Legia Warszawa
vs Arka Gdynia
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2016-12-16 20:30:00

Prawda czasu – Piotr Włodarczyk

Autor: Janusz Partyka Fot. Janusz Partyka, Mateusz Kostrzewa, Włodzimierz Sierakowski, Adam Polak/Archiwum Legii
Napastnik, który w Legii grał trzykrotnie, za każdym razem pełniąc w drużynie inną rolę. Kibice pamiętają go szczególnie z... 15. minuty wyjazdowego meczu z Górnikiem Zabrze w sezonie 2005/2006, kiedy to strzelił zwycięskiego gola dającego Wojskowym tytuł mistrza Polski. ''Tej bramki nie zapomnę do końca życia, dała nam mistrzostwo na które czekaliśmy tyle lat'' – mówi o pamiętnym trafieniu były legionista. Był piłkarzem chimerycznym, potrafiącym zdobywać cudowne bramki, innym razem chybiając zdawałoby się w najprostszych sytuacjach.

W każdym klubie są piłkarze, którzy szczególnie wpisują się w jego historię i do których kibice wracają wspomnieniami przez lata. W Legii należy do nich bezsprzecznie napastnik Piotr Włodarczyk. „Bywało, że w jednym dniu kibice wręcz nosili go na rękach, by następnego, po nonszalanckim zagraniu, wyzywali od najgorszych. Choć nie zawsze wszystko układało się idealnie, to dzięki 'złotej bramce' popularnego 'Nędzy' w 2006 roku, w Warszawie świętowano ostatni tytuł mistrzowski. Był napastnikiem bardzo skutecznym, ale nie miał przy tym szczęścia i nie zdołał spełnić wielkiego marzenia – przekroczenia magicznej liczby 100 goli strzelonych w lidze” – czytamy o Włodarczyku w wywiadzie Wiktora Bołby w NL z 2012 roku.

 

Piotr Włodarczyk urodził się 4 maja 1977 roku w Wałbrzychu. Obecny prezes IV-ligowego klubu Ożarowianka Ożarów Mazowiecki, jako pierwszy piłkarz w historii Legii strzelił w jednym spotkaniu cztery gole, które były jednocześnie wszystkimi zdobytymi przez Wojskowych – miało to miejsce podczas meczu o Pucharu Polski z Hetmanem Zamość w sezonie 2005/2006. Fani łączą go także z datą 10 maja 2006 roku, kiedy to we wspomnianym już meczu z Górnikiem zapewnił Legii mistrzostwo Polski, strzelając gola na wagę zwycięstwa.

 

