Legia Warszawa
vs Termalica
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2016-02-24 19:20:00

Prawda czasu – warunki atmosferyczne

Autor: Janusz Partyka Fot. Janusz Partyka, Mateusz Kostrzewa, Jacek Prondzynski, Adam Polak, Eugeniusz Warmiński/Archiwum Legii
Piłkarze lubią, gdy przed meczem murawa jest polana wodą. Wówczas gra się szybciej i... ostrzej. Z kolei wielu bramkarzy woli, kiedy na boisku jest błoto, bo wtedy podejmując udane interwencje czują się prawdziwymi bohaterami. W kolejnym odcinku cyklu ''Prawda czasu'' przedstawiamy iście futbolową atmosferę.

Jaka jest więc idealna pogoda do gry w piłkę nożną? Takowa praktycznie nie istnieje. Każda ocena warunków atmosferycznych umożliwiających grę w piłkę, jest oceną subiektywną. Fachowe wyliczenia uwzględniają jednak warunki pogodowe, które są szczególnie istotne dla piłkarzy podczas rozgrywania zawodów. 

 

„'Pogoda na piłkę nożną' jest obliczana na podstawie warunków panujących latem w Polsce pomiędzy 8 a 20 (6-18.00 Greenwich Mean Time (GMT)). Zimą czas ten zaczyna się i kończy o godzinę wcześniej. Najlepszym wynikiem dla prognozy pogody jest 10 punktów. Punkty są odejmowanie jeżeli warunki pogodowe uniemożliwiają przyjemną grę w piłkę. Minimalna liczba punktów to 1. Przy ocenianiu prognozy 'Pogoda na piłkę nożną' uwzględniane są następujące warunki pogodowe: ilość opadów atmosferycznych, siła wiatru, liczba godzin ze słońcem, temperatura, mgła oraz ryzyko wystąpienia burz.” – pisze portal meteovista.pl.

 

Jak jednak wiadomo, teoria sobie, a praktyka sobie. Z doświadczenia wiemy, że nie ma idealnej, czy wręcz wzorcowej pogody do uprawiania futbolu. Jedni wolą upał, inni mróz, a jeszcze inni – szczególnie niektórzy bramkarze – gustują w lekko grząskiej i mokrej murawie. Znamy przecież przeróżne historie naszych ligowców, którzy lubią sobie ponarzekać, że ciężko gra im się w piłkę w zbyt wysokiej temperaturze czy pełnym słońcu. W zasadzie nie istnieje więc temperatura idealna, bowiem znajdą się i tacy, którym podczas spotkania będzie za chłodno. Cóż, jedno jest pewne – dobrym piłkarzom warunki pogodowe nie powinny przeszkadzać w stopniu wpływającym na ich ogólne umiejętności. 

 

Wracając do sedna sprawy, to i tak o przydatności pola do gry rozstrzyga sędzia w dniu zawodów. Oceniając przydatność boiska, arbiter bierze pod uwagę stan nawierzchni, jego niezbędne wyposażenie oraz oznakowanie. Ocenia również, czy stan przygotowanego do meczu pola gry nie zagraża bezpieczeństwu jego uczestników. Decyzja podjęta przez sędziego jest ostateczna.

 

Tyle teorii, tymczasem zapraszamy do lektury naszych fotografii – klikając w zdjęcie, zobaczycie je w większej rozdzielczości.

 

 

W roku 1955 legioniści zdobyli pierwsze mistrzostwo i Puchar Polski w historii. Bardzo często grali w fatalnych warunkach – tak jak w tym przypadku na jednym z boisk na Śląsku. Błoto było wówczas dosłownie wszędzie... Bez względu na warunki atmosferyczne, warszawscy piłkarze jednak najczęściej górowali nad rywalami.

 

 

Pięćdziesiąt czy sześćdziesiąt lat temu stan polskich boisk pozostawiał wiele do życzenia. Wczesną wiosną oraz późną jesienią trawa była towarem deficytowym i prawdziwym zjawiskiem, ale piłkarze byli do tego przyzwyczajeni. Swoją drogą przepisy regulujące kwestie bezpieczeństwa samych zawodników podczas meczu były frywolne. Ten betonowy krawężnik na murawie przy Ł3 oddalony od linii bocznej o półtora metra wywołuje ciarki na plecach.

 

 

W rundzie wiosennej, która zazwyczaj startowała na przełomie lutego i marca, na boisku często zalegał śnieg. Co prawda piłka płatała figle, ale zdecydowanie lepiej (i przyjemniej) było się wyłożyć w białym puchu niż błotnej brei. Na zdjęciu Lucjan Brychczy (z lewej) przygląda się jak piłka wpada do siatki rywali.

 

 

„Wojskowi” na przełomie lat 60. i 70. prezentowali najwyższy piłkarski kunszt. W roku 1969 i 1970 zdobywali tytuły Mistrza Polski, a Janusz Żmijewski (z lewej) i Jan Pieszko (w zabłoconej koszulce), zawsze byli skupieni na piłce.

 

 

Legia z połowy lat. 60. Na boisko przy Łazienkowskiej, które było wówczas ubitym i zwalcowanym klepiskiem pozbawionym jakiejkolwiek trawy, drużynę wyprowadza kapitan Lucjan Brychczy.

 

 

26 lutego 1978 r. Pod koniec lat 70., aby dostać się na murawę stadionu Wojska Polskiego przy Łazienkowskiej, trzeba było pokonać lekkoatletyczną bieżnię (w połowie lat 80. została ona ostatecznie zlikwidowana). Piłkarze Legii i Widzewa (1:1) musieli więc skorzystać ze specjalnej kładki, w przeciwnym razie ugrzęźliby po łydki w wodzie. Mecze „na wodzie” grano więc nie tylko we Frankfurcie...

 

 

Legioniści przed ligowym meczem z Arką w Gdyni (4:1) w sezonie 1980/1981. 15 marca 1981 roku „wojskowi” rozpoczęli ten mecz w składzie (od lewej): Janusz Baran, Waldemar Tumiński, Marek Kusto, Krzysztof Adamczyk, Henryk Miłoszewicz, Edward Załężny, Ryszard Milewski, Paweł Janas, Witold Sikorski, Jacek Kazimierski i Adam Topolski. W tle ośnieżone drzewa i słynna trybuna gospodarzy zwana „Górką”, z której kibice w siarczystym mrozie obserwowali „wiosenne” zmagania piłkarzy.

 

 

W marcu 1996 roku w Warszawie panował siarczysty mróz, a „wojskowi” szykowali się do rozegrania ćwierćfinału Ligi Mistrzów z Panathinaikosem Ateny. Boisko było skute lodem, a murawa nie przypominała placu do gry w piłkę. W stolicy rozpoczął się wyścig z czasem, by spotkanie w ogóle mogło dojść do skutku. O tym, że mecz się odbędzie sędzia zadecydował kilka godzin przed jego rozpoczęciem. Dwa dni wcześniej na linię frontu przy Ł3 rzucone zostało wojsko. Żołnierze ręcznie skuwali lód, ale bez większych efektów. Działacze Legii rozważali wprowadzenie na murawę ciężkiego sprzętu i specjalnych dmuchaw z lotniska tłoczących gorące powietrze. Nie pomogło. Swoje zrobiły dopiero tony amoniaku, który stopił lód, zniszczył trawę, a wokół pozostawił niewyobrażalny smród. Bagnistą nawierzchnię starano się ratować wysypując na nią trociny oraz piasek. Na zdjęciu bramkarz Legii Marcin Muszyński.

 

 

W polskiej ekstraklasie grało się czasem i w kopnym śniegu... Zmarznięta murawa boiska Stadionu Wojska Polskiego przy Łazienkowskiej, które w roku 2000 nie posiadało jeszcze instalacji podgrzewania, bardziej przypominało stok narciarski, niż boisko do gry w piłkę. Zawodnicy Legii i Górnika – 11 marca 2000 roku – stworzyli sobie w tym meczu mnóstwo sytuacji bramkowych, ale spotkanie zakończyło się rezultatem 0:0. O piłkę z bramkarzem gości Andrzejem Bledzewskim walczą Sylwester Czereszewski, Bartosz Karwan oraz Marcin Mięciel. W tle „Żyleta”, na której kibice dodatkowo „podgrzewali” się zimnymi ogniami...

 

 

Gra na grząskich i nierównych boiskach często kończy się dla piłkarzy kontuzją. Nie inaczej było 7 marca 2006 roku w Kielcach. Na „murawie” leży napastnik Legii Dawid Janczyk, który nie dokończył wyjazdowego spotkania z Koroną (0:3). W 50. minucie zastąpił go Cezary Kucharski, a warszawianie odpadli w 1/4 finału rozgrywek o Puchar Polski.

 

 

11 marca 2005 roku zima zaskoczyła ligowców. W XIV kolejce przy Ł3 spotkały się zespoły Legii i Pogoni Szczecin. Jeszcze 40 minut przed meczem warunki atmosferyczne w stolicy były bardzo dobre. W trakcie spotkania jednak zaczął intensywnie sypać śnieg. Nie przeszkodziło to jednak gospodarzom w odniesieniu wysokiego zwycięstwa (3:0), a fanom w doskonałej zabawie na trybunach. Po ostatnim gwizdku jedni i drudzy podziękowali sobie za grę i doping. Od lewej: Aleksandar Vuković, Tomasz Kiełbowicz, Tomasz Sokołowski II, Marek Saganowski, Marcin Smoliński, Artur Boruc, Veselin Djoković oraz Wojciech Szala.

 

 

Pierwszego dnia października 2006 roku nad Warszawą nastąpiło urwanie chmury. W mistrzowskim sezonie 2005/2006 podopieczni Dariusza Wdowczyka grali jednak na tyle dobrze, że nie straszne im były niekorzystne warunki atmosferyczne, z którymi zmagali się w prawie każdym jesiennym spotkaniu. Gdy podejmowali Wisłę Kraków (1:1) w pewnym momencie na boisko spadła ściana wody... O nasiąkniętą wodą, ciężką i śliską piłkę walczą Mamadou Balde, Jean Paulisa i Marcin Burkhardt.

 

 

Kibicom Legii dopingującym piłkarzy zarówno przy Łazienkowskiej, jak i na wyjazdach, żadna pogoda nie straszna. Czy śnieg czy deszcz, zawsze są na posterunku.

 

 

Najwięcej kłopotów podczas spotkania śliska futbolówka sprawia zazwyczaj bramkarzom. Na zdjęciu Artur Boruc z trenerem Krzysztofem Dowhaniem na przedmeczowej rozgrzewce.

 

 

W czasie niesprzyjających warunków atmosferycznych dyskomfort odczuwają nie tylko piłkarze i kibice. Fatalna infrastruktura stadionu Odry Wodzisław swego czasu dawała się również we znaki przedstawicielom mediów.

 

 

Wielkie serce, wiara i oddanie klubowi – kibice niepełnosprawni podążają za swoją drużyną po całym kraju. Dla nich najważniejsze jest to, że mogą dopingować swój ukochany zespół, często nie zważając na panującą aurę.

 

 

Podczas ligowego meczu Legii z Ruchem Chorzów, który odbył się 21 listopada 2008 roku, na Stadionie Śląskim panowały ekstremalne warunki atmosferyczne. „Wojskowi” zwyciężyli 1:0 po golu Takesure’a Chinyamy, a 900 kibiców Legii dopingowało swoich podopiecznych przez 90 minut spotkania – jesteśmy zawsze tam, gdzie nasza Legia gra!

 

 

31 lipca 2011 roku piłkarze Legii i lubińskiego Zagłębia przegrali z wodą... Inauguracja minionego sezonu na Ł3 zakończyła się więc falstartem. Przed meczem nad Warszawą przeszła olbrzymia burza, a urządzenia zainstalowane pod murawą boiska nie nadążały odprowadzać wody. Piłkarze zdołali wyjść na rozgrzewkę (futbolówkę próbuje kopać obrońca Jakub Rzeźniczak), ale arbiter Daniel Stefański nie dopuścił do rozegrania zawodów. Mecz z drużyną Jana Urbana legioniści rozegrali trzy miesiące później zwyciężając 3:0.

 

 

Od 2011 roku stadion przy ulicy Łazienkowskiej dysponuje czterema zadaszonymi trybunami, co w znacznym stopniu poprawiło komfort oglądania meczów. Na starym obiekcie – Stadionie Wojska Polskiego, który funkcjonował do 2008 roku – możliwość śledzenia poczynań legionistów z zadaszonej trybuny mieli tylko kibice zasiadający na legendarnej „Krytej”.

 

 

Do rozgrywania meczów, które odbywają się na pokrytej warstwą śniegu murawie, używa się specjalnych piłek w kolorze pomarańczowym. Dziś jednak to coraz rzadszy obrazek na polskich boiskach.

 

 

Następny odcinek "Prawdy czasu" już za tydzień w środę!

 

Sprawdź poprzednie odcinki cyklu


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN