Legia Warszawa
vs Rangers F.C.
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2015-02-04 11:00:00
Newsletter

Malarz: Kocham rywalizację

Autor: Krystian Grzelak Fot. Mateusz Kostrzewa
- Nie zadowoli mnie jedynie miejsce na ławce rezerwowych. Szanuję Dusana, to bardzo dobry bramkarz i wielokrotnie to już udowadniał i potwierdzał. Jednak... szacunek szacunkiem, ale rywalizacja - rywalizacją. Myślę, że Dusan będzie czuł mój oddech na plecach - powiedział w wywiadzie z legia.com Arkadiusz Malarz.

legia.com: Z Pułtuska do Warszawy jest 60 kilometrów, ale Ty postanowiłeś pokonać tę trasę zupełnie na około. Za Tobą długa droga zakończona w Legii.

Arkadiusz Malarz: - Nie tylko długa, ale i czasami kręta. Myślę jednak, że transfer do Legii wynagrodził mi to czekanie i bardzo się cieszę, że znalazłem się w tym miejscu. Pochodzę z Pułtuska, lecz moje mieszkanie znajduje się w Warszawie. To ona jest domem moim i mojej rodziny. Cieszę się, że teraz będę mógł przenieść się do stolicy na stałe. Stawiałem w karierze kroczek po kroczku, by w końcu znaleźć się w Legii. Lepszego scenariusza nie mogłem sobie wyobrazić.

 

Wracając do Polski, brałeś jeszcze pod uwagę to, że możesz trafić do najlepszego klubu w kraju?

- Nie myślałem wówczas o przyszłości. Skupiałem się na tym, co działo się w danej chwili. Miałem wiele wątpliwości, zastanawiałem się, czy postępuję dobrze, decydując się na pierwszą ligę. Wzbraniałem się przed nią jak mogłem, lecz w końcu uległem. Z perspektywy czasu - nie żałuję, że wykonałem ten krok. Poznałem tam niesamowitych ludzi, począwszy od trenera, skończywszy na "maserach". Najważniejsze są jednak sukcesy sportowe. Awans zrobiliśmy w zaledwie rok po spadku Bełchatowa, a to naprawdę nie jest łatwe. Pierwsza runda w Ekstraklasie pokazała, że potrafimy grać w piłkę. Myślę, że biorąc pod uwagę nasze możliwości, możemy być dumni z miejsca, na którym zakończyliśmy 2014 rok.

 

Ty z kolei osobiście możesz być chyba dumny ze swojej postawy. Pokazałeś, że wciąż potrafisz grać w piłkę i zebrałeś mnóstwo ciepłych słów ze strony dziennikarzy, zaprzeczając obiegowej opinii, iż jesteś jednym z najbardziej niedocenianych bramkarzy w Polsce.

- Broń Boże, nigdy nie czułem się niedoceniany. Po raz pierwszy poczułem w karierze ogromną satysfakcję, kiedy po pierwszym roku w Skodzie Xanthi zostałem wybrany najlepszym bramkarzem w kraju. Zupełnie nie znałem ligi czy języka, a mimo tego sobie poradziłem i zostałem doceniony. Po powrocie do Polski nie skupiałem się na tym, by coś komuś udowodnić. Liczyła się dla mnie drużyna i robiłem wszystko, by to ona osiągała jak najlepsze rezultaty. Cieszę się, że mogłem dołożyć swoją cegiełkę do sukcesów drużyny.

 

Sprawiłem, że parę osób zastanowiło się i stwierdziło: "kur***a, ten Malarz coś tam jeszcze potrafi, to nie jest totalny ogórek". Mam więc pewną satysfakcję, szczególnie, że zupełnie nie czuję, żeby mój czas się kończył. Jestem ambitnym człowiekiem, a ten, kto mnie zna, może to potwierdzić. Teraz przychodzę do Legii po to, aby rywalizować. Kocham ten stan, to mnie napędza. Odkąd gram w piłkę, zawsze musiałem coś udowadniać. Widocznie takie już moje przeznaczenie.

 

Nie zadowoli mnie jedynie miejsce na ławce rezerwowych. Szanuję Dusana, to bardzo dobry bramkarz i wielokrotnie to już potwierdzał. Jednak... szacunek szacunkiem, ale rywalizacja - rywalizacją. Myślę, że Dusan będzie czuł mój oddech na plecach.

 

Trener Henning Berg stwierdził w rozmowie z legia.com, że Dusan Kuciak dalej jest jego numerem jeden.

- To absolutnie normalna sytuacja. Wiem, że przychodzę po to, by tę bluzę dopiero zdobyć, lecz to dla mnie nic nowego. Nigdy w życiu nie dostałem niczego za darmo, o wszystko musiałem walczyć. Rywalizacja bardzo mnie mobilizuje. Także spokojnie - sezon jest długi, będę robił swoje i mam nadzieję, że trener to zauważy.




Twoje drogi z Legią mogły skrzyżować się już wcześniej?

- Wiem, że jak grałem w Grecji, to coś było na rzeczy. Działo się to mniej więcej wtedy, gdy odchodziłem z Panathinaikosu. Temat tak szybko jak się pojawił, tak szybko się też zakończył. Teraz na szczęście wszystko doszło do skutku.

 

Zaczynałeś już wątpić, że się uda?

- To wszystko odbywało się na dobrą sprawę poza mną. Najpierw musiały się dogadać między sobą kluby, a ja czekałem na porozumienie między nimi, by wiedzieć, na czym stoję. Zależało mi na tym, aby w pełni skoncentrować się już na przygotowaniach do sezonu, więc cieszę się, że finalnie zostanę zawodnikiem Legii.

 

Trudno było Ci rozstać się z Bełchatowem?

- Bardzo. Zżyłem się z tym klubem i ludźmi. Czułem się tam znakomicie, więc zostawiłem GKS z bólem serca. Mam jednak wciąż niespełnione ambicje i chcę pokazać swoją wartość, więc zdecydowałem się na Legię. Przede mną nowy rozdział i zrobię wszystko, by zapisać w nim parę ładnych kartek.

 

Michał Żewłakow odegrał kluczową rolę w tym transferze?

- Nie ma co ukrywać, że dorzucił swoje trzy grosze. Nie jest tajemnicą fakt, że znamy się od lat, lecz głupotą byłoby sądzić, że załatwił mi transfer po znajomości. Szanujmy się. Legia to nie jest klub, który mógłby kogoś ściągać, bo "ktoś się z kimś lubi". Musiałem przekonać sztab do siebie poprzez swoją postawę na boisku. Teraz, kiedy wszystko doszło już do skutku, oczywiście cieszę się, że jestem z Michałem w jednym klubie, bo zawsze marzyłem, żebyśmy chociaż razem zakończyli karierę. To nie udało się na boisku, ale udaje się chociaż w połowie poza nim.

 

Warszawskie lokale już mogą szykować się na duet Żewłakow - Malarz?

- Jasne, chyba na obiad (śmiech). Na imprezie ostatni raz to ja byłem w 2008 roku, naprawdę. Z "Żewłakiem" de facto, w Grecji. W Warszawie mam ze sobą dwóch moich łobuziaków, którzy wymagają dużej uwagi. Spotkania z Michałem i znajomymi muszę więc bardzo ograniczać, by to wszystko pogodzić. Jestem w nich zakochany po uszy, chłopaki wygrywają ze wszystkimi. Spędzam dużo czasu w domu, by wychować moich łobuzów, bo zapowiadają się na niezłych asów, więc trzeba ich krótko trzymać.

 

Michał żartował, że w końcu będzie miał z kim fajka zapalić.

- (śmiech). "Miszka" taki jest, lubi się pośmiać. Znamy się od lat i to dla mnie naprawdę miła sytuacja, że mogę być w takim Klubie i z taką postacią, bo "Żewłak" zrobił naprawdę niesamowitą karierę.

 

Kiedyś drugi z "Żewłaków" przyczynił się do Twojego transferu do Bełchatowa.

- To prawda, Marcin gorąco namawiał mnie na to, żebym przyjął ofertę GKS-u. Cieszę się, że w końcu skłonił mnie do tego, bo gdyby nie Bełchatów, teraz pewnie nie byłoby mnie w Legii. Jak widać, braciaki nie odpuszczają i cały czas przewijają się w moim życiu. To jednak miłe, ja ich kocham bardzo mocno, bo są dla mnie jak rodzina. Każdemu życzę, by spotkał na swojej drodze takich przyjaciół jak ja, bo wiem, że mogę na nich liczyć do końca życia.

 


Jakie są Twoje wrażenia po pierwszym dniu na zgrupowaniu?

- Bardzo pozytywne, choć przyznam Ci się, że troszeczkę obawiałem się mojego przyjazdu do Sotogrande. Jeszcze na lotnisku rozmawiałem z żoną. Daria pytała mnie, z jakim nastawieniem jadę do hotelu. Powiedziałem jej szczerze, że trochę się boję jednej rzeczy: czy niektórzy nie spojrzą na mnie z góry, bo przychodzę z małego klubiku. Zostałem jednak bardzo pozytywnie zaskoczony - wszyscy są niesamowicie otwarci, sami przychodzą i zagadują. To dla mnie sygnał, że od razu zostałem zaakceptowany, co jest cholernie miłym uczuciem.

 

Spotkałeś w Legii jakichś starych znajomych?

- Chociażby Dossę Juniora, z którym graliśmy w jednej drużynie. Za czasów AEL-u Limassol przyjaźniliśmy się i niekiedy spędzaliśmy nawet razem swój wolny czas. Aż buzia sama się uśmiecha, że świat wydaje się ogromny, a w rzeczywistości jest tak mały, że wszędzie spotykam tak świetne osoby.

 

Kto jeszcze? Powiedziałbym, że Michał Kucharczyk. Kiedy w minionej rundzie graliśmy przeciwko sobie, podszedł do mnie i powiedział: "pamiętasz mnie ze Świtu?". Kurna, nie kojarzę. Mówię, że chyba się trochę minęliśmy, a on na to: "nie, ja nie grałem w Świcie. Stałem wtedy za bramką i podawałem Ci piłki". Nie chciało mi się wierzyć, ale wiem, że nie żartował. Od razu rzuciłem mu ripostę: "to zobacz, gdzie zaszedłeś". Tylko na mnie spojrzał i pokiwał głową.

 

Znajomą twarzą jest także trener Dowhań. Kiedy dziś rozmawialiśmy, stwierdził: "zobacz, razem zaczynaliśmy karierę i teraz się spotykamy, by razem zakończyć". Mówię: "zaraz, zaraz, ja się jeszcze nie wybieram na drugą stronę". Trener oczywiście żartował, choć to prawda, że już raz się spotkaliśmy. Kiedy miałem osiemnaście lat, prowadził mnie w Polonii.

 

Przychodzisz do Legii jako kapitan Bełchatowa. To dodatkowa motywacja, że może się udać?

- Opaska dała mi dużego kopa motywacyjnego i podniosła zarówno jako piłkarza, jak i człowieka. Zdałem sobie sprawę, że na boisku nie odpowiadam już tylko za siebie, ale również za pozostałych kolegów. Pozycja kapitana była dla mnie czymś znaczącym i wzmocniła moją koncentrację. Zdałem sobie sprawę, że muszę wygrywać rywalizację o miejsce między słupkami. Drużyna miała świadomość, że w każdej sytuacji mogła na mnie liczyć. Mam nadzieję, że ich nie zawiodłem, a jeśli tak się stało, to szczerze przepraszam.

 

Zamierzasz stać się znaczącą postacią w szatni?

- Nie będę chciał się zmieniać. Zamierzam pomagać drużynie także słowem. Ktoś pomyśli, że: "Malarz przyszedł, jest pierwszy dzień i takie słowa wygaduje". Już taki jestem, że klub jest dla mnie najważniejszy i podobnie będzie teraz. Mam nadzieję, że zawodnicy zrozumieją, że jedziemy na jednym wózku i razem walczymy o najwyższe cele. Broń Boże, nie chcę się zmieniać. Zamierzam pozostać taki, jaki jestem, więc będę chciał dalej scalać szatnię i dbać o to, by atmosfera była niesamowita.

 


Legia zyskała na Twoim transferze nie tylko piłkarsko, nie tylko "charakterologicznie", ale także... medialnie. Na Twitterze szalejesz od dawna.

- Twitter mnie totalnie wciągnął i bardzo go lubię. Instagram i Facebook już troszeczkę mniej, ale tym portalem jestem totalnie zafascynowany. To dla mnie świetna kopalnia wiedzy - można się dowiedzieć tam wszystkiego i wymienić opinią z piłkarzami, trenerami, dziennikarzami i kibicami. To jest naprawdę fajne. Po tym jak wczoraj wrzuciliście informację o transferze, aż mi się telefon rozładował, bo tyle osób oznaczało mnie w tweetach. Popłakałem się ze śmiechu, bo ludzie są tak pomysłowi, że nie dało się już wytrzymać. Stworzyli tyle żartobliwych teorii na temat mojego transferu, że nawet nie dałem rady ogarnąć wszystkich. W jednym z wpisów jakiś kibic napisał, że "to właśnie tak Daria przekonała Arka Malarza do transferu do Legii". Tam link do sceny z "Piłkarskiego pokera" - "Ty mniej gorzołka pij, Ty więcej trenuj, Ty za granica jedziesz, ciulu Ty!". Padłem, czapki z głów. Szacunek dla wszystkich, którzy wymyślali te wszystkie scenki.


Wiesz, że w Tobie ostatnia nadzieja?

- O kurde, na co?

 

Na szczęśliwy finał akcji #ZewlakNaTwittera.

- (śmiech). Aaa, słyszałem o tym. Namawiam go już od X czasu, ale na razie mi się nie udaje. Myślę jednak, że dopnę swego i go przekonam. Serio, mi też go tam brakuje, bo z jego inteligencją i poczuciem humoru Twitter by się zapalił.

 

W drodze do hotelu wstąpiłeś do McDonald's?

- Chyba wiem, do czego pijesz. Myślałem o tym, naprawdę, ale, cholera, po drodze nigdzie nie widziałem "Maka". Chciałem "Saganowi" przywieźć małego hamburgera, żeby odwrócić jego uwagę (śmiech). Trudno, nie udało się, ale co się odwlecze... Ja jestem z tych, co lubią się trochę pośmiać.

 

W marcu 2014 roku powiedziałeś, że schowałeś swoje marzenia o reprezentacji głęboko, głęboko w przeszłości. Legia może być taką trampoliną do kadry?

- Wiesz co? Niczego nie można być w życiu pewnym. Po ostatnich dwóch dniach uważam, że naprawdę wszystko jest w życiu możliwe. Znam swoje miejsce w szeregu, ale... kurna, czemu nie? Nigdy nie jest za późno nawet na głupi sparing. Kiedy jest się Polakiem, gra z orzełkiem na piersi to największy cel. Za marzenia się nie płaci. Warto sobie pofantazjować - a nuż się uda. Nawet ta rozmowa jest przykładem, że nie można się poddawać i warto walczyć do samego końca. Życie tworzy mi fajne scenariusze i oby pozostało tak dobrym pisarzem. Ja jestem za.


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 89
PLN
Cena 114,50
PLN
Cena 119
PLN