„Włodar” piłkarską karierę rozpoczynał w Zagłębiu Wałbrzych, gdzie grał do 1993 roku. Potem występował w KP Wałbrzych (1993-1997), skąd po raz pierwszy trafił na Łazienkowską. „Jak by na to nie patrzeć, byłem już zawodnikiem, który regularnie grał w dorosłej piłce. Poza tym miałem na koncie występy w reprezentacji Polski juniorów, a także w drużynie olimpijskiej, prowadzonej przez Pawła Janasa, w której także strzelałem bramki. Trochę tych klubów było – Widzew Łódź, który grał w Lidze Mistrzów, czy Śląsk Wrocław. Były jeszcze inne, których nazw już dziś nie pamiętam. No i było też zapytanie z Legii. Gdy tylko dowiedziałem się o jej zainteresowaniu, wszystkie inne drużyny poszły w odstawkę. Rozmawiałem tylko z Legią. (...) Kibicem Legii stałem się w 1991 roku, gdy świetnie grała w rozgrywkach o Puchar Zdobywców Pucharów, eliminując m.in. słynną Sampdorię Genua. Poza tym grał w tamtej drużynie pochodzący z Wałbrzycha Jacek Sobczak. Wtedy go jeszcze nie znałem, ale poznaliśmy się nieco później. Prawdę mówiąc Legia to jest taki magiczny klub, o grze w którym śni każde dziecko interesujące się piłką nożną i nie tylko. Jestem głęboko przekonany, że każdy piłkarz grający w ekstraklasie marzy o ofercie gry w Legii. Nawet ci, którzy deklarują, że nigdy nie zagraliby w jej barwach, gdyby tylko otrzymali ofertę, piechotą przyszliby na Łazienkowską. (...) Ja przychodząc na Łazienkowską miałem 19 lat i dopiero wchodziłem do pierwszoligowej piłki. Chociaż wiosną 1997 roku praktycznie w każdym meczu pojawiałem się na boisku, wchodząc na zmiany. W jednym meczu jednak nie zagrałem, w słynnym horrorze z Widzewem 2:3. Szkoda, może gdybym zagrał, inaczej potoczyłyby się losy tego spotkania (śmiech). Jesień 1997 zacząłem jednak fantastycznie, ponieważ w dwóch pierwszych meczach ligowych – z Górnikiem Zabrze i Wisłą Kraków – strzeliłem po jednym golu. To dawało nadzieję na grę w pierwszym składzie i jak to w życiu bywa, na nadziei się skończyło. (...) Grałem mało, ponieważ w ataku była bardzo silna konkurencja. Role były jasno określone. Czarek Kucharski, Marcin Mięciel oraz ówczesna gwiazda ekstraklasy Kenneth Zeigbo, to byli podstawowi napastnicy Legii. Ja musiałem być w każdej chwili gotowy do gry, by ewentualnie któregoś z nich zastąpić. To było trudne zadanie, gdyż siedząc na ławce wchodziłem na tak zwane 'ogony' i natychmiast musiałem osiągnąć najwyższy poziom. Tak się jednak nie dało, więc nie było łatwo przebić się do pierwszej jedenastki. Wobec takiej sytuacji stwierdziłem, że pójdę na wypożyczenie. Niemniej pierwszy pobyt w Legii wspominam bardzo dobrze, zetknąłem się w niej z ekstraklasą. Siedziałem w szatni obok piłkarzy, których dotychczas widywałem podczas transmisji telewizyjnych i co najważniejsze, zetknąłem się z atmosferą profesjonalnego zarządzania klubem. Tu praktycznie miałem wszystko podane na tacy. O nic nie musiałem się martwić, poza tym, by trafić piłką do bramki. Można powiedzieć, że był to dla mnie okres oswajania się z wielkim futbolem” – wspomina swoje początki z Legią w rozmowie z NL Piotr Włodarczyk. 

 

W drużynie Legii zadebiutował 5 marca 1997 roku w spotkaniu z Górnikiem Zabrze przy Łazienkowskiej. Zdążył zdobyć z drużyną Puchar Polski, ale ostatecznie nie wytrzymał jednak konkurencji i kolejnym roku odszedł na wypożyczenie do Ruchu Chorzów, by po sezonie zawitać do Warszawy po raz drugi. Znów jednak na krótko, bowiem w roku 1999 ponownie wrócił na Śląsk, by… reprezentować barwy „Niebieskich”. Tam jego kariera nabrała tempa. Kolejnym w niej przystankiem był Śląsk Wrocław (2000-2002), by ostatecznie móc wylądować w... lidze francuskiej. „Do Auxerre miałem pojechać na kilka dni na testy, a wyszło tak, że trener Guy Roux zabrał mnie z drużyną na obóz do Szwajcarii. Prawdę mówiąc na tym obozie znalazłem się trochę nieświadomie i trener Roux zapytał mnie, kiedy kończy mi się kontrakt. Zgodnie z prawdą powiedziałem, że właśnie mi się skończył. Wówczas trener uznając, że jestem wolnym zawodnikiem, zaproponował mi podpisanie kontraktu. Całe zamieszanie wynikało z tego, że w tym czasie prawo Bosmana zaczęło obowiązywać także w Polsce. Chcąc być lojalnym wobec Śląska, nie mogłem tego zrobić, wróciłem więc do Wrocławia. Podpisałem nową umowę ze Śląskiem, zagrałem cztery mecze i ponownie zgłosiło się po mnie Auxerre, które wykupiło moją kartę zawodniczą. (...) W Auxerre było tak, że trener Roux robił bardzo mało zmian. Jeżeli drużyna wygrywała, to zazwyczaj kończyła mecz w wyjściowym składzie, bez jakichkolwiek zmian. Szkoleniowiec po prostu nie lubił w trakcie meczu dokonywać roszad. Reagował tylko w sytuacjach, gdy drużynie nie szło. Kiedy remisowała, bądź przegrywała, to wówczas wpuszczał do gry drugiego napastnika i najczęściej byłem nim ja. A że w tamtym czasie większość meczów wygrywaliśmy, kwalifikując się nawet do Ligi Mistrzów, to przy sposobie prowadzenia drużyny przez Rouxa, za dużo sobie nie pograłem” – wspomina z kolei swój niezbyt udany pobyt we Francji „Włodar”. Rok w drużynie Auxerre był jednak rokiem straconym na tyle, że zawodnik zdecydował się na powrót do kraju i grę w Widzewie Łódź. Klimat włókienniczego miasta także jednak nie sprzyjał napastnikowi, który postanowił po raz trzeci wejść do tej samej rzeki. 

 

W roku 2004 Włodarczyk podpisał kolejny, tym razem trzyletni kontrakt z Legią i był to strzał w dziesiątkę. Ostatni pobyt napastnika przy Łazienkowskiej był bezsprzecznie najlepszym okresem w jego karierze, choć oprócz wzlotów były także spektakularne upadki. „Wejście miałem imponujące i w myśl zasady do trzech razy sztuka, moja kariera nabrała rozpędu. Tym razem dostałem szansę i ją wykorzystałem. Trzeba przyznać, że wtedy w Legii mieliśmy bardzo ciekawą drużynę i fajnie się grało” – wspomina w NL „Włodar”. Sukcesem było niewątpliwie zdobycie z Legią mistrzostwa Polski w sezonie 2005/2006, kiedy to pełnił w drużynie Dariusza Wdowczyka ważną rolę. Wspólnie z Markiem Saganowskim tworzyli wówczas zgrany i niezwykle bramkostrzelny duet. Napastnik znany był z tego, że łatwo dochodził do sytuacji strzeleckich, ale z równą łatwością wielu z nich nie wykorzystywał. Pół roku później zaczęły się jednak kłopoty „Włodara” przy Ł3. We wrześniu 2006 roku został – wraz z kolegą z ataku Michalem Gottwaldem – odsunięty od pierwszej drużyny Legii. Ostatecznie zawodnik wylądował w rezerwach. Nie podano wówczas konkretnego powodu takiej decyzji, ale została ona podjęta kilka dni po kompromitującej porażce Legii ze Stalą Sanok i odpadnięciu z rozgrywek o Puchar Polski. W listopadzie, po wstawiennictwie kolegów z drużyny, napastnik powrócił do kadry pierwszego zespołu.

 

Po zakończeniu sezonu – w czerwcu 2007 roku – poinformowano jednak, że Piotr Włodarczyk nie będzie brany pod uwagę przy ustalaniu kadry w sezonie kolejnym – 2007/2008. Ostatni mecz w barwach Wojskowych rozgrał więc 1 czerwca 2007 roku – z Górnikiem Łęczna w Warszawie. Ogółem wystąpił w barwach Legii 167 razy, zdobywając 58 bramek. W lipcu 2007 roku zawodnik podpisał kontrakt z Zagłębiem Lubin. Później reprezentował jeszcze barwy: Arisu Saloniki, OFI Iraklionu oraz Bałtyku Gdynia, w którym w 2012 roku ostatecznie zakończył piłkarską karierę. Piotr Włodarczyk rozegrał cztery mecze w reprezentacji Polski. Dostał pamiętną czerwoną kartkę w wyjazdowym meczu el. MŚ 2006 z Irlandią Północną, w którym strzelił również jedną z dwóch bramek w kadrze. Pamiętamy go jako utalentowanego piłkarze oraz pogodnego i wesołego człowieka, pozytywną postać zarówno na boisku, jak i poza nim. Bez wątpienia był ulubieńcem warszawskiej publiczności, choć ta nie szczędziła mu także nieco ironicznych uwag. Prywatnie jest bratem utytułowanej lekkoatletki Urszuli Włodarczyk.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN