodzian 3:1, a koleje trafienia dołożyli Aleksandar Vuković i Edson.

 

 Derby rządzą się swoimi prawami. Rywalizacja na trybunach udziela się wielokrotnie także piłkarzom obydwu drużyn. 2 września 2008 roku przy ulicy Konwiktorskiej stołeczna Polonia podejmowała Legię w 1. kolejce Pucharu Ekstraklasy. W pierwszym spotkaniu „wojskowi” wygrali 4:0. W rewanżu było co prawda 0:3, ale Marcin Smoliński i tak nie ukrywał przed kibicami rywali swojej radości z awansu do kolejnej rundy.

 

Całowanie klubowych herbów to sprawa delikatna, a nawet kontrowersyjna. Tak choćby jak w niedawnym przypadku Alexa Teixeiry, który w swoim debiucie ucałował herb nowego klubu – chińskiego Jiangsu Suning VS. W Legii było stosunkowo mało zawodników, którzy uciekali się do prezentacji tego akurat gestu po strzelonym golu. Jednym z wyjątków był Edson, który czynił to z taką częstotliwością, z jaką trafiał do siatki z rzutów wolnych (tak jak w tym przypadku w spotkaniu z Piastem we wrześniu 2009 roku). Były to jednak gole wyjątkowej urody, a Brazylijczyk był jednym z ulubieńców trybun. A takim, jak wiadomo, wiele się wybacza.

 

 Radość piłkarzy zawsze przenosi się na trybuny i odwrotnie. Nie inaczej było 16 sierpnia 2010 roku przy Łazienkowskiej. W 92. minucie spotkania z Cracovią (2:1) Maciej Iwański strzelił gola dla Legii po pamiętnym rzucie wolnym (pośrednim!), podyktowanym przez sędziego Daniela Stefańskiego za zbyt długie trzymanie piłki w rękach w polu karnym – podczas wznawiania gry – przez bramkarza rywali Marcina Cabaja. Wówczas 16 tysięcy fanów na stadionie dosłownie oszalało z radości!

 

Finałowe spotkanie Turnieju Tysiąca Drużyn z 3 maja 2011 roku miało dramatyczny przebieg. Najpierw Manu doprowadził w meczu z Lechem do remisu, a jego losy rozstrzygnęły się dopiero w rzutach karnych. Radość piłkarzy Legii i jej kibiców na stadionie w Bydgoszczy była olbrzymia. Puchar Polski w rękach Legii jest!

 

Ulica Łazienkowska, 18 sierpnia 2011 roku. 3. minuta pierwszego spotkania decydującej, IV rundy kwalifikacji do Ligi Europy, Legia Warszawa – Spartak Moskwa (2:2) na Pepsi Arenie. Chwilę wcześniej pomocnik legionistów Miro Radović w zamieszaniu w polu karnym gości wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. W pamiętnym geście po zdobytej bramce „Rado”... rozstrzelał Spartaka. W tym właśnie czasie przy Łazienkowskiej rodziła się drużyna, która potem dała nam tyle radości w rozgrywkach grupowych Europa League.

 

 W niezwykle dramatycznym spotkaniu rewanżowym ze Spartakiem na Łużnikach, piłkarze Legii zagrali doskonale i po golach Michała Kucharczyka, Macieja Rybusa oraz Janusza Gola (w doliczonym czasie gry) zwyciężyli Rosjan 3:2. Te chwile będziemy pamiętać latami, a ta fotografia już przeszła do historii. Janusz Gol, Allez Allez!!!

 

Piłkarze Macieja Skorży rewelacyjnie spisywali się w premierowej edycji rozgrywek grupowych Ligi Europy w roku 2011. W spotkaniu z Rapidem Bukareszt (3:1) z 3 listopada legioniści zagrali wspaniałą drugą połowę, strzelając Rumunom trzy gole. Autorem ostatniego był w 90. minucie pomocnik Michał Kucharczyk, który efektownym... „odlotem” zaakcentował wyjście „wojskowych” z grupy.

 

Czasy się zmieniają, zmienia się także okazywanie radości przez piłkarzy po zdobytych bramkach. Tak zwane „cieszynki” (autorstwa Piotra Rockiego) przeszły już co prawda do przeszłości, ale i dzisiaj strzelcy eksponują swoją radość w różny, mniej lub bardziej spontaniczny, sposób. Na zdjęciu zdobywca bramki z Metalurgsem Lipawa – 26 lipca 2012 roku – Janusz Gol, który chwilę po swoim trafieniu podbiegł do trybuny zachodniej i pokazał swojej wybrance serce. Wszyscy więc wiedzieli, komu Gol zadedykował strzelonego przez siebie... gola.

 

 30 lipca 2014 roku byliśmy świadkami jednego z najlepszych meczów w wykonaniu piłkarzy Legii w ostatniej dekadzie. Po nienajlepszym początku i stracie gola z Celtikiem Glasgow, sygnał do ataku dał Legii Miroslav Radović. W 10. minucie (na 1:1) zdobył swoją pierwszą bramkę, a w 37. dał gospodarzom w spotkaniu ze Szkotami prowadzenie. Drugiego gola Serbowi gratulują koledzy z drużyny – Ondrej Duda, Michał Kucharczyk, Tomasz Brzyski, Tomasz Jodłowiec i Ivica Vrdoljak. Na stadionie trwała prawdziwa fiesta!

 

 Ostatnio najwięcej powodów do celebrowania radości po strzelonych golach dla Legii ma nowy idol kibiców Nemanja Nikolić. Podczas swojej dotychczasowej przygody z Legią zdobył aż 27 bramek w 41 spotkaniach. „Niko” po strzelonym golu często pokazuje kibicom „eLkę”, która jest dziś jednym z najbardziej rozpoznawalnych gestów klubu z Łazienkowskiej.


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

gunner
Podporucznik
2016-03-09 21:45:43
Na zdjęciu nr 1 Pieszko stoi z numerem 10 na plecach a rękę w geście triumfu w gorze trzyma Robert Gadocha.

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN