Legia Warszawa
vs Arka Gdynia
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2016-12-09 20:30:00

Prawda czasu – Tadeusz Nowak

Autor: Janusz Partyka Fot. Eugeniusz Warmiński/Archiwum Legii, Archiwum NL
W latach 70. kibice z Łazienkowskiej śpiewali o nim: ''Nowak Tadeusz, to Legii jest Prometeusz''. Mimo tego, że nie był technicznym wirtuozem, swoją ambicją, przebojowością oraz zdecydowaniem potrafił podbić serca warszawskich kibiców. ''Żyleta'' go uwielbiała. I nadała przydomek ''Ferrari'' – był bowiem szybszy od wiatru. ''Dzięki temu, iż miałem możliwość grać w Legii, byłem wybrańcem losu'' – mówił w rozmowie dla NL prawoskrzydłowy Wojskowych.

Do Legii przyszedł w roku 1970 jako następca Janusza Żmijewskiego. Przez osiem lat rozegrał w jej barwach 240 meczów i strzelił pół setki goli. Tadeusz Nowak urodził się 28 listopada 1948 roku w Trzcińsku. Karierę piłkarską rozpoczynał jako 17-latek w Nowej Rudzie, a jego pierwszą drużyną był Górnik Słupiec – grał tam w latach 1966-1968. Potem na dwa sezony przeszedł do Zagłębia Wałbrzych.

 

Grę w Legii zaproponował mu... bramkarz Wojskowych Władysław Grotyński, który dzielił z nim pokój przed jednym z meczów młodzieżowej kadry Polski. „Władek zaproponował mi rzecz, której się absolutnie nie spodziewałem, czyli... grę w Legii! Z entuzjazmem odniosłem się do jego propozycji, tyle tylko, że nie miałem pojęcia, w jaki sposób miałbym przejść do Legii z Zagłębia Wałbrzych, którego byłem zawodnikiem. Wtedy Władek pocieszył mnie mówiąc: 'Poczekaj, wrócę do Warszawy, pogadam z kim trzeba i coś się załatwi'. Grotyński nie rzucił słów na wiatr i w niedługim czasie dostałem powołanie do odbycia zasadniczej służby wojskowej w Warszawie. Okazało się jednak, że kij ma dwa końce i moja przeprowadzka do jednostki w stolicy nie obyła się bez problemów. Grając w Zagłębiu Wałbrzych podlegałem pod resort górnictwa, co automatycznie... odraczało moją służbę wojskową. Jedynym rozwiązaniem było zgłoszenie się na ochotnika do wojska. Uczyniłem to, nie wahając się ani chwili” – wspominał w rozmowie z Wiktorem Bołbą dla klubowego magazynu Tadeusz Nowak.

 

„To był trudny okres. Do Warszawy przyjechał chłopczyk z peryferii i nagle styka się ze sławami polskiej piłki, piłkarzami o których wcześniej mógł przeczytać tylko w gazetach. Moja aklimatyzacja w stolicy trwała dwa lata, z tym, że cały czas trenowałem z pierwszą drużyną, będąc przygotowywany do roli pełnoprawnego członka pierwszoligowej Legii. Przez ten czas poznawałem tajniki futbolu. W uproszczeniu można powiedzieć, że przeskok z Zagłębia Wałbrzych do Legii to był inny wymiar, inny ciężar gatunkowy, wobec czego najpierw musiałem nabrać piłkarskiej ogłady. W najśmielszych snach nie przypuszczałem, że kiedykolwiek mógłbym trafić do tak wielkiego klubu, jakim jest Legia. Widocznie ktoś tam na górze zadecydował inaczej, otwierając mi drogę, na której spotkałem Władka Grotyńskiego. To było dla mnie cudowne przeżycie” – mówił dalej w wywiadzie dla NL legionista.

 

W warszawskim klubie występował od 1970 do 1978 roku – w 1973 triumfował w Pucharze Polski, który był jego jedynym trofeum zdobytym w barwach Wojskowych. Zadebiutował 6 marca 1971 roku w meczu z Zagłębiem w Sosnowcu, zaś ostatnim meczem z „eLką” na piersi była dla niego potyczka z Zagłębiem II Lubin – jesienią 1978 roku. W Warszawie mieszkał na Mokotowie, nieopodal kina Moskwa. Kwaterowało tam wówczas wielu wyższych rangą oficerów, więc legionista zawsze był pod wzmożoną obserwacją. Tym bardziej, że jego lokum... stało się jednym z najważniejszych punktów towarzyskiej mapy stolicy. Często bywali u niego znani artyści, muzycy, aktorzy (m.in. Bohdan Łazuka) czy piłkarze. 

 

W roku 1978 został sprzedany do angielskiego Bolton Wanderers (1979-1980). Był szybki, przebojowy i niezwykle waleczny. Pseudonim „Ferrari” otrzymał od fanów Legii z racji na swoją szybkość. Po pucharowym meczu Legii z AC Milan jesienią 1972 roku na słynnym San Siro, został uznany najlepszym zawodnikiem spotkania, które uznano potem za najlepsze, jakie kiedykolwiek rozegrała polska drużyna klubowa na wyjeździe w europejskich pucharach. Po meczu tym, w hotelowym pokoju w którym Nowak przebywał razem z Kazimierzem Deyną, pojawili się nawet wysłannicy włoskiego giganta z propozycją transferu. „Żelazna kurtyna” nie pozwoliła jednak jednemu z najlepszych prawoskrzydłowych tamtych czasów na Starym Kontynencie na angaż w Mediolanie.

 

Sam piłkarz w rozmowie z NL nie przeceniał jednak zbytnio swojej roli w tym meczu, odnosząc się także do niedoszłego transferu: „Rozegrałem wiele lepszych spotkań. Na przykład podczas naszego tournee po Ameryce Południowej i Hiszpanii, tyle, że nikt w Polsce ich nie widział. Przede wszystkim graliśmy na pięknych stadionach, mających takie murawy, że człowiekowi aż chciało się po nich hasać. (...) Grać w jednym z najlepszych klubów świata, to bardzo interesująca perspektywa i wielkie wyzwanie. Nie doszło jednak do tego, bowiem doskonale zdawałem sobie sprawę, iż pozostając we Włoszech bez zgody Legii i PZPN-u, zostałbym zdyskwalifikowany na dwa lata i miałbym zamkniętą drogę do gry w piłkę. Trudno sobie wyobrazić, czy ktokolwiek w Milanie pamiętałby jeszcze po tak długim czasie o moim istnieniu. Tak więc w wielkiej piłce nie miałbym czego szukać. W dodatku takie było wówczas prawo, że miałbym zamknięty powrót do Polski, kontakt z najbliższymi, a to bolało najbardziej”.

 

Legionista był jednak także zawodnikiem nieco chimerycznym – grał mecze niczym artysta, a czasem prezentował się jak... piłkarski żółtodziób. Był jednak niezwykle lubiany i popularny, zawsze znajdował czas dla kibiców. „Bardzo miło wspominam te chwile i kibiców, którzy śpiewali o mnie: 'Nowak Tadeusz, to Legii jest Prometeusz!'. Co ciekawe, zawsze gdy słyszałem ten śpiew z 'Żylety', dostawałem gęsiej skórki. Dla piłkarza nie ma nic piękniejszego, jak wsparcie i uwielbienie trybun. Mnie to podkręcało na tyle, że w duchu mówiłem sobie: 'Zaraz się wam odwdzięczę'. (...) Od kibiców Legii dostałem bardzo dużą porcję miłości i nie mogłem wobec nich pozostawać obojętny. Fani Legii, jeżdżąc na nasze mecze, pokonywali znaczne odległości, zmagając się przy tym z wieloma niedogodnościami. Dla tych co jeździli za drużyną, zawsze miałem ogromny szacunek. Ci chłopcy, często głodni i zmarznięci, gotowi byli wysupłać ostatni grosz, by móc pojechać za Legią. Jak w autokarze było na tyle miejsca, to dlaczego nie mielibyśmy ich zabrać. Oczywiście nie podobało się to kierowcy, czy kierownikowi drużyny, którzy często za to nas strofowali. Sadzaliśmy ich zazwyczaj na końcu autokaru, mówiąc: 'Siedźcie cicho, żebyście tylko dojechali do Warszawy'” – mówił w rozmowie z klubowym magazynem Tadeusz Nowak.

 

W kadrze Polski legionista rozegrał dwa spotkania – debiutował 10 maja 1972 roku u Kazimierza Górskiego w meczu ze Szwajcarią, ostatni raz reprezentacyjny trykot założył pięć lat później, za kadencji Jacka Gmocha. Po latach został włączony w poczet członków Galerii Sław Legii Warszawa.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Tadeusz Nowak.Pamiętam Go doskonale. Był szybszy od wiatru. Kaziu Deyna rzucał mu piłkę na druga stronę boiska, a Nowak był po chwili sam na sam z bramkarzem przeciwnika. A jeśli mu się nie udało , to na lewej flance czekał już Robert Gadocha, który doskonała technika wykańczał zaczętą przez Deynę akcję.
Budyń
Budyń
Podporucznik
2016-12-10 23:04:59
Ta historia pokazuje, że jednak dany piłkarz musiał wyrazić chęć, a często samemu nalegać na przejście do Legii, by podnieść swoje kwalifikacje czy spełnić marzenia. Wiadomo, że z niewolnika nie ma pracownika. A poza tym, to taki dzisiejszy Kucharczyk.....nie wirtuoz, a bardzo potrzebny zapierdzielacz skrzydłowy....hehe

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN